wtorek, 25 września 2012

o przemocy i ucieczce od złego



Ten blog to moja miejsce do pisania o wszystkim. 

Miałam w głowie posta o buncie dwulatka. Wczoraj jednak przeczytałam wywiad z Katarzyną Figurą na temat przemocy domowej. Rano w samochodzie trafiłam na ten kawałek. Bardzo dla mnie szczególny. Jest kilka utworów, które zawsze, zawsze przywołują konkretne emocje. Często tekst ma niewiele wspólnego z daną sytuacją, chodzi o jakiś akord, nastrój. 

Ta muzyka jest o moim buncie i niezgodzie na tym jak wyglądało moje dzieciństwo i młodość, o mojej walce o normalne życie i szczęście.



Starsailor - Alcoholic



Nie dosłownie. W moim domu nie było alkoholizmu. Dzieciństwo nie kojarzy mi się jednak z bezpieczeństwem. Moje dzieciństwo i młodość to była wieczna „cisza przed burzą”, niepewność i lęk. Niewidoczne dla otoczenia. Dlatego rozumiem Kasię Figurę i poniekąd wiem, co przeżywa.

Mój ojciec to czarujący, zawoalowany psychol. Nienawidzę go i nie chcę mieć z nim nic wspólnego. Zerwałam z nim kontakty wiele lat temu. Jakiś czas temu widziałam go na ulicy. Wpadłam w panikę. Zniknęłam mu z oczu, znikanie w krętych uliczkach mam opanowane do perfekcji.

Nigdy mnie nie uderzył. Nigdy mnie nie wykorzystał. Ale wiele razy marzyłam by to zrobił.  Jako 8-letnie dziecko myślałam, że chciałabym by mnie zgwałcił….. Zostałyby ślady, może ktoś by mi pomógł. Przemocy psychicznej nie widać na pierwszy rzut oka. Wykańcza stopniowo, małymi krokami. Były okresy dobre, gdy  miałam nadzieję, że tata coś zrozumiał,  gdy fajnie spędzaliśmy czas. I okresy okropne.

Moja mama rozwiodła się z nim gdy miałam nieco ponad rok i to był jedyny krok jaki de facto uczyniła. Była słaba. Nie widziała lub nie chciała widzieć co się dzieje. Że trzęsą mi się ręce. Że jestem smutna, że nie mam przyjaciół, że rzadko się uśmiecham. Nie miałam dzieciństwa. Nie czułam się dzieckiem. Uważałam, że muszę chronić mamę by tata jej nie zamęczył psychicznie, więc udawałam, że wszystko jest OK. Udawałam, że cieszę się na widok taty, że chcę go widywać, bo za każdym razem gdy się buntowałam stwierdzał, że to pewnie matka nastawia mnie przeciwko niemu i że porozmawiamy o tym w sądzie. Grałam więc swoją rolę. Miał klucze do naszego mieszkania i przychodził kiedy chciał. Chora decyzja sądu przy okazji rozwodu, w sprawie której mama nic potem nie zrobiła. Chodziłam do szkoły na popołudnie i każdego dnia miałam nadzieję, że nie przyjdzie rano. Mieszkaliśmy na parterze. Za każdym razem gdy słyszałam kroki na klatce i brzęk kluczy drętwiałam. Gdy otwierał drzwi stawałam „uśmiechnięta” w przedpokoju. Gdybym nie wyszła mu na spotkanie byłaby awantura, że nie cieszę się na jego widok.

Bałam się panicznie.
Ciężko to opisać i zrozumieć.  To nie było jedno zdarzenia, ale milion drobnych.

Mówi się, że słowa potrafią zniszczyć. Moje dzieciństwo zniszczyło jedno zdanie wypowiedziane przez ojca do mamy gdy miałam może 5-6 lat. „Zostało Ci jeszcze może 5 lat”.

Moja mama pali papierosy od 17 roku życia. Miała też podejrzenie raka piersi. Bardzo wcześnie dowiedziałam się, że papierosy powodują raka pluci że na to się umiera. Żyłam w strachu, że ją stracę. Przypadkiem dowiedziałam się też o problemach z piersią. Gdy usłyszałam te słowa i połączyłam je z faktami zaczęłam się panicznie bać, że mama umrze, a ja zostanę z ojcem. Że będę spędzała z nim 24 h na dobę. Nie byłam w stanie nawet sobie tego wyobrazić. Ja tak czekałam, aż pójdzie do domu, aż wyjdzie i będę miała chwilę oddechu. Gdyby mamy zabrakło nie miałabym ucieczki. To jedno zdanie miałam stale w głowie. Byłam przekonana, że mama jest ciężko chora i nic mi nie mówi, żeby mnie nie martwić. Kilka razy ją pytałam czy jest chora, zaprzeczała, ale żyjąc w ciągłym lęku nie potrafiłam jej uwierzyć. Uznałam, że mówi tak, bym się nie martwiła. Pamiętam jak błagałam ją by przestała palić. Za każdym razem gdy kaszlała bałam się, że to rak. Gdy słyszałam karetkę ściskało mnie w gardle. Gdy spóźniała się z pracy bałam się, że nigdy już nie wróci. Do dziś uważam palaczy za cholernych egoistów. W głowie układałam scenariusze życia gdy jej zabraknie. Jako 10-letnie dziecko byłam przekonana, że moje życie niebawem się zmieni, że będę musiała walczyć z ojcem – postanowiłam, że w sądzie powiem całą prawdę i poproszę by m nie musiała z nim mieszkać. Kiedyś zapytałam wujka, czy mogłabym z nimi zamieszkać gdyby mamie cos się stało. Wujek opowiedział o tym mamie a ona… nic nie zrobiła.

Uwielbiałam się uczyć, bo wtedy nie myślałam o swoim życiu. Dawało mi to satysfakcję. Była to jedna z niewielu dziedzin gdzie miałam kontrolę. Byłam postrzegana jako kujonka, a ja po prostu tak bardzo chciałam czuć się w czymś dobra.
Nikt nie podejrzewał, ze ta spokojna świetnie ucząca się dziewczynka uważa, ze musi nieść swój krzyż. Usłyszałam to w kościele i uznałam, że pasuje do mojej sytuacji. Chore.

Teraz jako matka nie potrafię pojąc jak moja mogła nie widzieć tego co się dzieje. Wykrzyczałam jej to w twarz wiele lat później gdy odcinałam się od tego bagna i poinformowałam ją, że od tej pory sama musi z nim się mierzyć, że nie będę więcej jej kryła, chroniła, bo to nie ja go wybrałam na rodzica i swoje już przeszłam.
Teraz to temat tabu między nami. Relacje mamy poprawne, ale żal w sercu został. Żal, że mnie nie ratowała.  Że nie widziała. Że była za słaba. Wiem, że ojciec ją dalej nachodzi. Nie obchodzi mnie już to. To jej sprawa. Nie moja.

W dzieciństwie i młodości brakowało mi poczucia bezpieczeństwa. Nie szanowano moich granic. Dlatego teraz jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Zazdrośnie ich strzegę. Źle znoszę stany tymczasowości. Bardzo potrzebuję stabilności.  Wiem, że nie pozwolę nigdy by mój syn nie czuł się bezpiecznie, staram się szanować jego granice, bo sama tego nie miałam.

Nie wolno, nie wolno robić z dzieci dorosłych!!!!!!!!

Wierzę, że czasem na swojej drodze spotykamy Anioły. Wierzę, bo ja spotkałam. Mój Anioł to mój największy przyjaciel. Życie w wiecznym lęku, poczuciu niepewności i zagrożenia przez lata stopniowo doprowadziło do załamania nerwowego tuż po maturze i depresji. Tylko dwie osoby to zauważyły, mama nie. On nie zważając na ból, który mu wtedy zadawałam na siłę wyciągnął mnie z bagna. A nie byłam wtedy łatwa we współżyciu. Skontaktował ze świetną psycholog, przez która trafiłam do psychiatry. To był początek długiej drogi do jakiej takiej normalności. Ten człowiek uratował mi życie i nigdy mu tego nie zapomnę, kocham go jak brata. Teraz dzielą nas teraz setki kilometrów. Zrobiłabym dla niego wszystko i piszę to z pełną świadomością tych słów, gdyż wiem, że on nigdy nie oczekiwałby ode mnie rzeczy, której nie mogłabym mu dać. To wspaniały człowiek. Gdyby w tym momencie zadzwonił, że potrzebuje bym była obok natychmiast wsiadłabym w najbliższy samolot.

Wiem, że jestem trochę jak DDA. Staram się wyciągnąć z mojej przyszłości paradoksalnie tyle dobrego ile się da. Wiem, że jestem wyczulona na wiele spraw bardziej niż inni.  Wiem, że potrafię wyczuć gdy ktoś tak ja chowa się z problemami. Myślę, że kilku osobom choć odrobinę w życiu pomogłam.

A sama wciąż walczę ze swoimi lękami dla męża, syna i przede wszystkim dla samej siebie.
Czasem płaczę.
A gdy jest mi bardzo źle słucham tej właśnie piosenki. Ona daje mi siłę.

7 komentarzy:

  1. Nessie, to smutna historia ale pomyśl, jaka jesteś teraz; ja Cię podziwiam, jesteś waleczna, mądra, ciepła, rozważna i niesamowicie dzielna! I masz wspaniałą swoją, własną rodzinę - tylko oni się liczą i dla nich jesteście najważniejsza, a co złe - kysz, kysz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Te Anioły... Dobrze, że takie są. Że kopią człowieka w tyłek, gdy trzeba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi tez zabrano dzieciństwo... W inny sposób ale równie pozostawiajacy ziejaca rane na duszy.... Straszne jak dorośli są czasem bezmyslni:( są ludzie którzy NIGDY nie powinni być rodzicami:(

    Ale ty sobie dalas radę ze swoimi demonami i masz cudna rodzine:) i dla twojego synka jesteś najlepsza mama na tej planecie:))) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozumiem to przez co przeszłaś.
    Moja matka zamieniła moje życie do tego stopnia w piekło że wolałam nie żyć niż dalej w tym tkwić. I nawet wtedy, kiedy ledwo żywa trafiałam na toksykologię, ona martwiła się tylko o to co powiedzą ludzie. Nie odwiedziła mnie.


    Może i Ty zrozumiesz mnie chociaż trochę kiedy napiszę, że w tamtym czasie takim Aniołem był dla mnie Paweł. Tylko On przy mnie był, tylko Jego obchodziło co się ze mną dzieje. nikogo więcej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutna historia, ale uważam, że powinnaś być dumna z siebie, że mimo tak trudnego dzieciństwa nie powielasz schematu, w którym się wychowywałaś..to na prawdę wielka sztuka!!

    OdpowiedzUsuń