wtorek, 16 kwietnia 2013

zszokowana

Uwaga - będę nieładnie obgadywać!
Mam znajomą na Taiwanie. Dziewczyna pracuje w firmie, z którą współpracujemy, ma 33 lata, bardzo fajna, miła. Była w Krakowie już dwa razy, spędziłyśmy trochę czasu prywatnie. Często rozmawiałyśmy na Skype zwłaszcza odkąd zaszła w ciążę. Już wcześniej wielokrotnie wspominała, że bardzo chce zostać mamą choć się boi, że mi zazdrości, pytała o Piotrka. Kiedy była w ciąży zasypywała mnie pytaniami odnośnie wyprawki i słit fociami niemowlaków przebranych za zwierzaki lub włożonych do koszy z piórami (tego akurat nie cierpię ;-), pisała, że jest przeszczęśliwa, że się doczekać nie może. Urodziła w połowie lutego i pisała o swoim szczęściu. Pisała, że nie może uwierzyć w to, że jej córeczka jest taka cudowna, wspaniała, że kocha ją nad życie. Normalne nie?
Wspominałam kiedyś o mikro urlopie macierzyńskim na Taiwanie. Wiem od niej, że opiekunki są bardzo drogie i że żłobki praktycznie nie istnieją. Jej mąż prowadzi jakiś kiosk z napojami i to nie wystarczy by utrzymać rodzinę, więc od początku zakładała, że wróci do pracy po 6-8 tygodniach. Nie miała tylko pomysłu co zrobić z dzieckiem.
Wczoraj zaczepiła mnie na FB informując, że dzisiaj wraca do pracy, a jej 2-miesięczną córeczką zajmie się jej siostra, która nie pracuje. Odpisałam, żeby się trzymała ciepło, że da radę, że przynajmniej wieczory i weekendy będą mieli dla dziecka. A ona na to, że siostra mieszka 3-godziny samochodem od nich, więc nie mogą sobie pozwolić na ODWIEDZANIE dziecka co tydzień, tylko co drugi weekend. I tak na stałe, a potem przedszkole.
Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Mieć kontakt z własnym dzieckiem tylko przez 4 dni w miesiącu, dwie noce. Przecież ta dziewczynka w ogóle nie będzie ich kojarzyła jako rodziców!
Najbardziej chyba jednak bulwersuje mnie to, że Christine twierdzi, że owszem będzie tęskniła, ale z jej wypowiedzi wynika, że nie jest to niczym niezwykłym w tym kraju i nie rozpacza jakoś specjalnie. Ot takie życie.
Porąbany kraj.....

13 komentarzy:

  1. Ooooo co kraj to obyczaj, ale ten akuratnie mnie lekko szokuje.

    OdpowiedzUsuń
  2. Szok! Nie wyobrażam sobie oddzielić od dziecka, tym bardziej tak małego...

    OdpowiedzUsuń
  3. Inny kraj inne obyczaje. Ale ja kompletnie tego nie rozumiem
    To dla mnie nie ludzkie!

    OdpowiedzUsuń
  4. porąbane fakt. mam w grupie dziewczynę z Tajlandii- 30 lat (na kursie językowym). kiedy rozmawiałyśmy o urlopach (macierzyńskich i wakacyjnych) mówiła właśnie, ze u nich tego pierwszego jest 6 tygodni, a drugiego 2.

    i przyznała się też, że wyszła za 62 letniego Niemca, aby poprawić swój (i swojej rodziny) byt.

    też tego nie ogarniam, ale takie rzeczy się na świecie dzieją, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wyobrażam sobie.
    Po co im to dziecko w takim razie?
    Ja jestem w stanie zrozumieć inne sytuacje (jak np. moja?) gdy dziecko jest na świecie a zmieniają się warunki, okoliczności.
    Ale świadomie powoływać na świat dziecko a potem oddawać?
    A tatuś nie może zrezygnować z pracy i zostać z dzieckiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jest kompletnie inna mentalność. Sam fakt, ze urlop macierzyński trwa 6 tygodni i tak naprawdę nie jest on z powodu dziecka tylko z powodu tradycji, która każe kobiecie w połogu przez miesiąc leżeć w łóżku, jeść specjalne potrawy, nie wychodzić z domu etc. Tam w ogóle nie bierze się pod uwagę, ze niemowlę potrzebuje mamy na co dzień, nie ma takiego nacisku jak u nas na bliskość, nawiązywanie więzi. Oni uważają, że w zupełności wystarczy okazywanie czułości wieczorem czy w weekend lub rzadziej i dla nich to nie jest żadna patologia. Inaczej pojmują troskę i opiekę nad dzieckiem, sami w ten sposób wychowywani nie mają potrzeby być z dzieckiem bliżej, nich ich tego nie nauczył, nie mówi się o tym. Ta dziewczyna nie jest patologią. To jest przeciętna rodzina. Nie sądzę by tęskniła bardziej niż polska matka oddająca dziecko na kilka godzin do żłobka.
      Facet gdyby nie pracował straciłby kompletnie twarz.

      Usuń
    2. I dlatego myslę, że nie nam to oceniać.
      Są różne kultury i różne zachowania, tak naprawde pewnych rzeczy nie przeskoczymy.
      Wiele narodów o nas mówi że jesteśmy patologiczni-i dla nich wiele zachowań jest nie do pomyślenia.

      Usuń
  6. to sa roznice kulturowe, dla nas nie do ogarniecia, dla nich normalne, bo wszyscy tak robia i beda robili

    OdpowiedzUsuń
  7. dla mnie nie wystarczy powiedzieć że to różnice kulturowe; są zwyczaje należące do jakiejś kultury które jednocześnie robią komuś krzywdę (drastyczny przykład- obrzezanie dziewcząt), i trudno je nazwać normalnymi. rozdzielenie 2 miesięcznego dziecka z matką to dla niego krzywda. choć z pewnością mniejsza niż gdyby było starsze- po prostu matką będzie dla niego ta ciocia która się nim zaopiekuje.

    OdpowiedzUsuń
  8. Co kraj to obyczaj. U nas nie do pomyślenia - u nich norma. Ja się ostatnio zbulwersowałam oglądając program o wdowach w Indiach, które po śmierci męża muszą opuścić dom i tułają się po kraju bez celu, bez majątku, bez dachu nad głową. Wstrząsnęły mną słowa kobiety (ok. 35 lat), która powiedziała: "mam nadzieję, że umrę wcześniej niż mąż" i która miała kilka córek na wydaniu.

    OdpowiedzUsuń
  9. wstrząsnęło mną to. ale mną w ogóle łatwo wstrząsnąć, odkąd mam dziecko. nie wyobrażam sobie takiej rozłąki, prędzej bym sobie głowę odgryzła, kraj zmieniła czy cokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  10. Chinczycy z Anglii wysyłają swoje dzieci do dziadków w Chinach i odbierają po kilku latach. informacja od osoby, która tak wlasnie była wychowana.

    OdpowiedzUsuń