poniedziałek, 20 maja 2013

Okruch luzak, urodziny i ciuchowe szaleństwo

Okruszek napędził mi trochę stracha.Czułam go już od pewnego czasu. Wiadomo, na tym etapie nie za często i delikatnie, ale jednak codziennie wysyłał matce jakiś sygnał. A od wczoraj nic. Miałam dzisiaj wizytę kontrolną u gino-endo, więc dla uspokojenia zrobił mi USG. Ufff wszystko gra. Okruch po prostu wypiął się na świat. Dosłownie - odwrócił tyłkiem do świata, a buzią do kręgosłupa, dlatego nie czuję jego łapek, bo nie są jeszcze wystarczająco silne. Płci podejrzeć sie nie dało. Skubaniec spał skulony ze skrzyżowanymi nóżkami pupą do nas i nie miał zamiaru się obrócić. Może na USG połówkowym w ostatnim tygodniu czerwca coś sie dowiemy. No dobra będe szczera. W głebi serca marzę o córce. Cała rodzina w zasadzie czeka na dziewczynkę. Tak rzadko sie zdarzają w rodzinie męża. Wiem, że jeśli to chłopiec to pierwszą reakcją wszystkich za wyjątkiem Maćka będzie lekkie zawiedzenie.
To my tydzień temu ;-)

Dzisiaj miałam dzień "wolny". Potwór pojechał do babci na noc, a ja wóciłam do domu, by ogarnać chatę. Już dawno dom nie był tak zapuszczony, a mąż wyjechał na kilka dni. W niedzielę robimy urodziny Piotrusia, 3 dni wcześniej, ale to ze względu na moją kuzynkę - ukochaną ciocię Potwora - która akurat w weekend będzie miała zajęcia w Krakowie. Miało być kameralnie tzn dziadkowie, brat Maćka z rodziną i Iwonka, ale wychodzi na to, że pojawi się też inna kuzynka, wujek z ukochaną i dwójką wnucząt i może jeszcze sąsiedzi z Wiktorem, więc czeka mnie w sobotę sporo pracy. Niby tort zobowiązała się upiec teściowa w ramach prezentu, no ale mimo wszystko - jakieś sałatki, przekąski. Nie zamawiamy w tym roku tortu. Rok temu mieliśmy rewelacyjny spychacz, Piotr był zachwycony tylko nikt z gości go nawet nie spróbował, bo solenizant kategorycznie zabronił niszczyć maszynę;-) W tym roku stanowczo domaga się tortu malinowego i taki dostanie.
Ogarnęłam dom, a potem miałam w planach podjechać do przychodni w sąsiedniej wsi dowiedzieć się czy na pewno możemy się tam przepisać (teściowa popytała wśród znajomych i polecono nam tam pediatrę), ale zrobiło się późno, więc odpuściłam. Zamiast tego postanowiłam przed wizytą u gina wybrać się do polecanego w książkach i na blogach sklepu dla dzieci Czarodziej w Nowej Hucie. Dla niewtajemniczonych - Nowa Huta to dzielnica Krakowa, która jest raczej osobnym miastem, jest ogromna, przedziwnie zaplanowana (np. zamiast ulic na planie są osiedla i jako adres figuruje np. os. Złotej Jesieni 13 i człowieku szukaj odpowiedniego budynku wśród uliczek), jakieś ronda, agrafki, cuda na kiju. Pamietam, że trasy w Nowej Hucie budziły postrach podczas egzaminu na prawo jazdy. Bardzo rzadko się zapuszczam w te rejony, częściowo dlatego, że nie mamy tam znajomych. Bałam się jechać tam samochodem, więc zaparkowałam pod przychodnią mojego gina, sprawdziłam w necie autobusy i wyruszyłam z przesiadką. Jechałam i szłam w sumie półtorej godziny coraz bardziej wściekła, bo autobus wlókł się przez korki i roboty drogowe, ale postanowiałam, że skoro już sie wybrałam to nie odpuszczę. I dotarłam. Sklep jak sklep. Fajny, ale szału nie ma. Na pewno nie jest wart tego by specjalnie się tam wybierać z drugiego końca Krakowa. Wróciłabym pewnie wkurzona, ale na szczęście obok odkryłam bardzo fajną ciucharnię. W zapyziałym zardzewiałym pawilonie, ale mówię Wam - grzechu warta:-) Jestem na etapie kompletowania garderoby dla Piotrka na przyszły sezon i w ramach oszczędności zanim rozpoczną się konkretne wyprzedaże odwiedzam ciucharnie. Tym sposobem na wyprzedażach będę polować już tylko na to, czego nie znalazłam. Sęk w tym, że nie potrafię długo wytrwać w ciucharni, nie lubię grzebać w koszach, drażni mnie ciasnota i szybko się tym męczę. Tam wszystko ładnie wisiało na wieszakach, posegregowane rozmiarami, alejki szerokie - super. Obkupiłam piotra w T-shirty, koszule i spodnie i oczywiście zajrzałam też na dział niemowlecy. Mam troche rzeczy do dokupienia, bo Piotruś i Okruch będą z różnych pór roku. Po Piotrku z ubranek na 56 i 62 mam głownie body z krótkim rękawem i jakieś cienkie sweterki i spodenki, a Okruch urodzi się jesienią. Będę potrzebowąła chociażby cieplejszych pajaców czy body z długim rękawem. Z kolei na 68 po Młodym mam praktycznie same zimowe rzeczy. No nie mówiąc o tym, że to może być przecież  dziewczynka :-) Wtedy już na bank zakupy mnie czekają, bo dużo rzeczy mam typowo chłopięcych i.... no bez przesady. Kiedy tylko dowiem się kto tam siedzi na bank jade do tej ciucharni, choćby i te półtorej godziny, bo dla niemowlaków mają świetne ciuchy. Bodziaki po 2-3 PLN jak nowe, ogromny wybór a sukieneczki to już w ogole marzenie, piekne, kolorowe po 5 PLN. Rozmarzyłam się ;-)

8 komentarzy:

  1. Aaaaale piękny brzusio :)
    W rodzinie mojego męża dziewczynki też są rzadkością :) No ale my mamy naszą małą Lili :)))

    OdpowiedzUsuń
  2. świetny brzusio! :)
    a możesz podać adres tej ciucharni?
    u nas nie dość, że będzie chłopczyk, to L. urodziła się w zimie, a on ma się rodzić końcem lata, więc z ubrankami średnio ;) no i może L. przy okazji obkupię.

    OdpowiedzUsuń
  3. To jest na osiedlu Złotej Jesieni. Ciężko wytłumaczyć dokładnie bo byłam tam pierwszy raz w życiu i w sumie już nie wiem jak dotarłam, ale w każdym razie tam są takie pawilony handlowe - Lewiatan, Czarodziej i te ciuchy m.in. Autochtoni na pewno wskażą Ci drogę ;-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Brzusio przecudowny, jaki zgrabny, po prostu cud malina! Ach, ach ach!

    OdpowiedzUsuń
  5. Super brzuch :) i oby była dziewczynka :)

    OdpowiedzUsuń
  6. piekny brzuszek, zycze, by siedziala w nim dziewczyka :) ja mam polowkowe jutro i nadzieje na zobaczenie czegos wiecej niz plecow i pupy :)

    OdpowiedzUsuń