poniedziałek, 7 stycznia 2013

bardzo, bardzo dobry weekend



Za nami bardzo fajny towarzyski weekend. Niby bez jakiś wielkich fajerwerków, ale ciepły, rodzinny i wesoły. Więcej takich proszę ;-)

W sobotę Maciek pojechał rano do pracy, a ja postanowiłam odpuścić nam zajęcia Kreatywki, ponieważ na niedzielę mieliśmy zaplanowane Smykowe Granie, więc bałam się przeładować Piotrka tego typu wrażeniami.  Przyznam się bez bicia, ogarnęło mnie lenistwo i strasznie ale to strasznie nie chciało mi się jechać z Piotrkiem na jakiś plac zabaw. Poza tym zimno okropnie, szaro, bez śniegu. Pojechaliśmy więc do centrum do biblioteki (Wojewódzka Biblioteka Publiczna w Krakowie - http://www.rajska.info/ ).  Zaparkowałam za granicą strefy, a w dalszą drogę ruszyliśmy bardzo lubianym przez Młodego tramwajem. Piotruś już od dłuższego czasu ma w bibliotece założoną kartę. Bardzo lubimy tę bibliotekę, bo jest przyzwoicie zaopatrzona, jest oddzielna duża wypożyczalnia dla dzieci z kącikiem zabaw dla maluszków i szereg innych pozytywów z punktu widzenia rodzica z małym dzieckiem. Jest tam duża szatnia, więc można wygodnie się rozebrać, zostawić plecaczek i chodzić bez zbędnego balastu. Otwarta w soboty do 14.00 – bardzo ważne dla nas, bo w tygodniu nie jestem w stanie zdążyć po pracy zgarnąć dziecko i iść z nim do biblioteki, a oddawanie i pożyczanie książek bez głównego zainteresowanego moim zdaniem mija się z celem. Jest porządna toaleta z przewijakiem dla zupełnych maluszków. W każdym razie fajnie!
Piotr raźno pomaszerował w znanym sobie kierunku

 
  Młody czytelnik wybrał książkę o Kubusiu Puchatku, a ja zaproponowałam i dwie książki Małgorzaty Strzałkowskiej. Jesteśmy jej wielkimi fanami – o tym innym razem.
Po wyjściu z biblioteki dopadł nas głód, więc udaliśmy się na małe co nieco i szczerze mówiąc miałam już ochotę wracać do domu, zwłaszcza, że po południu mieli odwiedzić nas sąsiedzi, ale Piotruś zakomenderował „idziemy na ryneczek”. No i poszliśmy.
Na Rynku Piotr robił to co każde krakowskie dziecko –  na zmianę karmił i gonił gołębie. 
A potem spędził dobre pół godziny w Głowie Mitoraja testując różne rodzaje echa. A ja cieszyłam się, że jestem w moim centrum wszechświata. Wspominałam już jak kocham krakowski rynek.
Plan był taki, że spróbujemy w weekend zrezygnować z drzemki dziennej, ponieważ ostatnio Piotrek strasznie późno zasypia, a ja nie mam praktycznie czasu wieczorem.  Mieliśmy zamiar po prostu go na drzemkę nie kłaść chyba, że sam się połozy. Plany jednak wzięły w łeb. Piotrek w samochodzie padł i spał w garażu dłuższą chwilę. Maciek wniósł go do domu (ciężko nosić te 13 kg pod górę). Myślałam, że ten sen mu wystarczy i w zamian za to wieczorem zaśnie przyzwoicie, ale gdzie tam ;-) Był kompletnie nieprzytomny i zażądał zaniesienia do łóżka, gdzie przespał połowę wizyty sąsiadów. Wiktor, syn sąsiadów, był trochę rozczarowany, ale za to miał wujka Macka na wyłączność, co skwapliwie wykorzystał. Powiem szczerze – mój mąż był po wizycie wykończony, ale cóż poradzę, że chłopaki wolą bawić się z panami???? My z Martą obgadałyśmy plany wakacyjne – jedziemy razem na tydzień w czerwcu nad morze. Cieszę się bardzo, bardzo, bardzo. Nie mówię hop, może zdarzy się cud, znajdę inną pracę i wtedy wiadomo – nie mogę zaczynać od urlopu. Zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. W razie czego gdybyśmy my zrezygnowali sąsiedzi wezmą teściową (wynajmujemy dwupokojowy domek). 

W niedzielę rano wyruszyliśmy z Piotrkiem do Filharmonii na koncert dla dzieci z cyklu Smykowe Granie. Bilety zdobyte z wielkim trudem. Koncerty są raz w miesiącu (3 w sobotę i 3 w niedzielę), można rezerwować tylko miesiąc wcześniej telefonicznie i zwykle po dwóch godzinach wszystko jest już zajęte. W listopadzie nie poszliśmy ze względu na chorobę, a nasze bilety przejął kolega z pracy. Na grudzień nie udało mi się ich zdobyć – kiedy wreszcie się dodzwoniłam było, jak to mówią, po ptokach. Z koncertu jestem bardzo zadowolona. Bardzo. Wprawdzie Piotrek kiedy ujrzał tłum w holu od razu chciał wracać ale przekonałam go jakoś, by został. Przez pierwsze 20 minut siedział z otwartą z zachwytu  buzią, potem trochę tańczył, ale indywidualnie. Nie chciał włączyć się w pociąg ani grupową sambę, ale to akurat mnie nie dziwi. On nie lubi wspólnych zabaw ruchowych. Kompletnie. Pod koniec znowu zaczął się bać tłumu, ale zajął się balonikami i  tak sobie rzucaliśmy do muzyki. Ogólnie podobało nam się bardzo i Antosiowi też (wybrała się z nami szwagierka). 16 stycznia próbujemy zdobyć bilety na luty. Jedyne do czego mogę się przyczepić to moim zdaniem nie powinni sprzedawać biletów za 15 PLN indywidualnie tylko po prostu bilety za 30 PLN dla dziecka i jednego opiekuna. Dlaczego? Wiele dzieci przyszło z dwójką rodziców. Gdyby nie sprzedawali biletów komukolwiek więcej dzieci by z tych koncertów mogło skorzystać (pojemność sali jest ograniczona), a tak to te dzieci trochę ginęły w tłumie dorosłych.

Mój meloman


Zabrałam na wszelki wypadek wózek i bardzo dobrze. Piotrek od razu zasnął, Antek też, więc zrobiłyśmy sobie z Grażynką spacer. Resztę dnia spędziliśmy już u nich. Maciek dojechał i siedzieliśmy razem do wieczora. Strasznie się cieszę, że Piotruś i Antoś się lubią. Zwyczajnie się lubią. Zaczepiają się nawzajem, potrafią się razem bawić, a Piotrek pozwala Antkowi na rzeczy, które zwykle budzą bunt. To był strzał w dziesiątkę, że chłopaki spędzają razem dwa dni w tygodniu u teściowej i opiekunki. Jeszcze trochę i zaczną roznosić dom J Piotrek poza tym uwielbia wujka Marka, zaś Antoś wujka Maćka. Szaleństwo na całego ;-) Ja zaś dobrze dogaduje się z Grażynką, bardzo ją lubię i mam nadzieję, że  z wzajemnością. Trochę mi teraz szkoda, że tak rzadko się widzimy. Dawniej mieszkaliśmy niedaleko i nawet po pracy o 18 mogłyśmy jeszcze wybrać się na wspólny spacer. Teraz w tygodniu nie ma szans. Od poniedziałku do środy jestem u mojej mamy, dość daleko. W czwartek i piątek to Marek odbiera Antka od teściów no i za późno by do nich jechać bo dojechałabym koło 19, a to jest już pora spania Antka. Grażynka w soboty pracuje, kończy o 17 i do tej 19 znowu pozostaje mało czasu, zaś niedziela to po pierwsze jedyny dzień,  który mogą spędzić w trójkę, a po drugie my też bywa mamy inne plany. Najczęściej po prostu smsujemy (kiedy ja mam możliwość zadzwonić Grażynka zwykle usypia Antka, z kolei gdy Antek zaśnie ja rozpoczynam usypianie Piotrka i nagle robi się już po 22). 
 

Doładowałam trochę akumulatory w ten weekend :-)

2 komentarze:

  1. pieknie:)
    Fajne to smykowe granie:) Sama koncepcja bardzo mi sie podoba:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam do nowego konkursu organizowanego przez sklep internetowy dla dzieci i niemowląt naszkoliberek

    http://blog.naszkoliberek.pl/konkurs-swieta-i-po-swietach/

    Do wygrania bodziak dla dziecka.

    Serdecznie zapraszam

    OdpowiedzUsuń