sobota, 3 listopada 2012

o Piotrze Wspaniałym, Mężu Upartym i załamce chorobowo-pracowej

Przede wszystkim chciałabym Ci Synku podziękować za te wspólne chorowanie. Nie wiem czy to bunt dwulatka powoli odpuszcza i dziecko mi mądrzeje, czy Piotrek po prostu zlitował się nad chorymi rodzicami, w każdym bądź razie przez ten tydzień był dzieckiem idealnym. Mimo kataru i kaszlu cały czas w świetnym humorze, pogodny, uśmiechnięty i taki do zacałowania. Powiem szczerze jak się zorientowałam we wtorek, że nie ma się co oszukiwać i nie obroniliśmy się przed tym wrednym krakowskim wirusem to lekko się podłamałam. To dopiero druga choroba w życiu Piotra i tak naprawdę nie mam wprawy w opiekowaniu się chorym dzieckiem, pamiętałam natomiast walki jaki toczyłam podając synowi siłą lekarstwa podczas przeziębienia rok temu, pamiętałam jaki był wtedy marudny (on też nie ma wprawy w chorowaniu, na szczęście) i kiedy dodałam do tego aktualny bunt dwulatka i to, że sami też jesteśmy chorzy na maksa to robiło mi się słabo. Tymczasem okazało się, że niepotrzebnie się martwiłam.

 lekarstwa? No problem. Pogadałam z synem poważnie, wytłumaczyłam mu, że musi je zażywać żeby poczuć się lepiej, że mama i tata też swoje lekarstwa zażywają i zrozumiał. Żadnego biegania za dzieckiem po domu. Sam się upominał. napełniałam mu małą strzykawkę odpowiednią dawką syropu, a on sam ja sobie wkładał do paszczy i aplikował. Płakał jedynie podczas odciągania glutów i zakraplania nosa. Tutaj musiałam już użyć siły dla dobra sprawy. Poza tym luz. Mimo zapchanego nosa spał normalnie w nocy. Tzn. pierwsza noc z poniedziałku na wtorek spędzona jeszcze u mojej mamy była ciężka. Budził się i złościł, że nie może spać, ale gdy tylko przywiozłam go do domu spał jak anioł. Jednak mówcie co chcecie ale zimny chów, dobrze wentylowany dom i drewniane okna robią swoje. U mamy w bloku są szczelne plastiki, mimo wietrzenia, zakręcania kaloryferów i nawilżacza powietrze jest dużo suchsze niż u nas w domu. My mamy ok. 18 stopni w dzień, w nocy ok. 17 (nie włączamy póki co ogrzewania, jesteśmy przyzwyczajeni do takich temperatur i nie czujemy potrzeby chodzenia po domu w krótkim rękawku), pomieszczenia są duże, wietrzymy często, a jak nie wietrzymy to w każdym oknie mamy mikrouchył więc śpi sie super. Zero pobudek mimo że drugiej nocy Piotrek był w obiektywnue gorszym stanie niż pierwszej. W dzień drzemka wydłuzżyła mu się do 4-5 godzin, pozwalałam na to, bo sen w chorobie to zdrowie. Zresztą my też padaliśmy razem z nim. Miałam ambitny plan by korysztając z okazji pouczyć się podczas jego drzemek albo szperać w necie w poszukiwaniu ofert pracy, jednak nic z tych planów nie wyszlo. Po prostu nie miałam siły. Czuliśmy się oboje z Mackiem po prostu fatalnie, tym bardziej jestem wdzięczna Piotrkowi za to jaki jest kochany. Nie miałam siły na wymyślanie mu jakiś kreatywnych zabaw, puszczałam mu bajki albo budowaliśmy z Duplo, nie miałam nawet siły mu za bardzo czytać, a Piotruś nie miał mi tego za złe, tulił się, rozśmieszał. Uwielbiam go.

Wczoraj miałam kryzys, katar lał się strumieniami. Maciek i Piotrek czuli się lepiej, więc wysłałam ich na krótki spacer by przewietrzyli nosy korzystając z ładnej pogody. To byl chyba błąd, bo wieczorem Piotrek długo nie mógł usnąć i pociagał prawe uszko. Rano skarżył się, że go boli, więc od razu zapakowalam go da auta i pojechaliśmy do przychodni na dyżur. Cwaniak, jak tylko zorientował się, że idziemy do doktora stwierdził, że jest zdrowy i ucho już go nie boli ;-) Faktycznie ucho zaczerwienione, początek zapalenia, na szczęscie jeszcze w zarodku. Nie boli przy uciku. Antybiotyk na 7 dni, ale poza tym dziecko praktycznie już zdrowe, jakieś resztki kaszlu i kataru. Mimo wszystko jednak odpuszczamy sobie jutrzejsze Smykowe Granie. Odstąpiłam bilety koledze z pracy. My też czujemy się juz dziś całkiem dobrze, odwiedziła nas moja przyjacółka, pobawiła się z Piotrusem i ogólnie byłam bardzo pozytywnie nastawiona. Już układałam sobie w głowie plan nadrabiania zaległości w pracy w poniedziałek. Zadzwoniłam do mojej mamy i niestety tym razem to ona zaczyna się gorzej czuć. Jeśli jutro nie będzie lepiej to zonk kompletny, bo nie mam co z Piotrkiem zdrobić, a ja muszę w przysżłym tygodniu iść do pracy! Po prostu muszę, już ta nieobecność w tym tygodniu była wszystkim bardzo nie na rękę (zwłaszcza, że pod koniec października musiałam też wziać dwa dni wolnego) Ja nie mam aktualnie zastępstwa, jest kryzys, muszę pilnować pracy, a akurat mamy trochę tematów przteragowych i dużo dostaw. Nie mam jak tego robić z domu. Nie mam dostępu do naszych baz, net za słaby by zainstalować jakiś zdalny pulpit, zresztą ja muszę być dostępna w czasie rzeczywistym, a nie dopiero jak Piotrek uda się na drzemkę. On jest kochany, ale ma radar na telefon i komputer. Gdy tylko za długo jego zdaniem z kimś rozmawiam albo coś piszę zaczyna ostro protestować, więc nie ma mowy o pracy gdy jest na chodzie.Już mam stresa jak się wyrobię by nadrobić ostatnie dni. Cholera jasna! Maciek w poniedziałek wyjeżdża na parę dni.Modlę się, by mama się nie rozchorowała. Może poprosze teściową by wzieła urlop, ale wiadomo - nie wiadomo czy będzie chciała/mogła. Fuck! Dzwoniłam do naszej opiekunki, ale ona ma czas dla Piotrka tylko w czwartki i piątki, tak jak zwykle, w pozostałe dni ma inne sprawy, zajmuje się kimś z rodziny. Nie mam żandych znajomych czy rodziny w Krakowie na jakis studiach, luźniejszych niż osoby pracujący na etacie, którzy moglibyz dzieckiem zostać. Ja się cholera jasna nie odrobie z zaległościami przez miesiąc, zawalę ważne rzeczy, do tego jeszcze 20 listopada muszę mieć dzien wolnego bo mam zabieg wycięcia endometriozy i oczywiście szefostwo będzie się krzywo patrzyło, bo gdy już zaklepałam sobie termin to zadzwonił Koreańczyk z którym współpracujemy, że tego dnia zamierza do nas przylecieć.. I jak tu myśleć o zmianie pracy? Przecież gdybym była na okresie probnym to już kompletna kaplica :-(

No nic zobaczymy jak się sprawy rozwiną. Generalnie jestem też wkurzona na męża. 3 lata temu zapylił się przewalając w piwnicy masę pylistego węgla i od tamtej pory ciągle sucho kaszle. "Doprawił się" w zeszłym roku szlifując nasze ściany. Mniej lub bardziej ale ciągle, a podczas infekcji to już w ogóle dudni non stop. Dostaję szału od tego dudnienia. On jest uparty jak osioł, miliardy razy mu już mówiłam, żeby poszedł do lekarza bo mi to wygląda na jakieś problemy astmatyczne. 3 lata temu owszem zrobił rtg i był u laryngologa, który zalecił mu witaminę a+e i jakiś porost islandzki i faktycznie trochę się poprawiło, ale zażywa to ciągle (jak sobie przypomni znaczy się) a sytuacja pozostaje na tym samym poziomie. Moim zdaniem konieczne są silniejsze leki. Myślę, że ma kompletnie zniszczoną śluzówkę i z tego powodu łapie infekcje. Jak zaciągnąć dorosłego faceta do lekarza????? On lekarzy nienawidzi i twierdzi, że ma takie urwanie głowy, że do końca roku na pewno nie znajdzie czasu by iść się zbadać. OK, jest zabiegany, ale na przykład wczoraj tak czy siak był uziemiony i mógł wtedy podjechać do przychodni, ale nie - nie pojedzie bo się źle czuje. Już nie wiem jak do niego przemawiać :-/







5 komentarzy:

  1. Syn wspaniale zniosl chorobe i dal wam zyc:)
    Nie dziwie sie, ze jestes dumna.
    Z praca faktycznie troche ciezko..;/ ale moze mam sie nie rozchoruje, wy nie chce oddajecie syna do zlobka? czy przedszkola juz w sumie?
    Jak nie bedziesz miala juz zadnych dodatkowych wyskokow z pracy to wtedy trzeba isc na okres probny:P bo tak to faktycznie powiedziec :"jezu co za baba! tylko na zwolnienia chodzi" tym bardziej, ze przez pierwsze 30 dni nie masz nawet prawa do wziecia urlopu. tzn pamietam ze ja tak mialam, po 30 dniach mozna dopiero isc na zwolnienie.

    A maz musi isc koniecznie!! bo moze to pylica!
    sasiad mial teraz zapalenie pluc bo wlasnie tez pracowal gdzies gdzie pylili czyms i ma astme 2 stopnia i bierze sterydy i kaszle strasznie..:(
    nastrasz go. albo zapisz i zawiez sama niby do sklepu. jak nie jedna w druga strone:P trudno:P czasami trzeba oszukac

    OdpowiedzUsuń
  2. Rashly pisalam o tym w poscie o naszej logistyce codziennej. Piotrek nie dostal sie do zlobka panstwowego a na prywatny nas nie stac. Zreszta on nie jest jeszcze gotowy by spedzac w nim 10h dziennie czyli moja praca + dojazd a nie mamy jak zorganizowac wczesniejszego odbierania. Do przedszkola jest zapisany od wrzesnia przyszlego roku. W maju konczy 3 lata.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ojjj podziwiam!! Chciałabym żeby moje dziecko też tak się zachowywało :) Będę Piotrusia za wzór stawiała mojemu Wojtkowi :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że tak fajnie, dorośle go traktujesz :)

    OdpowiedzUsuń