środa, 16 stycznia 2013

nocnikowe historie



Jeśli nie przepadacie za tematami „fizjologicznymi” to lepiej omińcie tego posta ;-)
Nasza przygoda z nocnikiem i ogólnie treningiem czystości jest długa, wyboista i pełna niespodzianek. W zasadzie nie wiem czy używanie tutaj słowa „trening” jest zasadne, nie przepadam za tym sformułowaniem i nie podchodzę do tematu w ten sposób. Zawsze zadziwiały mnie mamy uprawiające grę na refleks pt. „łapanie siku niemowlaka”, którą uważam za totalną stratę czasu. Nie chcę nikogo urazić, ale śmieszy mnie sadzanie niemowlaka na nocniku kiedy tylko nauczy się siedzieć i ogłaszanie sukcesu na podstawie doprowadzonej przez rodzica do perfekcji strategii wysadzania w odpowiednim momencie gdy dziecko ma np. rok i rozwojowo nie jest jeszcze w stanie kontrolować swoich wypróżnień. Dziwaczne jest dla mnie sadzanie dziecka na nocniku przez telewizorem by mimochodem się załatwiło.  Jestem zwolenniczką czekania aż dziecko dojrzeje samo i nie przyspieszania na siłę tego naturalnego procesu, zwłaszcza, że wiem, że może mieć to poważne konsekwencje zdrowotne . Poza tym przyznaję się – jestem leniwa J Zamiast spędzać  czas na obserwowaniu czy mój syn zamierza się wysikać i wysadzaniu go w pośpiechu wolałam się z nim po prostu bawić J Do tego wszystkiego trafił mi się wyjątkowo uparty indywidualista, z którym w tej kwestii trzeba postępować wyjątkowo delikatnie.
Kiedy Piotruś miał około półtora roku kupiłam nocnik (zwykły, bez melodyjek i innych bajerów) oraz kilka książeczek, w których się ten temat przewijał i zaczęłam oswajać go z tematem obserwując jego reakcje.  Zrobiłam to w tym czasie, ponieważ wtedy zaobserwowałam, że zaczyna robić się świadomy faktu, że wydala. Odkrycia dokonałam spontaniczni ew  dość zabawnych okolicznościach. Syn kilka razy obsikał mnie kiedy wycierałam go po kąpieli na przewijaku, aż któregoś dnia w żartach powiedziałam do niego „ty łobuzie, ty to chyba robisz celowo prawda?”, a on zaśmiał się szatańsko i siknął, potem przerwał i znowu siknął i tak kilka razy. Zauważyłam też, że chowa się gdy robi kupę.
Z miejsca polubił książkę „Nocnik nad nocnikami” jednak na własny nie miał ochoty siadać, a ja go nie zmuszałam.  W kąpieli tłumaczyłam mu o co chodzi ze sprzętem w jaki wyposażyła go natura, ale bez nacisków. Nocnik sobie stał i stał, kupiłam też nakładkę na sedes i kilka razy na niej usiadł dla zabawy i raz przypadkiem się wysikał i to wszystko. Przy okazji odradzam mamom chłopców nakładki z Ikei takie wkładane pod deskę do siedzenia. Moim zdaniem nadają się tylko dla dziewczynek, bo otwór jest dość mały i u Piotrka sik odbił się rykoszetem w górę.
W maju zeszłego roku tuż przed drugimi urodzinami pojechaliśmy na weekend majowy do mojej rodziny na wieś. Podczas postoju gdy zmieniałam Piotrkowi pieluchę na stojąco w lasku jakoś tak spontanicznie postanowiłam go wysadzić w locie i udało się bez protestów.  Przez kilka dni w ten sposób udawało się załatwić sprawę na polu, dzięki czemu ograniczyliśmy zużycie pieluch, ale z odpieluchowaniem nie miało to wiele wspólnego, ponieważ Piotrek potrzeb nie sygnalizował w ogóle. Zresztą w tym wieku on jeszcze praktycznie nie mówił. Właśnie ten wyjazd był dla niego punktem przełomowym w rozwoju mowy, odblokował się i od tamtej pory rozgadał się na cały regulator.
Wróciliśmy do Krakowa i zaczęłam się zastanawiać czy to odpowiedni moment na zamianę pieluchy na majtki i eksperyment. Postanowiłam poczekać do końca czerwca do powrotu z zaplanowanego urlopu w Zakopanym. .Wiedziałam, że eksperyment długo potrwa i wolałam nie przerywać go na czas wyjazdu żeby nie robić Młodemu mętliku w głowie, a odpieluchowywanie podczas urlopu nie wchodziło rzecz jasna w grę.  Nie chciałam by Piotruś zasikował podłogi, dywany i meble w pokoju, który wynajmowaliśmy, byłoby to bardzo nie w porządku w stosunku do właścicieli. Nocnik zabraliśmy, ale służył on tylko do wysikania się porannego, a na spacerach jeśli pogoda sprzyjała wysadzałam Młodego w locie.
Wróciliśmy do Krakowa i rozpoczęłam eksperyment. Wytłumaczyłam Piotrkowi o co chodzi z majtkami, czytaliśmy nasze książeczki, zakładaliśmy majtki pluszakom. Szybko jednak przekonałam się, że nie ma to najmniejszego sensu. Piotrek 3 tygodnie chodził w majtkach, sikał gdzie popadnie i nie zwracał na to najmniejszej uwagi. Siedział w kałuży i bawił się dalej. Odpuściłam więc zamierzając wrócić do tematu wiosna tego roku. Nie czuję jakiejś wielkiej presji, ale fajnie by było gdyby Piotrek pożegnał się z pieluchami przed wrześniem 2013, bo wtedy idzie do przedszkola i myślę, że byłoby mu po prostu łatwiej. W międzyczasie proponowałam nocnik przed kąpielą, ale Piotrek dostał focha i w ogóle nie chciał na niego siadać. Czekałam więc.
Zima z oczywistych względów wydawała mi się najgorszym możliwym czasem do takich eksperymentów i zamierzałam poczekać do wiosny z kolejnymi próbami. Tymczasem na przełomie listopada i grudnia w wieku 2.5 roku Piotrek bez żadnych nacisków z mojej strony zaczął wysyłać sygnały świadczące o tym, że jest gotów przejść na kolejny etap wtajemniczenia. Zaczął informować mnie, że zamierza się załatwić. Domagał się zmiany pieluchy. Znowu zainteresował się nocnikiem i zaczął na nim siadać w pieluszce. Postanowiłam więc iść za ciosem skoro dziecko samo wychodzi z inicjatywą i znowu w domu zaczęłam ubierać mu majtki. Przez 3 tygodnie prałam po kilka par spodni, skarpetek i koszulek dziennie. Zrezygnowaliśmy z kapci po domu, bo mamy tylko dwie pary i wolno schną ;-) Piotrek informował mnie, że chce się załatwić ale w trakcie albo po fakcie. Postanowiłam proponować nocnik nawet po fakcie by wyryło mu się w świadomości odpowiednie skojarzenie. Do tego towarzyszenie tacie w toalecie. Po Świętach nagle z dnia na dzień zaczął informować o potrzebach z wyprzedzeniem, sam chodził do łazienki, rozbierał się (zwykle łącznie ze skarpetkami) i załatwiał swoje potrzeby. Stało się to dosłownie z dnia na dzień i wprawiło nas w osłupienie. Oczywiście do spania nadal zakładałam mu pieluchę, ponieważ mam tylko dwie zmiany pościeli. Załatwiał się zawsze sam przy zamkniętych drzwiach łazienki. Zawsze nas wyganiał i wołał po fakcie. W przypadku kupy po kilka razy , ponieważ chwalił się każdą, że tak powiem, porcją.
Trwało to jakieś 2 tygodnie i teraz znowu mamy regres czyli sikanie w majtki. Nie przejmuję się tym i nie traktuję tego jak „porażki”, ponieważ po rozmowie z psychologiem oraz urologiem przy okazji kontrolnej wizyty wiem, że jest to typowe i normalne i że zwykle dzieci przechodzą kilka takich cykli rozwój-regres zanim wszystko się ustabilizuje, zwłaszcza chłopcy. Myślę też, że pora roku niezbyt sprzyja.  Piotrek jak wspominałam jest uparty i wszystko chce robić po swojemu. Na spacery póki co zakładam mu więc zawsze pieluchę, ponieważ on nie jest w stanie wytrzymać całego spaceru bez sikania, a na mrozie wysadzać go przecież nie będę. Nie zamierzam ryzykować również zapalenia pęcherza i przeziębienia w razie wpadki podczas spaceru. Wiąże się to z jego uporem – nie ma możliwości przekonać go by przed wyjściem wysikał się na zapas. Załatwia się tylko i wyłącznie wtedy gdy sam chce czyli kiedy ma pełny pęcherz.  Kiedy zrobi się ciepło będę nosiła ze sobą ubranie na zmianę i na spacery również zaczniemy zakładać majtki, ale na razie z powodu pogody mamy do czynienia z pewną niekonsekwencją. Poza tym Młody ma również dużą potrzebę snu i zwykle długą drzemkę w ciągu dnia, na którą również zakładana jest pielucha, ponieważ o ile ze snu nocnego bywa, że budzi się z suchą o tyle po drzemce zawsze jest pełna. Po prostu fizjologicznie jeszcze nie jest na to gotowy, więc nie widzę sensu dla zasady kłaść go w majtkach z 99% pewnością, że obudzi się w kałuży gdy wiem, że żadnego wymiaru pedagogicznego to mieć nie będzie, bo on po prostu przez sen tego na razie nie kontroluje i koniec. No i wizyty. Piotrek jest nieśmiały i wstydliwy w obcym środowisku boi się siadać na sedes bez nakładki.  Kiedy idziemy gdzieś z wizytą wiem, że będzie czekał z zasygnalizowaniem potrzeby do ostatniej chwili aż nie wytrzyma, a krępuje się poprosić. Boję się więć chodzić z nim gdzieś w majtkach z troski o podłogę gospodarzy. Za wcześnie na to jeszcze. On jest wrażliwcem, wiec lepiej by najpierw opanował temat dobrze w domu, nie wszystko na raz. Z tego względu trochę czasu w ciągu dnia spędza jednak w pieluszce.  Dwa tygodnie temu w niedzielę praktycznie cały dzień w niej chodził. Najpierw filharmonia, więc wiadomo – pielucha. Miejsce publiczne, i kolejka do toalety w razie czego, a on dopiero na początku odpieluchowywania. Potem do wieczora siedzieliśmy u szwagra i znowu bałam się żeby nim nie nabrudził (zwłaszcza ze szwagier jest dość wrażliwy na tym punkcie, ciekawe co będzie gdy zaczną odpieluszać Antka swoją drogą). Antek jeszcze nie ma nocnika, a ja nie targałam własnego do filharmonii no i tak zeszło.
Ważnie jest to, że wiem, że dobrze postąpiłam czekając aż Piotrek sam da mi sygnał, że jest gotowy. Wiem, że jest w stanie kontrolować swoje potrzeby i samodzielnie się załatwiać bez wpadek.  Nie traciłam bez sensu czasu miesiącami na „trenowanie” dziecka zanim do tego fizjologicznie i psychicznie nie dojrzało. Teraz przechodzimy regres, ale to minie, pewnie zaliczymy jeszcze kilka takich cykli, ale mam nadzieję, że przy bardziej sprzyjającej pogodzie do września wszystko ładnie się ustabilizuje i ustawi, a nawet gdyby nie to kiedy Piotrek zobaczy inne dzieci załatwiające się w przedszkolu na niziutki sedes będzie chciał je naśladować. Syn dął mi sygnał, ja za nim podążyłam i od tej pory razem przechodzimy na kolejny level.  Teraz to jest kwestia chęci i psychiki, nie fizjologii.
Na razie mamy trochę cyrk na kółkach J Mam wrażenie, że Piotrek bawi się nową umiejętnością, testuje ją i nas. Zapytany co trzeba zrobić gdy będzie chciało mu się siku ładnie odpowiada, że pójdzie do łazienki, rozbierze się i zrobi na nocnik. Ale w praktyce teraz  bywa .Po „wpadce” prowadzę  go na nocnik, staram się nie strofować tylko proszę by następnym razem z niego skorzystał. Cieszę się z każdego sukcesu.  Czasem widzę, że po prostu nie chce mu się tyłka ruszyć do łazienki i przerywać zabawy. Ma różne głupie pomysły. U babci celowo wysikał się pod choinka i pochwalił się, że chciał podlać drzewko. Zaczyna eksperymenty z załatwianiem się na stojąco. Olaboga! Nawet ja nie potrafię tego krótkiego siusiaka tak nakierować by nie zalał wszystkiego naokoło. Z lekkim przerażeniem myślę o letnich spacerach – przecież on przy okazji zmoczy całe ubranie ;-) Z dziewczynkami chyba jest trochę łatwiej. W niedziele przyłapałam go na celowaniu do bagażnika swojego dużego samochodu…. Za drugim razem znalazłam go w szafie, do której przytargał nocnik i tam się zamknął. Cóż, czekam cierpliwie, aż ten fioł minie i konsekwentnie pokazuję mu jak należy po dorosłemu załatwiać swoje potrzeby.
 I pomyśleć, że jeszcze 3 lata temu nie rozumiałam jak można ekscytować się takim tematem J)))))))





9 komentarzy:

  1. Oboje moich odpieluchowało się samoistnie tuż przed trzecimi urodzinami - presja babć była, ale nie uległam i zostawiłam rzecz naturze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Syn mojej sąsiadki też się odpieluchował w ciągu tygodnia sam tuz po trzecich urodzinach. Z moich obserwacji wynika, że dzieci w podobnym wieku porzucają na dobre pieluchy bez względu na to, czy się na to po prostu cierpliwie czeka, czy przez kilka/kilkanaście miesięcy lata za nimi z nocnikiem i obłędem w oczach - ja zdecydowanie wole pierwszą opcję :-)

      Usuń
  2. Moje dziecko jest sadzane na nocnik od 10 miesiąca i w wieku 15 miesięcy przynosi nocnik jak coś zrobi albo chce zrobić, to zależy od okoliczności. Bardzo rzadko załatwia sie w pieluchę. Nie sądzę, że to źle, wręcz przeciwnie. Kilka miesięcy o to dbałam mimo że nie zawsze mi się chciało, a teraz widzę efekty, dla mnie to małe sukcesy warte poświęcenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jednak wole poczekac az dziecko samo dojrzeje i samo siadzie na nocnik zamiast go sadzac. Nie traktuje tego w kategoriach sukcesu czy porazki :-)

      Usuń
  3. To co opisalas to ma byc lenistwo i czekanie na wlasciwy moment? Ja bym szalu dostala jak bym miala tyle tygodni po kilka zmian ciuchow miec do prania. Sama z lenistwa odczekalam do chwili kiedy Camilla mimo pampersa zalozonego, szla na nocnik. Dzieki temu w trzy dni bylo po odpieluchowaniu, a po kolejnym miesiacu rowniez na noc pielucha nie byla potrzebna. Mala miala wtedy 2 lata i 7 miesiecy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz pierze pralka ;-) dlatego jak dla mnie wysilek zaden bo nawet latwiej mi zalozyc suche majtki i spodenki niz pieluche ;-) natomiast jak czytam o podchodach, obserwowaniu czy delikwent chce sie zalatwic, wysadzaniu, zabawianiu dziecka by siedzialo na nocniku i cos tam przy okazji zrobilo to jestem chyba leniwa. Po zlaniu sie mowilam ze nastepnym razem moze skorzystac z nocnika i spodenki beda suche i Piotr w pewnym momencie zaczal tak sam robic. Nigdy jednak nie biegalam za nim z nocnikiem, nie przekupywakam etc

      Usuń
  4. U mnie było podobnie jak u autorki tekstu. Tez mam synka Piotrusia z czerwca 2009 roku. walczyłam z tym sikaniem i robieniem kupki od października 2001r czyli jak miał niecałe 2,5 roku. Wszystko było zasikane, sygnalizował jak sie zesikał. Tumaczyłam, rozmawiałam, pokazywałam, podpatrywał nas i nic nie skutkowało. przyszła wiosna kolejnego roku i jak tylko pierwszy raz podlał drzewko to tak mu sie to spodobało, że zaczął wołać, ale nie od razu tylko stopniowo, Wpadki sie zdzarzały jak był zajęty zabawa, ale zabierałam na dwór rzeczy na zmiane i go przebierałam. gorzej było z kupką, bo zawsze gdzies sie zbunkrował i była niespodzianka. pare razy zdarzyło mu sie zrobic na dwórzu. Smród był, rzeczy umazane, ael trudno musiał sie nauczyc, bo własnie od wrzesnia szedł do przedszkola. W przedszkolu 2 wpadki były podczas drzemki, a tak to sie mu nie zdarzyło zrobic niespodzianki. Zobaczysz przyjdzie wiosna i chłopak zacznie podlewac krzaki i sikac jak najdalej, albo zatapiac mrówki hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już po temacie :-) Nie ma wpadek, Piotrek sam chodzi do łazienki, rozbiera się, załatwia. Tylko na noc i na drzemkę zakładam mu pieluchę bo śpi długo i mocno.

      Usuń