poniedziałek, 10 września 2012

o spaniu co spędza sen z powiek



Spędziliśmy bardzo fajnie niedzielę, zupełnie spontanicznie nad jeziorem. Ale najpierw o spaniu będzie, bo jest to temat który aktualnie spędza mi sen z powiek, że tak paradoksalnie się wyrażę.
Mam kochane dziecko, uśmiechnięte, łobuzujące, chochlikowate, sprytne i do tego przytulajskie od niedawna. Mam dziecko, które od 3 miesiąca życia przesypia kamiennym snem całe noce. Nie sądzę, by wynikało to wyłącznie z faktu, że karmiony był mm. Jego kuzyn wychowany na piersi śpi identycznie. Takie geny. Jak zaśnie wieczorem to praktycznie żadne hałasy nie są w stanie go obudzić. Mogę mu przez sen zmienić pieluchę i piżamę, a on się nie obudzi. Przeszkadza mu tylko światło. W nocy musi spać w absolutnej ciemności. Kiedy się urodził starałam się wyczuć jego wieczorny zegar biologiczny, co było dość łatwe, bo Potwór zawsze o tej samej godzinie robił się senny i staramy się szanować ten jego zegar wewnętrzny. Jednocześnie brak mu elastyczności w kwestii tego zegara, co staje się coraz bardziej uciążliwe dla nas wszystkich i niekorzystne dla niego.  Jak opowiadam koleżankom o moich podchodach do jego planu dnia to się dziwią i słuchają mnie jak kosmitkę. Tak naprawdę marzę o tym by przestał wreszcie spać w dzień.  Większe kombinatorstwo niż z niemowlakiem. Dlaczego?
Piotr ostro przechodzi  ze stanu pełnej aktywności w stan zmęczenia. Taka jak uroda. W jednej chwili biega z uśmiechem na ustach by parę minut później marudzić strasznie bo przewróciła mu się wieża z klocków (normalnie po prostu komentuje i naprawia), a później zacząć kłaść się na podłodze i wyć. Nie jest to kwestia wyciszania, bo taki sam mechanizm działa zarówno gdy wieczorem szalejemy ruchowo jak i wtedy gdy spędzamy wieczór na spokojnym malowaniu farbkami. Zachowania te przybrały na ostrości teraz gdy buntuje się jak to dwulatek. Osoby, które nie znają go bliżej są zszokowane widząc jak zmęczenie zmienia to radosne i roześmiane żywe srebro.  Rzecz jasna sceny dantejskie nie dzieją się w naszym domu często, ponieważ wiemy kiedy rozpocząć procedurę wędrówki na poddasze w celu wykąpania się, zabawy autkami w wannie i wieczornego czytania w łóżku. Jeśli wszystko przebiega zgodnie z planem wieczór mija nam miło i przyjemnie, o 20 wędrujemy na górę, a o 21 Piotrek śpi. Wstaje ok 6 rześki, wypoczęty i pełen energii.  Wiadomo w weekendy gra w piłkę o 6 rano nie jest szczytem naszych marzeń, ale nie ma opcji by poszedł spać później. Próby późniejszego kładzenia skutkowały tym, że podczas kąpieli Piotrek był bardzo zmęczony, marudny, wyrywał się do łóżka, nie chciał myć zębów – w skrócie nie ma to sensu. Zresztą takie poranne wstawanie jest dla mnie bardzo wygodne w tygodniu gdy i tak około 7 wyjeżdżamy zwykle z domu. Nie muszę synka budzić na siłę, bo wstaje sam i zwykle to on mnie budzi do pracy. W kontekście przyszłorocznego przedszkola to też fajne.
Piotrek ma też dużą potrzebę spania w dzień. Szczerze mówiąc mam wrażenie, że wcale nie drzemie mniej niż na przykład rok temu. Różnica jest taka, że wtedy miał dwie drzemki po ok.1h-1.5 h a teraz jedną ok 3-4h. Brzmi jak raj? Nie do końca. Nigdy nie chciałam doprowadzić do sytuacji, że dziecko śpi w dzień tylko we własnym łóżeczku by nie być niewolnica jego drzemek i nie było z tym problemów. Mogliśmy wyjść na cały dzień, a Potwór drzemał zadowolony w wózku. Dalej potrafi tak spać. Nie ma sprawy. Problem jest z godzinami drzemki i tym, że Piotrek nienawidzi być budzony, co nie sprawiało kłopotów przy krótszych drzemkach (nawet jeśli gdzieś się spóźniliśmy, bo czekaliśmy aż wstanie to nie więcej niż pół godziny, spokojnie mogliśmy poczekać), ale  jest trudne teraz gdy śpi tak długo jednym cięgiem.  Obudzony przez kogoś  ma koszmarny humor, musi wstać sam, powolutku, a wybudzony raz w dzień nie zaśnie ponownie i patrz punkt pierwsz y – maruderstwo do wieczora.

 Na ten moment Piotrek robi się śpiący między 11 a 12 i śpi do ok 15 – 16. Niby fajnie. W weekend można wstać sobie o tej 6, pooglądać bajki, zjeść śniadanie, zrobić zakupy,  pobawić się trochę, porysować, zjeść zupę, a potem Młody się kładzie, a my mamy trochę czasu dla siebie na spokojny obiad albo jakieś prace domowe lub naukę, budzi się, je drugie danie i po południu na spacer. Wszystko pięknie póki jest lato i upal taki, że przed 15 i tak nie ma sensu wychodzić (ja nienawidzę upałów). Mieszkamy pod Krakowem i nie mamy opcji na spacer pieszo w okolicy. Nie ma i koniec. Mieszkamy przy drodze bez pobocza, na górce i ja się nie podejmuję iść z dzieckiem za rękę tą drogą bo to jest proszenie się o śmierć, z wózkiem też ,a na rękach nie dam rady nieść go aż zacznie się chodnik bo to jest około 10 minut pieszo.  Przystanek autobusowy jest właśnie dopiero na początku chodnika. Poza tym w okolicy nie ma żądnych placów. Owszem , jest las, wzgórza i raz na jakiś czas tam chadzamy, ale Piotrka ciągnie do dzieci, pakujemy się wiec do samochodu i jedziemy do parku, na basen, do miasta, nad Wisłę, na Wawel, spotkać się z kimś. To też ważne z puntu widzenia socjalizowania Młodego. W tygodniu z babcią czy niania bywa tylko w zasadzie na placach zabaw, więc gdy przyjdzie weekend zależy nam by pokazać mu że można zjeść posiłek w restauracji, jak należy się tam zachować, zabrać go na smykofonię, na jakieś warsztaty dla dzieci – słowem spędzić czas trochę kreatywniej. No i tutaj pojawia się bariera w postaci tej cholernej drzemki. Zanim dojedziemy do miasta i chwile się przejdziemy Piotrek jest już śpiący i zaczyna zasypiać w wózku.  Przesypia najfajniejsze atrakcje weekendowe. Nawet na mszę dla dzieci ciężko z nim się wybrać bp jest o 10.30. Jak zaśnie w wózku to trzeba czekać aż się obudzi – inaczej jest mega wnerw patrz wyżej. Próba powrotu do domu na drzemkę zwykle kończy się fiaskiem bo jednak trochę się do nas jedzie i Potwór zasypia w aucie ukołysany silnikiem i wtedy znowu – albo go obudzimy wnosząc na górę , nie zaśnie już i będzie miał zły humor albo siedzę z nim w aucie, uczę się lub czytam i czekam aż się obudzi. Żeby normalnie do domu na drzemkę przyjechać musielibyśmy wyjechać o 7 rano i zbierać się o 10, zanim cokolwiek sensownego się zacznie. Garaż mamy na dole skarpy, więc z domu  nie usłyszałabym jak się budzi, a jako, że jest to rodzaj ziemianki wbitej w ziemię i mocno uzbrojonej niania elektroniczna traci zasięg). Jesteśmy tym coraz bardziej zmęczeni i nie chodzi tylko o naszą  wygodę, choć przyznaję , ze też. Trudno nam się umówić z kimkolwiek na popołudnie bo nigdy nie wiemy o której Piotrek wstanie, czy o 14 czy o 16 czy może jeszcze później,  większość z naszych znajomych nie ma dzieci i nie mogą dostosowywać do nas całego popołudnia czekając na telefon „obudził się, wyjeżdżamy”. No bez przesady, to już nie jest niemowlak. Jeśli chcemy rano gdzieś wyjść to wszędzie musimy tachać wózek, żeby Piotrek miał się gdzie przespać. On nie toleruje nosideł, nie był do nich przyzwyczajony bo w niemowlęctwie miał zakaz takiego transportowania od neurologa. Pól biedy jak Maciek jest w domu, wtedy jedno  z nas biega z Piotrkiem, a drugie pcha wózek, ale on często wyjeżdża na soboty i wtedy  Piotrek zasuwa na rowerku biegowym a ja za nim z wózkiem, a potem on zasypia, a rowerek jakoś przytraczam do budki wózka. Wyglądam jak jakaś cyganka, czuję się jak baba idąca na trag z tobołami. Mam tego serdecznie dość, ale inaczej musiałabym go po prostu nieść. Najbardziej stratny jest jednak sam Piotrek bo przelatują mu koło nosa różne atrakcje dla dzieci. Pamiętam jak się wybieraliśmy do muzeum lotnictwa. To jest dość daleko od nas. Jakieś 45 minut samochodem. Wiedziałam, że nie mam szans wyrobić się rano, a nie po to jedziemy taki kawałek by Piotrek wszedł i słaniał się ze zmęczenia. Czekałam więc aż wstanie z drzemki, wstał ok 16, zanim zjadł i się ogarnęliśmy nie było sensu już wyjeżdżać bo muzeum otwarte do 19.

Gorzej niż z niemowlakiem. Jak był mały drzemki były krótsze, łatwiej można było drzemkę „upchnąć ”podczas spaceru czy podczas jazdy autem. Teraz jest jedna a długa.

Raz na jakiś czas Piotrek nie kładzie się spać o swojej godzinie, wtedy gdy dużo dzieje się naokoło. Gdy minie 15 nie sposób go już wyciszyć, działa siłą rozpędu do ok 17 i potem pada jak długi i śpi do rana. To są sytuacje sporadyczne i niby super, bo mamy cały wieczór dla siebie, ale dla Młodego jest to niekorzystne i niż może stać się regułą. On wtedy jest tak półprzytomny, że nie ma mowy o kąpieli, można jedynie na śpiocha zmienić mu pieluchę, przetrzeć chusteczkami, nie ma mowy o myciu zębów, pije tylko przez sens mleko z butli. Gdy jest przytomny pije z kubka, w takie dni tylko butla i to ponad 2-letnie dziecko! Idzie spać brudny i z nieumytymi zębami – masakra.

Wiem jedno – muszę jakoś stopniowo zmodyfikować jego zegar biologiczny i doprowadzić by albo z drzemki zrezygnował i kładł spać się wieczorem jak zwykle (mało prawdopodobne) albo przesunąć jej porę na około 14 tak by sobie pospał do 17-18.Tym sposobem Do południa mielibyśmy możliwość spędzić jakoś sensownie czas, a wieczorem nawet gdy wstanie o 18 i tak o 20 zrobi się senny, tego jestem pewna. Działamy powolutku małymi kroczkami, bo tak już dłużej być nie może idzie zima i przy obecnym trybie życia Piotrek straci  najfajniejszy czas na zabawę na świeżym powietrzu przy dziennym świetle – godziny południowe gdy jest najcieplej.
 
A to Piotruś nad jeziorem ;-)


8 komentarzy:

  1. Hihi - mam problem odwrotny ;) Moja Mała mogłaby w ogóle nie spać. Drzemek dziennych nie ma już od dłuższego czasu, nocą budzi się z 3 razy - i to na butle (a też ma ponad dwa lata;)) ... Od stanu radosnego do zmęczenia przechodzi dokładnie jak Piotruś - nagła histeria;)
    Przypadkowa drzemka w dzień kończy się niewyczerpaną energią do północy.

    I tak źle i tak niedobrze ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja też niewiele mogę poradzić, bo Radek bardzo jest elastyczny w tej kwestii. Jak go w dzień położę, to spi. Jak nie, to nie. Nie marudzi i nie histeryzuje z tego powodu. Czy śpi w dzień dwie godziny w swoim łóżku, czy 20 minut w aucie, zawsze jest zadowolony, zresztą on w ogóle nie jest humorzasty. O ile nic mu nie dokucza i go nie boli, to jest pogodny i łatwo go wprawić w dobry humor - ma to na szczęście po mnie ;)
    Jedyne, co zrobiłabym na Twoim miejscu, to skróciłabym za wszelką cenę drzemki Piotra w dzień, godzinę 11-12 zostawiłabym bez zmian. Ja Radka budzę z drzemki, nie daję mu spać w dzień dłużej niż 2 godziny. On też nie lubi być budzony, więc zwykle robię to w taki sposób, żeby myślał, że wstał sam - włączam jego ulubioną muzykę i stopniowo robię coraz głośniej, otwieram drzwi od jego pokoju i chodzę, stukam, śpiewam, delikatie drapię go po plecach itp. Jak tylko podniesie głowę, robię coś, co go rozśmieszy - udaję, że Misiu spadł, albo że się przewróciłam - cokolwiek w jego mniemaniu zabawnego :)
    A teraz krótko o tym, dlaczego zostawiłabym te godziny drzemki. Po pierwsze dlatego, że w przedszkolu dzieci leżakują ok. 12.30 i niestety nawet jak zasną, to są budzone i do tego Piotr MUSI się przyzwyczaić :( Przesuwanie drzemki na godziny podwieczorku nie ma już sensu, tak mi się wydaje. Druga kwestia to wstawanie o 18-ej i ponowne pójście spać o 20-ej. Pomijam fakt, że nie ma mowy o jakimkolwiek umówieniu się wtedy ze znajomymi, bo od 14-ej jesteś wyłączona z życia, nie zrobisz nic między 18-ą a 20-ą, zwłaszcza że musisz w tym czasie nakarmić dziecko. No i ten większy problem, jedzenie. Jak wstanie o 18-ej, to zostaje właściwie podanie mu już tylko kolacji, bo przecież będzie głodny, a nie dasz mu o 18-ej konkretnego obiadu i 19.30 kolacji, bo albo nic nie zje, albo będzie przejedzony i nie będzie mógł spać. Do 14-ej też raczej nie zdążysz podać mu dwóch dań, owoców, nabiału itd, czyli wypadnie Ci jeden posiłek. Ja staram się raczej wtłaczać powoli Radka w schemat przedszkolny, czyli posiłki i drzemka o podobnych do przedszkolnych godzinach, żeby przynajmniej o tyle miał łatwiej... Ty chcesz zrobić trochę w drugą stronę i niestety potem Piotruś będzie miał nagle więcej rzeczy do przestawienia :( Wydaje mi się, że jego plan dnia - czli pora wstawania, jedzenia, pójścia spać - jest dobry, tylko drzemki w dzień są za długie i ja bym się na tym chyba skupiła :)
    Ale to Twoje dziecko i znasz je najlepiej, dlatego sama musisz znaleźć optymalne rozwiązanie - niekoniecznie najwygodniejsze dla Ciebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę nad tym pomyśleć....
      Co do jedzenia to gdyby Piotrek chodził spać o 14 to myślę, że spokojnie by zjadł obiad z dwóch dań do tej pory. zupę je o 11 a budzi się wściekle głodny, więc o 14 tez by głodny już był. Ale masz rację, nie pomyślałam o tym w kontekście drzemki przedszkolnej. Założyłam, że za rok Piotrek już tyle snu nie będzie potrzebował.

      Usuń
  3. Ela, są dzieci śpiochy i dzieci nieśpiochy - my mamy te drugie i nie sądze, zeby mu się to zmieniło. Piotr tak jak Radek jest do południa bardzo aktywny i musi odpocząć. Zwykle z drzemki rezygnują dzieci, które równomiernie rozkładają siły na cały dzień :) Myślę, że nie warto już kombinować z godzinami na ten niecały rok i raczej przygotowywać do przedszkola niż do zajęć dodatkowych :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja ci zazdroszczę wieczornego zasypiania ;-) Radek potrafi i o 23 zasypiać... Ma ponad 3 lata a w dzień - jeśliby mu pozwolono tylko - spałby po 3 godziny najchętniej! Ale jak jest fajnie to nie śpi w dzień wcale. A w przedszkolu śpi 1,5 godziny.
    Sensacje z budzeniem itd rozumiem, bo Młody też tak ma. Ale z tym zasypianiem na drzemkę to rzeczywiście problem, trudno coś poradzić. U nas w przedszkolu drzemka jest o 13:00 więc może chociaż spróbuj na tą 13 przesunąć? Małymi krokami? A próbujesz rano przetrzymac go dłużej? Może jak całkiem zaciemnione okna, cisza spokój i nie reagowanie na jego zaczepki poranne to do 7:00 przynajmniej poleży (a za jakiś czas pośpi?) i wtedy i drzemka się przesunie???
    Trudno coś poradzić. Ale powodzenia życzę i trzymam kciuki!

    ma_niusia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma szans rano go przetrzymać ;-) Nie mam zasłon ani żaluzji, ale przede wszystkim on wyskakuje rześki z łózka, wychodzi z pokoju, przychodzi do nas i nie ma już przebacz.Próbowałam nie reagować na zaczepki - ściąga ze mnie kołdrę i tyle.

      Usuń
    2. Oj, rozumiem cię, bo ja mam to samo tylko Młody śpi ze mna ;-) Ale czasami, od czasu do czasu, jak twardo udaję, że śpię na amen, to znudzony bezskutecznymi próbami przytula sie i jeszcze zasypia. Ale wiele wytrwałości to wymaga ode mnie bo ontakże łaskocze mnie w stopy rano ;-)

      Usuń
  5. :) Piotrek ma jak ja:))) bez kija nie podchod jeśli masz w planach mnie obudzić:))) a mam zaraz 34 lata:))))) Moj Felix ma spanie po mnie:)
    Ale rozumiem ze może to byc problem... I tu ci nie poradzę moja droga bo na mnie tez nikt do dziś sposobu nie znalazł... Po prostu uwielbiamy spać i już:)

    OdpowiedzUsuń