czwartek, 30 sierpnia 2012

urlop od dziecka

Z okazji 5 rocznicy ślubu dostaliśmy od naszych mam wspaniały prezent. Wyjeżdżamy jutro z mężem na 3 dni w Pieniny SAMI!!!!!! Po raz pierwszy od sierpnia 2009. W ciagu tych 3 lat tylko raz udało mi się wyrwac w góry - na Turbacz.
Nie to, żeby wyjazdy z Piotrkiem nie były fajne bo są, ale z nim póki co nie da się isc w góry, a mi tego brakuje jak powietrza. On nie toleruje nosideł, a przede wszystkim śpi dość długo w ciągu dnia, więc trzeba na całodniowe wycieckzi tachać ze sobą wózek by miał gdzie się zdrzemnąć.
Cieszę się ogromnie, choć staram się tez nie ekscytować za bardzo. Zwykle gdy bardzo się na coś nastawiam zaczynają sie zgrzyty między mną a Mackiem, a chciałabym by weekend minął nam spokojnie i na luzie. Wzięłam dwa dni urlopu, poniedziałek będzie w całości dla Małego by zrekompensować mu nieobecność rodziców.
:-))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

środa, 29 sierpnia 2012

Kraków to miasto absurdów. Zamiast budować piętrowe parkingi rozszerza się strefy ograniczonego parkowania nie rozbudowujac przy tym praktycznie sieci komunikacji miejskiej oraz wprowadza się wyśrubowane plany dla straży miejskiej.W rezultacie pod koniec miesiąca straż jeździ wczesnym rankiem po osiedlach i wyłapuje nieszczęsników, którzy poprzedniego dnia nie załapali się na miejsce parkingowe na chodniku i zostali zmuszeni zaparkować na przykłąd na trawniku. Oni sobie wyrabiaja statystyki, a problem jak był tak pozostaje. Jak co poniedziałek nocowałam u mojej mamy na osiedlu z lat 70-tych, gdzie nie ma parkingów podziemnych, nie można wykupić miejsca pod blokiem i bardzo ciężko o pewnych godzinach znaleźć jakiekolwiek miejsce by zostawić auto. Żeby było śmieszniej tam jest dużo terenów zielonych i można by spokojnie podwoić ilość miejsc parkingowych bez uszczerbku dla wyglądu osiedla, ale spółdzielni nie chce się bawić w podziały działek. Maciek jest geodetą, zainteresował się temat - stąd wiem. W poniedziałek po położeniu Piotra ok 22 pojechałam do pobliskiego Tesco zrobić mamie większe zakupy. Nie mam na to czasu w ciągu dnia bo albo praca albo zajmuję się Piotrkiem, a z nim do Tesco na większe zakupy nie ma sensu jeździć bo nudzi się w wózku sklepowym. Wróciłam przed północą i tradycyjnie nigdzie miejsca nie było, jeździłam, szukałam, w końcu stojąc przed wyborem pozostawić auto na środku ulicy lub zaparkować na trawniku jak około 20 innych kierowców wybrałam to drugie. Rano za wycieraczką zastałam wezwanie do komendy straży miejskiej za popełnienie wykroczenia drogowego. Takie same wezwania były za wycieraczkami aut stojacych na trawniku, ale już te, które blokowały wejście do zsypu czy inne samochody zostały pominięte.Super! Spóźniłam się godzinę do pracy, bo musiałam jechać na drugi koniec miasta. Ochrzaniłam ich z góry na dół. Dostałam pouczenie. Kurna ja nie jestem bezmyślna, ale  tam naprawdę wieczorem nie ma gdzie zaparkować!

Scenki z życia Piotra

Moje dziecko przeżywa intensywnie bunt dwulatka, więc lekko nie jest. Uwielbia jeździć na rowerku biegowym. W poniedziałek wybraliśmy się wieczorkiem na wycieczkę rowerową po osiedlu mamy i sąsiednim. Podejrzewałam, że w pewnym momencie opuszczą go siły i będzie chciał na rączki, więc próbowałam tak pokierować trasą by zatoczyć kółko. Niestety bezskutecznie, gdyż Piotr miał własny  pomysł na trasę, który stanowczo egzekwował. W pewnym momencie tak jak przypuszczałam stwierdził, że bardzo bolą go nogi i zaczął sie na mnie wspinać z przymilnym uśmieszkiem. No kawałek jestem w stanie ponieść jego i rower, ale na pewno ni dam rady przejść w ten sposób przez całe osiedle. Zaczęłam się zastanawiać czy nie dzwonić do mamy z prośbą o wyjście nam naprzeciw z wózkiem, ale sytuację uratowało PODGNIŁE JABŁKO, które Piotr dojrzał na chodniku. Od razu wykrzyknął "piłka! maama kopać!" Tym sposobem doholowałam go spory kawałek. Ja kopałam, a on gonił jabłko. Potem zaczął się wkurzać, ponieważ jabłko stopniowo się defasonowało i nie toczyło tak pieknie jak wcześnie, lecz znaleźliśmy zeschnietego slonecznika i przerzuciliśmy się na turlanie. Wniozek - na spacery nalezy zawsze brać piłeczkę tenisową jako przynętę na Piotra! To lepszy patent niż jabłko, gdyż po powrocie cały sandał i stopę miałam lepką od soku ;-)

Mój dzielny rowerzysta





Piotra uwielbia kamienie. Godzinami może je przerzucać, ładować na taczki, wrzucać do wody. W niedzielę obejrzał razem z tatą końcówkę westernu, która sprowadzała się do tego, że z góry spadały kamienie wzbijając tumany kurzu i robiąc mnóstwo hałasu. Cały wieczór to przeżywał i opowiadał. Wieczorem po kąpaniu domaga się opowiadania "bajki o kamykach". Wycieram go więc i opowiadam. "Pewnego razu był sobie mały Piotruś, który szedł przez las i znalazł wielki dół. Obok dołu leżała górka kamieni i Piotruś wrzucał kamyki na dół, a one spadały robiąc bach bach bach i było dużo kurzu". I tak w kółko. Słucha jak zaczarowany. Bajka o kamykach zastąpiła wcześniej praktykowaną i również wymyśloną przez mamę o wielki czerwonym samochodzie, który szukał przyjaciela i małym żółtym autku, które bało się jechać przez ciemny las bo miało za słabe reflektory, zaprzyjaźnili się i od tej pory duży czerwony samochód swoimi wielkimi światłami oświetlał małemu drogę przez las.





poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Weekend upłynął nam pod znakiem chrztu Antosia - kuzyna Piotrka. To jedyny kuzyn Piotrusia i więcej kuzynów w prostej lini najprawdopodobniej mieć nie będzie (jestem jedynaczką, a brat Maćka nie planuje więcej dzieci), dlatego zależy mi, żeby chłopcy mieli bliski kontakt. Spędzają razem dwa dni w tygodniu, kiedy w domu teściów Antosiem zajmuje się teściowa, a Piotrkiem niania, czasem wymiennie. Widzę, że to było bardzo dobre posunięcie. Piotrek traktuje Antosia zupełnie inaczej niż inne dzieci. Jest w stosunku do niego opiekuńczy i dużo bardziej cierpliwy, nie złości się tak o zabieranie zabawki, a w zeszły piątek sam nakarmił kuzyna kaszką. Lubię na nich razem patrzeć. Jest miedzy nimi rok i miesiąc różnicy, więc mam dokładne deja vu z poprzedniego roku, zwłaszcza, że Antoś po kuzynie odziedziczył większość garderoby.


Razem z kuzynem na ławeczce - dwoje elegantów :-) I z mamą







Piotr do kościoła nie chciał wejść. Bał się. To jest towarzyskie i radosne dziecko, ale potrzebuje czasu by wejść w nową sytuację i grupę. Zwykle przez pewien czas obserwuje z boku, a potem się dołącza. Nie lubi sytuacji, gdy jest niejako zmuszony z marszu przystosować się, np. bardzo się wstydził gdy niedawno pojechaliśmy do mojej rodziny na wieś. Wysiał z samochodu i od razu otoczyła go chmara twarzy, których w większości nie pamiętał. Musiałam z nim pochodzić chwilę sama po podwórku i pozwolić mu wejść do domu z własnej inicjatywy. Z tego względu przypuszczałam, że raczej chrzest spędzimy przed kościołem i uprzedziłam Grażynkę, żeby na głównego fotografa wytypowała kogoś innego (mój maż jako chrzestny nie mógł zająć się Piotrusiem). Synek zwierzył mi się, że boi się kościoła, bo tam jest wilk, który ma zęby. Nie mam pojęcia o co chodzi. Fakt faktem rzadko chodziliśmy z nim do kościoła. Maciek chodzi co niedziela, ale ja nie mam takiej potrzeby. Maciek trochę jest na mnie zły, że Piotrek nie jest oswojony z tym miejscem, ale wielokrotnie podkreślałam, że nie mam nic przeciwko temu, żeby zabierał syna ze sobą na mszę. Cóż. Nie bardzo czuł się na siłach samemu zabawiać brzdąca lub biegać za nim przez całą msze ;-) A mi po prostu się nie chciało. Nie wydaje mi się, żeby zimą uczestnictwo we mszy było najlepszym pomysłem dla małego dziecka. Gorąco, tłum i wszyscy kichają. A gdy jest ładna pogoda wolałam spędzić czas w plenerze. Wiele weekendów spędzałam z Piotrkiem sama ze względu na budowę domu w zeszłym roku i delegacje maćka, nie miałam motywacji. Poszliśmy razem w Niedzielę Palmowa. Piotrkowi nie spodobał się tłum i po 10 minutach musiałam się ewakuować. Cóż, będziemy próbować małymi kroczkami, na pewno nie na siłę.

Przy okazji chrztu opracowałam również misterny plan co do drzemki Piotrka, który wziął w łeb. Piotrek śpi bardzo dobrze. Noce zaczął przesypiać w wieku 3 miesięcy. Jest rannym ptaszkiem, ale nocą nie budzi się w ogóle. Sen ma kamienny. W dzień śpi od 1.5 do 3 h w zależności od pogody i samopoczucia. Sporadycznie zdarzają się sytuacje gdy drzemka przepadnie, wówczas Piotrek okolo 18 zaczyna słaniać się ze zmęczenia i po wielkim marudzeniu zasypia gdzie bądź. W takie dni nawet go nie kąpię tylko na śpiocha przebieram w piżamkę, czyszczę chusteczkami i daję mleko na śpiocha łamiąc swoją zasadę - zero mleka po myciu zębów, no ale inaczej się po prostu nie da. Generalnie sen jest dla niego bardzo ważny. Nienawidzi być budzony. Obudzony z drzemki zanim się nie wyśpi nie potrafi zasnac ponownie i ma koszmarny humor do końca dnia. Chrzest wypadał 13.30 dokładnie w połowie jego drzemki. Wiedziałam, że nie mam szans przetrzymac go w domu do 13, bo on idzie spać między 11 a 12. Byłby armagedon i megamaruderstwo.  Nie było szans by zasnął wcześniej i obudził przed 13. Wiedziałam też, że musi się przespać choć trochę,bo po chrzcie czekał nas obiad u teściów wraz z rodzicami Grażynki. Niewyspanie + nowe twarze = nieciekawe połączenie w wydaniu Potwora. Opracowała więc plan. Spakowałam go więc o 11 do samochodu gdy zaczynał ziewać, pojeździłam po Krakowie (Maciek rano pracował wiec miał dojechać drugim autem na styk), Piotrek zasnął, zaparkowałam niedaleko kościoła w spokojnym jak sądziłam miejscu i miałam zamiar poczytać godzinkę zanim Młody się nie obudzi, a potem udać się w kierunku kościoła. Niestety pojawiło się wyjatkowo rozwrzeszczane i jazgotliwe dziewczynisko, obudziło Piotrka i pozamiatane. Próbowałam jeszcze z nim pojeździć, ale już nie mógł zasnąć.O dziwo na imprezie rodzinnej bawił się nieźle, tzn 3 godziny non stop biegał i szlała po ogródku, by o 18.30 zatrzymać się w biegu i położyć na trawie zawodząc ze zmęczenia.  Próbowaliśmy zebrać się wcześniej, ale kategorycznie odmawiał i wracał do szaleństw. Spakowaliśmy go do samochodu, zasnął po drodze, zapakowałam brudasa do łóżka i spał do 6 rano.

Szaleństwa ogrodowe u teściów.

Z tatą












W trakcie trochę wstydu przed gośćmi. Spójrzmy prawdzie w oczy - moje dziecko je jak prosiaczek. W wieku 2 lat i 3 miesięcy nie potrafi donieść do buzi łyżki z zupą nie rozlewajac jej, je palcami - masakra. . Piotrek za rok idzie do przedszkola i nie wyobrażam sobie dawać mu cztery komplety ubrań na zmianę! Sama jestem zmęcozna sprzateniem po każdym posiłku jak po niemowlaku. W domu zwykle rozbieram go do obiadu do pieluchy - trochę prania mniej. Jestem  zła na siebie, że naukę jedzenia sztućcami rozpoczęłam za późno. Nie tłumaczy mnie, że w zeszłym roku kiedy trzeba było się za to zabrać na poważnie byliśmy oboje z meżem totalnie zakręceni na punkcie wykańczania na gwałt prowizorycznie domu, bo wyrzucano nas z wynajmowanego mieszkania, każda sobotę od rana do wieczora harowaliśmy na budowie, do tego normalna praca na pełny etat. Byłam wykończona jak nigdy w życiu i  energii starczało mi ledwo na zabawę z synkiem, nie miałam siły na dyscyplinowanie i naukę dobrych manier i teraz odbija sie to rykoszetem.

A jeszcze powiem Wam, tylko żeby nie zapeszyć - odliczam dni do piątku. Jeśli tylko nic nie stanie na przeszkodzie jedziemy z Mackiem na 3 dni w Pieniny. Childfree! Nie chodziłam po górach od 3 lat i ciesze się jak głupia. Taki prezent dla nas od babć z okazji 5 rocznicy ślubu w sobotę - dziękujemy obu mamom!



środa, 22 sierpnia 2012

Zdradziłam! Zdradziłam dziś mojego dentystę, którego pacjentką byłam od lat i wyratował mnie z niejednej opresji. Zęby mam bardzo słabe, więc dobry dentysta to skarb. W 4 miesiącu ciązy okazało się, że mam ósemkę do usnięcia i ząb nie dotrwa do porodu i gdyby nie on byłoby kiepsko. Akurat wtedy  zaliczyłam również mały "skok w bok", ponieważ mój lekarz przeniósł się do innej przychodni, do której miałam gorszy dojazd i przez pewien czas pozostałam w starej. Przed ciążą nie wpadłam na to, by zrobić sobie profilaktycznie panoramiczne zdjęcie RTG szczęki a potem bałam się ryzykować. Udało mu się usnąć zęba bez zdjęcia i bez powikłań co najważniejsze. Mój dentysta ponadto ma najpiękniejsze zielone oczy jakie kiedykowliek widziałam i ,ekm, wręcz emanuje seksem ;-) wizyty u niego to czysta przyjemność.
Gdyby tylko pryzjmował również na NFZ..... Niestety stanęłam przed dylematem - buty na jesień i deszcz  (zakup konieczny, bo w starych pękła podeszwa) lub wyleczenie bolącego zęba. Z finansami u nas krucho ostatnio i jeszcze przez pewien czas będzie, więc wdrażamy ostry program oszczędnościowy. Liczyłam liczyłam i z każdej strony wychodziło, że nijak nie da się tego pogodzić, no chyba że kupiłabym półbuty za 20 PLN na bazarze, ale to bez sensu. Rozleciałyby się po miesiącu noszenia. To fałszywa oszczędność. Udałam się wieć do państwowej przychodni i mam nadzieję, że będzie dobrze. Jeszcze ze 3 wizyty przede mną. Plus taki, że  jest możliwość umówić się w środy o 8, w środy Piotrka nie muszę rano nigdzie zawozić i jestem w stanie zdążyć na 9 do pracy. Przy okazji spotkałam moją starą szefową i przyjemnie sobie porozmawiałyśmy o dawnych czasach.

Żałuję, ze nie zaczęłam pisac bloga, gdy urodził się Piotr. Mielibyśmy pamiątkę. Dlatego będzie trochę wspomnieniowo raz na jakiś czas. 
Kilka słów o Najlepszym Przyjacielu a raczej Przyjaciółce mojego syna. Nie jest to miś ani inna przytulanka, nawet nie autko. Mój syn chyba też wdraża program oszczędnościowy, gdyż upodobał sobie najtańszą przytulankę pod słońcem - pieluszkę tetrową. Pieluszka zwna przez niego TUSIĄ towarzyszy mu od urodzenia. Nie zaśnie bez niej przytulonej do policzka. W czerwcu w Zakopanym raz zapomniałam zabrać ją na spacer i zaliczyliśmy atak histerii na trasie gdy Piotruś zmęczony chciał zdrzemnąć się w wózku, ale nie miał swojej tusi. Nigdy więcej nie pozwolę sobie na takie zaniedbanie, o nie! W 1 roku życia Piotr miał zwyczaj ssać pieluszkę w chwilach wielkiego stresu. Smoczka nie chciał, nigdy. Nie myślcie, że mu nie proponowałam.  Proponowałam, wielokrotnie a jakże w obawie, że jako dziecko karmione mm może mieć niezaspokojoną potrzebę ssania, ale smok za każdym razem odrzucany był z widoczną pogardą. Tusia pomagała nam w czasie ząbkowania. Piotrek pakował ją do paszczy, a następnie wyciagał zdecydowanym ruchem przeciągając nią po dziąsłach. Drapał się w ten sposób. Tusia przytulana jest w chwilach złego humoru, rozdrażnienia, smutku, ale także podczas oglądania bajek i czytania książeczek. Z tusią można biegać po całym domu. I żeby tylko z jedną.. Częstym, obrazkiem jest Piotr wędrujący z dwiema lub trzema na raz w objęciach, chodzi taki objuczony tymi szmatkami. Teściowa żartuje, że zostanie krawcem. Tusia służy nie tylko do przytulania. Piotrek namiętnie moczy pieluszki w bidecie, a potem myje nimi podłogi i drzwi. Mocuje je do haka holowniczego w swoim aucie jeździku i holuje za sobą po całym domu. Rozdaje nam i gościom w chwilach dobrego humoru. To wielki dar przecież.

Tusie u nas w domu pałętają się wszędzie. W łóżku Piotra leżą ze dwie. Kiedy kładziemy się spać zwykle odkrywamy jakąś tusię pod kołdrą, zapewne przyniesioną rano w ramach budzenia rodziców. Na kanapie tusia, w autku tusia, pod stołem tusia. Powoli tracę orient. Piotr co wieczór kiedy udajemy się na poddasze na kąpiel i spanko domaga się nowej świeżej tusi. Idzie do garderoby i próbuje wspinać się po szafie by dostać się na właściwą półkę.Tusie są już strasznie sprane i zszarzałe i powoli zaczyna mnie to drażnić. Wychodzi na to, że mam w domu już prawie przedszkolaka, starego konia powiedziałabym, a trzeba będzie pomyśleć o zakupie świeżej paczki pieluch tetrowych jak dla niemowlaka ;-)

Zresztą - zobaczcie sami.











wtorek, 21 sierpnia 2012

Witajcie!

W świecie blogowym jestem od dawna jako czytacz i komentator. Z wieloma z was się zżyłam. Przyszedł czas na własnego bloga. Wiele razy się do tego zabierałam, ale zwykle brakowąło mi odwagi. Wiem, że nie mam złotego pióra, ale spróbuję.

Ten blog to mój własny miszmasz, to co siedzi mi w głowie. na pozór jestem osobą opanowaną i zorganizowaną, lecz tak naprawdę w głowie galopuje mi tysiace myśli, emocje zmieniają się jak w kalejdoskopie. Chaos i zapewne trcohę chaotycznie tu też będzie.

Zacznę jednak od początku.

Mam na imię Ela. Mam 33 lata, meża Maćka i ukochanego syna Piotra lat 2 i 3 miesiące, zwanego Potworem (stąd adres bloga). Męża raczej tu nie zobaczycia, bo z zasady nie publikuje swoich zdjęć w necie.
Uwielbiam koty, Dzwony Rurowe i mleczną czekoladę.

Zapraszam serdecznie :-)

To my - fotka z marca tego roku.