środa, 23 stycznia 2013

młody kadet, grypa i perturbacje samochodowe

Przedstawiam Wam młodego kadeta :-) Mój syn od dłuższego czasu panicznie bał się fryzjera i włosy obcinałam mu sama. Efekt? Wyglądał coraz gorzej. Ma proste włosy i jeśli nie są ładnie wystopniowane powstaje chaos. W zeszłym tygodniu jednak dał sobie je przyciąć w wannie nawet bez większych protestów, więc postanowiłam podjąć kolejną próbę, bo już zywcem patrzeć na niego nie mogłam. Umówiłam się do jedynej fryzjerki, która w miarę akceptował u mojej mamy na osiedlu i jakoś poszło. Widząc, że protest umiarkowany postanowiałm iśc za ciosem i poprosiłam fryzjerkę by cięła zupełnie na krótko. Osobiście nie podobają mi się zbytnio takie króciutkie włosy u mężczyzn, wolę fryzurki krótkie nad karkiem i uszami, ale takie bardziej "puszyste", stwierdziłam jednak, że na dłużej starczy. Piotr prezentuje się więc tak.



Wygląda na zmarnowanego i tak właśnie niestety przedstawia się sytuacja :-( We wtorek Piotrek ni stąd ni zowąd dostał wysokiej gorączki i dreszczy - grypa :-( Leży bidulek i dogorywa. Nawet nie chce bawić się autkami, ogląda tylko bajki, przegląda książeczki i drzemie. Ma cały czas wysoką gorączke i w zasadzie tylko tyle. Lekarka powiedziała, że 3 dni może się to utrzymywać, jeśli nie będzie poprawy to do kontroli, no i muszę mocz mu zbadać co jest trudne. On jeszcze nigdy w życiu nie miał gorączki wyższej niż 37 stopni, w ogóle bardzo rzadko gorączkuje, więc jest totalnie zdezorientowany całą sytuacją i bardzo nieszczęśliwy. Leży sobie cichutko póki nikt nic od niego nie chce, ale przy każdej próbie podania lekarstwa, zmiany pieluchy (cały czas drzemie kub półdrzemie, więc lezy w pieluszce żeby go nie meczyć ciagłym przebieraniem i zasikanych spodni), czy choćby umycia rąk płacze i krzyczy, żeby zostawić go w spokoju. Biedny jest strasznie. W listopadzie bez problemu łykał wszystko, no ale wtedy był po prostu przeziębiony, nie miał takiej gorączki i czuł się lepiej. Na policzku zrobił mu się liszaj, prawdopodobnie reakcja alergiczna na barwniki z lizaka, który dostał w nagrodę za dzielne zachowanie u fryzjera (tak wiem że to cukier i niepedagogiczne, ale mając w pamięci cyrki jakie do tej pory wyczyniał musiałam go nagrodzić, a prosił). Rozchorował się u mojej mamy i teraz jeszcze tam jesteśmy, dzisiaj po południu pakuję go do auta i wracamy do domu, tam myślę, ze poczuje się lepiej i będziemy się kisić na zwolnieniu, zwłaszcza, że zapowiadają -25 stopni.

Wtorek ogólnie był dniem świra dla mnie.Piotruś rano miał super szampański humor. Nic nie zapowiadało choroby. Kompletnie nic. Wyszłam  od mamy o 8 i miałam zamiar pojechać autobusem do pracy. Od poniedziałku w Krakowie jedno wielkie lodowisko. Auta pokryte kilkucentymetrową warstwą lodu, glazura na śniegu. Strasznie niebezpiecznie. Już od półtora roku mam problemy z alarmem i zamkiem centralnym w aucie. Średnio raz na miesiąc przy próbie zamknięcia z pilota zaczynają migać światła awaryjne, po wyłączeniu alarmu i otwarciu drzwi alarm włącza się ponownie, nie działa odblokowanie odcięcia dopływu paliwa ani zamek centralny. Opracowałam jednak szybkie sposoby na odblokowanie. Nie zdarzało się to często i nie było bardzo uciążliwe. Zgłaszałam ten problem przy okazji dwóch ostatnich przeglądów, lecz siłą rzeczy wtedy akurat nic się nie działo i nic nie znaleźli. Jedynym sposobem pokazania im o co chodzi było wzięcia auta na hol lub na lawetę akurat w takiej sytuacji i wydawało mi się to nie warte zachodu, zwłaszcza, że alarm jest już po gwarancji i zwykle zdarzało się to wtedy gdy w aucie miałam Piotrka, więc wiązałoby się to z proszeniem kogoś by przyjechał, zabrał go do swojego auta i odtransportował do domu.

Wczoraj rano stwierdziłam, że przepalę auto by nie zamarzło do reszty do środy (wiem , kretynka ze mnie, akumulator zużywa najwięcej prądu podczas ruszania właśnie....) No i już go nie zamknęłam. Znowu to samo, ale tym razem mimo mordowania się 40 minut nie udało mi się auta odblokować. Co robić? Nie zostawię otwartego samochodu pod blokiem, jechać też się nie do bo odcina paliwo. Zadzwoniłam po Maćka, który przyjechał z drugiego końca Krakowa by wziąć mnie na hol i podholować do serwisu znowu po drugiej stronie miasta. Czekając na niego godzinę odrąbywałam lód z auta, ponieważ nie miałam jak włączyć ogrzewania. Żadne spraye odmrażacze nie pomagały. Jechaliśmy na tym holu przez całe miasto po maksymalnym lodowisku. Bałam się jak nie wiem co, a w międzyczasie cały czas dzwoniła moja komórka, której nie odbierałam żeby się nie rozpraszać. "Wybrałam" sobie najgorszy możliwy dzień na naukę jazdy na holu. Odstawiliśmy auto, wsiadłam do autobusu do pracy, oddzwoniłam do mamy i dowiedziałam się, że Piotruś chory  i za godzinę idą do lekarza :-( Myślałam, że się tam rozryczę w tym autobusie, bo byłam dodatkowo cała przemarznięta, przemoczone rękawiczki, buty, wszystkie palce mnie bolały w ogóle padaka kompletna. No i na czczo cały czas bo rano zaspałam i śniadanie zamierzałam zjeść w pracy, do której dotarłam koło południa.Szybko ogarnęłam najważniejsze sprawy i powrót autobusem po samochód, z którego wyjęto alarm i czekam na nową centralkę. Kilkaset zł w plecy. Jeździć się da, ale jedyny sposób żeby auto zamknąć to po prostu wciskać po kolei blokadę od środka w każdych drzwiach i na koniec zamknąć drzwi od strony kierowcy, bo nie mam centralnego zamka, a dziurka na kluczyk jest jedynie od strony kierowcy. Teraz czekam na wyrok ile mam zapłacić.

Wszystko to jednak nie jest ważne. Najważniejsze, żeby Piotruś wydobrzał. Trzymajcie za nas kciuki.

3 komentarze:

  1. Duzo zdrowka zycze:) A Piotruś wygląda bardzo ladnie-przystojniak:)

    OdpowiedzUsuń
  2. dużo zdrowia dla synka :)
    mam nadzieję, że dzisiaj czuje się już znacznie lepiej

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziekuje:-) bylo ciezko ale juz duzo lepiej :-)

    OdpowiedzUsuń