czwartek, 11 października 2012

cicha woda i dialogi potworowe



Piotr to typowa cicha woda. Nie rozwija się równomiernie, tylko wybitnie skokowo. Przy całej swojej żywiołowości i zwinności fizycznej ma naturę obserwatora. Patrzy, analizuje, magazynuje i przetwarza informacje w swojej malej główce (co dla nas wygląda przekomiczne by marszczy przy tym brwi, patrzy „spode łba” i komentuje „hmmmm”), a potem znienacka zaskakuje nas jakąś nową umiejętnością.  Z tego co czytam i obserwuję większość umiejętności opanowuje później niż rówieśnicy. Kiedyś mnie to niepokoiło, teraz już wiem, że taki ma styl. Długo długo nic, a potem nagle okazuje się, że potrafi coś robić bardzo dobrze, mniej więcej na tym samym poziomie co rówieśnicy, którzy wcześniej od niego zaczęli przejawiać zainteresowanie daną formą aktywności, po czym szybko doprowadza to do perfekcji.  Czai się i kryje jednym słowem, a życie z nim to jedna wielka niespodzianka ;-)


Sztandarowym przykładem jest rozwój ruchowy. Moje dziecko do połowy 11 miesiąca życia było stacjonarne w pełnym tego słowa znaczeniu. Z pewnością chodziło tutaj trochę o podwyższone napięcie mięśniowe, ale sądzę, że nie tylko. W każdym bądź razie Piotrek nie pełzał, nie turlał się, nie podejmował prób eksploracji mieszkania. Zero. Jedyne czym był zainteresowany to podciąganiem się do stania. Starałam się go do tego zniechęcać, a zachęcać do raczkowania za radą neurolog. Piotrek był jednak oporny i kiedy już praktycznie wszyscy łącznie z lekarzami prorokowali, że Piotruś jest z tych nieraczkujących maluchów on nagle w ciągu jednej soboty w wieku 11 miesięcy nauczył się biegać na czworaka. Dosłownie biegać, bo w ciągu 2 dni nauczył się raczkować w takim tempie, że ciężko było za nim nadążyć.



 Nowa umiejętność spodobała mu się tak bardzo, że pierwsze kroki postawił dopiero pod koniec 14 miesiąca życia i po raz kolejny scenariusz się powtórzył. Po 2-3 tygodniach już nie chodził, ale biegał. 

Dzisiaj jest małym akrobatą zakochanym w rowerku biegowym wspinającym się na co się da.

Piotruś zaskakuje nas tak na każdym kroku. Długo nie potrafił prawidłowo trzymać kredki i nie bardzo był nimi zainteresowany. Po czym nagle zaczął rysować sprawnie kółka. I krzyżyki. Olewał ciastolinę by któregoś razu znienacka zacząć profesjonalnie ją wałkować i wycinać kształty nożyczkami. Nie wykazywał zainteresowania odtwarzaczem CD w swoim pokoju, a w zeszły weekend podstawił sobie stołeczek, wyjął płytkę z kołysankami, załadował inną, włączył i nawet wyregulował głośność. Musiał podpatrywać jak ja to robię, aż wreszcie sam odważył się spróbować.  Przez długi czas klocki go irytowały, nie potrafił ich układać. Lubił patrzeć jak tata buduje konstrukcje z klocków Duplo i któregoś razu włączył się w budowanie. Teraz klocki Duplo to jego ukochana zabawka obok resoraków i tworzy z nich całkiem spore i skomplikowane konstrukcje.  Mam nadzieję, że podobny mechanizm zadziała w przypadku jedzenia. Piotrek strasznie rozrzuca i rozlewa wszystko podczas posiłku, ale od zeszłego weekendu domaga się jedzenia nożem i widelcem, więc może powoli idziemy ku lepszemu. 

Najbardziej spektakularnym jednak przykładem na to, jakim „szpiegiem z krainy deszczowców” jest Piotrek (tak go nazywamy z mężem) jest mowa. Piotr do końca 2 roku życia nie mówił praktycznie nic poza „brum brum” i jakimiś pomrukami. Nie mówił „mama” ani „tata”, nie naśladował głosów zwierząt. Nic. Jesteśmy pod stałą kontrola laryngologa ze względu na wąskie kanaliki, więc wiedziałam, że słuch ma w porządku, wędzidełko miał podcinane w wieku 7 miesięcy, a nasza pediatra uspokajała mnie tłumacząc, że dziecko wszystko rozumie, wykonuje polecenia i mamy jeszcze czas. Martwiłam się jednak, czytałam o ćwiczeniach stymulujących rozwój mowy, zachęcałam go do picia przez słomkę, dmuchania piórek itd. Wszystko na nic. Aż pojechaliśmy na weekend majowy do mojej rodziny i tam Piotrek się odblokował. Od tamtej pory nawija non stop, powtarza wszystko jak dyktafon, a jego zasób słów często nas zaskakuje. Spokojnie można się z nim dogadać. Opowiada mi zmyślone historie jak to poszedł do sklepu kupić czerwony kocyk, który okazał się za krótki albo jak gołębie siedziały na gorącym dachu, który parzył im nogi. Boki można zrywać. Radzi sobie z koniugacją. Wcześniej używał głównie bezokoliczników lub 2 osoby (tzn powtarzał po mnie, np. jak mówiłam „Piotrusiu idziesz na spacer” odpowiadał „idziesz”). Teraz radzi sobie całkiem dobrze, ale jest kilka czasowników, które z uporem maniaka nadal używa w bezokoliczniku lub 2 osobie np. „boisz” zamiast „boję się”. Ignoruje słówko „się”. Ku mojemu zdziwieniu używa poprawnie rodzaju męskiego, choć przecież najwięcej mówią do niego kobiety używając  formy żeńskiej. Zamiast „kopię” mówi „kopam” (kalka z „rzucam”).  Mam straszną frajdę z tego, że stał się komunikatywny. Sprawia mi to ogromną radość i uwielbiam z nim rozmawiać. Zaczęłam spisywać Piotrowe powiedzonka i dialogi na przyszłość. Oto kilka z nich.

Ja: „ Piotrusiu a kim zostaniesz jak dorośniesz?”
Piotr: „mechanikiem i będę naplawial samochody”

Piotrek bawi się latarką i świeci tacie w ucho
Ja: „co tam tata ma w tym uchu?”
Piotr: „lobaka”

Jedziemy obwodnicą, w pewnym momencie Piotrek stwierdza „nie ma psycepy na koniki”
Zachodzę w głowę o co mu chodzi. W końcu przypominam sobie, ze w weekend jechaliśmy do znajomych z babcią, która zwróciła jego uwagę na samochód przewożący konie. Piotr kontynuuje „już pojechały. Wcześniej pojechały. Do wujka Michała. Wujek da im pic”
(wujek Michał to mój ojciec chrzestny, który ma gospodarstwo na wsi)

Ja: „Piotrek chcesz kanapkę z serkiem?”
Piotr: „cemu nie”

Jesteśmy na placu zabaw. W pewnym momencie w pobliskim kościele zaczynają buc dzwony. Piotr przerywa wspinaczkę i zaczyna śpiewać „panie janie panie janie”

Piotr naciągnął babcię w sklepie na samochód. Na odchodnym zwraca się jednym tchem do sprzedawczyni „do widzenia pani dziekuje do zobaczenia”

Przechodzimy obok murku z graffiti.
Ja: „ciekawe kto to narysował”
Piotr: „jakiś psuj”

Chodzi po domu ze zmarszczonymi brwiami m mruczy pod nosem „wpadłem na pomysl, wpadłem na pomysl”

Ja: „Piotrek pomóc Ci”
Piotr: „nie dziekuje poladze sobie sam”

Kiedyś rano mnie męczył o czytanie bajki, a ja marząc o paru sekundach snu poprosiłam go, by sam mi bajke opowiedział. Piotr wypalił
„opowiem ci bajke jak kot palił fajke a kocica papielosa przypalila kawal nosa”

Na ścianie w jego pokoju wisi obraz namalowany swego czasu przez swagra przedstawiający męża w wieku 6 lat. Piotrek pokazuje na niego palcem i mówi
„to jest oblaz. Tam jest tata…. (zastanawia się i wyraźnie nie może przypomnieć sobie słowa „namalowany)….napisany!”

Po drzemce przychodzi do mnie do kuchni i stwierdza
„psysedlem bo bulcy mi w bzuszku. Poplose doble jedzenie”

Na widok samolotu recytuje bezbłędnie „panie pilocie dziula w samolocie” i domaga się by mu odpowiedzieć „bardzo dziękuje jak wyląduję to zaceruję”

Śpiewa piosenkę tytułową z Boba Budowniczego, który jest jego idolem. 

Umie liczyć do 10, czasem myli mu się kolejność. nauczyłam go przypadkiem metodą "psa Pawłowa" (tak twierdzi Maciek). Przygotowując mu mleko liczyłam zawsze głośno miareczki, a Piotrek w pewnym momencie zaczął powtarzać. Teraz schodząc po schodach Piotruś liczy stopnie, układając resoraki na łóżku przelicza je, liczy autka wrzucając je do wanny przed kąpielą, liczy dźwigi na placu budowy. Chyba rośnie nam matematyk, ponieważ wszystkie symbole to dla Piotrka liczby. Nie kojarzy jeszcze za bardzo wyglądu poszczególnych cyfr za wyjątkiem zera (które rysuje namiętnie na tablicy podśpiewując "mniej niż zero"), ale jak tylko zobaczy jakikolwiek symbol, literę czy znak wykrzykuje "dwa" albo "siedem" albo "sesc'. Litery w jego świadomości póki co nie istnieją.

Potrafi powiedzieć swoje nazwisko oraz nazwę wsi, w której mieszkamy (a wierzcie mi nie są to łatwe słowa ;-) Teraz uczę go nazwy ulicy i numeru domu. 

Taki kombinator nasz.


2 komentarze:

  1. Ojejuśku, to podobnie, jak Edgarek! :) Większość jego rówiesników dawno chodziła, kiedy on nie mógł się przemóc. A potem nagle ruszył i po chwili już biegał :) Mam wrażenie, że tak samo skokowo będzie się dalej rozwijał.
    A teksty cudne :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Uśmiałam się z tych Waszych dialogów z synkiem! Słodko tu musi brzmieć "na żywo" ;)

    OdpowiedzUsuń