wtorek, 11 września 2012

o jeziorze i inwazji much



Weekend minął nam pod znakiem spania i jeziora. I much.
W sobotę wieczorem tata zasnął nad podręcznikiem do uprawnień w salonie ok. 20.00 Ja byłam w trakcie przygotowywania zapiekanki rybnej na następny dzień.  Nadeszła pora wieczornych rytuałów, więc stwierdziłam, że skończę jak Piotrek zaśnie i wtedy obudzę męża. Efekt był taki, że zasnęłam razem z synem i obudziłam się o 6 rano.  Nie byłam jednak w stanie zwlec się przed 7. Piotrek coś tam bawił się sam. Szok – spałam 10 godzin, gdy zwykle musi mi wystarczyć 4-5h. Maciek całą noc spał w salonie przy zapalonym świetle.  Schodzę rano, a tam rozwałka. Po kolacji nieposprzątane, warzywa częściowo pokrojone i nad tym wszystkim tumany muszek, które sobie na luzie żerowały całą noc wlatując przez uchylone okna do rzęście oświetlonej kuchni. Do wyrzucenia. Trudno.
Miałam wieczorem zadzwonić do Grażynki czyli szwagierki i umówić się na niedzielę, nie zadzwoniłam, ona też zasnęła z Antkiem. Szybki telefon – jadą do Kryspinowa, więc i my też. Gwoli wyjaśnienia Kryspinów to wieś koło Krakowa z jeziorem i plaża, oddalona jakieś 10 minut samochodem od naszego domu, ale latem w ogóle tam nie jeździliśmy bo w sezonie to jest jeden wielki smród z przenośnych grillów, hałas quadów, umcyk umcyk umcyk z samochodowych radioodbiorników i tłum ludzi. Tam jest fajn ie wiosną i jesienią. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy. Było dość chłodno, ja byłam rozkojarzona i szybko wyszło na jaw, że spakowałam nas zupełnie bez głowy. W całej swojej naiwności założyłam, że Piotrek będzie sobie brodził przy brzegu w kaloszach i gumowych gaciach. Figę z makiem. Jak tylko dotarliśmy na miejsce wyszło piękne słońce, a Piotr pognał do wody na bosaka mocząc dokumentnie spodnie, więc został w pieluszce. Ja sobie spacerowałam w adidasach bo przyznam się – brzydzę się wchodzić do jeziora. Wkrótce jednak i tak czekało mnie bliskie spotkanie z wodą, bo Piotr niepomny moich ostrzeżeń wszedł głębiej, potknął się i wylądował twarzą w wodzie. Stałam bliżej niż Maciek więc jak stałam w spodniach, butach i bluzie wskoczyłam do wody, przebrałam delikwenta, wytarłam go polarem Maćka, po czym stwierdziłam, że muszę wrócić do domu się przebrać bo dla siebie nie miałam nic a przemoknięta byłam do majtek. Dosłownie lało się ze mnie. Zostawiłam wiec chłopaków i taka mokra cieknąca pojechałam autem do domu, przy okazji zgarnęłam jeszcze taczki. W międzyczasie Maciek usiłował ogarnąć sytuację, bo Piotrek roztrzęsiony wypadkiem i moim nagłym zniknięciem wpadł w histerię, krzyczał, że chce do domu, do mamy i ciężko było go uspokoić. Już myślałam, że  będziemy musieli zbierać się z powrotem zanim przyjadą marek, Grażynka i Antoś, ale jakoś udało mi się go uspokoić.
Potem chłopaki bawiły się już fajnie. Była pora drzemki Piotrka i ziewał okropnie, ale nijak nie dało się go uśpić w wózku, więc olałam temat. Już wiedziałam, że to jeden z tych dni gdy padnie ok 17 do rana bez kąpieli. Kuzynostwo szalała przy brzegu, budowali z tatusiami tamy, wozili wodę taczkami. Potem dołączyło jeszcze dwóch starszych kolegów. Jeden z nich spytał się mnie: „czemu pani ma takie dziwne nogi?” a ja długo musiałam się zastanawiać o co mu chodzi. Tak się przyzwyczaiłam do mojego bielactwa, że zapominam, iż dla osób postronnych moje łaciate kończyny wyglądają faktycznie osobliwie. ;-)
Nadeszła pora obiadowa. Mówię towarzystwu, że u nas w domu niestety pustki, obiad nieugotowany, jest tam restauracja, ale Piotrek nie chciał ruszyć się z plaży więc zamówiliśmy pizzę na wynos i zjedliśmy ją w grajdole. Było tak cudnie, że z chęcią posiedziałabym tam do wieczora, ale zachmurzyło się, a Piotrek ciągle lądował pieluchą w chłodnej wodzie,, nie było tez opcji by go od wchodzenia do wody powstrzymać.  Koło 17 zebraliśmy się do domu z trudem, bo Piotr zgłosił sprzeciw, ale w domu tak jak przypuszczałam padł. Wiedziałam, że na kąpiel wieczorną nie ma szans, a nie chciałam by spał całą nic z piaskiem w każdym zakamarku ciała, więc na siłę go na szybko umyłam takiego ryczącego i wyrywającego się żałośnie do łóżka. Zębów już nie dałam rady umyyć. Spał do rana z przerwą na mleko na śpiocha.

Kilka fotek.







Piotrusiowi zaczyna pracować wyobraźnia. Przetacza wyimaginowane kamienie. Udaje, że wpada do dziury. Pojawiają się też lęki, które w jego przypadku przybrały postać WILKA. Kiedy się czegoś boi, mówi, że boi się wilka. Pewni usłyszał gdzieś  piosenkę lub bajkę. Wiem, że nie wolno w takich wypadkach twierdzić, że wilka nie ma, ustaliłam wiec z synem, że jeśli wilk przyjdzie to powiemy mu SIO i pójdzie sobie. Na razie działa. Od dwóch dni Piotrek prosi mnie bym nie gasiła wieczorem światła. Nigdy do tej pory nie miała takich ciągotek. Dorasta.
Jest prześmieszny i ma fenomenalną pamięć. Zamiast tak mówi często  „czemu nie”. Chodzi po domu ze zmarszczonymi brwiami mrucząc „wpadłem na pomysł”.
 Urywki z Potworowego Słownika
Plose baaaadzo - proszę bardzo
Mamonez – majonez
Ciocia Wiwionka – ciocia Iwonka
Kamemata – karimata

Kochany jest. A tutaj czyta sobie Miasteczko Mamoko


6 komentarzy:

  1. Mamoko wspaniałe jest, ja sama uwielbiam :-)
    Jeszcze ulicę Czereśniową i W mieście polecamy :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ulicę Czereśniową też czytamy :-)

      Usuń
  2. Te 10 h snu - jak ja zazdroszczę!!! Ale reszty już mniej, zwłaszcza nurkowania za dzieckiem :)

    PS. Nessie, dasz radę wyłączyć kody obrazkowe? Dostaje od nich oczopląsu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie kombinuję jak to zrobić, bo dopiero niedawno zostałam uświadomiona, że takowe w ogóle mam :-)

      Usuń
  3. Piotruś jest po prostu uroczy:)))) taki do schrupania:)))))
    Fajnie nad tym jeziorem:)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Podoba mi się Twoje podrjście do strachów. Piotrowi będzie z takim wsparciem o wiele łatwiej. Mnie wyśmiewano, co było okropne (na szczęście nie rodzice!), wyjazd do babci był traumą, bo moje lęki były bagatelizowane. Do tej pory pamiętam głos, który był uwięzipny w gardle i ten niemal zwierzęcy strach :(

    OdpowiedzUsuń