poniedziałek, 18 marca 2013

chroniczne roztargnienie, osłabienie i takie tam

Pamiętam, że pod koniec ciąży z Piotrem dopadło mnie potworne roztargnienie. Nie byłam w stanie skupić się na poważniejszej lekturze, wiecznie o czymś zapominałam, wylewałam, rozsypywałam. W tej ciąży roztargnienie pojawiło się już na samym początku i zaczynam się poważnie obawiać co będzie dalej. Przykłady:



W zeszły poniedziałek w połowie drogi autobusem z pracy do mojej mamy uświadomiłam sobie, że na biurku zostawiłam saszetkę z lekarstwami i musiałam się po nie wracać.

W czwartek zabrałam z domu taka podstawkę z Ikei, której kiedyś używał Piotrek by móc sobie w pracy wygodnie oprzeć nogi. Odstawiłam Piotrka do opiekunki do domu teściowej i w dalszą trase wyruszyłam autobusem, bo połączenie mam dobre, a po drodze zamierzałam zrobić badania w punkcie położonym w ścisłej strefie i byłby problem z parkowaniem. Po drodze jeszcze wstąpiłam do sklepu.I w tymże sklepie zostawiłam podstawkę, co sobie uświadomiłam dopiero w pracy gmnerając stopami pod biurkiem w jej poszukiwaniu.

Maciek z bratem pojechali do Lidla po kaski rowerowe. Maciek dzwoni do mnie i namawia bym też pojechała, przymierzyła i kupiła na przyszły rok bo fajne i tanie. W tym rejonie jest aktualnie remont, więc debatujemy jak by dojechać ode mnie z pracy tak aby nie zaryć się korku na amen, w międzyczasie Maciek zdążył się już kilka razy zirytować, bo topograficznie to ja jestem kompletna idiotka, zwłaszcza jeśli tłumaczy mi się coś telefonicznie, ale jakoś doszliśmy do konsensusu po czym orientuje się, że samochód zostawiłam u teściowej. W sumie dobrze, bo mogłam po pracy iść na uliczkę, gdzie zwykle parkuję i wpaść w panikę, że auto mi ukradli

W piątek rano jechałam z Piotrkiem do dentysty na wizytę adaptacyjną i chciałam zabrać mu buty domowe by nie wspinał się po fotelu ubłoconymi buciorami. Wzięłam butki z góry, zniosłam na parter i do dziś nie mogę ich odnaleźć (wizyta, nomem omen, ze wszech miar udana. Piotrek po początkowym proteście zajął się jazda fotelem w górę i w dół oraz wysysaniem wody z kubeczka ssakiem, a pani doktor w międzyczasie obejrzała mu ząbki - wszystkie zdrowe!)

Wczoraj wieczorem Maciek zaniósł mi do garażu torbę z moimi ciuchami na 3 dni u mamy i jakimiś drobiazgami. Pieknie, tylko przez myśl mi nie przeszło rano sprawdzić czy włożył ją do samochodu. Nie włożył, bo nie miał kluczyków. Torba leżała obok samochodu na podłodze, a ja jej nie zauważyłam. Musiałam zjechać pierwszym możliwym zjazdem z autostrady i wracać po torbę.

Zapomniałam wrzucić do pralki chusteczkę wyłapującą kolory i zafarbowałam granatowo-białą kurtkę Piotrka na różowo. Nic tylko rodzić dziewczynkę. Będzie jak znalazł.

Przykłady można mnożyć. Nakładam jajecznice z patelni na talerz poza talerzem. Wrzucam coś do kosza na śmieci oczywiście obok kosza. I takie tam. Oszaleć można.

Ta ciąża różni się też od poprzedniej tym, że po prostu mocniej ją odczuwam.W poprzedniej naprawdę przez 5 miesięcy czułam się tam samo jak przed. Nie miałam zachcianek, nie mdliło mnie, nie wymiotowałam, nic. Zero. Momentami zapominałam, że w niej jestem, tylko od pewnego momentu widok brzucha mi o tym przypominał. Tym razem ewidentnie czuję, że nosze w sobie Okruszka. Przede wszystkim chyba mam anemię. W zeszłym tygodniu byłam trochę zmęczona, ale w weekend zmęczenie się nasiliło. Czuję się trochę tak jak po porodzie. Wtedy miałam dużą anemię po krwotoku. Nie jest rzecz jasna aż tak tragicznie, zmęczenie nachchodzi falami. Nie ma problemu bym siedziała i pracowała.Nie jestem jakoś szczególnie senna podczas dnia. Wieczorem o 21.30 jednak padam na nos, ja która zwykle nie kładłam sie przez 1. Są momenty, że męczy mnie każda czynność fizyczna typu podniesienie rąk by ułożyć włosy na lokówce lub chwila stania. Apogeum nastąpiło wczoraj. Mój mąż musiał pojechac na wieś z ojcem mierzyć coś u wujka. Ja rano czułam się dobrze, więc kazałam mu jechać choć proponował, że jakoś się wykręci. Pojechał więc, a u mnie zaczął się zgon.Ani ręką ani nogą. Po prostu płakać mi się chciało, bo obok Piotrek, którym trzeba się zająć. Szczerze mówiąc poważnie brałam pod uwagę telefon do rodziny i informację o ciąży, z którą mieliśmy jeszcze poczekać 2 tygodnie i prośbę by ktoś przyjechał się nim zająć, ale jak na złość nie miałam kogo o pomoc poprosić. Teść z mackiem 3 godziny drogi od Krakowa, teściowa mocno przeziębiona, moja mama szykowała się na imprezę imieninową u przyjaciólki, na którą cieszyła się od paru dni i nie chciałam jej psuć dnia, Grażynka zajmowała się chorym Antkiem, moja przyjaciólka leżała powalona anginą. Nie miałam wyjścia, musiałam sobie jakoś poradzić. Telefonicznie poprosiłam Maćka by wrócił najszybciej jak się da, a sama pojechałam z Piotrkiem do Muzeum Inżynierii Miejskiej. Na spacer nie miałam siły, a tam wiedziałam, że sobie przycupnę, a on będzie się bawił. I faktycznie tak było, niestety w całym muzeum nie ma żadnych krzesełek, więc po prostu siedziałam na schodach i instalacjach. Potem poczułam się odrobinę lepiej, więc podjechaliśmy tramwajem na obiad.W drodze powrotnej Piotrek padł, a ja z wiadomch względów nie mogę nieść go pod górę do domu, więc po prostu zamknęłam garaż by było ciepło i poszłam spać w samochodzie razem z nim. I tak zastał nas Maciek :-)
Mój gino-endo w tym tygodniu jest poza Krakowem. Dzwoniłam do niego.Kazał zrobić morfologię i iść z nią do lekarza pierwszego kontaktu po receptę na żelazo. Wizytę mam w środę.

Muli mnie trochę, ale nie wymiotuję póki co. Na pewno nie mogę pozwolić sobie na pojawienie się głodu, bo odczuwam to natychmiast i bardzo dotkliwie w postaci bólu brzucha i mdłości. Co jakiś czas bolą mnie wiązadła i pachwiny. Wyostrzył mi się węch zwłaszcza na nieprzyjemne zapachy. Ciągle mam wrażenie, że śmierdzę potem. Nosze w torebce opakowanie chusteczek nawilżanych dla niemowląt i się nimi ciągle wycieram. Świeżo zmieniona pościel cuchnęła mi stęchlizną. Zachciankę mam jedną - herbata i jest to w moim przypadku coś zupełnie niespotykanego. W ogóle nie piję kawy, a herbatę piłam sporadycznie. Czasem w zimie rano by się rozgrzać albo w restauracji. Żyłam na wodzie niegazowanej i sokach. Teraz ciągle chce mi się pic i ciągle mam ochotę na herbatę, wiem, że to niezdrowe bo ciągnie mnie tylko do czarnej (nie lubię zielonej ani owocowych), więc pije takie bardzo, bardzo słabe, dosłownie na sekundę zanurzam maczałkę we wrzątku. Koniecznie bez cukru. Odrzuca mnie.

Ze spraw pozaciążowych to jak wspomniałam zaliczyliśmy wizyte adaptacyjną u stomatologa, z czego bardzo się cieszę. Trwała prawie godzinę. Trafiliśmy na lekarke naprawdę świetnie przygotowaną do pracy z małymi  dziećmi. Jeśli ktoś potrzebuje namiarów w Krakowie to służę. W sobotę zaś spotkałam się z Magdą, moją koleżanką z podstawówki. Kontakt nam sie urwał na wiele lat, ona mieszkała jakiś czas za granicą, a teraz odnalazłyśmy się na FB i w końcu udało nam się spotkac.W końcu bo Magda chciała spotkać się bez dzieci, a że stosunkowo wcześnie kładzie spać roczną córkę i karmi ją jeszcze piersią to w tygodniu nie miałyśmy szans się wyrobić po mojej pracy. Spotkanie bardzo udane. Jakby nie było tych lat. Magda proponowała spacer, ale nie miałam kompletnie sił, więc wylądowałyśmy w Dynii, jednej z moich ulubionych lunch-kafejek. Objadłam się jak dzikie prosię. Spaghetti z suszonymi pomidorami i szpinakiem i suflet czekoladowy z sosem pomarańczowym. Pychota. Wracajac wstąpiłam do galerii i w CC na ostatkach wyprzedaży jesiennych upolowałam dla Piotrka za 40 PLN adidasy na wiosnę.

Maciek jeździ po składach budowlanych i szuka taniego kamienia do obicia dołu domu i kolumn na tarasie i balkonie. W tym roku koniecznie musimy zrobić balustrady na tarasie i balkonie, koniecznie. Zrezygnowaliśmy z robienia podjazdu, po raz kolejny zastąpimy go wylaniem plamy betonu, który potrzyma ze 2-3 miesiące. Balustrady muszą być i koniec.Całe zeszłe lato spędziliśmy przy zamkniętym balkonie i tarasie z wyjętymi klamkami ze względu na Piotrka. Korzystaliśmy z niego sporadycznie po ciemku. Płytki są bardzo brudne, bo nie były regularnie czyszczone. Nie miałam jak. Przy Młodym było to zbyt niebezpieczne. Bardzo zależy mi na tych balustradach ze względu na Okruszka. Mając taras mogę go zimą werandować w w wózku a sama robić coś w domu bo widziałabym go z salonu czy kuchni. Wyjście przed dom nie jest opcją. Mamy wysoki parter, de facto pierwsze piętro i musiałabym tam z nim siedzieć na paletach i tyle. Z domu bym go nie widziała ani nie słyszała. Tam gdzie mieszkamy nie da się ot tak po prostu wyjść z domu z wózkiem i przejść się na krótki spacerek zimą. Jest droga bez pobocza, dość ruchliwa, do przystanku 10 minut. Z małym dzieckiem, zwłaszcza zimą odpada. Nawet do sklepu trzeba jechać w tym układzie samochodem. Myślę, że nie zawsze będę miała siły i chęci by jechać do parku, wyładowywać z samochodu stelaż, montować gondolę, przepakowywać Okruszka z fotelika do wózka zimą tylko po to by pospacerować godzinkę, półtora. Werandowanie to super sprawa w tym układzie tylko musimy mieć te cholerne balustrady, bo ja nie będę ryzykowała, że Piotrek wybiegnie, poślizgnie się, spadnie i zabije albo popchnie wózek. Biorąc pod uwagę, że wcześniej trzeba dól obić kamieniem i że stolarz, na którego uparł się Maciek jest powolny, wykonuje takie zlecenia po godzinach normalnej pracy i w weekendy, jest niesłowny jeśli chodzi o terminy to czasu pozostało naprawdę mało. To musi być zrobione do końca września. Nie mam zamiaru w 9 miesiącu ciąży czy po porodzie mieć w domu pałętających się robotników przechodzących z deskami centralnie przez salon na taras. Brud, syf, drzazgi, pył i kwestia intymności.

Na koniec kilka fotek z niedzielnego wypadu do Muzeum Inżynierii Miejskiej.





Oraz nowa ja :-) W piątek obcięłam włosy. Nie jest to jeszcze dokładnie ta fryzura, o którą mi chodziło bo grzywka musi odrosnąć ale powolutku mam nadzieję, że osiągnę zamierzony efekt.










16 komentarzy:

  1. też marzę o fryzjerze ! Grzywka, kolor... ale jakoś wciąż zapominam się do niego umówić ;)

    akapit z kaskiem z Lidla mnie rozłożył na łopatki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez do zmiany fryzury podchodzilam jak do jeza az w koncu po prostu sie umowilam i nie bylo przebacz ;-)

      Usuń
  2. Ja w ciąży też lekko ogłupiałam i zostało mi do dziś :P
    A po metamorfozie wyglądasz zupełnie inaczej! I nie wiem czy dobrze pamiętam, ale chyba kojarzę Cie w okularach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza sie. Nosze okulary. Proznosc kazala mi zdjac je do zdjecia ;-)

      Usuń
  3. wybacz, ale uśmiałam się z tych Twoich ciążowych przypadłości ;)

    jaki Twój syn jest już duży! pamiętam z go dzienników jako niemowlaka. i dom skończyliście- super :) (pamiętam taką fotkę też u zuzi- skarpy i jakiejś dziury w ziemi).

    trzymaj się kobieto i nie zgub głowy ;)i całkiem inaczej sobie Cię wyobrażałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W domu mieszkamy juz poltora roku. Jest prowizorycznie wykonczony. Brakuje tych balustrad, ogrodzenia, dopiero teraz posiejemy jakas trawe ze nie wspomne o meblach czy lampach ;-)

      Usuń
  4. Też tak miałam w obu ciążach - na niczym nie potrafiłam się skupić. Bałam się prowadzić bo nie potrafiłam się skupić na drodze:)

    Koniecznie pilnuj żelaza. Pij sok z buraków - nawet "profilaktycznie" przez całą ciążę po szklance (wiem ze jest obrzydliwy;))
    Ja do tej pory borykam się z anemią...

    Trzymjacie się zdrowo całą czwórką:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Soku z burakow nie jestem w stanie w siebie wmusic, w ogole zadnego soku warzywnego. Ale moja tesciowa robi przepyszny barszcz i moglabym go jesc codziennie. Pietruszke dodaje do wszystkiego.

      Usuń
    2. Warto wypijać szklankę dziennie. Mimo że jest obrzydliwy - można zatkać nos i wypić;) Mnie lekarze straszyli niedotlenieniem dziecka, więc nie miałam wyboru.
      Pomaga też herbatka z pokrzywy - ale może warto zapytać się lekarza zanim zaczniesz ją pić (lepiej w ciązy nawet rzeczy ziołowych nie pić na własną rękę, zwłaszcza że bierzesz pewnie jakieś leki).

      Usuń
    3. Aniele ja wiem :-) tylko ja naprawde od zawsze nie jestem w stanie pic jakichkolwiek sokow warzywnych. Wymiotowalam nawet bez ciazy nawet sokiem wieloowocowych z dodatkiem marchewki.

      Usuń
  5. Ślicznie wyglądasz!!! I jaka Ty szczuplutka jesteś!!! Ja to w ciąży natychmiast byłam okrągła wszędzie także na buzi ;-)

    Ściskam cieplutko i podziwiam Twojego Kawalera Małego :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. ja też byłam w ciąży taka roztargniona ale chyba faktycznie raczej pod koniec. na poczatku też inne rzeczy zaciemniały mi obraz bo ja miałam za każdym razem pierwszy trymestr wyjęty z życiorysu (wymioty aż do odwodnienia,itd).
    Dynię uwielbiamy!
    na anemię polecam też owsiankę (mało się wie o wysokiej zawartości żelaza w owsie) oraz stanowczo czerwone mięso- żelazo hemowe z mięsa łatwiej sie przyswaja.

    OdpowiedzUsuń
  7. a, wyglądasza super! podoba mi sie bardziej w nowej fryzurze!

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja tez mialam takiego alzheimera ciazowego:)))))))
    A jak karmilam na poczatku to juz wogole byl chaos ze mna:)))
    Slicznie wygladasz:)))

    OdpowiedzUsuń