wtorek, 5 marca 2013

weekend, uczłowieczanie Potwora, hulajnoga i spanie

Weekend dość intensywny. W czwartek i piątek czuć już było wiosnę w powietrzu i miałam w planach w sobotę zainaugurować z Młodym sezon rowerowy. W piątek jednak wróciłam z pracy bardzo późno,chłopaki już spali. Przyniosłam z garażu rowerek biegowy, umyłam i naoliwiłam, ale nie dałam rady podwyższyć siodełka i kierownicy. Maciek strasznie mocno zakręcił śruby. Nie było mowy o dobudzeniu go, a wcześnie rano miał jechać do pracy, więc zrezygnowałam z planów. Zamiast na rower poszliśmy na spacer po prostu. Na spacer zamiast na Kreatywkę, choć to sobota, ponieważ z Kreatywki zrezygnowaliśmy. Wypowiedziałam umowę i przepisałam Piotrka na sobotnie warsztaty w Placu Rozwoju
http://www.placrozwoju.pl/oferta/z-rodzicami.html
ale te ruszają dopiero od przyszłej soboty. Teoretycznie mogliśmy jeszcze pójść na Kreatywke w ramach okresu wypowiedzenia, ale odpuściłam. Zrezygnowałam z niej, ponieważ moje dziecko niechętnie na nie chodziło i się nudziło. Nie mówię, że to złe zajęcia. Nie. Są piosenki, wierszyki, zabawy dla dzieci 2-3-letnich typu kółko graniaste, granie na jakiś grzechotkach, taniec. Innym dzieciom się to podoba, Piotrkowi nie. Nie odpuszczałam jakiś czas bo zależy mi na jego uspołecznieniu, wychodziłam z założenia że zabawę klockami czy farbami jestem w stanie zorganizować mu indywidualnie w domu dopóki nie chodzi do przedszkola, a zabaw muzycznych z dziećmi nie, martwiłam się, że Piotrek nie chce w nich uczestniczyć. Miałam nadzieję, że któregoś dnia "zaskoczy". Ja nie z tych co to odpuszczają po pierwszym niepowodzeniu, zdaję sobie sprawę, że dziecko często potrzebuje czasu. Chyba jednak za bardzo próbowałam upodobnić go do statystycznego 2.5-latka, a za mało skupiłam się na jago indywidualności. On ma w głębokim poważaniu wszelkie grupowe piosenki typu pokazywanie części ciała (nie rozumie po co ma je pokazywać i o nich śpiewać skoro je zna - tak mi to wytłumaczył ), jakieś masaże piłeczkami, wierszyki. taki już jest. Trochę zajęć nam przepadło ze względu na chorobę (można odrabiać w innych lokalizacjach Kreatywki ale tylko nasza odpowiada mi czasowo). Na ostatnich zajęciach widziałam już wyraźnie, że on się nudzi. Do tego zmieniła się prowadząca, teraz to taka subtelna młoda dziewczyna, delikatna - jak dla mnie nadaje się do śpiewania kołysanek. Piotrek siedział znudzony w kącie, ożywił się gdy można było pobawić się piłeczkami, a potem zaległ na podłodze i zaczął przysypiać. No ja nie mam zamiaru męczyć dziecka i płacić 100 PLN miesięcznie za coś co się nie sprawdza. Pogrzebałam w pamięci i uzmysłowiłam sobie, że ja sama też szczerze nie cierpiałam takich zabaw. Mój syn jest podobny. W Placu Rozwoju byliśmy raz na warsztatach zanim zaczęła się Kreatywka i pamiętam, że Piotrkowi się podobało. Trochę zabaw muzycznych, ale nie tylko, były też farby, klocki i trampolina, coś bardziej dostosowanego do temperamentu mojego dziecka. Mam nadzieję, że podjęłam słuszną decyzję. I że uda nam się regularnie tam uczęszczać do czerwca, bo bardzo mi na tym zależy w kontekście przedszkola od września.

Generalnie weekend to miał być taki trochę eksperyment. Postanowiłam nie kłaść Piotrka na drzemkę i zobaczyć co z tego wyniknie, zastąpić ją jakimś relaksem za radą blogowej koleżanki. Wkurza mnie ta drzemka bo strasznie dezorganizuje to dzień i znacznie ogranicza ofertę weekendowych zajęć. No i ten wózek, który wszędzie ze sobą ciągniemy żeby nie wracać w środku dnia do domu na spanie (mieszkamy za miastem, to uciążliwe, jeśli jest ładna pogoda to bezsensem jest wracanie do domu koło 12 na 3 godziny). Eksperyment zakończył się kompletnym fiaskiem ;-)


W sobotę po spacerze pojechaliśmy jeszcze do kulkowni, żeby Piotr mógł się wyszaleć.


To jest bardzo fajna kulkownia, duża, można tam wejść normalnie, usiąść przy stoliku, napić się czegoś, jest toaleta na miejscu a nie za bramką, no i nie jest usytuowana na środku centrum handlowego. Nigdy nie bywamy tam po południu, bo wiem, że organizują tam tez imprezy urodzinowe. Do tej pory jeśli tam bywaliśmy to w niedzielę do południa no bo w sobotę była Kreatywka i zawsze było miło. Dużo miejsca, godziny niepopularne, bez wrzasków i wyrywania sobie zabawek. Czasem zdarzyła się impreza urodzinowa, ale jedna to nie ma problemu, tam są takie wnęki ze stołami, gdzie rozkładają torty, a animator zajmuje kawałek podłogi.Tym razem w sobotę kiedy już się rozgościliśmy zaczęły schodzić się dzieci na DWIE równoległe imprezy i to była porażka. Pomijam hałas, rwetes. To były starsze dzieci, animator organizował im jakieś wyścigi, a Piotrek jak to Piotrek widząc biegające dzieci chciał się dołączyć. Próbowałam odwrócić jego uwagę, bo też rodzice patrzyli na nas wilkiem, w końcu płacą nie za to, by trzylatek plątał się 6-latkom miedzy nogami i to za ich pieniądze. Potem Piotrek chciał zjeżdżać ze zjeżdżalni do basenu z kulkami akurat wtedy gdy druga grupa bawiła się tam w wyścigi. Miałam nadzieję, że dziecko jak zwykle radośnie się wyszaleje, a ja odprężę się przy soku, w efekcie wyszliśmy wściekli mocno przed czasem. Nie omieszkałam powiedzieć babom na kasie co o tym myślę, żeby na przyszłość uprzedzały indywidualnych gości, że za chwilę rozpocznie się maraton imprezowy, bo gdybym o tym wiedziała na pewno byśmy tam nie wchodzili by nie psuć zabawy sobie i innym.

Zła i wściekła zapakowałam Piotrka do samochodu i wróciliśmy do domu. Po południu zaprosiliśmy znajomych, trzeba było coś przygotować. Piotrek przysnął w aucie i w domu już go nie kładłam. Pod naszą nieobecność maż zamontował naszą nowa lampę do salonu - ależ odmiana po półtora roku wpatrywania się w żarówkę wiszącą na kablu :-) Piękna jest!

Piotr zachowywał się OK, więc byłam dobrej myśli. Wizyta wbrew pozorom bardzo udana. Wbrew pozorom, bo pierwotnie zaprosiliśmy trzy pary (bezdzietne), z czego dwie tradycyjnie się wykruszyły i ostatecznie został Artur z Renatą - Artur ma jeszcze jakiś tam kontakt z Maćkiem, natomiast Renatę ostatnio widziałam jeszcze w ciąży i nie było miedzy nami większej chemii. Obawialiśmy się drętwej atmosfery, do tego oni nie przepadają za dziećmi. Piotruś jednak dziwnym trafem bawił się sam i nie wymagał większej uwagi (jak dla nas, Artur był widocznie zmęczony hałasem jaki produkuje jeździk i inne jeżdżące ustrojstwa, my już tego w ogóle nie słyszymy). Zebrałam komplementy za moje faszerowane cukinie :-) Danie proste, a jakże efektowne (kupiłam takie cukinie-kulki i zrobiłam z nich miseczki z przykrywkami). Szkoda, że nie mogłam z nimi posiedzieć dłużej. Ok 19 Piotrek zaczął okropnie marudzić, przewracać się o własne stopy (nie było drzemki) i zmuszona została zwinąć go na górę. Nawet się nie pożegnałam, bo byłam w trakcie tulenia gdy wychodzili.

W niedzielę wybraliśmy się do centrum. Maciek do kościoła Mariackiego, a my  na Baranki Dzieciom do Kina pod Baranami. O kościele innym razem. Ja nie chodzę, a Piotrek do tej pory się bał. Kino w ramach akcji Uczłowieczania Potwora. W międzyczasie Piotruś jako prawdziwy Krakus nakarmił spasione gołębie na rynku obwarzankiem.

Staram się bywać z moim introwertykiem w różnych miejscach publicznych, stopniowo oswajać go z tłumem, uczyć przyzwoitego zachowania.Wyjście oceniam bardzo dobrze. Piotrek był zainteresowany ekranem, projektorem, bardzo podobały mu się składane fotele. Nie bał się ciemności. Bajka nie wzbudziła większego entuzjazmu i w połowie wyszliśmy, ale bez płaczu i marudzenia, tylko po prostu spokojnie powiedział, że już mu się nudzi i zapytał czy możemy wyjść. Ogromny postęp, naprawdę, bo jeszcze niedawno w takich sytuacjach głośno wyrażał swoje niezadowolenie i żądał wyjścia teraz zaraz natychmiast. Aha, to było "Przygód kilka wróbla Ćwirka". Myślę, że Piotruś nie gustuje w tych szaro-burych barwach.

Po wyjściu niestety trochę płaczu, bo bardzo chciał wejść po tatę do kościoła (o dziwo!), wpychał się w tłum wchodzący i wychodzący jednymi małymi drzwiami, a ja nie miałam jak z nim wejść bo wzięłam ze sobą wózek. Na wszelki wypadek gdyby jednak chciał spać, bo w planach mieliśmy spacer. Ze spaceru ostatecznie zrezygnowaliśmy, gdyż zrobiło się przenikliwie zimno, a mój mąż zapomniał czapki :-/

No i kolejne fiasko drzemkowe. Maciek chciał zajrzeć do Decathlonu w drodze do domu. Piotr usnął gdy dosłownie wjeżdżaliśmy na parking. Próbowałam go obudzić, zachęcałam wizją jazdy na rowerku i hulajnodze, ale gość był kompletnie nieprzytomny i gdyby nie to, że mieliśmy w bagażniku wózek musielibyśmy zrezygnować z wizyty w sklepie. Piotr spał w wózku parasolce, ściśnięty w zimowej kurtce prawie półtorej godziny!, a my w tym czasie obejrzeliśmy wszystko co się da. Strasznie wygląda biedak, ale bez przesady, nie będę woziła dla niemalże 3-letniego dziecka w samochodzie naszego wózka terenowego - stelaż zajmuje cały bagażnik, siedzisko na kanapie. Stwierdziłam, że skoro już śpi to niech to przynajmniej chwilę potrwa. Po południu nieoczekiwanie zaprosili nas sąsiedzi, liczyłam się z powrotem około 18.30 w przypadku dnia bezdrzemkowego, ale nie chciałam ich narażać na wizytę dziecka wściekłego i rozdrażnionego ciągłym wyrywaniem ze snu. No nie ma rady. Póki co Piotrek musi spać w ciągu dnia, bo inaczej trzeba go kapać około 18.30 , o 19.00 kąpanie jest już męczarnia bo pada na nos. musimy też wozić ze sobą wszędzie wózek parasolkę, nie ma rady. Najwyżej zamiast targać go ze sobą wszędzie będziemy starali się tak planować spacery by w porze drzemki wrócić w okolice auta, wyjąć go, a po drzemce schować do bagażnika i wędrować dalej. Niemniej jednak to strasznie ogranicza :-/ Marzę o dniu gdy Młody przestanie spać w dzień.

W Decathlonie zachorowałam na tę hulajnogę.

Tak strasznie, strasznie chciałabym ją mieć, Niestety cena odstrasza. Bardzo ułatwiłaby mi wyprawy z Piotrkiem na rowerku biegowym. On jeździ bardzo dobrze i uwielbia to. W najbliższych dnia zainaugurujemy sezon. Kiedy jestem u mamy w poniedziałki i wtorki to ja wychodzę z nim na rower, bo mama nie da rady za nim nadążyć. Wracałam o 18 z pracy, brałam coś do picia i jeździliśmy do zmroku. Przez większość czasu szybciej lub wolniej ale za nim biegnę. Miałam na ten temat ostatnio różnice zdań z sąsiadką. Ona uważa, ze powinnam "nauczyć go jeździć przy nodze", ja jestem zdania, że skoro idziemy na rower to nie mogę oczekiwać by Młody jeździł z prędkością spacerującego człowieka, bo to moja się z celem, nie przemawia do mnie również jeżdżenie w kółko "po spacerniaku". Cóż, Piotr jeździ jak zawodowiec, a synek sąsiadki dwa razy starszy przez to "jeżdżenie przy nodze" nie radzi sobie kompletnie ;-) Szukam więc innego wyjścia. Nie mam u mamy roweru, nawet nie miałabym gdzie go tam trzymać i nie rozwiązuje on sprawy, bo czasem trzeba Młodego wziąć na ręce albo za rękę, zwłaszcza gdy przeszarżuje i nagle opada z sił, nie dam rady prowadzić dwóch rowerów na raz i dziecka. Taka hulajnoga byłaby idealnym rozwiązaniem.Lekka, duże koła, zamiast biec za nim pomykałabym na luzie, a w razie czego mogłabym ją złożyć, przewiesić przez ramię i już.

Popołudnie u sąsiadów, bardzo miło. Znowu postęp, bo Piotrek już nie wymagał by tata, mama albo wujek siedzieli z nim w pokoju dziecinnym tylko dobrą godzinę bawił się sam z Wiktorem. Bardzo mnie to cieszy. Zwłaszcza, że jedziemy razem nad morze w czerwcu. Zaliczył jedną małą wpadkę. Miałam ciuchy na zmianę, ale zapomniałam skarpetek, więc musieliśmy pożyczyć je od Wiktora i to w zasadzie był jedyny niemiły punt wieczoru, bo Wiktor kategorycznie zażądał zwrotu skarpetek gdy wychodziliśmy, okropnie krzyczał tak, że ani Marta ani Jacek nie mogli dać sobie z nim rady, więc do domu wróciliśmy w mokrych. Na szczęście to rzut beretem.



13 komentarzy:

  1. Jaki wzrost ma Piotrek, że tak mu ciasno w spacerówce? I napszę Ci jak to wyglada z boku, tylko nie bierz tego do siebie...wiem, ze Ty najlepiej znasz swoje dziecko...Ale właśnie mam wrażenie, że socjalizujesz go troszkę na siłe, moze pozwól mu na bycie sobą? i te weekendy takie naładowane emocjami i wydarzeniami , moze go troche meczą? ja się martwie , że moj 28 miesieczny syn nie chce spać w dzien;)drzemka to samo zdrowie....każde dziecko ma swoj czas, robi postepy, potem następuje regres...piszę to na przykłądzie syna! tez miał momenty, że szczególnie towarzyski i cywilzowany nie był;)różnie bywa....a z przedszkolem myślę , ze sam sobie poradzi! zwłaszcza, że jak pisałaś zdecydowaliście sie na małe , gdzie jest możliwość indywidualnego podejścia do dziecka..to tak bez obrazy i mądrzenie się...taka refleksja obserwatora:)pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz ja wlasnie obawiam sie ze za malo socjalizowalam go do tej pory i troche z tego powodu jest lekko "dziki". Pare czynnikow sie na to zlozylo. Jak byl maly to moj maz weekendy spedzal na budowie, malo czasu spedzalismy we trojke, nie ukladalo nam sue wtedy zreszta. Bylam najczesciej z Piotrkiem sama, jak do tego dolozy sie fakt, ze mam niewielu znajomych w realu z dziecmi to konczylo sie na tym ze niezbyt czesto bralam go np. do restauracji. Smutno mi bylo samej, bylam zmeczona i na sama mysl ze mialabym solo dawac sobie w takich sytuacjach rade z maluchem robilo mi sie slabo. No i pracuje do 17. To ogranicza mozliwosci w tygodniu bo za malo czasu zostawalo do kapieli. Teraz piotr w tygodniu jest z moja mama lub opiekunka i spedza ten czas spokojnie. Spacery, plac zabaw. Tylko weekend zostaje na cos ciekawszego. Byl czas ze faktycznie nie bardzo chcial wychodzic z domu w weekendy i to szanowalam. W sobote kreatywka a potem dwa domowe dni. Zreszta te zajecia trwaja godzine jedynie. Od pewnego czasu Piotrek zachowuje sie jednak inaczej. Ledwo wstanie chce isc na spacer, gdzies jechac. Zaczal tez bawic sie z dziecmi. Staram sie wiec to wykorzystac. Przedszkole niby kameralne ale i tak jak tam bywamy nie pozwala mi na razie wyjsc z sali.... generalnie najlepiej by bylo czesciej tam bywac ale musze sie zwalniac z pracy by tak zrobic a i tak sie zwalbiam i na zwolnienia chodze wiec nie moge naduzywac. Pozostaje nam tylko jedna regularna godzina w sobote i mysle ze to bardzo wazne. Nie kazdy weekend jest taki. Zeszly to procz 2-godzinnego wyjscia na kreatywke i niezapowiedzianej wizyty w niedziele typowy kanapowy weekend domowy.
      Co do drzemki to wszystko sie rozchodzi o to ze obok nas nie ma jak spacerowac-ruchliwa droga bez pobocza. Nie da sie wyjsc, wrocic, wyhsc znowu. Za jazdym razem to wyprawa samochodem. I jeszcze mieszkamy na gorce i do auta trzeba zejsc. Wiecznie targam ten wozek na drzemke by nie wracac bez sensu taki kawal drogi na spanie w srodku dnia a moj naz zwykle w soboty pracuje i teraz przy niemakze 3-latku ledwo daje rade. W zeszlym roku on jezdzil na rowerku biegowym a ja bieglam z wozkiem, potem on spal a rowerek zawieszalam na raczce i tak szlam jak wielblad. Zmeczona tym jestem dlatego marze by przestal spac w dzien. On ma 95 cm i miesci sie w nim tylko z kurtka ciezko. Dobrze ze w ogole chce w wozku spac :-)

      Usuń
  2. Lampa genialna!

    Hulajnoga też. A jaka cena? Dla mnie pewnie też będzie zaporowa. A i zgadzam się z Tobą, że dziecko powinno się wyszaleć na rowerku a nie jechać tempem żółwia. My sezon rozpoczęliśmy wczoraj, choć Młoda dopiero pierwszy raz była na biegówce "w terenie" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ponad 500 PLN :-/ Sa tez prostsze za ok 300 PLN.

      Usuń
  3. Ja tam sobie myślę o tej drzemce i wiesz to chyba nie jest takie złe, bo jak pójdzie do przedszkola to tam dzieci też przecież leżakują, więc przynajmnie nie będzie miał problemu ze snem. Ja pamiętam, że drzemki w przedszkolu były dla mnie masakrą - jako 3 letnie dziecko już nie spałam w dzień i nie mogłam zrozumieć czemu w przedszkolu muszę leżeć w ciągu dnia i milczeć :P Więc są też plusy drzemek Twojego Piotrka :) Może tylko sprawdź w jakich godzinach będę odbywały się drzemki w przedszkolu żeby dopasować do rytmu dnia Piotrka, ja muszę to samo zrobić ze żłobkiem (Mania idzie od września), póki co ma drzemkę w zupełnie innych porach niż nasz żłobek, ale jeszze trochę czasu zostało więc liczę, że uda mi się zmodyfikować to .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myslalam o tym i wlasnie dlatego zrezygnowalam z prob przesuniecia drzemki na pozniej. W tym momencie jest idealnie w tym czasie co w przedszkolu.

      Usuń
    2. To świetnie!My mamy zupełnie inaczej niż w żłobu - jak u nich jest drzemka to Marysia je obiad :P

      Usuń
  4. W przedszkolu naszych dzieci nie ma drzemek dla wszystkich, ale jeżeli któreś z dzieci jest zmęczone, śpiące lub gorzej się czuje, jest jeden-dwa dyżurne materacyki i kocyki, można się położyć.

    Jeżeli organizm Piotrusia tego potrzebuje, to nie da się tego przeskoczyć, musi wyrosnąć sam ;) Ja czasami teraz tęsknię za tym momentem ciszy, kiedy dziecię słodko spało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu to jest super sprawa w pochmurne zimowe dni gdy nie planujemy dluzszych wyjsc :-) Wiem ze nie przeskocze...ale szkoda. Zrobi sie cieplej, mozna jezdzic na wycieczki do podkrakowskich dolinek ale tam w wielu miejscach nie da sie przejechac parasolka :-/

      Usuń
  5. Lampa prześliczna!!!
    Co do tych drzemek to ręce opadają ;-) Ale jak pisza dziewczyny - nie da się przeskoczyć, musi wyrosnąć najwyraźniej, do osiemnastki spać w dzień nie będzie ;-) tak mnie zawsze pociesza moja mama ;-)
    Z jeżdżeniem na rowerku popieram Cię całkowicie! Przy czym też każde dziecko jest inne. Radek już w ubiegłym roku latem jeździł sam sobie po parku na przykład (fakt, nie ma tam żadnych ulic, samochodów itp.) odjeżdżał nawet na kilkaset metrów byle jakoś tam w zasięgu wzroku miec się nawzajem, a ja sobie spacerowałam powoli czy siedziałam tylko żeby miec go na oku. Poza tym Radek nawet jak po chodniku jedzie to ZAWSZE zatrzymuje się przed jezdnią. Przez całe życie 1 raz się nie zatrzymał jak o cośtam się złościł. A miliard razy się zatrzymuje. Oczywiście i tak pilnuję bez przerwy ale mam trochę psychicznego luzu. A ty musisz za nim biegać? Nie macie jakiegoś parku czy pola żeby sam sobie pojeździł?
    I trzymam kciuki za fajne zajęcia w nowym miejscu - czekamy na relację!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrek też zawsze zatrzymuje się przed ulicą, ale jak jestem u mamy to tam nie ma żadnego parku niestety tylko jeździmy po prostu po osiedlowym deptaku, chodnikach, tam chodzi dużo ludzi i boję się pozwalać mu odjeżdżać samemu za daleko.

      Usuń
    2. Nie, no to w takiej sytuacji rzeczywiście też bym biegała za Młodym!

      Usuń
  6. Komentarz mi wcięło...:( Też chcę chodzić z Mrówkmi na sale zabaw i na jakieś zajęcia:)

    OdpowiedzUsuń