czwartek, 21 lutego 2013

jak zeszłam do wirtualnego podziemia czyli o posiadaniu dziecka wśród znajomych typu childfree/childless

Do wirtualnego podziemia schodziłam powoli. Najpierw zupełnym przypadkiem odkryłam dzienniki Twojego Stylu. Szukałam jakiegoś artykułu po prostu.Zaczęłam czytać, po pewnym czasie założyłam własny dziennik. Potem inicjatywa Zuzi, chwała jej za to. Pisałam, czytałam, udzielałam się na kilku forach, ale bardziej  z doskoku.

Ciąża i narodziny Piotra wiele zmieniły. Wirtualny świat wypełnił część pustki, która wynika z tego, że czuję się samotna w realu.
Owszem, mam kilkoro przyjaciół i znajomych, ale tak się składa, że 90% z nich nie jest rodzicami. A to zmienia naprawdę wiele i bynajmniej nie mam na myśli pieluszkowego zapalenia mózgu. Praktycznie wszyscy nasi znajomi, którzy mają dzieci wyprowadzili się poza Kraków i widujemy się sporadycznie ze względów obiektywnych. Maciek na przykład miał na studiach trójkę świetnych kumpli. Ja również bardzo ich polubiiłam, polubiłam ich dziewczyny, jeździliśmy razem w góry. Wszyscy po obronie wrócili w swoje rodzinne strony. Mieszkają daleko. Ostanio widzieliśmy się w lipcu. Każdy z nich ma dwójkę dzieci , nie jest więc łatwo zorganizować wspólne spotkanie lub wyjazd z dzieciarnią, zgrać urlopy, potrzeby, choroby dzieciaków. Wiem, że Maćkowi bardzo ich brakuje na codzień.Moja bliska koleżanka wyprowadziła się do Wrocławia. Też ma dwójkę dzieci. Widzialyśmy się w czerwcu. W tym momencie w Krakowie z bliższych dzieciatych znajomych mam jedynie koleżankę w pracy, ale ona raczej nie pali się do przełożenia tej znajomości na grunt bardziej prywatny, co mnie trochę boli, bo gdy byłam w ciąży a ona na macierzyńskim prosiła bym ją odwiedzała, bo miałam możliwości czasowe, a sama po urodzeniu Piotrka ani razu do nas nie przyjechała. Jest też Ania i Rafał, z ktrymi się czasem widujemy. Mają dwuletnią Małgosię. Nie jest to jakiś bliski kontakt, powiem szczerze, że gdyby nie Małgosia raczej byśmy się nie spotykali, bo Anka to taki typ człowieka ktiory przeprasza non stop za to, ze żyje, co jest dość irytujace i wcześniej nigdy nie widywaliśmy się sam na sam, zawsze przy okazji większego spotkania grupowego.  I brat Maćka z półtorarocznym Antosiem. to wszystko. Gdzieś tam w tle przewijaja się jakieś osoby z pracy.

To nie chodzi o to, że zerwałam kontakt ze wszystkimi po narodzinach Piotrka. To nie tak. Życie jednak wiele spraw boleśnie zweryfikowało. Nigdy nie czułam sie tak samotna jak na urlopie macierzyńskim. Mąż parcował do późna,a potem jeździł na budowę. Rzadko kiedy miałam okazję wyrwać się gdzieś w godzinach wieczornych, gdy znajomi wychodzili z pracy. Moja mama i teściowa czasem zostawały z Piotrkiem, ale jeśli już to w ciągu dnia. Wychodzilam bez dziecka, ale zwykle sama. Bardzo brakowalo mi rozmowy, no ale w ciągu dnia każdy w pracy, nie ma czasu, potem ja bylam zajęta kąpielą i usypianiem aż robilo się późno.Zresztą i tak zwykle nie miałam jak wyjść, bo przecież nie zostawiłabym dziecka samego w domu. Znajomi odwiedzali nas czasem, rytualnie przyszli po porodzie gdy wróciliśmy do domu, pozachwycali sie małym i.... tyle. No nie oszukujmy się. Jak ktoś pracuje do 17 to nie jest dla niego atrkacyjną propozycją przyjechanie do mnie po pracy po to by trafić w sam środek wieczornego maruderstwa, kapieli, a potem czekać aż uśpię Młodego. Tylko moja przyjaciólka w ten sposób mnie nawiedzała. Im Piotrek był starszy tym paradoksalnie było trudniej bo wymagał coraz większej uwagi, nie mogłam iść z nim na spotkanie do knajpy, a singlowi czy niedzieciaci znajomi preferowali generalnie spotkania w miejscach niezbyt nadajacych się na wyjścia z dzieckiem. Koleżanka raz poszła z nami na plac zabaw i wyglądała na znudzoną, inna zniecierpliwiła się, że rozmawiam z nią biegając jednocześnie za młodym czy asekurując go.

Jestem osobą, która powoli się otwiera. Wolno zawieram przyjaźnie. Nie potrafie tak po prostu podejść do innej mamusi z wózkiem i pogadać. Tzn. potrafię, ale to taka rozmowa na chwilę.

Jednym słowem niestety życie, życie, życie. I w tym momencie otworzył się przede mną świat wirtualny. Internet, wiele ciekawych miejsc, blogów, dziewczyny na podobnym etapie życiowym jak ja. Dziewczyny tak jak ja spragnione rozmowy, potrzebujące porady, ktoś z kim niekoniecznie musiałam rozmawiać w czasie rzeczywistym. Ktoś kto rozumie, że czasem muszę przerwać w pół słowa by biec do dziecka albo że jestem nieosiagalna między 20 a 21.30.Moi znajomi śmieją się ze mnie, że tak boleśnie odczuwam utrudnienia w dostępie do neta, mówią, że jestem uzależniona. Może i jestem. Ale dla mnie ten wirtualny świat to to co oni mają w realu.

14 komentarzy:

  1. Dużo w tym wpisie samotności:/ Szkoda, że mieszkam w Warszawie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O właśnie! Bo znajomi bez dzieci nie rozumieją, że jak przyjdą wieczorem po pracy to dziecko jest śpiące, marudne i trzeba je wykapać. Wystarczyłoby jakby przyszli np. w weekend popołudniu. Ale na weekend mają tyle ciekawszych planów, taki fajne wyjazdy i imprezy, że kto by tam siedział u nas z Wojtkiem...

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepraszam za literowki. Mialam je poprawic a potem opublikowac posta ale samo mi sie kliknelo. Okropne literowki zawsze robie :-/

    OdpowiedzUsuń
  4. Poprawie jak bede miala dostep do kompa bo z komorki nie umiem.

    OdpowiedzUsuń
  5. Niestety pojawienie się dziecka weryfikuje wiele znajomości. Już pomijam fakty, że człowiek ma coraz mniej tematu ze znajomymi :/

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakbym o sobie czytała. Gdyby nie blogosfera, byłabym totalnie sama.

    OdpowiedzUsuń
  7. Smutny ten wpis w sumie... ale jeszcze kilka miesiecy temu moglam to ja go pisac...
    Powiem ci ze ja jeszcze zyjac w Polsce 11 lat temu mialam mase przyjaciol a za to garstke rodziny. I hucznych imprez wracalam do pustego domu... Potem przyjechalam tu i nagle mialam ZNOW MAME ale zero znajomych. Tylko taka garstke... i wtedy bedac na urlopie w Miedzyzdrojach z wtedy jeszcze nie mezem kupilam TS i przeczytalam wywiad z Janinka i Wanilia o dziennikach:))) Po powrocie do Niemiec wsiaklam:))) I tak do dzis:))
    teraz jednak odkad bylam w ciazy sporo sie zmienilo:) Szczegolnie po szkole rodzenia:) Do dzis trzymamy sie razem:)))Z jedna sie moge nawet zaryzykowac stwierdzenie dosc powzanie zaprzyjaznilam:)Moje dwie dzieciate tureckie sasiadki to teraz moje najlepsze kumpelki:))) O tak:) Ciaza i Felix duzo zmienili:) Otworzylo sie nagle tyle drzwi...
    Ale sentyment do wirtualnych znajomosci jest. Bardzo duzy:) I ciesze sie ze was poznalam:) Jestescie dla mnie bardzo wazne:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zapomniałam dodać, że pojawili się jeszcze nasi sąsiedzi. Mają chłopca 2 lata starszego niz Piotrek i polubiliśmy się. Jedziemy razem nawet na wakacje ;-) Widujemy się jednak rzadko choć mieszkamy w odległości kilku domów ze względu na nasz tryb życia (późne powroty do domu z pracy, fakt, że Wiktor w tygodniu chodzi spac o 19.30, no i co się umówimy w weekend to któryś z chłopaków jest przeziębiony ostatnio i plany upadają).

    W moim przypadku dochodzi jeszcze to, że mieszkamy pod Krakowem, niedaleko ale dojazd autobem jest utrudniony, chociaż czy ja wiem czy to naprawdę powód? Prawie półtora roku po narodzinach Piotrka mieszkaliśmy jeszcze w centrum miasta niemalże i sytuacja wyglądała podobnie. Zresztą wielokrotnie wszystkim proponowałam, że wsiądę z Piotrem do samochodu i podjadę kogoś zgarnać z dogodnego przystanku, a potem odwiozę.

    Przykłąd niedawny. Usiłowałam umówić się z koleżanką. Pasowała jej sobota, Maciek pracował. Nie miała ochoty przyjeżdżac do nas. Zaproponowała spacer. Piotrek był świeżo po chorobie, zimno, wilgoć straszna, smog. Odpisałam jej, że wolałabym raczej w jakiś wnętrzach typu kulkownia ze względu na zimno. Nie spodobało jej się to, proponowała lanczyki w fajnych klimatycznych knajpach. Świetne miejsca tylko że jak pójde tam z Piotrkiem to on zje, a potem będzie się nudził. Czyli z rozmowy nici, będzie zabawianie go, czytanie etc. Są knajpy przyjazne dzieciom, owszem, tylko w większości tam są takie kaciki zabaw dla młodszych dzieciaków, przerobiłam to, Piotrek bawi sie w nich przez 15 minut a potem go roznosi. OK jeśli idziemy z Mackiem by na szybko coś zjeść, ale nie na spotkanie towarzyskie. Dlatego wolałam kulkownię gdzie Piotrek może się wspinać, zjeżdżać na zjeżdżalni przez 2-3 godziny bez mojej wielkiej uwagi. Sęk w tym, że on póki co nie chce w takich miejscach zostawać sam, zresztą zdarzają mu sie jeszcze wpadki do majtek. Muszę z nim do kulkowni wejść, dlatego zaproponowałam jedną z niewielu gdzie w środku są normalne stoliki dla dorosłych, można coś wypić, a nie tylko stać czy kucać na materacach. Spotkanie i tak nie dosżło do skutku, bo gdy przyszło co do czego okazało się, że Monice pasuje jedynie godzina 13-16, a w tym czasie Piotrek po prostu śpi. Jeszcze w ciepłej porze roku jakoś bym się spięła, wyszła z nim wcześniej, wzięła wózek i jakoś na siłe uśpiła niemalże 3-letnie dziecko w parsolce, no ale było zimno!

    I tak w kółko. Niedzieciaci znajomi kompletnie tego nie rozumieją, uważają, ze stwarzam problemy, ze jestem nieelastyczna, że zbzikowąłam na punkcie dziecka, albo ze Piotrek jest niegrzeczny (jest NORMALNYM 2.5 latkiem). Szwagierka, mama Antosia widzi to zupełnie inaczej, jakoś udaje nam się dostosowac do dzieci, potrafimy rozmawiać robiac w miedzyczasie sto innych rzeczy i ciesząć się tym, co niedzieciatych rozprasza, meczy i uważają to za olewactwo.

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz dziecko = brak dotychczasowych znajomych... no może nie wszyscy ale mniej więcej tak to wygląda... Dziecko wypełnia i przepełnia sobą ograniczając dostęp do ludzi...

    OdpowiedzUsuń
  10. dokładnie, przykre to trochę.
    Ja teraz zimą, w szczególności odczuwam tą 'samotność' - a to choroby, a to pogoda taka, że nie chce się nosa wystawiać za drzwi..
    ciężko nawet kogoś przypadkowo spotkać, żeby dowiedzieć się co tam w świecie...

    OdpowiedzUsuń
  11. Taak, chyba większość rodziców zgodzi się, że pary dzieciate i niedzieciate mają często zupełnie inne priorytety.
    A samotność, o której piszesz towarzyszy mi od zawsze, właściwie to dla mnie norma: przed ciążą, po ciąży - jestem mocno aspołeczna. I choć próbuję to nawet znajomości wirtualne nawiązywać jest mi bardzo trudno.

    OdpowiedzUsuń
  12. Znam ten temat, dzieci dużo zmieniają w naszym życiu. Ja wprawdzie w trochę innym kontekście zeszłam do wirtualnego podziemia, bo tam poznawałam mężczyzn, gdy rozwiodłam się z moim byłym mężem. I z mojej perspektywy dziecko było hamulcem nie w utrzymywaniu kontaktów ze starymi znajomymi (chociaż to też), ale przy poznawaniu nowych partnerów.

    Większość facetów, gdy usłyszy, ze mam dziecko, reaguje podobnie - powoli wycofuje się. A fakt posiadania dziecka nie jest moją pierwszą informacją przy rozmowie z drugą osobą, zdarzało się, że tylko traciłam czas na spotkania z jakimś facetem. Początkowo nawet trochę zatajałam ten fakt, żeby nie odstraszyć potencjalnego kandydata. Jednak w końcu postanowiłam nie marnować czasu na takich facetów.

    I z tym postanowieniem zeszłam właśnie, jak to ładnie nazwałaś, do wirtualnego podziemia, czyli na portale randkowe. Skończyło się na mydwoje, gdzie już w wizytówce o sobie piszę, że mam dziecko. Właśnie po to, żeby odseparować facetów, których ten fakt odstrasza. I teraz jest o wiele łatwiej przy spotkaniach w realu, nie muszę się zastanawiać czy mu powiedzieć, a jeśli powiedzieć, to kiedy i jak na to zareaguje. Po prostu spotykam się z facetami, którzy nie boją się tego, że mam dziecko. I tak sobie szukam tego jedynego:)

    Więc pod tym względem Cię rozumiem, że wcześniej spotykałaś się z wieloma znajomymi, a od narodzin trochę się to zmieniło. Ja też nigdy wcześniej nie miałam problemów z poznawaniem mężczyzn. Ale prawda jest taka, że nasze pociechy zmieniają nasze życie:) W zdecydowanej większości na lepsze, ale są też pewne drobne negatywne aspekty. Ale trzeba sobie radzić w każdej sytuacji, prawda?:)

    OdpowiedzUsuń