wtorek, 26 lutego 2013

nieplanowana impreza imieninowa oraz edukacja seksualna Potwora

Sobota jak pisałam była dniem w najwyższym stopniu nijakim. Jedynie po obudzeniu sie o 19 udało nam się z Piotrkiem wspólnie zrobić naleśniki, bo Potwór kategorycznie zażądał kiedy tylko otworzył oczy. On jest wielkim miłośnikiem naleśników z takim ekologicznym, bezcukrowym smarowidłem śliwkowo-gruszkowym, a mnie to cieszy bo dobrze wpływają na trawienie.
W niedzielę rano mieliśmy zamiar iść na sanki, ale przyznaję sie bez bicia - pogoda przestraszyła MNIE. Mam tej zimy już po dziurki w nosie, mam dość przenikliwej wilgoci i choć jestem gorącą zwolenniczką hartowania dzieci i zazwyczaj zmuszam się do spacerów bez względu na pogodę dla dobra sprawy to po prostu słabo robiło mi się na samą myśl o wyjściu z domu na tę zimową breję. Zostaliśmy w domu. Chłopaki dostali głupawki:-)
W niedzielę wypadały również imieniny mojego męża.
W jego rodzinie nie ma kompletnie tradycji obchodzenia imienin, w mojej owszem. Po południu miała wpaść moja kuzynka i w planach miałam sushi - trochę do jedzenia dla nas wszystkich, a wieczorem w ramach niespodzianki dla męża - body sushi. Bardzo lubię sushi, ale jadam tylko domowej roboty. Nigdy w życiu nie zjem ani grama surowego mięsa, w tym ryby. Nie i już. Za dużo wiem o pasożytach i nie ufam dostawcom pod tym względem. Poza tym się brzydzę. Kiedy Piotrek udał się na drzemkę ugotowałam i ostudziłam ryż i przygotowałam dwa duże półmiski pysznego sushi z wędzonym łososiem. W międzyczasie dotarła kuzynka i tak sobie siedzieliśmy w kuchni we trójkę, aż tu nagle niespodziewanie do Maćka zadzwonił mój wujek z życzeniami i od słowa do słowa okazało się, że w zasadzie ma ochotę nas nawiedzić ze swoją, hmmm, konkubiną? (mieszka ze swoja ukochaną bez rozwodu z ciocią, ukochana też nie ma rozwodu, przy czym jej mąż nie robi problemów i często ich odwiedza - zagmatwana historia). Nagle okazało się, że mamy imprezę imieninową. Wysłałam Maćka szybko do sklepu po jakieś ciasta, bo byliśmy kompletnie nieprzygotowani. Przyszli z Mikołajem, tzn. swoim wnukiem (zapomniałam nadmienić, że ukochana mojego wujka czyli Mariola jest teściową jego syna - ha, jeszcze ciekawiej nie?). Mikołaj ma 4.5 roku, niedosłuch, kiepsko mówi i ogólnie jest lekko opóźniony w rozwoju. Jego rodzice mają dwie starsze córki i dziecko jest zaniedbane, gdyby nie dziadkowie byłoby nieciekawie. Oni często gdzieś go zabierają solo, bez sióstr by choć przez moment ktoś poświęcił mu uwagę indywidualnie (jeszcze dodam, że oni wszyscy mieszkają w jednym domu - wujek, Mariola, rodzice Marioli, jego syn i jej córka oraz ich dzieci). Piotrek nie ma zbyt częstego kontaktu z Mikołajem, bo rzadko ich tam odwiedzamy. Wujka lubimy bardzo, Mariolę też, natomiast po prostu nie jesteśmy w stanie znieść żony mojego kuzyna, dziadków i ogólnie tej atmosfery jednej wielkiej komuny, która tam panuje, przekrzykiwania się, jazgotu - kiedyś napisze o tym więcej może. Straszne buraki. Po każdej moje bytności tam mam głowę jak bania i jestem padnięta.
Wujek przyniósł dwa zdalnie sterowane auta, po jednym dla każdego z chłopaków i kiedy Piotrek wstał zaczęło się szaleństwo. Nigdy jeszcze moje dziecko tak super się nie bawiło z rówieśnikiem (moim zdaniem Mikołaj choć starszy jest na podobnym poziomie rozwoju umysłowego jak Piotrek). Piotr jest maniakiem samochodów, Mikołaj też więc świetnie się dogadywali. Kilkaset razy powtarzali ten sam scenariusz - wypadek, potem jeden z nich jechał policją, drugi strażą pożarną, ładowali ludziki na ciężarówkę i wieźli do szpitala. I tak w kółko. Fajny, rodzinny wieczór. Towarzystwo pożarło całe sushi, więc gdy spacyfikowaliśmy Młodego nastąpiło body bez sushi ;-)

Co do edukacji seksualnej Piotrka to Mlody ni stąd ni zowąd zaczął drążyć temat w sobotę, więc zmuszona zostałam stanać na wysokości zadania:-) To nie tak, że wcześniej temat nie istniał. Piotrek wie, że ma siusiaka, teoretycznie też wiedział, że dziewczynki go nie posiadają, bo widział mnie kilka razy pod prysznicem, ale nie fascynowało go to nadmiernie. W sobotę przed drzemką w łóżku zaczął nagle zasypywać mnie pytaniami.
"Czy masz siusiaka"
"A co masz?"
"A czy babcia Basia też nie ma siusiaka?"
"To jak ty sikasz?"
Nie było rady, musiałam dokonać szybkiej demonstracji i kurczę, chyba zawaliłam bo wyleciało mi z głowy słowo "wagina" i poinformowałam go, że dziewczynki mają pochwę, a to przecież niezbyt precyzyjne. Słowo "srom" mi się bardzo nie podoba, "cipka" brzmi wulgarnie, "myszka", "dziurka" i inne takie do mnie nie przemawiają. Muszę przy najbliższej okazji sprostować bo Piotrek chodzi i pyta "a wujek Marek ma POSZWĘ?"
Teraz czekam na pytanie "mamo a skąd się biorą dzieci?"

Na koniec jeszcze kilka fotek

Piotr z babcią, moją teściową - prawda, że podobni?

układamy pociąg

dziecko samo sobie zorganizowało śniadanie


8 komentarzy:

  1. Cipka - wulgarnie? My tam z Cami mamy cipki, to slowo jest u mnie na tym samym poziomoe co siusiak.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mi sie zle kojarzy, nic nie poradze ;-) Moze nawet nie tyle wulgarnie co zbyt nonszalancko. Siusiak brzmi kumpelsko. To jednak indywidualna kwestia.

      Usuń
    2. Mnie wagina powazna strasznie sie wydaje i idzie mi w parze z penisem, nie siusiakiem :)

      Usuń
    3. Wiesz, to są strasznie indywidualnie kwestie. Może chodzi o brzmienie słowa? Dla mnie osobiście "penis" jest bardzo medycznym terminem, tak jakbym mówiła do Młodego, ze nie boli go brzuch tylko jelita. A cipka - gdzieś chyba usłyszałam "cipcia" jako lekceważące określenie jakiejś dziewczyny i tak mi zostało ;-) Jakoś nie potrafię wpaść na inne "kumpelskie" określenie tego organu wiec zostaniemy przy waginie ;-)

      Usuń
  2. szczerze uśmiałam się na temat tych zawiłości rodzinnych i musiałam 2 razy pomyśleć zanim dopasowałam wszystko ;-)
    Piotr i babcia podobni :) faktycznie

    a co nazewnictwa narządów płciowych u kobiet - mi tez wydaje się, że trudno znaleźć optymalną nazwę, które nie byłaby zbyt prostacka i wulgarna a zaraz nie było to zdrobnienie które tylko namiesza w małej głowie( no bo jak to mama ma kaczuszkę czy myszkę, przecież to zwierzątko)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zdjęcia fajniutkie! I super wam się imieninowy wieczór udał :-)

    Radzik wie, że dziewczynki mają cipcię. Chociaż czasami mówi "druga pupa" tak sobie wymyślił :-) U nas już było pytanie o dzieci, na razie wystarczyło mu tyle, że jak tata i mama się kochają to z małych jakby-nasionek w brzuszku mamusi rośnie dzidziuś. Ale ostatnio z biblioteki wypożyczyłam ciekawą poetycką książkę na ten temat dla dzieci - recenzja wkrótce na blogu ;-)

    OdpowiedzUsuń