czwartek, 22 listopada 2012

urlop macierzyński/tacierzyński na Dalekim Wschodzie

W poniedziałek moją firmę odwiedził koreańczyk, pracownik dostawcy, z którym współpracujemy. Kevin dla ludzi zachodu ;-) Jesteśmy ich dystrybutorem już od wielu lat i zdążyłam dość dobrze poznać zwyczaje panujące w tej firmie i zaprzyjaźnić się z pracownikami. To jest firma, która wychowuje sobie ludzi. Trzeba naprawde się postarać, żeby zostać zwolnionym. Przyjmują obiecujących absolwentów tuż po studiach i stopniowo pchają ich coraz wyżej. Miło. Jednak wymagają też wiele. W styczniu w Anaheim w Kalifornii odbywają się bardzo ważne w branży targi.
Oprócz typowych rozmów biznesowych ucięłam sobie z Kevinem pogawędkę. Chłopak jest mocno podekscytowany i zdenerwowany, ponieważ w styczniu ma się mu urodzić pierwsze dziecko. Córka. Żona ma termin na 11 stycznia. Rozmawialiśmy sobie luźno na tematy okołodzieciowe i w pewnym momencie rzuciłam jako pewnik "no to w tym roku nie jedziesz na targi prawda?". Kevin westchnął i odpowiedział, że musi, a ponadto od razu po targach czeka go ok. 2-tygodniowa "wycieczka", ponieważ musi odwiedzić i skontrolować wszystkich dystrybutorów w Ameryce Południowej, która jest jego drugim rynkiem. Zdębiałam. Czujecie to? Targi zaczynaja się 23 stycznia, ale przed targami są jeszcze prezentacje, ponadto trzeba przygotowac stoisko, więc gość musi wylecieć 19-go. Pól biedy jeśłi żona urodzi wcześniej, ale pierwsze dzieci lubia się spóźniać. Kilka dni po narodzinach dziecka bedzie musiał zostawić rodzinę na prawie miesiąc, być może nawet córka urodzi się juz po jego wylocie. Żonie na szczęscie pomagać będzie teściowa. Według jego relacji nie ma w Korei żadnych regulacji prawnych typu opieka nad żoną po porodzie, urlop tacierzyński etc.
Smutne to. Jakiś czas temu rozmawiałam równiez z dziewczyną z Taiwanu, która stwierdziła, że w Polsce mamy raj, bo u nich urlop macierzyński trwa 6 tygodni, tyle co połóg, i nie ma czegos takiego jak urlop wychowawczy. Kobiety albo oddają takie 6-tygodniowe dzieci do żłobka, albo niani, która jest bardzo droga, albo, co jest najczęstszym przypadkiem, przerywają pracę pozostajac na utrzymaniu parrnera łącznie ze składkami na ubezpieczenie zdrowotne i emerytalne.
Nie mamy wcale tak źle w Polsce.

4 komentarze:

  1. Podobnie mają ludzie w Polsce, pracujący w dużych zagranicznych korporacjach.
    W zeszłym roku znajomym urodziło się dziecko - facet (mimo że nie chciał) następnego dnia już musiał lecieć do pracy (a pracuje od świtu do nocy). Jego koleżanka z pracy dwa tygodnie po porodzie (!!!) wróciła do pracy i zaraz potem wyjechała słuzbowo na tydzień do stanów.

    Dla mnie te opowieści były jak horror.
    Ale widać prawo, prawem a kazdy o prace dbać musi i na urlop pozwolić sobie nie kazdy może.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak Aniol ale te sytuacje ktore opisujesz byly niezgodne z polskim kodeksem pracy jakby nie patrzec. A tam w korei czy na taiwanie nawet prawnie nie ma w tym nic dziwnego.

      Usuń
  2. Nessie, kodeks to sobie można w tyłek wsadzić :( Ja pracowałam w korporacji i bardzo bałam się zajść w ciążę bo miałabym same problemy. Dorabiałam się, miałam świetne i dobrze płatne stanowisko ale za niewolniczą pracę i brak w sumie praw zawartych w kodeksie - to, że się na to zgadzałam to inna sprawa ale robiłam to dla kasy. Przecierpiałam swoje i zwiałam na długie L4.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspolczuje. A oni nawet czegos takiego jak l4 nie maja

      Usuń