niedziela, 5 maja 2013

deszczowy weekend

Powoli robi się ze mnie ekspertka od deszczowych wakacji ;-)W końcu juz trzecie pod rząd. Gumowe ciuchy dla dziecka rzecz absolutnie niezbędna;-)
1 maja pogoda była jeszcze jako taka, a ja nie traciłam nadziei. Po południu odwiedziliśmy mojego wujka w Skawinie, który wraz ze swoją ukochaną stanowią bardzo rozrywkowy tandem i przepadają wprost za imprezami i biesiadami. Generalnie niezbyt lubię jeździć tam w chłodne miesiące ze względu na dziki tłum w domu i hałas, który przyprawia mnie o ból głowy, ale jeśli impreza organizowana jest w plenerze to chętnie. Mieszkają oni po sąsiedzku z moim kuzynem i jego rodziną, prowadzi on z żoną firmę zajmującą się organizowaniem imprez dla dzieci etc mają więc na stanie dmuchany zamek, dużą trampoline i tym podobne gadżety. Gości co niemiara. Momentami miałam wrażenie, że na imprezie zjawiła się połowa populacji Skawiny zwabiona gwarem i śmiechami tylko każdy wychodził z założenia, że nieznana mu osoba została zaproszona przez innego członka rodziny;-) Piotruś w każdym razie poszalał w zamku z kuzynem w drugiej linii Mikołajem, pobiegał i dobrze się bawił.



W czwartek 2 maja tak jak pisałam przeżyłam rano załamkę spojrzawszy za okno i zapoznawszy się z prognozą pogody. Mój syn generalnie błoto uwielbia i na deszcz nie zwraca specjalnej uwagi, a ja nie mam nic przeciwko temu by taplał się w błocie i hartował, ale po 3 dniach deszczu z małymi przerwami miałam serdecznie dość tego brudu. Lubię jeździć do mojej rodziny gdy jest ładna pogoda ze względów logistycznych. To jest wiejskie gospodarstwo. Drzwi do domu non stop są otwarte, bo ciagle ktoś wchodzi z podwórka, ze stajni, z garażu. Przed domem jest trochę płytek, ale tak to zwyczajne podwórko. Gdy jest ciepło nie ma problemu. Piotrek sobie wchodzi kiedy chce, wychodzi kiedy chce i nikomu nie przeszkadza chodzenie po domu w tenisówkach. Jednak pogoda deszczowa wszystko komplikuje. Co chwilę trzeba było mu ubierać gumowe gacie, kalosze i płaszczyk, bo inaczej zużywałby 10 par spodni dziennie, potem łapać go w drzwiach pilnując by z rozpędu cały ubłocony nie wbiegł do pokoju na dywan, za chwilę powtórka z rozrywki by nie poleciał do błota w samych skarpetkach – brud, syf i malaria. Nie znoszę tego. W domu co innego. Wychodzimy, taplamy się w błocie do woli, wracamy. Tam się tak nie da i strasznie tego nie lubię, nie znoszę błota w domu. Nie mówiąc o myciu. Tam generalnie trzeba myć się ekspresowo, bo chętnych wielu a ciepłej wody w bojlerze zawsze wieczorem brakuje.W każdym razie Piotrek spędził 3 dni szalejąc w błocie, biegając, grzebiąc łopatą, jeżdżąc na rowerze po kałużach i był szczęśliwy, a ja gdyby nie pomoc kuzynki i mamy chyba bym padła na ryj ;-)
Muszę się pochwalić, że całą drogę tam i z powrotem SAMA prowadziłam golfa. Nie jest to może wielki wyczyn i też nie o sama trasę chodziło (2h), bo przejechałam ją już kiedyś yariską. Golfem jeździłam czasem do momentu, kiedy nie zepsuło się w nim sprzęgło AKURAT gdy ja siedziałam za kierownicą, akurat gdy stałam pod górę przez znakiem Stop przy wjeździe na drogę krajową. Co ja się wtedy nerwów najadłam to moje. Jakoś po wielkich trudach wrzuciłam wtedy dwójkę i na tej dwójce doturlałam się do teściów. Cały czas bałam się, że przypadkowo wcisnę sprzęgło za mocno i zamiast jedynki wrzucę wsteczny wjeżdżając w auta za mną. Od tamtej pory panicznie bałam się jeździć tym autem, ale musiałam się jakoś przemóc bo za miesiąc jedziemy nad morze i muszę choć na parę godzin zmienić Maćka za kierownicą. Udało się! Dojechaliśmy sprawnie i bez żadnych kangurków mimo ulewnego deszczu. Jestem z siebie bardzo, bardzo dumna:-)
Trasa była też testem nowego fotelika Besafe (Kropko dziękuje za polecenie). Mamy już Jane Montecarlo, ale potrzebowaliśmy drugiego do drugiego auta i ten fotelik jest strzałem w dziesiątkę. Przede wszystkim bezpieczny, bo oceniony na 4 w testach zderzeniowych, chyba najłatwiej z fotelików 15-36 kg rozkłada się do pozycji spoczynkowej i jest mega wygodny dla dziecka. Podjęliśmy decyzję, że przepinamy go na stałe do yariski, bo Piotr najczęściej ze mną jeździ, a Jane będzie drugim fotelikiem w aucie męża.

Korzystając z faktu, że wyruszyliśmy w dzień roboczy odwiedziliśmy po drodze Muzeum Drogownictwa w Szczucinie. Jeśłi bylibyście w okolicach to gorąco polecam. Muzeum prowadzone jest przez Generalną Dyrekcję Dróg Krajowych i Autostrad. Wstęp jest bezpłatny. Mnóstwo maszyn drogowych na wolnym powietrzu, wszystkie wyczyszczone ze smaru, pięknie odmalowane, można na nie wejść. Dla Piotra to raj. Był tam już po raz drugi. Prócz tego jeśli zbierze się grupa można zwiedzić ekspozycję o tematyce geodezyjnej. Jedyny szkopuł to godziny otwarcia – tylko w dni powszednie od 10 d0 15. Choć mamy rodzinę w tych stronach nie jest nam łatwo się wstrzelić jeśli jedziemy na weekend lub w piątek po południu. Tym bardziej ucieszyliśmy się, że akurat ulewa przeszła w mżawkę i można było tam wstąpić.
Kilka fotek z muzeum.




I u mojej rodziny.



 Jednego wieczoru musieliśmy wsadzić go do wanny tak jak stał w ciuchach ;-)

 Z prababcią Tosią


Jedynym zgrzytem podczas tego wyjazdu była wizyta u naszych znajomych – kolegi i koleżanki Macka ze studiów z rodziną. Ostatni raz widzieliśmy się 6 lat temu na naszym ślubie. Rozmawiało nam się super, to są bardzo fajni ludzie, a raczej rozmawiałoby się nam super gdyby nie dzieciaki. Wiem, że to nieładnie tak krytykować, ale kurczę nigdy jeszcze nie spotkałam tak rozwydrzonej, niewychowanej 5-latki jak ich Patrycja. Piotrek naprawdę potrafi już ładnie bawić się z dziećmi. Od dłuższego czasu jeśli jedziemy do znajomych nie ma z nim problemów. Niedawno byliśmy w Bochni u znajomych z dziećmi w tym samym wieku (5 i 2-3 lata) i dzieciarni po prostu nie było. Zgodnie się bawili. Tak samo u mojej rodziny. Pełna komitywa z 4.5-letnim Mikołajem i jego starszą siostrą. Tutaj to była jak dla mnie jakaś masakra. Miałam ochotę to dziewuszysko wytargać z kudły, przysięgam. Była bardzo złośliwa, w ogóle nie dało się z nią nawiązać sensownego kontaktu, rozrzuciła prezenty, które od nas dostała, zabierała Piotrkowi każdą zabawkę, którą wziął do ręki, straszyła go, szturchała, złośliwie wrzucała mu kredki pod autko, którym jeździł, a potem przeraźliwie piszczała, że je łamie, skakała po ławie, wspinała się na telewizor. Przypadek dla super niani. Byłam zszokowana i zaskoczona postawą rodziców. Mateusz na studiach był typem lidera, przewodniczył wszystkim projektom, działał w samorządzie i miał posłuch. Tymczasem u dzieci zero autorytetu, Anka również. Może mam małe doświadczenie, ale jeśli dzieciaki demolują mi dom to łagodne przemowy typu „oj Patusia, dziwnie się zachowujesz” i powtarzanie w kólko „choć porysujemy tutaj, nie tam” gdzie słowa spływają jak po kaczce są bez sensu. Zabrać zabawkę, postawic do kąta, nie wiem – coś zrobić zamiast strzepić język. Było mi Piotrka bardzo żal, a nam trudno było porozmawiać bo gniotą się u teściów w dwóch małych pokoichach z dwójką dzieci i trzecim w drodze, a że było deszczowo to nie chcieli wychodzić do ogródka i tak na kupe w tym ryku i wrzaskach siedzieliśmy. Piotrek moim zdaniem zachował się super. Cierpliwie to wszystko przeczekał, choć widziałam, że ma dość, dopiero kiedy wychodziliśmy poskarzżł mi się, a potem momentalnie zasął w foteliku.
A dzisiaj cóż…. Back to reality. Mój mąż tak mnie wkurzał cały dzień, że jesteśmy aktualnie na wojennej ścieżce ;-/ Oddam meża w w miarę dobre ręce i dopłacę :-/






7 komentarzy:

  1. Dzieki za męża, nie mój typ więc nie skorzystam chociaz czasem chłop w domu samotnej matki by sie przydał. :PPP
    Piotrek to super przystojniak a zabawy w błocie i na gospodarce to najlepsze zabawy dla takich dzieci-my tez to uwielbialismy. :)))
    Te gumowe ciuchy to naprawdę sie przydają, a jak mi mama kupiła dla małej to się zastanawiałam, po co? :PPP

    Ogólnie chyba nie było tak źle, co? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jeszcze a propos tej rozwydrzonej panienki... na mnie takie dzieci działają mocno, reakcje mam dośc niewychowawcze i ledwo sie hamuję. :P
      Moje dziecko mnie irytuje jak się tak zachowuje ale cudze-bez porównania jest gorzej. :P

      Usuń
    2. Nie no, fajnie bylo :-) Slodka Patusia doprowadzala mnie do szalu.

      Usuń
    3. Hahahaha moja wyobraźnia działa, a z boku to zawsze bawi :P

      Usuń
  2. Zakład, że gdybyś Ty jej zwróciła uwagę, to byłaby tak zaskoczona, ze by zareagowała :)
    Serio. Ja zawsze rozmawiam z cudzym dzieckiem, jeśli sprawa dotyczy mnie, Ignasia, czy mojej własności :)
    Piotruś jest śliczny.

    OdpowiedzUsuń
  3. oj dużo teraz takich Patrycji na świecie...

    bardzo mi się podoba zdjęcie ubłoconego (i szczesliwego!)Piotrka który siedzi przed domem :)

    OdpowiedzUsuń