poniedziałek, 15 kwietnia 2013

weekendowe doładowanie baterii

Nareszcie słońce, nareszcie wiosna:-))))) Od razu chce się żyć. Przez weekend doładowałam baterie, również dlatego, że mogłam sobie pozwolić na drzemkę popołudniową. To właśnie jej brak powoduje, że począwszy od środy w drugiej połowie dnia czuję się jak dętka. Mam potrzeby dziecka. W niedzielę zaś dwie godziny spałam z Piotrkiem, zaś w sobotę półdrzemałam, bo Potwór zrezygnował z drzemki, ale jest już na tyle mądry, że zrozumiał kiedy uprzedziłam go, że muszę sobie trochę odpocząć i spokojnie ponad godzinę zajmował się sam sobą. Mąż całą sobotę pracował i nie było go w domu. Rany, jak to dobrze, że Okruszek pojawia się w naszym życiu teraz, a nie wcześniej. Gdybym miała ciążę przechodzić z Piotrem 2-letnim czy młodszym u boku byłaby to masakra bez męża w domu, a teraz mam małego mądrego pomocnika, który jeśli tylko nie ma złego dnia pozwala mi na weekendowy relaks. Super!
Weekend w zasadzie rozpoczął się od niezbyt ciekawych wiadomości, a mianowicie w piątek ogłoszone zostały wyniki rekrutacji do przedszkoli samorządowych w Krakowie i Piotr nie dostał się do żadnego. Jest 27 na liście rezerwowej, więc szans nie ma. Liczyłam się z tym, choć niesmak na system pozostał. Tak czy inaczej Piotrek już na 100% od września maszeruje do przedszkola prywatnego niedaleko nas bo gdzieś uczęszczać musi. I jestem coraz lepszej myśli odnośnie jego adaptacji, gdyż widzę jaki postęp zrobił w kontaktach społecznych w ciągu ostatnich paru miesięcy. Nadal jest to dziecko nieśmiałe, trzyma się zwykle na uboczu, ale nie histeryzuje już tak jak kiedyś i potrafi bawić się długo sam z dziećmi bez asysty dorosłych, co jeszcze jesienią było nie do pomyślenia. Na pewno przez pewien czas będzie co rano dramat gdy będę wychodziła, nie łudzę się, że nie, ale mogę założyć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że nie będzie trwał on godzinami.
W sobotę rano wybraliśmy się do naszego przyszłego przedszkola na dzień otwarty. Piotrek początkowo nie chciał przyłączyć się do dzieci, które trzymając węża zwiedzały przedszkole. Wolał bawić się sam w pustej sali. Potem jednak ośmielił się podejść do stolika, przy którym dzieci malowały farbkami koniki, dostał swojego i ładnie się bawił. Rozczarował się jedynie zabawą logopedyczną z Nutellą. Kiedy pani spytała się kto ma ochotę na coś pysznego wyrwał się pierwszy z okrzykiem "ja ja" sądząc, że dostanie łyżkę czekolady, a chodziło jedynie o posmarowanie warg i ich oblizywanie. Stwierdził, że to go nie interesuje bo będzie brudny. Potem z jakąś dziewczynką pół godziny bawili się w sklep. Generalnie nadal się wstydzi, ma takie fazy, że zakrywa oczy rękami i udaje, że go nie ma, cofa się gdy widzi tłum, ale jest o niebo lepiej, muszę też brać poprawkę na to, że każde z dzieci było z rodzicem przez co zrobił się sztuczny tłum wysokich dorosłych. Po wyjściu z przedszkola szybkie zakupy i do domu na relaks, a po południu pojechaliśmy do parku na rowerek i kolejna miła niespodzianka. Bałam się trochę tego spaceru, bo w zeszłym roku musiałam nieźle za nim biegać, na co teraz niekoniecznie mam siłę, ale Piotrek fajnie rozpędzał się, odjeżdżał kawałek nie znikając mi z oczu a potem czekał na mnie. Ani razu nie musiałam podbiegać. Zatrzymywał się przed każą ulicą. Wiadomo, trzeba na niego uważać, zwłaszcza jeśli teren jest pochyły, ale jest szansa, że dam radę z wielkim brzuchem zabierać go solo na rower latem. To była nasza pierwsza wycieczka w tym sezonie. Szkoda mi było rowerka zimą niszczyć jazdą po brei z solą.
Niedziela w połowie leniwa, w połowie towarzyska. Wstyd przyznać, ale z łóżka zwlekłam się dopiero o 9.30, a o 11.30 ponownie położyłam się z Młodym i spaliśmy do 14. Bardzo fajnie, że tak pospaliśmy, bo po obiedzie pojechaliśmy do Bochni do znajomych, Piotrek był wyspany i miał wyśmienity humor. Na wstępie tradycyjnie się trochę powstydził i nie chciał wejść do domu, ale nie trwało to długo, potem zaś dziecko normalnie zniknęło. Prawie 4 godziny bawił się z 5-letnim Jasiem i 2-letnia Basią, chodził po całym domu, przychodził do nas do stołu by coś przegryźć i się napić po czym znów znikał. Bez żadnych lamentów, afer, konfliktów. Super. Bardzo się cieszę, że odkrył, iż z dziećmi można spędzać czas równie przyjemnie jak z dorosłymi jeśli nie lepiej.
Kilka fotek mojego cyklisty. Jak wiecie jestem zadeklarowaną zwolenniczką rowerków biegowych i przeciwniczką wszelkich trójkołowców czy rowerków z podpórkami. Piotrek w tym sezonie będzie jeździł jeszcze na biegówce. Nie dorósł do rowerka z pedałami, a nie mam zamiaru sadzać go na rowerku z podpórkami bo po co skoro potrafi bez problemu utrzymać równowagę na biegowym. Walczę z teściową, która ma taki rowerek i chętnie by go woziła pchając na kiju. Moim zdaniem to niepotrzebne cofanie się w rozwoju. Po przemyśleniach nie kupujemy mu jeszcze w tym sezonie hulajnogi. To jest typ kaskadera, a hulajnoga dziecięca ma jednak mniejsze kółka niż rowerek. Trochę bym się o niego bała. Drugi powód to to, że wątpię bym go przekonała by odpychał się raz jedną, raz drugą nogą, a to ważne na tym etapie.
Na fotkach Piotr ma trochę za nisko siodełko. Maż mu podwyższył, ale ze 3 tygodnie temu, a od tego czasu Młodego nagle dość konkretnie wyciągnęło w górę, do tego stopnia, że fotelik 9-18 kg przestał być bezpieczny (pasy zaczęły się mu zsuwać z ramion, za wysoki już jest) i właśnie dotarł do mnie zamówiony fotelik 15-36 kg Jane Montecarlo R1. 




2 komentarze:

  1. Superowy cyklista :-)
    Kiepsko z tym przedszkolem, ale dobrze że macie w ogóle jakąkolwiek alternatywę!
    No i tez jestem pod wrażeniem śmiałości Piotrusia, brawa dla odważnego Chłopaka :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. ten system przedszkolny jest porażający :/ ot państwo prorodzinne, wrrr..

    dobrze, że syn Ci się adoptuje, każde dziecko ma swój rytm :)

    OdpowiedzUsuń