piątek, 1 marca 2013

przytulak

Mój syn w niemowlęctwie nie był typem dziecka-przylepy. Nie przepadał za długim noszeniem na rękach. To się akurat bardzo dobrze złożyło, gdyż ze względu na podwyższone napięcie mięśniowe najkorzystniejsze dla jego rozwoju było podłogowe życie. W chuście nie mógł być noszony, podejrzewam zresztą, że wcale nie przypadłoby mu to do gustu. Nie był dzieckiem, które lubi długie pieszczoty, przytulanie, mizianie. Zdecydowanie nie. Krótko, na chwilę, a potem zaczynało go to nudzić, gdy dorósł po prostu odbiegał do swoich ważnych, nie cierpiących zwłoki spraw.W zasadzie jedyne chwile takiej dłuższej bliskości przeżywaliśmy gdy był naprawę maleńki, mniej wiecej do końca drugiego miesiąca. Wtedy zwykle przysypiał po karmieniu na moim ramieniu, a ja delektowałam się jego zapachem, cieplem, całowałam tę maleńką głowkę i korzystałam ile się da. Później przestał przysypiać i po jedzeniu natychmiast się odginał, zaczynał się bawić łapkami, skakać. Nie spaliśmy razem poza sporadycznymi przypadkami i już wtedy zaobserwowałam, że Piotr jest taki jak ja. Nie lubi zasypiać przytulony. Przytulał sie przed zaśnięciem, a po wyciszeniu odwracał na drugi bok i zasypiał. Ja zachowuję się identycznie. Nie cieprię gdy ktoś, nawet najbardziej ukochana osoba dotyka mnie gdy odpływam w sen. Mój mózg nie potrafi się wtedy zresetować, pozostaje w stanie czujności i nie potrafię usnąć. Płytsze, krótkie drzemki w ciągu dnia owszem, ale sen nocny to dla nas świętość.
Piotrek późno zaczął też mówić. Przez 2 lata nie doświadczyłam słowa " mama" skierowanego do mnie. Wprawdzie z mową wystartował nagle i jak z kopyta, jednak dużo bardziej niż wyznania miłości interesowała go terminologia typu "koło zębate", "pasza", "kołpak". Umysł analityczny jak nic.
Biorąc to wszystko pod uwagę dużym zaskoczeniem była dla mnie przemiana Piotrka w przytulaka jakieś 2 miesiące temu. Przechodzi etap przyklejenia do mamy, tęsknoty za mną i werbalizowania swoich uczuć. Mięknę gdy wielokrotnie w ciagu dnia slyszę spontaniczne "tak bardzo Cię kocham mamo". Przerywa zabawę autkami mowiąc "muszę się przytulić do mamy", podchodzi i ładuje mi się na kolana ściskając mnie z całej siły za szyję Nie przepada za buziakami, ale przytulańce są na porządku dziennym. Uwielbiam to! Podchodzi i oświadcza, że "pokaże mi jak bardzo mnie kocha" po czym ściska mnie z całej siły. Wyznaje miłość również tacie, chociaż z nim ma bardziej kumpelską relację. Tata jest od zabawy, tłumaczenia świata i wspólnego majsterkowania. Potrafi jednak podczas wyścigów po salonie ni stąd ni zowąd odwrócić się i wypalić "wiesz tata, że bardzo Cię kocham?". A już najbardziej rozbraja mnie gdy bierze moją dłoń i przykłada sobie do policzka.Wiem, że to taki etap w rozowju. Zbiegło się to z czasem intensywnych marzeń sennych. Piotrek od razu po obudzeniu dostaje słowotoku i opowiada niestworzone historie, myślę, że to sny które pamięta na bieżąco. Zdarzają się też koszmary. Wczoraj obudził się z płaczem koło północy (a on ma twardy sen i naprawdę rzadko się budzi) i zanim zdążyłam wejść na górę on już stał na schodach skarżąc się, że miał "okropny sen", a kiedy go przytuliłam momentalnie się rozchmurzł i oświadczył "już mi się humor poprawił". Ostatnio często przychodzi do nas nad ranem i chwilkę dosypia. Tusia czyli ukochana tetrowa poduszka, która przez pewien czas służyła już tylko do zasypiania, wróciła do łask i jeździ z nami wszędzie. na ostatnim Smykowym Graniu Piotr był jedynym dzieckiem na sali przytulającym ukochaną szmatkę.
Upajam się tym okresem, ale nie byłabym sobą gdybym jednocześnie się nie zamartwiała. Przedszkole. Mam obawy jak Piotrek się zaadaptuje, a to już za pół roku. Czas tak szybko płynie. Nie, nie mam wątpliwości co do wyboru, którego dokonaliśmy. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na małe, kameralne przedszkole prywatne niedaleko nas prowadzone przez znajomych teściowej - dla nieśmiałego indywidualisty, który w głębokim poważaniu ma tańce i zabawy przedszkolne i źle się czuje w tłumie to najlepszy wybór. Wiem, że da mu to szansę na wyjście ze swojej skorupki, wiem, że w tym przedszkolu otoczony będzie życzliwymi osobami, a za względu na małe grupy (10 dzieci w grupie, w maluszkach 2 opiekunki na grupę) możliwe będzie indywidualne podejście do mojego dziecka, a nie zmuszanie go na siłę w zabawę w balonika czy kółko graniaste, których nie znosi lub zostawienie go samemu sobie w tym czasie.Naturalnym jest jednak, że denerwuję się, bo wiem, że będzie to dla niego wielka zmiana i trochę się boję, czy ta faza na przylepienie do mamy, zachwyt mamą, potrzeba kontaktu fizycznego ze mną i jasno werbalizowana tęsknota za mną nie utrudnią nadmiernie tego przejścia. Nie jestem nadopiekuńczą matką kwoką, naprawdę, ale kiedy ten mały chłopczyk wtula się we mnie całym sobą zaczynam ze ściśniętym sercem myśleć o tym, że oto wpouszczam go w świat i będzie mnie potrzebował coraz mniej.

Zamyślony


3 komentarze:

  1. Strasznie szybko te okresy mijają, trzeba się nimi napawać póki są. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Każde dziecko jest inne, nie ma co porównywać. Może Piotrek z tych, co samotnie idą przez życie? Nie mam tu na myśli bycia singlem do końca życia tylko samodzielne, suwerenne decyzje o sobie.

    OdpowiedzUsuń
  3. och my się tulamy od zawsze! zawsze i wszędzie....Mama, Tata i Filip:) ale jakoś się nie martwię , choć przedszkole też nas czeka wkrótce....myslę , ze to daje mu oparcie, siłę , pewność siebie i poczucie bezpieczeństwa.. a taki kochany i w 100 procentach akceptowany poradzi sobie wszędzie! I Piotrek też, z pewnością!

    OdpowiedzUsuń