czwartek, 28 lutego 2013

telefoniczne dni świra

Wiecie co, ja jestem naprawdę daleka od teorii spiskowych na temat wrednych urzędników i "administracji samo zło". W urzędach czy innych miejscach publicznych pracują ludzie tacy jak wszędzie, raz mniej kompetentni, raz bardziej, czasem mniej, czasem bardziej życzliwi. Nierzadko równie zadziwieni absurdalnymi przepisami jak petenci, lecz zmuszeni do ich stosowania. Zwykle potrafię się dogadać wyznając zasadę, że nic tak nie denerwuje urzędnika jak nieprzygotowany petent tudzież petent kóry sam nie wie czego chce lub petent, który zamiast dowiedzieć się w punkcie informacyjnym gdzie powinien się udać staje na oślep w pierwszej lepszej kolejce i potem jest oburzony, że nic nie załatwił ;-)
Wczoraj osiagnęłam jednak stan wrzenia. Załatwienie dwóch prostych spraw zajęło mi cały dzień, a i tak załatwiłam je połowicznie. Przypominam, że pracuje na pełny etat, więc nie mogę sobie pozwolić na wycieczki do urzędów czy przychodni w ciemno, gdyż każda taka wyprawa wymaga ode mnie spóźniania się do pracy, zwalniania się, odrabiania. Staram się więc co się da załatwiać telefonicznie lub przez net, a przynajmniej upewnić się, że faktycznie posiadam wszystkie konieczne dane/dokumenty by wycieczka do urzędu nie skończyła się fiaskiem.
Usiłowałam:
1. Dowiedzieć się czy w szpitalu są już wyniki pewnego mojego badania
2. Poprosić naszą pediatrę o wystawienie dla Piotrka zaświadczenia, że moze uczęszczać do przedszkola.
Proste? Ha!
Punkt 1.
Jest sobie oddział endokrynologii ginekologicznej w szpitalu uniwersyteckim Kopernika w Krakowie. Swoją drogą oddział bardzo dobry, przyjazny - złego słowa nie mogę powiedzieć. Panie sekretarki niestety dramat. Siedzą sobie dwie babeczki biurku w biurko, za plecami mają regał z segregatorami. Wiem bo widziałam. Miałam dzwonić po ok. 3 tygodniach od wypisu  po jego drugą część, bo na niektóre wyniki trzeba dłużej czekać. Na wypisie mam podane dwa numery telefonów - końcówka 70 i 71. W poniedziałek dzwoniłam od 9 na oba numery. Zajęte lub nikt nie odbiera.Dodzwoniłąm się ok 14, pani mnie zbeształa, że informacje są udzielane tylko do 12 i tylko pod końcówką 70. OK. We wtorek wydzwaniałam od 9 na ten numer - bez efektów. W środę już lekko zdesperowana i wnerwiona, bo akurat w razie czego miałam możliwość podjechać do szpitala w związku ze sprawami na mieście, ale chciałam się dowiedzieć czy w ogóle mam po co bo jechać, stać w kolejce i dowiedzieć się, że niepotrzebnie trochę mi się nie uśmiechało. Dzwonię, dzwonię, wiecznie zajęte lub nikt nie odbiera. W końcu ok 11.40 dodzwoniłam się na ten drugi numer 71 i grzecznie proszę czy jednak pani nie moglaby mi udzielić informacji, bo nie jestem w stanie dodzwonić się pod 70. Babka od razu na mnie naskoczyła, że informacje tylko tam. Odpowiedziałam, że wiem, ale czy nie mogłaby jednak pójść mi na rękę bo od trzech dni dzwonię kilkadziesia razy dziennie i nie mogę się połączyć. Kobieta trzasnęła słuchawką. Świetnie.
Punkt 2.
Potrzebuję zaświadczenia od pediatry dla Piotrka, że w ogóle może uczęszczać do przedszkola. Taka formalność. Nie chodzi o to, że w tym momencie jest zdrowy. Nie bardzo mam możliwość podejsc do przychodni i prosić by ktoś z czekających mnie wpuscił na chwilę do naszej pediatry (moje godziny pracy), więc dzwoniłam do rejestracji. To też wyczyn .Rano nie sposób, bo obsługują kolejkę pacjentów do rejestracji, a po południu już im sie telefonu nie chce odbierać. Mój szwagier mieszka niedaleko i kiedyś wnerwiony głuchą linia poszedł tam i przez okno ujrzął taki oto obrazek - telefon dzwoni, a pani układa pasjansa, podnosi słuchawkę i odklada na biurko. Dodzwoniłąm się w końcu i tłumaczę o co mi chodzi. Pani twierdzi, że muszę porozmawiać bezpośrednio z lekarzem i mnie przełącza. Lekarka nie odbiera - to akurat w pełni rozumiem. Ma duzo pacjentów, małe dzieci i nie będzie przecież odrywała się od badania rozebranego do naga niemowlaka. A bada zawsze dokładnie, za to ją cenimy. W każdym bądź razie kilka razy powtórzyła się sytuacja - dodzwaniam się do rejestracji, przełączają mnie, lekarka nie odbiera. W końcu udało mi się jakoś wytłumaczyć kobiecie, że szkoda jej i mojego czasu i zgodziła sie przekazać lekarce moja prośbę.

Jednym słowem dwie proste sprawi i cały dzień wydzwaniania. Na szczęście mam taką pracę, że nie mam bezpośredniego kontaktu z klientem, samodzielne stanowisko i jestem w stanie bez uszczerbku dla moich obowiązków co chwilę naciskać na komórce rediall. Ale dla takiej pani na kasie czy kogokolwiek z innym charakterem pracy to niewykonalne.

3 komentarze:

  1. Polska niby taka cywilizowana, a nicprze internet sie nie da zalatwic... Czy chocby dzwoniac pod zajety numer byc w kolejce o czekac na odebranie nie rozlaczajac sie co chwile immuszac laczyc sie za kazdym razem od nowa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zależy gdzie się telefonuje. Nie wszędzie tak jest, wiele spraw można załatwić przez internet, ale kwestie wypisu ze szpitala są dość zbiurokratyzowane, a co do pediatry to niestety nie mam jej numery komórki.

      Usuń