czwartek, 29 listopada 2012

2.5 ROKU



Dzisiaj o 18.45 mój synek kończy 2.5 roku. Życzę Ci synku byś nigdy nie zwątpił w siebie ani w nas, Twoich rodziców. Życzę Ci byś zasypiał i budził się z uśmiechem na buzi. Życzę Ci byś oswoił swojego Wilka i byś nie stracił swojej wrażliwości i ciekawości. Kocham Cię bardzo bardzo mocno.

 Setka myśli ciśnie mi się do głowy gdy próbuje opisać jakim człowiekiem jest Piotruś, więc tak lekko chaotyczne:
- jest wielkim indywidualistą. Wszystko musi zrobić po swojemu. Niechętnie dostosowuje się do norm w grupie. Na zajęciach z dziećmi uczestniczy tylko w tych zabawach, które go naprawdę interesują, pozostałe zaś spędza siedząc na ławeczce lub bawiąc się po swojemu. Nie znosi być zmuszany do czegokolwiek ani krępowany fizycznie (np. przy płukaniu uszu). Oj czeka nas przeprawa z adaptacją do przedszkola, już to widzę

piątek, 23 listopada 2012

obraza

Jak już pisałam w środę rano zmarł mój wujek. Smutno mi, ale obiektywnie rzecz biorąc nie miałam z nim dużego kontaktu. To mąż siostry mojej mamy. Owszem, kiedy bywałam u rodziny na wsi zawsze zamienilismy parę słów, ale to tyle. Był trochę dziwnym człowiekiem, lekko zdziwaczałym, głównie przesiadywał w pokoju przed TV. Moja mama jedzie oczywiście na pogrzeb, w końcu to jej szwagier i  my też zamierzaliśmy, grzecznościowo. Sprawa się jednak pokomplikowała. Pogrzeb jest w rodzinnej wsi ok 4 h drogi samochode z Krakowa w jedną stronę. Od początku zakładaliśmy, że nie bierzemy ze sobą Piotrka. Dlaczego? Piotruś wychodzi dopiero z choroby, która ciągnęła się za nim tak naprawdę od początku listopada. Jest jeszcze osłabiony. To jest daleka droga, a tam w planach jest jakas gigant stypa na 80 osób (o tym później). Przede wszystkim jednak Piotrek panicznie boi się kościołów i tłumów. Do kościoła nie wejdzie na 100%. W takich sytuacjach istnieje dla niego tylko mama. Wisi na mnie po prostu jeśli tylko jestem w pobliżu, tatę ignoruje. Miałabym wiec w perspektywie chodzenie z nim naokoło kościoła albo po cmentarzu przez około 2 godziny w zimnie i deszczu, noszenie go, zabawianie, uspokajanie, a potem siedzenie z nim gdzieś w najdalszym kącie domu bo on na pewno z takiego tłumu obcych ludzi by uciekał. Nie mam z kim go na miejscu zostawić na czas pogrzebu, bo cała rodzina się na niego wybiera. Miodzio. Sęk w tym, że ja nie czuję się jeszcze na siłach by tak intensywnie się nim zajmować. Mam szwy na brzuchu, boli mnie, wolno chodzę, nie mogę dźwigać, ciężko mi się wyprostować. Pogrzeb jest w sobotę, no i niestety okazało się, że nie mamy z kim Piotrka zostawić. Moja mama jedzie, teściowa ma zabiegi w szpitalu i mogłaby się Małym zajać dopiero od 15 (a my musielibyśmy wyjechać wcześnie rano), nasza niania nie może, szwagierka pracuje, a szwagier ma pod opieką półtorarocznego Antka, z którym ledwo daje sobie radę. Nie poproszę o pomoc jakiejś koleżanki, z którą Piotruś nigdy nie zostawał sam na sam, bo to nie chodzi o zaopiekowanie się dzieckiem przez 2 h tylko cały bity dzień, prawdopodobnie łącznie z położeniem spać. Brałam pod uwagę zostawienie Piotrka z Mackiem i pojechanie z mamą, ale nie dam rady prowadzić auta tak długo (brzuch), moja mama nie ma prawa jazdy, autobus odpada (brzuch). Stanęło więc na tym, że jedzie Maciek z mamą, a ja zostaję z Piotrusiem. Zadzwoniłam do rodziny wytłumaczyć im co i jak i......OBRAZA NA MAKSA. No jakże to????? Obraziła się nawet moja kuzynka, z którą mam dobry kontakt, kóra bardzo lubi Piotrusia i generalnie miałam ją za bratnią duszę.

Zła jestem. Wydaje mi się, ze zachowujemy się fair. Jedzie Maciek jako reprezentacja rodziny, choć on z tym wujkiem to może parę słów zamienił w czasie naszych tam wizyt. Wydawało mi się, że dorośli ludzie zrozumieją sytuację. Nic z tych rzeczy. Niedobrze mi się robi na myśl o pokazówce, która tam jest organizowana. Ciotka z wujkiem od wielu lat żyli nie zauważając się kompletnie, z jego rodziną nie rozmawiałam od bardzo dawna, a teraz robi mega stypę wo domu, żeby się pokazać. Założe się, że na pogrzebie będzie płakała krokodylimi łzami.

Aha, ciotka na moja mamę też się obraziła. Że w środę o 8 rano nie rzuciła wszystkiego, nie wsiadła w autobus i nie przyjechała pomagać jej organizować pogrzebu. Why? Na miejscu w sąsiednim domu ma do pomocy brata, a drugi brat w środę przyjechał z Krakowa, że nie wspomnę o rodzeństwie wujka, po co tam jeszcze moja mama ja się pytam.

Dlaczego nawet pogrzeb musi pozostawiać niesmak.....

czwartek, 22 listopada 2012

urlop macierzyński/tacierzyński na Dalekim Wschodzie

W poniedziałek moją firmę odwiedził koreańczyk, pracownik dostawcy, z którym współpracujemy. Kevin dla ludzi zachodu ;-) Jesteśmy ich dystrybutorem już od wielu lat i zdążyłam dość dobrze poznać zwyczaje panujące w tej firmie i zaprzyjaźnić się z pracownikami. To jest firma, która wychowuje sobie ludzi. Trzeba naprawde się postarać, żeby zostać zwolnionym. Przyjmują obiecujących absolwentów tuż po studiach i stopniowo pchają ich coraz wyżej. Miło. Jednak wymagają też wiele. W styczniu w Anaheim w Kalifornii odbywają się bardzo ważne w branży targi.
Oprócz typowych rozmów biznesowych ucięłam sobie z Kevinem pogawędkę. Chłopak jest mocno podekscytowany i zdenerwowany, ponieważ w styczniu ma się mu urodzić pierwsze dziecko. Córka. Żona ma termin na 11 stycznia. Rozmawialiśmy sobie luźno na tematy okołodzieciowe i w pewnym momencie rzuciłam jako pewnik "no to w tym roku nie jedziesz na targi prawda?". Kevin westchnął i odpowiedział, że musi, a ponadto od razu po targach czeka go ok. 2-tygodniowa "wycieczka", ponieważ musi odwiedzić i skontrolować wszystkich dystrybutorów w Ameryce Południowej, która jest jego drugim rynkiem. Zdębiałam. Czujecie to? Targi zaczynaja się 23 stycznia, ale przed targami są jeszcze prezentacje, ponadto trzeba przygotowac stoisko, więc gość musi wylecieć 19-go. Pól biedy jeśłi żona urodzi wcześniej, ale pierwsze dzieci lubia się spóźniać. Kilka dni po narodzinach dziecka bedzie musiał zostawić rodzinę na prawie miesiąc, być może nawet córka urodzi się juz po jego wylocie. Żonie na szczęscie pomagać będzie teściowa. Według jego relacji nie ma w Korei żadnych regulacji prawnych typu opieka nad żoną po porodzie, urlop tacierzyński etc.
Smutne to. Jakiś czas temu rozmawiałam równiez z dziewczyną z Taiwanu, która stwierdziła, że w Polsce mamy raj, bo u nich urlop macierzyński trwa 6 tygodni, tyle co połóg, i nie ma czegos takiego jak urlop wychowawczy. Kobiety albo oddają takie 6-tygodniowe dzieci do żłobka, albo niani, która jest bardzo droga, albo, co jest najczęstszym przypadkiem, przerywają pracę pozostajac na utrzymaniu parrnera łącznie ze składkami na ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne.
Nie mamy wcale tak źle w Polsce.

środa, 21 listopada 2012

wtorek, 20 listopada 2012

KARMIENIE MM



Jeśli chcesz lub musisz karmić dziecko mm tutaj znajdziesz garść uwag z mojego doświadczenia. Piszę z perspektywy matki dziecka wychowanego na mm od urodzenia, więc część z nich dotyczy karmienia maleńkich dzieci jedzących na żądanie. Nie wszystkie wypracowane przeze mnie patenty będą odpowiadały wszystkim, gdyż wiele zależy od trybu życia konkretnej rodziny.
Link do tego posta znajdziecie po prawej stronie w zakładce PRZYDATNE.
Karmienie mm wcale nie jest trudne ani uciążliwe.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Jutro  a raczej dzisiaj rano mam zabieg usuniecia endometriozy, ktora narosla mi na bliznie po cc i boli. Trzymajcie kciuki.

niedziela, 18 listopada 2012

o barłogu i miłości do motoryzacji

Ostatnimi czasy nasz dom wygląda jak istne pobojowisko. Jakby przeszedł tajfun dosłownie. A to za sprawą Piotra, który w swoim zamiłowaniu do budowania poszedł o krok dalej i oprócz budowania z klocków zaczął tworzyć w domu fortece z krzeseł, kołder, poduszek i wszystkiego, co mu się nawinie. Jest oprzy tym bardzo zdeterminowany i jak lew broni swoi budowli i swoich wizji. Od 2 tygodni na przykład gdy jest w domu postanowił na drzemkę poobiednią kłaść się na podłodze w swpomi pokoju na stercie kołder i kocy, kóre znosi z całego mieszkania.




Nasze łóżko zaś w weekendowe poranki wygląda tak (pod tą stertą gdzieś leży mój mąż, uparcie udawał, że śp podczas gdy Piotr naprawiał łóżko wiertarką ;-)


Piotr generalnie ma trzy główne pasje. Samochody, budowanie i majsterkowanie/naprawianie.Ostatnio doszło gotowanie, ale nie jestem pewna na ile to trwałe hobby. Piotrowi Budowniczemu i Piotrowi Mechanikowi poświęcę jeden z najbliższych wpisów, a dzisiaj napiszę o SAMOCHODACH.

sobota, 17 listopada 2012

Liebster Blog

Dziękuję koleżance z blogosfery (www.mamyporady.pl) za nominowanie mnie do zabawy Liebster Blog. Zabawa ma na celu wzajemne poznanie się blogerów z tych mniejszych blogów. Polega ona na odpowiedzi na 11 pytań, następnie wymyśleniu własnych 11 pytań i nominowaniu kolejnych 11 blogów.





Oto moje odpowiedzi na pytania:

1. Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?
Szczęście mojego syna i męża.
2. Co lubisz najbardziej robić?
Czytać, rozwiązywać zadania i łamigłówki logiczne, chodzić na długie spacery z muzyką na uszach.
3. Czy masz jakieś tęsknoty?
Trochę tęsknię za dawnymi studenckimi czasami, nocnymi Polaków rozmowami do rana, ogniskami, wędrówkami górskimi, nocowaniem w schroniskach.
4. Co jest Twoim największym marzeniem?
Żeby mój syn za dwadzieścia lat powiedział, że miał szczęśliwe i spokojne dzieciństwo.
5. Gdzie spędziłaś(-eś) ostatnie wakacje?
W Zakopanym. Typowa ceprostrada, bo praktycznie sama z dwuletnim dzieckiem, więc wolałam być bliżej cywilizacji i w razie czego móc szybko wrócić do Krakowa.
6. Gdzie chciałabyś/chciałbyś mieszkać?
Kocham Kraków pomimo wszystkich jego wad i dobrze mi się tu mieszka. Ciągnie mnie do Irlandii, Szkocji i Norwegii. Na pewno nie potrafiłabym mieszkać na południu Europy lub w krajach latynoamerykańskich - drażni mnie mentalność mieszkańców tych krajów.
7. Czy żałujesz swoich życiowych wyborów?
Osobistych nie. Zawodowych do pewnego stopnia tak.
8. Twoja ulubiona pora roku
Wczesna wiosna. Marzec/kwiecień. Uwielbiam wypatrywać pierwszych oznak zwycięstwa wiosny nad zimą i cieszyć się z topniejącego śniegu.
9. Czy jest coś za czym bardzo tęsknisz?
To, co opisałam w punkcie 3.
10. Lubisz swoją pracę?
Pracę jako taką tak, ale to, w co przeradza się firma, w której aktualnie pracuję nie.
11. Czy zrobiłaś(-eś) ostatnio coś szalonego?Co?
Chyba minęły czasy gdy wyskakiwałam z okna 2 piętra schroniska na zielonej szkole by oglądać wschód słońca. ostatnio wydałam całą kasę przeznaczoną na prezenty świąteczne dla syna i szwagranka na czerwony płaszczyk dla siebie.

A oto moje pytania:
1. Czy jesteś wzrokowcem czy słuchowcem?
2. Wolisz koty czy psy?
3. Książka, która wywarła na Ciebie wpływ.
4. Czy masz prawdziwą pasję?
5. Gdybyś miała jeden dzien tylko dla siebie jak byś go spędziła?
6. Czy uprawiasz/uprawiałaś intensywniej jakiś sport?
7. Co zawsze nosisz ze sobą (oprócz kluczy, dokumentów etc.)?
8. Jakie wnętrza lubisz - nowoczesne czy staroświeckie?
9. Jak wolisz spędzać Boże Narodzenie - w domu, u rodziny, na wyjeździe?
10. Gdybyś mogła zatrudnić pomoc domową to co najchętniej byś na nią scedowała: gotowanie czy sprzątanie?
11. Jakie smaki preferujesz - kwaśne/słodkie, łagodne/pikantne?

Nominuję (jeśli nie przepadacie za łańcuszkami to z góry przepraszam), nie wiem czy mogą to być tylko blogi z blogspota, na wszelki wypadek tylko takie

http://evelio-ciezarowka.blogspot.com/
http://mamuskamartuska.blogspot.com/
http://jutro-bedzie-niebo.blogspot.com/
http://cojanekzrobil.blogspot.com/
http://www.nataszacorkaadmina.blogspot.com/
http://dzidziusiowo.blogspot.com/
http://euromusia.blogspot.com/
http://zonazadhd.blogspot.com/
http://icyignacy.blogspot.com/


http://zaradna-mama.blogspot.com/
http://mamakathleen.blogspot.com/
http://mtoto-wangu.blogspot.com/
http://www.pierwsze-kroki.blogspot.com/






wtorek, 13 listopada 2012

Juuppii! Koniec "uszatego" koszmaru

Byłam dzisiaj z Piotrusiem u laryngologa i wreszcie usłyszałam upragnione - "uszy są czyste". Nawet nie wiecie jak się cieszę! Piotrek cierpiał na zwężenie kanalików i co za tym idzie nadprodukcję woskowiny. Mimo drastycznego przestrzegania higieny i codziennego psikania Vaxolem musieliśmy co ok. 2 miesiące odwiedzać laryngologa celem oczyszczenia uszu. Pół biedy jeśli wystarczyło odsysanie, gorzej było z płukaniem. Te wizyty to był koszmar. Starałam się jeździć z Maćkiem, ale nie zawsze udawało się to zgrać. Z Maćkiem, ponieważ sama nie byłam w stanie unieruchomić dziecka. Jeśli męża nie było z nami pani doktor wołała do pomocy jedną lub nawet dwie panie z recepcji. Ja unieruchamiałam nogi Piotrka, jedna pani jego ręce, a druga głowę. Musiał być całkowicie nieruchomo. Darł się zawsze jakby go ze skóry obdzierano, choć to podobno nie boli samo w sobie. Po prostu jest nieprzyjemne. Do tego Piotr nienawidzi, wprost nienawidzi być krępowany. Reagował histerią już na sam widok budynku, w którym przyjmuje laryngolog. Specjalnie umawiałam się z paniami w rejestracji, że będę z nim spacerowac w pobliżu, a one do mnie dzwoniły gdy poprzedni wizyta zbliżała się do końca tak byśmy od razu wchodzili do gabinetu bez czekania w poczekalni, gdyż przez cały ten czas Piotr po prostu wył. Koszmar na kółkach, napawdę. Czekałam aż wyrośnie z tej przypadłości i nareszce tak się stało. Jż nie musimy chodzić na to czyszczenie. Kanaliki ursosły, poszerzyły swoją średnicę i uszy radzą sobie już same. Jestem bardzo, bardzo szczęśliwa i Piotrek też :-))))))))))))))




poniedziałek, 12 listopada 2012

niemowlaki w piorach

Pisane z komorki wiec bez polskich czcionek. Przegladam net i spotykam je wszedzie. Niemowlaki w kublach z piorami. Niemowlaki w koszach z trocinami. Albo wloczka. W wielkich czapkach z pomponami. Niemowlaki siedzace w wydrazonych dyniach na Halloween. Niemowlaki przebrane za tygrysy, zaby, kotki, pieski i co duza zapragnie. Czy naprawde fundujac malemu dziecku "profesjonalna" sesje zdjeciowa trzeba robic z niego pajaca?????? Jakos zawsze mnie to mierzilo. Starsze dziecko bawiace sie w przebieranie, cieszace sie z tego, swiadome ze to zabawa - OK. Czemu nie. Ale takie niemowlaczki kojarza mi sie z tymi malymi pieskami w kubraczkach noszonymi w torebce jako dodatek do stroju.

piątek, 9 listopada 2012

kontrola z UC

Mamy w firmie kontrolę z Urzędu Celnego. Dzisiaj przyszło dwóch wyjatkowo antypatycznych i chamskich gości i siedzą nam na karku od wtorku. ja mam we wtorek dzień urlopu zwiazane z lekarzem Piotrka. nie powiem jak to wygląda w oczach szefostwa, do tego w kolejny wtorek mam zabieg i też jeden dzień (mam nadzieję, że tylko jeden) mnie nie będzie. Akurat wtedy mamy gości z Korei. W każdym razie już teraz nie wiem jak się nazywam, a jak kiedy mi doszło przygotowywanie milionów stron dokumentacji to jestem załamana. Plus zaległosci, które powstaną w te dni gdy mnie nie będzie.Koniec roku to zawsze gorący okres. Nie mogli przyjść latem????
Swoją droga nie rozumiem. Dlaczego urzędnicy z urzędu skarbowego, od którego nie ma ucieczki są sympatyczni i można się z nimi dogadać gdy przychodzą na kontrolę, a celnicy to jakieś państwo w państwie. Zwłaszcza, że można odprawiać się poza granicami kraju, co coraz częściej czynimy. Tworząc problemy zmuszają przedsiębiorców do uciekania z odprawami poza granice Polski, tym samym jest to mniej pracy dla celników i polskich agencji celnych. Nielogiczne.
Mszczą się. To wiem na pewno.W kwietniu zakwestionowali nam taryfikację przy jednej odprawie domagając się zapłaty wyższego cła. Odwołaliśmy się i częściowo wyszło na nasze. Kolejną odprawę z tej firmy zrobiłam we Frankfurcie bo to było zamówienie przetargowe, pilne, i nie mogliśmy ryzykować przetrzymania przez ponad tydzień tak jak poprzednio. To teraz się na nas uwzięli.

sobota, 3 listopada 2012

o Piotrze Wspaniałym, Mężu Upartym i załamce chorobowo-pracowej

Przede wszystkim chciałabym Ci Synku podziękować za te wspólne chorowanie. Nie wiem czy to bunt dwulatka powoli odpuszcza i dziecko mi mądrzeje, czy Piotrek po prostu zlitował się nad chorymi rodzicami, w każdym bądź razie przez ten tydzień był dzieckiem idealnym. Mimo kataru i kaszlu cały czas w świetnym humorze, pogodny, uśmiechnięty i taki do zacałowania. Powiem szczerze jak się zorientowałam we wtorek, że nie ma się co oszukiwać i nie obroniliśmy się przed tym wrednym krakowskim wirusem to lekko się podłamałam. To dopiero druga choroba w życiu Piotra i tak naprawdę nie mam wprawy w opiekowaniu się chorym dzieckiem, pamiętałam natomiast walki jaki toczyłam podając synowi siłą lekarstwa podczas przeziębienia rok temu, pamiętałam jaki był wtedy marudny (on też nie ma wprawy w chorowaniu, na szczęście) i kiedy dodałam do tego aktualny bunt dwulatka i to, że sami też jesteśmy chorzy na maksa to robiło mi się słabo. Tymczasem okazało się, że niepotrzebnie się martwiłam.

czwartek, 1 listopada 2012

wirtualny przyjaciel

Nie jestem zwolenniczką otaczania dzieci masą gadżetów ani wczesnego zapoznawania ich z tzw. oprogramowaniem edukacyjnym. Owszem, nie przeczę, jest wiele wartościowych programików, które uczą i krzywdy nie zrobią, tylko, z tego samego można dziecko nauczyć w sposób tradycyjny, posiłujac się klasycznymi planszówkami, kartonowymi pomocami naukowymi etc. zamiast przyzwyczajać dziecko od małego do siedzenie przed komputerem. Na to jeszcze przyjdzie czas w szkole i nie ma co męczyć oczu. Niemniej jednak mam w komórce kilka prostych programików dla dzieci, które odpalam w sytuacjach awaryjnych typu długie czekanie w poczekalni. Między innymi mamy takiego oto misia.

Miś śmieje się gdy dotyka mu się brzuszka, tańczy, gra na instrumentach i powtarza to co dziecko mówi. Do tej pory Piotrek na misia reagował zaciekawieniem, ale bez nadmiernej fascynacji. Od środy to jego najlepszy kumpel. Piotr przyszedł do nas rano i zarządził pobudkę. My z mężem zakatarzeni, połamani rozpaczliwie chwytaliśmy się czego się dało by uszczknąć dla siebie choć parę minut więcej snu. Włączyłam misia. Piotrek rozpoczął z nim żywiony dialog. Zaczął mu opowiadać co mu się śniło, że ma "dwie nogi i paluski do chodzenia", potem zaczął przynosić z pokoju swoje autka i mu pokazywać. Boki można było zrywać ze śmiechu :-) Od tej pory co chwilę mnie prosi bym włączyła misia i z nim rozmawia. Całkiem poważnie. Domaga się by miś z nim tańczył. W praktyce wygląda to tak, że Piotruś tańczy,a ja z nim trzymając komórkę i co chwila naciskając opcję tańczenia. Dzisiaj czytał mu książeczki, a przed pójściem spać domagał się pożegnania z misiem. Normalnie miłość. Prześmiesznie to wygląda :-)