środa, 24 października 2012

Adam Małysz



Mój syn to taki Adam Małysz. Wysportowany, odważny fizycznie, pełen wiary w swoje siły jeśli chodzi o wyzwania ruchowe, a jednocześnie nieśmiały introwertyk. Takie wnioski po weekendzie z psycholog. Bardzo się cieszę, że zdecydowaliśmy się na tę konsultację. Pani psycholog obserwowała Piotra w sobotę na zajęciach z Kreatywki oraz przez parę godzin w niedzielę w domu, a potem podzieliła się z nami swoimi refleksjami.

Uspokoiła nas, że to co przeżywamy to normalny bunt dwulatka, intensywny bo nasz syn to wrażliwy introwertyk, raczej nieśmiały, obserwator i analityk raczej niż team leader. I że to minie. Podniosła mnie na duchu. Wiecie, ja się strasznie gryzłam, że poświęcam synkowi za mało czasu. Praktycznie wszystkie prace domowe wykonywałam gdy spał, to samo dotyczy nauki czy jakiś chwil dla siebie. Stawałam na głowie, a i tak miałam wrażenie, że wykorzystuję czas z nim na pół gwizdka. Byłam zmęczona i marzyłam tylko o tym by poleżeć na kanapie, ale twardo inicjowałam zabawę, zapraszałam do wspólnego spędzania czasu. Potem zasypiałam razem z nim i o 23 zabierałam się do gotowania, sprzątania, nauki. Powoli zaczynało mnie to wykańczać. Psycholog uświadomiła mi, że to co robię wcale nie jest dla dziecka dobre. Mam starać się bardziej go włączać w prace domowe oraz pokazać mu, że w domu każdy ma swoje prawa, nie tylko on. Pobawić się z nim przez godzinę bez rozpraszania uwagi, a potem uprzedzić, że teraz mama chce np. poczytać swoja książkę lub cos porobić w domu, a on może pobawić się sam albo pomóc. Do tej pory jeśli robiłam coś w domu gdy Piotrek zaangażował się sam w jakaś zabawę lub gdy przejmował go tata (ale ostatnio on jest przyklejony do mnie i jeśli wie, że jestem w domu to z tatą bawi się owszem, ale muszę być w tym samym pomieszczeniu). Wyczekiwałam odpowiedni moment i robiłam ile się da dopóki się nie znudził. To błąd. Nie wiem jeszcze jak to wyjdzie w praktyce, bo jednak jak wracam o 18 to do kąpieli o 20 czasu jest niewiele wliczając kolację, ale w weekendy postaram się trochę pracy odbębnić poza drzemka czy snem Piotrka, by wieczorem było więcej czasu dla mnie i męża.
To, ze Piotrek jest nieśmiałym introwertykiem to zaobserwowałam już dawno. Martwiłam się tylko, że wycofał się przeze ze mnie, przez to, że pracuję, że mnie nie ma, że tata wyjeżdża na delegacje. Jego zachowanie obecnie dość mocno kontrastuje z przebojowym półtoraroczniakiem jakim był. Nic z tych rzeczy. Do tej pory Piotrek traktował ludzi poza najbliższymi osobami jako ciekawe przedmioty, skupiał się na zabawie, na wyzwaniach na placu zabaw na przykład. Jest sprawny fizycznie, wiec sprawiał wrażenie przebojowego tarana. Teraz zaczyna dostrzegać, że ludzie są różni, że go oceniają, uświadamia sobie swoją osobowość, to jaki jest – i to jest dla niego nowe, frustrujące, trudne.  Pani uświadomiła mi truzim – rodzimy się z określonym temperamentem i charakterem i trzeba każdego zaakceptować takim jak im jest. Nasz syn nie będzie prawdopodobnie rekinem biznesu, ale czy musi być? Ja jestem nieśmiała z natury, mój maż też. Odziedziczył temperament po nas po prostu. Już jakiś czas temu moja przyjaciółka w odpowiedzi na mój opis zachowania Piotrusia spytała mnie „czy on Ci kogoś nie przypomina?”. Dało mi to do myślenia.
Wiem jedno. Nie mogę popełnić błędu mojego ojca, który zawsze dawał mi do zrozumienia, że moje wycofanie i nieśmiałość to straszna wada, a nie po prostu cecha. Chciał mnie z nieśmiałości „wyleczyć”. Wcale mi to nie pomagała, wręcz odwrotnie. Piotruś ma prawo być taki jaki jest. Takim go kochamy, akceptujemy i postaramy się pomóc mu odnaleźć życiową drogę i szczęście tak by jak najlepiej wykorzystał swoje mocne strony zamiast pchać go w kierunku aktywności sprzecznych z jego charakterem.
Nawet nie wiesz Synku jak bardzo Cię kocham.




4 komentarze:

  1. Ślicznie to wszystko i mądrze napisałaś i jak to dobrze że udało się to spotkanie z psychologiem - dla Twojego spokoju! Jest taki mądry cytat z Eichelbergera: "Rodzice są jak ogrodnicy, którzy kupują nasiona. Tyle, że w przypadku dzieci nie ma takich ładnych torebeczek, gdzie widać, co z każdego nasionka wyrośnie, i instrukcji jak sie o to nasionko troszczyć. Wszystko jest wymieszane, wsadza się rękę do worka i bierze, co popadnie. Gdy rodzice zaczynają hodować swoje nasionko, to mogą mieć marzenie, by wyrósł z niego dąb. Ale może się okazać, że zasadzili bratek. I wtedy rodzic, który się uprze przy dębie, będzie próbował z bratka zrobić dąb. A w rezultacie nie będzie ani dębu ani bratka. Wyhoduje jakąś hybrydę, coś bardzo nieszczęśliwego, i skrzywdzi to nasienie. Mądry rodzic w takiej sytuacji dowie się, jak hodować bratki, i zrobi wszystko, by jego bratek był najbardziej udany."
    Życzę Wam jak najbardziej udanego Bratka :-))) Jesteś wspaniałą mamą. I spróbuj angażować Piotrka w domowe prace, nie każdy to lubi, ale choć trochę niech polata ze ścierką czy pochlapie w zlewie czy zamiesza w garnku - spróbuj!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pisze ten komentarz juz chyba z piaty raz... zazwyczaj czytam twojego bloga juz w lozku na iphonie i jakos z tego urzadzenia nie wchodza tu komentarze:(((
    Zazdroszcze Piotrkowi takiej madrej mamy:) sama bym wiele dala zeby taka miec... niestety:( I mam tylko nadzieje ze choc w jakims ulamku uda mi sie sama byc taka mama:)

    OdpowiedzUsuń
  3. A wiesz, że brzmi to bardzo sensownie? Chyba spoko ta psycholożka, a przede wszystkim zdaje się wlała w Was spokój, pewność. I macie plan. Plan, który wydaje się być bardzo rozsądny. Bo nie może życie toczyć się wokół dziecka. Nie możemy zapominać o sobie i swoich potrzebach, bo w pewnym momencie coś pęka i nie dajemy rady odpowiadać na potrzeby dziecka...

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale super, że trafiliście na tak dobrego psychologa! I że rozmowa Ci pomogła. Bardzo mądre to wszystko, co napisałaś - dziękuję. Na razie nie jest mi to potrzebne, ale sądzę, że za kilka miesięcy wrócę tu i Twój wpis doda mi otuchy ;] :))

    OdpowiedzUsuń