środa, 29 sierpnia 2012

Kraków to miasto absurdów. Zamiast budować piętrowe parkingi rozszerza się strefy ograniczonego parkowania nie rozbudowujac przy tym praktycznie sieci komunikacji miejskiej oraz wprowadza się wyśrubowane plany dla straży miejskiej.W rezultacie pod koniec miesiąca straż jeździ wczesnym rankiem po osiedlach i wyłapuje nieszczęsników, którzy poprzedniego dnia nie załapali się na miejsce parkingowe na chodniku i zostali zmuszeni zaparkować na przykłąd na trawniku. Oni sobie wyrabiaja statystyki, a problem jak był tak pozostaje. Jak co poniedziałek nocowałam u mojej mamy na osiedlu z lat 70-tych, gdzie nie ma parkingów podziemnych, nie można wykupić miejsca pod blokiem i bardzo ciężko o pewnych godzinach znaleźć jakiekolwiek miejsce by zostawić auto. Żeby było śmieszniej tam jest dużo terenów zielonych i można by spokojnie podwoić ilość miejsc parkingowych bez uszczerbku dla wyglądu osiedla, ale spółdzielni nie chce się bawić w podziały działek. Maciek jest geodetą, zainteresował się temat - stąd wiem. W poniedziałek po położeniu Piotra ok 22 pojechałam do pobliskiego Tesco zrobić mamie większe zakupy. Nie mam na to czasu w ciągu dnia bo albo praca albo zajmuję się Piotrkiem, a z nim do Tesco na większe zakupy nie ma sensu jeździć bo nudzi się w wózku sklepowym. Wróciłam przed północą i tradycyjnie nigdzie miejsca nie było, jeździłam, szukałam, w końcu stojąc przed wyborem pozostawić auto na środku ulicy lub zaparkować na trawniku jak około 20 innych kierowców wybrałam to drugie. Rano za wycieraczką zastałam wezwanie do komendy straży miejskiej za popełnienie wykroczenia drogowego. Takie same wezwania były za wycieraczkami aut stojacych na trawniku, ale już te, które blokowały wejście do zsypu czy inne samochody zostały pominięte.Super! Spóźniłam się godzinę do pracy, bo musiałam jechać na drugi koniec miasta. Ochrzaniłam ich z góry na dół. Dostałam pouczenie. Kurna ja nie jestem bezmyślna, ale  tam naprawdę wieczorem nie ma gdzie zaparkować!

Scenki z życia Piotra

Moje dziecko przeżywa intensywnie bunt dwulatka, więc lekko nie jest. Uwielbia jeździć na rowerku biegowym. W poniedziałek wybraliśmy się wieczorkiem na wycieczkę rowerową po osiedlu mamy i sąsiednim. Podejrzewałam, że w pewnym momencie opuszczą go siły i będzie chciał na rączki, więc próbowałam tak pokierować trasą by zatoczyć kółko. Niestety bezskutecznie, gdyż Piotr miał własny  pomysł na trasę, który stanowczo egzekwował. W pewnym momencie tak jak przypuszczałam stwierdził, że bardzo bolą go nogi i zaczął sie na mnie wspinać z przymilnym uśmieszkiem. No kawałek jestem w stanie ponieść jego i rower, ale na pewno ni dam rady przejść w ten sposób przez całe osiedle. Zaczęłam się zastanawiać czy nie dzwonić do mamy z prośbą o wyjście nam naprzeciw z wózkiem, ale sytuację uratowało PODGNIŁE JABŁKO, które Piotr dojrzał na chodniku. Od razu wykrzyknął "piłka! maama kopać!" Tym sposobem doholowałam go spory kawałek. Ja kopałam, a on gonił jabłko. Potem zaczął się wkurzać, ponieważ jabłko stopniowo się defasonowało i nie toczyło tak pieknie jak wcześnie, lecz znaleźliśmy zeschnietego slonecznika i przerzuciliśmy się na turlanie. Wniozek - na spacery nalezy zawsze brać piłeczkę tenisową jako przynętę na Piotra! To lepszy patent niż jabłko, gdyż po powrocie cały sandał i stopę miałam lepką od soku ;-)

Mój dzielny rowerzysta





Piotra uwielbia kamienie. Godzinami może je przerzucać, ładować na taczki, wrzucać do wody. W niedzielę obejrzał razem z tatą końcówkę westernu, która sprowadzała się do tego, że z góry spadały kamienie wzbijając tumany kurzu i robiąc mnóstwo hałasu. Cały wieczór to przeżywał i opowiadał. Wieczorem po kąpaniu domaga się opowiadania "bajki o kamykach". Wycieram go więc i opowiadam. "Pewnego razu był sobie mały Piotruś, który szedł przez las i znalazł wielki dół. Obok dołu leżała górka kamieni i Piotruś wrzucał kamyki na dół, a one spadały robiąc bach bach bach i było dużo kurzu". I tak w kółko. Słucha jak zaczarowany. Bajka o kamykach zastąpiła wcześniej praktykowaną i również wymyśloną przez mamę o wielki czerwonym samochodzie, który szukał przyjaciela i małym żółtym autku, które bało się jechać przez ciemny las bo miało za słabe reflektory, zaprzyjaźnili się i od tej pory duży czerwony samochód swoimi wielkimi światłami oświetlał małemu drogę przez las.





10 komentarzy:

  1. Super masz Rowerzystę :-)

    A bajki znasz niesamowite :-) Poprosimy o więcej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Piotruś najwyraźniej nie był aż tak bardzo zmęczony rowerkiem skoro miał siłę uganiać się jeszcze za jabłkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie :-) Tak to słaniał się na nogach ze zmęczenia, a za jabłkiem i słonecznikiem praktycznie całą drogę przebiegł.

      Usuń
  3. Z parkingami dupa nie tylko w Krakowie ale i w mniejszych miastach...

    Piłka jest zarąbista u nas Lenka choć młodsza od Piotrusia uwielbia piłki i woła "kulu kulu!"
    Masz świetną wyobraźnię na takie bajki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piłka rządzi! Piotrek bardzo lubił się nią bawić, potem na jakiś czas porzucił, a teraz nastąpił comeback.

      Usuń
  4. Hej :)
    Troszkę się znamy, mamy dzieciaki w podobnym wieku, więc bardzo chętnie Cię czytam (tu i u Listopadowej):)
    Sprawdź pocztę na gazecie, posyłam Ci kluczyk do siebie ;)


    PS. Miłego odpoczynku w Pieninach!:) Trzy Korony zaliczcie koniecznie, jak będziecie bez Piotrusia ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, witam i dziękuję za zaproszenie.
      Trzy Korony to jedna z moich ulubionych górek.

      Usuń
  5. Moja koleżanka kiedyś miała mandat za wycieraczką, nie wiedziała co z nim zrobić, gdzie zapłacić i zapytała o to przechodzących właśnie policjantów.. Popatrzyli, zaśmiali się gdy im powiedziała, że za wycieraczką to miała i powiedzieli, że 'przecież wieje wiatr, deszcz pada... ten mandat był nieczytelny i go zwiało' dając jej do zrozumienia, żeby go wyrzuciła i zignorowała..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wolałam nie ryzykować. Auto jest zarejestrowane na mojego teścia i gdybym się nie zgłosiła wysłaliby wezwanie do niego.

      Usuń