czwartek, 27 września 2012

Wieczór i Poranek Świra czyli w poszukiwaniu zaginionej głowy

Myślę, że dzisiaj nie powinnam zabierać się za żadne odpowiedzialne zadania, gdyż zgubiłam głowę.
Wczoraj ok 22.30 siadłan na chwilę na kanapie z myślą, że zaraz wstanę, zrobię sobie coś do jedzenia, upichcę jakiś szybki obiad dla Małego na następny dzień, rozładuje pralkę, załaduję zmywarke,wezmę prysznic, a potem siąde wygodnie w łóżku z podręcznikiem do francuskiego. Obudziłam się o 4 rano w posyzji półsiedzącej. Miałam jakies przebyłyski, że pasowałoby umyć tłusty łeb, ale zaraz znowu zasnęłam. Obudził mnie syn o 6.30. Wiedziałam juz, że nie ma szans bym zdązyła do pracy na 8. Zaczynam o 9, ale dzisiaj chciałam wyjść godzinę wczesniej by pojechac z Małym na próbne zajęcia dla maluchów w klubokawiarni niedaleko teściów. Zaczynaja się o 18.15, wychodząc z pracy o 17 nie mam szans dojechać po niego na czas. Whatever. Stwierdziłam, że będę na 9 i w pąatek odrobię. Szef sie zgodzi chyba.Wyszykowaliśmy się, odstawiłam Piotra do teściowej gdzie przychodzi niania, zostawiałm auto obok niej na parkingu i autobusem pojechałam do pracy. Pracuje w takim miejscu, że szybciej dojadę z powrotem właśnie autobusem, samochodem musiałabym zawracac na rondzie co zwykle zajmuje minimum pół godziny, a autobusem nie, no i mają własny pas przez jakiś czas.
Miałam jeszcze trochę czasu, więc wysiadłam przystanek wcześniej by kupic sobie coś na śniadanie. Bo tak na marginesie to byłam na czczo, na śniadanie w domu brakło czasu, gdzyż Piotr jak co rano od 3 miesięcy walczył przy ubieraniu wyjąc jak zarzynane prosię, wrzeszcząc "nie te spodenki, tamte", a po podaniu wybranej przez niego pary zmieniając zdanie, że jednak te pierwsze etc, bo za grube, za małe, za sztywne, za miękkie etc. Taki sympatyczny objaw buntu dwulatka. w każdym razie kupiłam śniadanie, a że akurat przyjechał autobus to wsiadłam do niego. Mogłam przejść przez most ten jeden przystanek i byłabym na miejscu za 10 minut, ale akurat jechał, więc wsiadłam. Wszystkie autobusy stamtąd jadą przez most bo nie ma innej możliwości, przystanek jest krótki, więc zaryzykowałam i postanowiłam nie kasować biletu. Nie zdziwło mnie jakoś dlaczego autobus jest żółty zamiast niebieskiego. Ku mojemu zdumieniu nie zatrzymał się za mostem gdyż.... był to autobus miejsko-podmiejski do Wieliczki, przyśpieszony, który nie zatrzymywał się na dwóch kolejnych przystankach. Wow! Utknęłam w korku, trwało to jakiś czas, no i sytuację wykorzystał kanar. Jestem 100 PLN w plecy. Nawet miły był i przystojny.Wysiadłam, przebiłam się przez trylion świateł na druga stronę ronda i wsiadłam do autobusu jadącego z powrotem. Tym razem skasowałam bilet, siadłam i zaczęłam sprawdzać w komórce pocztę firmową. Po chwili podniosłam wzrok i ze zdziwieniem skonstatowałam, że nie bardzo kojarzę gdzie jestem. Wszystkie autobusy stamtąd jadą tą samą trasą za wyjątkiem jednego, który skręca w praco i akurat do niego wsiadłam. Nie popatrzyłam w pośpiechu na numer. Znowu wysiadanei, bieg na drugą stronę ulicy, autobus w drugą strone uciekł mi sprzed nosa, więc marsz szybkim krokiem z powrotem 20 minut.

;-)))))))))))))))))))))))))))))

Chyba jestem dzisiaj niebezpieczna dla otoczenia

2 komentarze:

  1. o kurcze!
    ale jak spokojnie o tym piszesz... podziwiam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale masz nerwa;)) ja bym wyszła z siebie i stanęła obok:))

    OdpowiedzUsuń