niedziela, 14 października 2012

idzie luty podkój buty

Mam takią fobię - boję się zimna i zimy. Nienawidzę zimy. Zawsze strasznie marznę, bolą mnie palce chocbym nie wiem jak super buty i rękawice ubrała. Takie krążenie. Zima to dla mnie straszny czas. Ból, kulenie się, zaparowane okulary. Najchętniej bym ją przespała. Jest dla mnie też okropnym ograniczeniem wolności. Człowiek ciagle tak samo wygląda, wiecznie w kożuchu, zimowych buciorach (eleganckie kozaczki u mnie odpadają, by w miarę przetrwać musze mieć trapery na grubaśnej podeszwie, z wielkim nosem i mocno ocieplone). To taki czas gdy nie obchodzi mnie jak wygladam, byleby było ciepło. Zazdroszczę kobietom, które tak nie marzną i zimą chodzą w eleganckich płaszczykach i czapkach. Ja muszę mieć kożuch, wielką czapę, mega szalik i wielkie narciarskie rękawice.

Mam jakies głupie irracjonalne lęki, że przyjdze zima, a nam będzie zimno, nie będziemy mieć co ubrać, gdzie się schornić. Głupie, wiem. Może w poprzednim życiu zamarzłam żywcem ;-)Odzież zimową dla Piotrka mam skompletowaną od dawna. Ten weekend przeznaczyłam na generalne przygotowania. Powyciagałam wszystkie zimowe ciuchy, czaki, rekawiczki, ściagnęłam z górnej półki w garderobie karton z zimowymi butami i wymieniłam go na karton butów letnich, wyczyściłam i zaimpregnowałam wszystkie buty i kurtki. Jesteśmy zwarci i gotowi.

Przed domem zrobiło się smutno, bo Uniwersytet Rolniczy na zimę zawsze spuszcza wodę ze stawów rybnych, które mamy po drugiej stronie ulicy. Od kwietnia do października widok jest sielski. Jak na wakacjach. A od wczoraj po prostu pole, taki księżycowy krajonbraz. Nie lubię tego.

Miałam pisać o tym jak martwię się buntem dwulatka Piotra, który przybiera niepokojące rozmiary, o tym, że nie wiem już czy to jest normalne i typowe czy mamy jakiś poważniejszy problem, ale dzisiaj nie mam już siły. Czuję się fatalnie z tym, że czasem nie radzę sobie z własnym dzieckiem. Boję się, że popełniliśmy gdzieś jakiś błąd i że Piotrek jest nieszczęśliwy. Dzisiejszy dzień to był koszmar dla nas wszystkich. Czuję sie złą, beznadziejną matką.....

Piotr smutny i naburmuszony..... Może jutro będzie lepszy dzień.




3 komentarze:

  1. Ja fobii nie mam, mam za to emu, które noszę cały rok :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co do marznięcia to witam w klubie, mi jest wiecznie zimno, zimę lubię tylko 3 dni kiedy są Święta i fajnie jak jest śnieg a najchętniej to bym się przeprowadziła gdzies w tropiki ;-) I też w weekend wyciągnęłam zimowe rzeczy tylko buty muszę kupić jeszcze Młodemu bo z zeszłorocznych wyrósł.

    A co do buntu dwulatka - takie życie ;-) Jedni przeżywają to bardziej inni mniej. Nie ocenię czy Piotruś przewrażliwiony, czy ktoś popełnił błąd, czy jest to całkowita norma. Powiem tylko, że na pewno jesteś najlepszą możliwą Mamą dla Piotrka, a fakt, że w ogóle zastanawiasz się nad tym wszystkim czyni cię jeszcze lepszą!
    Trzymaj się CIEPŁO :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój syn ma zaledwie pół roku, a już niejednokrotnie obwiniałam się za swoje postępowanie i przyklejałam sobie etykietkę złej matki. W efekcie moje nastawienie było jeszcze gorsze... lepiej tak nie myśleć ;) Na pewno jest najcudowniejsza i najlepsza mamusią dla Piotrka;)

    Co do zimy, też mam takie słabe krążenie. Ciepłe, przyduże buty i trzy pary grubych skarpet to podstawa.
    Zeszłej zimy byłam w ciąży i było mi wyjątkowo ciepło... w tym roku już tak nie będzie, bo jeszcze mrozy nie przyszły a ja już kurtkę zimową wyciągnęłam :) Najchętniej to bym już w czapce chodziła..

    OdpowiedzUsuń