środa, 22 sierpnia 2012

Zdradziłam! Zdradziłam dziś mojego dentystę, którego pacjentką byłam od lat i wyratował mnie z niejednej opresji. Zęby mam bardzo słabe, więc dobry dentysta to skarb. W 4 miesiącu ciązy okazało się, że mam ósemkę do usnięcia i ząb nie dotrwa do porodu i gdyby nie on byłoby kiepsko. Akurat wtedy  zaliczyłam również mały "skok w bok", ponieważ mój lekarz przeniósł się do innej przychodni, do której miałam gorszy dojazd i przez pewien czas pozostałam w starej. Przed ciążą nie wpadłam na to, by zrobić sobie profilaktycznie panoramiczne zdjęcie RTG szczęki a potem bałam się ryzykować. Udało mu się usnąć zęba bez zdjęcia i bez powikłań co najważniejsze. Mój dentysta ponadto ma najpiękniejsze zielone oczy jakie kiedykowliek widziałam i ,ekm, wręcz emanuje seksem ;-) wizyty u niego to czysta przyjemność.
Gdyby tylko pryzjmował również na NFZ..... Niestety stanęłam przed dylematem - buty na jesień i deszcz  (zakup konieczny, bo w starych pękła podeszwa) lub wyleczenie bolącego zęba. Z finansami u nas krucho ostatnio i jeszcze przez pewien czas będzie, więc wdrażamy ostry program oszczędnościowy. Liczyłam liczyłam i z każdej strony wychodziło, że nijak nie da się tego pogodzić, no chyba że kupiłabym półbuty za 20 PLN na bazarze, ale to bez sensu. Rozleciałyby się po miesiącu noszenia. To fałszywa oszczędność. Udałam się wieć do państwowej przychodni i mam nadzieję, że będzie dobrze. Jeszcze ze 3 wizyty przede mną. Plus taki, że  jest możliwość umówić się w środy o 8, w środy Piotrka nie muszę rano nigdzie zawozić i jestem w stanie zdążyć na 9 do pracy. Przy okazji spotkałam moją starą szefową i przyjemnie sobie porozmawiałyśmy o dawnych czasach.

Żałuję, ze nie zaczęłam pisac bloga, gdy urodził się Piotr. Mielibyśmy pamiątkę. Dlatego będzie trochę wspomnieniowo raz na jakiś czas. 
Kilka słów o Najlepszym Przyjacielu a raczej Przyjaciółce mojego syna. Nie jest to miś ani inna przytulanka, nawet nie autko. Mój syn chyba też wdraża program oszczędnościowy, gdyż upodobał sobie najtańszą przytulankę pod słońcem - pieluszkę tetrową. Pieluszka zwna przez niego TUSIĄ towarzyszy mu od urodzenia. Nie zaśnie bez niej przytulonej do policzka. W czerwcu w Zakopanym raz zapomniałam zabrać ją na spacer i zaliczyliśmy atak histerii na trasie gdy Piotruś zmęczony chciał zdrzemnąć się w wózku, ale nie miał swojej tusi. Nigdy więcej nie pozwolę sobie na takie zaniedbanie, o nie! W 1 roku życia Piotr miał zwyczaj ssać pieluszkę w chwilach wielkiego stresu. Smoczka nie chciał, nigdy. Nie myślcie, że mu nie proponowałam.  Proponowałam, wielokrotnie a jakże w obawie, że jako dziecko karmione mm może mieć niezaspokojoną potrzebę ssania, ale smok za każdym razem odrzucany był z widoczną pogardą. Tusia pomagała nam w czasie ząbkowania. Piotrek pakował ją do paszczy, a następnie wyciagał zdecydowanym ruchem przeciągając nią po dziąsłach. Drapał się w ten sposób. Tusia przytulana jest w chwilach złego humoru, rozdrażnienia, smutku, ale także podczas oglądania bajek i czytania książeczek. Z tusią można biegać po całym domu. I żeby tylko z jedną.. Częstym, obrazkiem jest Piotr wędrujący z dwiema lub trzema na raz w objęciach, chodzi taki objuczony tymi szmatkami. Teściowa żartuje, że zostanie krawcem. Tusia służy nie tylko do przytulania. Piotrek namiętnie moczy pieluszki w bidecie, a potem myje nimi podłogi i drzwi. Mocuje je do haka holowniczego w swoim aucie jeździku i holuje za sobą po całym domu. Rozdaje nam i gościom w chwilach dobrego humoru. To wielki dar przecież.

Tusie u nas w domu pałętają się wszędzie. W łóżku Piotra leżą ze dwie. Kiedy kładziemy się spać zwykle odkrywamy jakąś tusię pod kołdrą, zapewne przyniesioną rano w ramach budzenia rodziców. Na kanapie tusia, w autku tusia, pod stołem tusia. Powoli tracę orient. Piotr co wieczór kiedy udajemy się na poddasze na kąpiel i spanko domaga się nowej świeżej tusi. Idzie do garderoby i próbuje wspinać się po szafie by dostać się na właściwą półkę.Tusie są już strasznie sprane i zszarzałe i powoli zaczyna mnie to drażnić. Wychodzi na to, że mam w domu już prawie przedszkolaka, starego konia powiedziałabym, a trzeba będzie pomyśleć o zakupie świeżej paczki pieluch tetrowych jak dla niemowlaka ;-)

Zresztą - zobaczcie sami.











4 komentarze:

  1. Ale przystojniak z niego rośnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tusia rządzi ;) U nas są misie: Biały KONIECZNIE do spania, Brudasek na spacery, ze cztery "Pusiatki" na smutki, jeden w czapce na chłodniejsze dni, Wielki do ciągania po domu i towarzystwa ("Pać Misiu, pać - widziś?") i jeszcze kilka innych. Ale te są najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to koniecznie musicie kiedyś nas odwiedzić, a raczej naszego wielkiego Kubusia Puchatka.

      Usuń
  3. Fajna ta Tusia :-) Słodko!
    Trochę zazdroszczę bo u nas nie ma żadnej takiej "stałej" przytulanki, tylko okresowe fascynacje, a to musi być słodkie taką Tusię mieć na stałe :-)

    OdpowiedzUsuń