poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Weekend upłynął nam pod znakiem chrztu Antosia - kuzyna Piotrka. To jedyny kuzyn Piotrusia i więcej kuzynów w prostej lini najprawdopodobniej mieć nie będzie (jestem jedynaczką, a brat Maćka nie planuje więcej dzieci), dlatego zależy mi, żeby chłopcy mieli bliski kontakt. Spędzają razem dwa dni w tygodniu, kiedy w domu teściów Antosiem zajmuje się teściowa, a Piotrkiem niania, czasem wymiennie. Widzę, że to było bardzo dobre posunięcie. Piotrek traktuje Antosia zupełnie inaczej niż inne dzieci. Jest w stosunku do niego opiekuńczy i dużo bardziej cierpliwy, nie złości się tak o zabieranie zabawki, a w zeszły piątek sam nakarmił kuzyna kaszką. Lubię na nich razem patrzeć. Jest miedzy nimi rok i miesiąc różnicy, więc mam dokładne deja vu z poprzedniego roku, zwłaszcza, że Antoś po kuzynie odziedziczył większość garderoby.


Razem z kuzynem na ławeczce - dwoje elegantów :-) I z mamą







Piotr do kościoła nie chciał wejść. Bał się. To jest towarzyskie i radosne dziecko, ale potrzebuje czasu by wejść w nową sytuację i grupę. Zwykle przez pewien czas obserwuje z boku, a potem się dołącza. Nie lubi sytuacji, gdy jest niejako zmuszony z marszu przystosować się, np. bardzo się wstydził gdy niedawno pojechaliśmy do mojej rodziny na wieś. Wysiał z samochodu i od razu otoczyła go chmara twarzy, których w większości nie pamiętał. Musiałam z nim pochodzić chwilę sama po podwórku i pozwolić mu wejść do domu z własnej inicjatywy. Z tego względu przypuszczałam, że raczej chrzest spędzimy przed kościołem i uprzedziłam Grażynkę, żeby na głównego fotografa wytypowała kogoś innego (mój maż jako chrzestny nie mógł zająć się Piotrusiem). Synek zwierzył mi się, że boi się kościoła, bo tam jest wilk, który ma zęby. Nie mam pojęcia o co chodzi. Fakt faktem rzadko chodziliśmy z nim do kościoła. Maciek chodzi co niedziela, ale ja nie mam takiej potrzeby. Maciek trochę jest na mnie zły, że Piotrek nie jest oswojony z tym miejscem, ale wielokrotnie podkreślałam, że nie mam nic przeciwko temu, żeby zabierał syna ze sobą na mszę. Cóż. Nie bardzo czuł się na siłach samemu zabawiać brzdąca lub biegać za nim przez całą msze ;-) A mi po prostu się nie chciało. Nie wydaje mi się, żeby zimą uczestnictwo we mszy było najlepszym pomysłem dla małego dziecka. Gorąco, tłum i wszyscy kichają. A gdy jest ładna pogoda wolałam spędzić czas w plenerze. Wiele weekendów spędzałam z Piotrkiem sama ze względu na budowę domu w zeszłym roku i delegacje maćka, nie miałam motywacji. Poszliśmy razem w Niedzielę Palmowa. Piotrkowi nie spodobał się tłum i po 10 minutach musiałam się ewakuować. Cóż, będziemy próbować małymi kroczkami, na pewno nie na siłę.

Przy okazji chrztu opracowałam również misterny plan co do drzemki Piotrka, który wziął w łeb. Piotrek śpi bardzo dobrze. Noce zaczął przesypiać w wieku 3 miesięcy. Jest rannym ptaszkiem, ale nocą nie budzi się w ogóle. Sen ma kamienny. W dzień śpi od 1.5 do 3 h w zależności od pogody i samopoczucia. Sporadycznie zdarzają się sytuacje gdy drzemka przepadnie, wówczas Piotrek okolo 18 zaczyna słaniać się ze zmęczenia i po wielkim marudzeniu zasypia gdzie bądź. W takie dni nawet go nie kąpię tylko na śpiocha przebieram w piżamkę, czyszczę chusteczkami i daję mleko na śpiocha łamiąc swoją zasadę - zero mleka po myciu zębów, no ale inaczej się po prostu nie da. Generalnie sen jest dla niego bardzo ważny. Nienawidzi być budzony. Obudzony z drzemki zanim się nie wyśpi nie potrafi zasnac ponownie i ma koszmarny humor do końca dnia. Chrzest wypadał 13.30 dokładnie w połowie jego drzemki. Wiedziałam, że nie mam szans przetrzymac go w domu do 13, bo on idzie spać między 11 a 12. Byłby armagedon i megamaruderstwo.  Nie było szans by zasnął wcześniej i obudził przed 13. Wiedziałam też, że musi się przespać choć trochę,bo po chrzcie czekał nas obiad u teściów wraz z rodzicami Grażynki. Niewyspanie + nowe twarze = nieciekawe połączenie w wydaniu Potwora. Opracowała więc plan. Spakowałam go więc o 11 do samochodu gdy zaczynał ziewać, pojeździłam po Krakowie (Maciek rano pracował wiec miał dojechać drugim autem na styk), Piotrek zasnął, zaparkowałam niedaleko kościoła w spokojnym jak sądziłam miejscu i miałam zamiar poczytać godzinkę zanim Młody się nie obudzi, a potem udać się w kierunku kościoła. Niestety pojawiło się wyjatkowo rozwrzeszczane i jazgotliwe dziewczynisko, obudziło Piotrka i pozamiatane. Próbowałam jeszcze z nim pojeździć, ale już nie mógł zasnąć.O dziwo na imprezie rodzinnej bawił się nieźle, tzn 3 godziny non stop biegał i szlała po ogródku, by o 18.30 zatrzymać się w biegu i położyć na trawie zawodząc ze zmęczenia.  Próbowaliśmy zebrać się wcześniej, ale kategorycznie odmawiał i wracał do szaleństw. Spakowaliśmy go do samochodu, zasnął po drodze, zapakowałam brudasa do łóżka i spał do 6 rano.

Szaleństwa ogrodowe u teściów.

Z tatą












W trakcie trochę wstydu przed gośćmi. Spójrzmy prawdzie w oczy - moje dziecko je jak prosiaczek. W wieku 2 lat i 3 miesięcy nie potrafi donieść do buzi łyżki z zupą nie rozlewajac jej, je palcami - masakra. . Piotrek za rok idzie do przedszkola i nie wyobrażam sobie dawać mu cztery komplety ubrań na zmianę! Sama jestem zmęcozna sprzateniem po każdym posiłku jak po niemowlaku. W domu zwykle rozbieram go do obiadu do pieluchy - trochę prania mniej. Jestem  zła na siebie, że naukę jedzenia sztućcami rozpoczęłam za późno. Nie tłumaczy mnie, że w zeszłym roku kiedy trzeba było się za to zabrać na poważnie byliśmy oboje z meżem totalnie zakręceni na punkcie wykańczania na gwałt prowizorycznie domu, bo wyrzucano nas z wynajmowanego mieszkania, każda sobotę od rana do wieczora harowaliśmy na budowie, do tego normalna praca na pełny etat. Byłam wykończona jak nigdy w życiu i  energii starczało mi ledwo na zabawę z synkiem, nie miałam siły na dyscyplinowanie i naukę dobrych manier i teraz odbija sie to rykoszetem.

A jeszcze powiem Wam, tylko żeby nie zapeszyć - odliczam dni do piątku. Jeśli tylko nic nie stanie na przeszkodzie jedziemy z Mackiem na 3 dni w Pieniny. Childfree! Nie chodziłam po górach od 3 lat i ciesze się jak głupia. Taki prezent dla nas od babć z okazji 5 rocznicy ślubu w sobotę - dziękujemy obu mamom!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz