wtorek, 2 kwietnia 2013

święta leniwca

Postanowiłam wsłuchać się w swój organizm i w święta głównie leniuchowałam. Mąż zaś starał się zrehabilitować po feralnym wieczorze. Głównie jadłam, gapiłam się bezmyślnie w TV i spałam. Praktycznie żadnych rodzinnych spacerów, atrakcji dla dziecka. Kompletna zlewka  i dobrze. Chyba pierwszy raz w życiu nie mam wyrzutów sumienia z powodu "zmarnowanego" wolnego czasu. Spędziłam te dni jak rasowy truteń, leń i pasożyt. Chyba przez ostatnie pół roku nie gapiłam się w TV tyle co przez te ostatnie trzy dni. Chyba naprawdę tego potrzebowałam. Oczywiście wszystko w granicach rozsądku i dzisiaj wracam już do żywych.
W Wielki Piątek miałam normalnie iść do pracy, ale kiedy rano za oknem zobaczyłam TO olałam temat. Mam w końcu kilka dni niewykorzystanego L4.
Wszędzie, wszędzie to białe G. Sypało równo pół dnia. W pierwszej chwili po obudzeniu sądziłam, że to mgła, a to była regularna śnieżyca. Porażka, porażka, porażka. Maciek zawiózł Piotrka do opiekunki i pojechał do biura, a ja pół dnia robiłam NIC, a potem gdy przestało śnieżyć podjechałam do sklepu po niewielkie zakupy (bezczelnie zdaliśmy się w tym roku na rodziców w kwestii przygotowań kulinarnych), potem do myjni, a później do galerii gdzie szwędałam się bez celu, a potem zaszyłam się w kacie i czytałam prasę. Powiem wprost - nie miałam ochoty wracać do domu, nie miałam ochoty zajmować się dzieckiem ani spędzać czasu w towarzystwie męża, na którego byłam jeszcze mocno nafochowana. Taka wyrodna matka i żona ze mnie. Wróciłam wieczorem i poszłam spać.
W sobotę rano obudził mnie Śmigus Dyngus.
Piotrek przyszedł do mnie w nocy, a Maciek do późna koczował przy kompie i to go poniekąd uratowało. Piotr zaanektował praktycznie całe łóżko, więc tata chcąc niechcąc noc spędził w łóżku syna. Już od dłuższego czasu w weekendy Piotrek pozwala nam podrzemać do 8 rano choć sam zrywa się o 6. Przychodzi do nas, ja w półśnie schodzę do kuchni i przygotowuję mu mleko, ściągam zasikaną po nocy pieluchę (śpi jeszcze w pieluszce), przygotowuję mu ubrania lub przynajmniej zakładam skarpetki, włączam w naszej sypialni Boba Budowniczego i dziecko przez około 2 godziny zajmuje się z grubsza samo sobą. Przytula się, ogląda Boba, bawi się w swoim pokoju, pójdzie do kuchni po kromkę chleba. Delektuję się tymi porankami póki mogę, póki nie urodzi się Okruch i znowu na ponad 2 lata trzeba będzie przestawić się na tryb natychmiastowego zrywania się z łóżka i natychmiastowego przestawiania się w tryb aktywności :-) Czasem jednak te dodatkowe minuty snu kosztują drogo, oj drogo :-) W sobotę bowiem moje dziecko postanowiło umyć podłogę w łazience i przedpokoju za pomocą kubeczka do mycia zębów, a następnie wyprać kołdrę, pod którą spałam. Zerwałam się jak oparzona i już na wstępie wydało mi się podejrzane, że delikwent jest przemoczony do suchej nitki, a kiedy zarejestrowałam kątem oka wodę wpływającą drzwiami do naszej sypialni wiedziałam, że dobrze nie jest. Pływało dosłownie wszystko :-) Brodząc po kostki w wodzie zaprowadziłam Piotra do jego pokoju, obudziłam półprzytomnego Maćka każąc mu natychmiast przebrać dziecko i nie wychodzić z pokoju dopóki wszystkiego nie powycieram. Wcale nie byłam zła, po prostu śmiać mi się chciało :-)
Przygotowaliśmy święconkę i pojechaliśmy do kościoła.

O moim stosunku do kościoła i ogólnie wiary napiszę innym razem. W każdym razie nie mam nic przeciwko by Piotrek tam chodził, a mojemu mężowi zależy, więc staramy się go przyzwyczajać Nie jest to łatwe, bo on boi się tłumów i nowych sytuacji, ale jakoś wszedł do środka, a przed grobem pomodlił się do Jezuska "panie Jezusku jak bardzo Cię proszę o lizaka". Chodziło mu o kolorowe lizaki z kramów przed kościołem. Dostał. Potem chwila na pobliskim placu zabaw.

A potem do domu gdzie po obiadku z mrożonki udałam się z dzieckiem na 3-godzinna drzemkę. Wstaliśmy o 18, obejrzeliśmy jakieś bajki i  Piotr padł z powrotem, a ja krótko po nim. W ogóle świąteczne noce spędziłam na kanapie w salonie i bynajmniej nie dlatego, że mąż mnie wyganiał tylko po prostu zasypiałam oglądając TV i nie dało się mnie dobudzić żadną miarą, więc Maciek przykrywał mnie kocami i tak spałam do rana.
W niedzielę Maciek pojechał najpierw po moją mamę, a potem jak co roku wszyscy razem do teściów, gdzie ogłosiliśmy istnienie Okrucha. Ucieszyli się. Babcie czekają na wnuczkę. Ja szczerze mówiąc mam przeczucie, że to raczej będzie drugi chłopak. W rodzinie męża od pokoleń rodzą się prawie same chłopaki.
Piotrek zadowolony i w swoim żywiole. Cały dzień nie spał. A ja olałam wszystko. Piotrek bawił się z tata, wujkiem, babciami, dziadkiem. Nie zwracałam uwagi na karmienie go przez teściową z czym walczę, machnęłam ręką na jej usilne próby uśpienia go w wózku jak niemowlaka (gra niewarta świeczki ale skoro lubi niech ma) i poroniony pomysł przyniesienia z garażu rowerka by Piotruś z Antosiem się pobawili. Piotrek, który nie sięga nogami do pedałów, Antek, który w ogóle nie kuma o co chodzi i to wszystko w tłumie w przedpokoju na marmurowej podłodze tuż obok dwóch schodków w dół do salonu.Nie włączałam się. Jak chcieli się z dziećmi użerać to ich sprawa;-) Pomijam, że jestem przeciwna wszelkim trójkołowym rowerkom tudzież rowerkom z pedałami i bocznymi kółkami, uważam, że dziecko powinno jeździć na rowerku biegowym aż dorośnie do pedałów i żadne kółka boczne nie są potrzebne. Teściowa jednak odkupiła rowerek od koleżanki z pracy i ma radochę.
Piotrek objadł się frykasami jak dzikie prosię. Spytany potem czy lubi święta odpowiedział, że tak bo "lubi jeść dobre rzeczy" ;-)
 z teściową
 z moją mamą i zajączkowym kinderkiem
 i nieszczęsny rowerek
Do tego stopnia się rozleniwiłam, że nawet nie bardzo miałam ochotę wracać do domu tak fajne rozmawiało nam się z Grażynką. Moja mama jednak nalegała, więc się zebraliśmy. Przebimbaliśmy się do wieczora i znów poległam, a wczoraj nie ruszaliśmy się nigdzie. W okolicznym domu kultury organizowane były atrakcje dla dzieci, ale nie chciało się nam . Za oknem szaro, śnieg i zimno, brrr. Kompletne lenistwo + znowu 3-godzinna drzemka w ciągu dnia, a wieczorem ogłupiająca komedia "Oh Karol".
Objadłam się pysznym maminym żurkiem (nie wyobrażam sobie wielkanocnego śniadania bez postnego żurku, bez jajka i kiełbasy, z dodatkiem jedynie chrzanu i zagryzanego żytnim kwaskowatym chlebem na zakwasie), domową gotowaną szyneczką i chrzanem. Moje gusta kulinarne w ciąży ewoluują. Przez tydzień miałam ochotę na mięso, KFC i Big Maca, potem przestało mi smakować wszystko za wyjątkiem kanapek z białym serem i pomidorem, zaś teraz apetyt wrócił, a Okruch a to bardzo zaradne stworzenie. Co 3 godziny domaga się karmienia napadami ostrego głodu, którego nie da się zignorować, bo aż boli brzuch i zbiera mi się na wymioty. Powiedziałabym, że wie czego chce ;-)







5 komentarzy:

  1. Jak ja Ci zazdroszczę tego leniwca.. U nas małżonek od tygodnia chory, gorączkuje, kaszle i wyglądał jak z krzyża zdjęty - tak w temacie Świąt - więc żal mi go było i dałam mu spokój...
    Bardzo mi się podoba Twój syn, ma taką buzię słodką, wyrazistą i bardzo przystojną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuje:-) Twoje dzieci, a zwlaszcza Mala (zdrowia!) tez przesliczne. A co do meza to tak narozrabial i taka bylam na niego rozzalona ze chocby na galopujace suchoty umieral musialby sobie radzic sam. Serio! Choc zwykle dobra samarytanka ze mnie.

      Usuń
    2. Wiem, że nabroił, czytałam... Ale faceci to czasem tacy idioci, że w głowie mi się nie mieści...
      Dzięki za komplement :) I za życzenia zdrowia, przydadzą się bo młody znów z glutem po kostki :/

      Usuń
  2. Na początku ciąży musiałam głównie leżeć i mimo że nie ludzko się nudziłam, to przyznam że też na niewiele rzeczy miałam siłę, a już na pewno na zajmowanie się dzieckiem.
    Przyznam że Sonia nieźle nas rozpieściła bo jest wyjątkowym śpiochem i daleko jej do dzieci lubiacych poranne pobudki. Aleksander natomiast czasem i o 4 rano budzi się przytomniutki całkiem:)))
    Odpoczywaj i dbaj o siebie i Okrucha:*

    OdpowiedzUsuń
  3. leniuchuj ile sie da, czasem trzeba byc dla siebie dobrym a nie tylko dla innych :)

    OdpowiedzUsuń