piątek, 17 maja 2013

poskromienie Potwora, działka i dinozaury

Na wstępie chciałam się Wam pochwalić. Ponad miesiąc wykorzystywałam każdą sekundę w pracy, przyjeżdżałam wcześniej, siedziałam po godzinach, pisałam nocami w domu i tadaaam - skończyłam spisywać kompendium procedur i mojej wiedzy na temat mojego stanowiska. Spisałam wszystko jak, za przeproszeniem, dla debila. Wszystkie namiary, procedury krok po kroku, każdy najmniejszy szczegół. Prawie 200 stron + załączniki poglądowe. Urobiłam sie po pachy, no ale teraz mam spokojne sumienie. Oczywiście szefostwu wydaje się, że połowa sierpnia jeszcze daaaaleko i nie mają bladego pomysłu kto ma mnie zastąpić i jak, już mam lekko dość drążenia tego tematu, ale przynajmniej jestem teraz spokojna. Myślę, że jeśli ktoś z kompletnie innego działu będzie musiał coś załatwić to na podstawie moim notatek powinien jakoś dać sobie radę Konspektu jeszcze nie wydrukowałam na wypadek gdyby coś jednak wpadło mi jeszcze do głowy, ale jest zarchiwizowany w kilku miejscach i przesłany na wszelki wypadek na moją prywatna pocztę. Pozostanie mi w sierpniu spisanie listy spraw w toku i opisanie na jakim są etapie. ufffff.

W temacie Potwora nastał znowu trudniejszy okres. Spodziewałam sie tego. Posiłkuję się tą książką i wiele spraw w rozwoju Piotrka się zgadza. Okresy równowagi przeplatane okresami nierównowagi trwającymi po około pół roku.


Książka wspomina wprawdzie o okresie nierównowagi w wieku około 3.5 lat, a Piotrek za 2 tygodnie kończy dopiero 3 lata, ale też i sławetny bunt dwulatka rozpoczął się u niego wcześnie. Od grudnia faktycznie mieliśmy dobry okres. Piotr się uspokoił, przestał wymuszać pewne zachowania, histerie zdarzały się sporadycznie, potrafił długo zająć się sam sobą, bez protestów spokojnie przyjmował leki, ubierał się. Wygląda na to, że wchodzimy teraz w okres nierównowagi. Zaczęło się po powrocie z weekendu majowego i początkowo zmianę w jego zachowaniu kładłam na karb zmiany środowiska i faktu, że przez kilka dni non stop ktoś się nim interesował i rozpieszczał. To chyba jednak poważniejsza i bardziej długofalowa sprawa i w sumie dobrze, że zaczęło się teraz, gdyż jest w tym układzie szansa, że do porodu sytuacja się unormuje i znowu przeżyjemy kilka bardziej harmonijnych miesięcy. Na razie Piotr bardziej marudzi, zdarzają mu się ataki histerii jak z zeszłego roku, takie z rzucaniem się na podłogę i wyciem, odstawia cyrki przy ubieraniu, pyskuje, ciężko zaciągnąć go do kąpieli i zaczął okropnie rozczulać się nad sobą. To ostatnie  to nowość. Do tej pory zachowywał się twardziel, a teraz byle zadrapanie i nawet nie tyle placz co nieustanne mówienie o tym, chodzenie z paluszkiem do góry, przypominanie wszystkim, że mają być ostrożni. W sumie zabawne to dość. Do tego coś, czego nie znoszę, a mianowicie ciągnięcie mnie za ubranie i nudzenie gdy się myję, maluję czy czeszę. Nie cierpię tego i walczę z tym, zwłaszcza, że przez kilka miesięcy był z tym spokój.

Znamy nasze dziecko dobrze i mądrzejsi o doświadczenia ostrego buntu dwulatka wiemy mniej więcej jak reagować by opanować sytuację. Poza "oczywistymi oczywistościami" typu poświęcanie dziecku więcej uwagi, rozmowy o emocjach i sytuacjach, które mu się przytrafiają, wspólnie spędzany czas Piotrowi niezbędna jest konsekwencja i ostra, bezwględna dyscyplina jakkolwiek by to brzmiało. Na niego kompletnie nie działają metody typu kucnięcie obok rozhisteryzowanego dziecka, tłumaczenie, rozmowy typu "wiem, że jesteś zły", "rozumiem, że jesteś zły". To wszystko po fakcie, nie w trakcie zdarzenia. Odwracanie uwagi , rozśmieszanie - nie ma to sensu w ogóle. Im bardziej człowiek próbuje odwrócić jego uwagę czy rozśmieszyć czy rozmawiać  tym bardziej Piotrek się zafiksowuje zadowolony, że ma widownię i uwagę. To droga do nikąd, a jest on bardzo uparty. Tylko dyscyplina, jasne zasady i żelazna konsekwencja. Brutalne, ale przy jego charakterze i temperamencie to jedyne wyjście, jak przyznała psycholog jakiś czas temu. W zeszłym roku stosowaliśmy metodę brania wyjca na ręce i odnoszenia w inne miejsce. Tym razem metody tej stosować nie możemy - jestem w ciąży i nie będę go dźwigać, mój mąż tez nie powinien, bo potworek oczekiwać będzie tego ode mnie. No sorry ale ja narażać bezpieczeństwa Okrucha z powodu histerii starszego brata nie zamierzam. Nie podchodzę też do Piotra gdy szaleje, skacze i wariuje bo nie mam ochoty oberwać w brzuch. Stosujemy system 2-krotnego ostrzeżenia i konkretnych,namacalnych konsekwencji. Jeśli rzuca zabawką dwukrotnie uprzedzam go, że jeśli nie przestanie to ją zabiorę i za trzecim razem faktycznie to robię. Uprzedziłam go, że za każdym razem gdy wariuje podczas kąpieli traci wieczorne czytanie bajki i konsekwentnie się tego trzymam. Za cyrki przy ubieraniu konfiskuję po jednym resoraku. Ponieważ nie mogę ubrać go na siłę gdy się rano spieszymy ze względu na Okrucha, a zwykle to ja go rano ubieram (mąż wcześniej wychodzi do pracy) to w sytuacji ekstremalnej po prostu ubieram się sama i informuję go, że wychodzę i wrócę wieczorem, po czym faktycznie wychodzę i zamykam drzwi na klucz. Po chwili rozlega się wołanie, a Piotr ubiera się potulnie jak baranek. Wiem, że brzmi to okrutnie, ale nie mam innego wyjścia - boję się o brzuch, on jest silny, uparty, a ja nie mogę sobie pozwolić by czekać 2h aż łaskawie sam z siebie się ubierze. Jeżeli siada na środku chodnika to klękam obok niego, rozmawiam z nim, tłumaczę dlaczego musimy gdzieś iść, ale jeśli widzę, że się zafiksował to po prostu odchodzę tak by mieć go w zasięgu wzroku. Cała sztuka polega na tym by o pewnych konsekwencjach uprzedzać go z kamienną twarzą, bez uśmiechu, bez podtrzymywania rozmowy, w razie potrzeby ostrym tonem, krótko i konkretnie. Wtedy wie, że nie żartuję i że histerie nie mają sensu.. Jakoś dajemy radę.

A poza tym?
W sobotę Maciek z moją mamą zabrali się za prace na naszej działce. Kupili sadzonki różnych iglaków i porostów i zaczęli obsiewać skarpę. Niby tylko 14 krzaczków, a pracowali od 12 do prawie 21 z małą przerwą na obiad. Dołek pod każdą roślinkę trzeba było wykuć kilofem w skale, dosypać ziemi, a to wszystko na stromej skarpie. Ja z Piotrem pojechalam do miasta i spędziłam większość dnia na placach zabaw z moją szwagierka i Antosiem. Dlaczego? Ano dlatego, że pilnowanie Piotra podczas takich prac ogrodowych jest delikatnie mówiąc męczące. On bardzo chce pomagać i trochę pomagał, bo niepotrzebnie wróciłam po 18, za wcześnie, ale to jest męka - wspina się na skarpę co grozi sturlaniem się na dół na ulicę, wygrzebuje roślinki, rozrzuca wszędzie kamyczki - normalne zachwanie ciekawskiego, energicznego trzylatka, ale ileż można powtarzać i słuchać w kółko "tutaj nie wchodź", "tego nie ruszaj". Lepiej go w tym czasie gdzieź wywieźć bo prace wyglądały mniej więcej tak, sami widzicie.

a tutaj Piotrek z kuzynem i w piaskownicy

W niedzielę wybraliśmy się zaś do parku rozrywki w Zatorze - Lunapark, Park Dinozaurów, Park Bajek, Ogród Mitologii, Ogród owadów. Fajnie tylko tradycyjnie kiedy tylko dojechaliśmy zaczęło padać :-/ Ja chyba normalnie wytwarzam jakieś pole elektromagnetyczne, które przyciąga chmury deszczowe gdziekolwiek poza Kraków wyjadę :-/ Do tego zrobiło się strasznie zimno i w tym zimnie i deszczu oglądaliśmy dinozaury. Piotrek nie bał się nic a nic, biegał od jednego do drugiego krzycząc "cześć przyjacielu", dopiero pod koniec trasy zaczął świrować i rzucać kamieniami, więc za karę stracił szansę na przejażdżkę autkami na monety. Pół godziny siedział w samochodzie i nudził, a my siedzieliśmy obok jedząc frytki.


Po wszystkim poszliśmy jeszcze do Parku Bajek. Bardzo sympatyczne miejsce z figurkami krasnoludków, księżniczek i takich tam, z drewnianymi chatkami, w których można było posłuchać bajek i na samym końcu fantastycznym placem zabaw z wielką piaskownicą i super spiralnymi zjeżdżalniami. Piotrkowi tak się spodobały, że nie dąło się go stamtąd wyciągnąć mimo, że zjeżdżał w kałuże i po zabawie musiałam go przebrać od stóp do głow w toalecie. Bałam sie trochę czy to szaleństwo w mokrych ciuchach w temperaturze około 10 stopni nie skończy się żle, ale wszystko jest w porządku. Na placyku rozwieszone były do dyspozycji dzieci hula hop, skakanki, paletki do badmingtona - nie uświadczy sie tego na publicznym placu. My znaleźlismy takie coś i świetnie sie bawiliśmy. Akurat dla mnie teraz gdy jestem w ciąży, bo nie trzeba dużo biegać. W poniedziałek wybieram się do Lidla, bo z tego co widzę w gazetce będa mieli w promocji to właśnie ustrojstwo i zamierzamy je wzbrać ze sobą nad morze. Stare konie, a bawiliśmy się jak dzieci :-)





5 komentarzy:

  1. Mojego meza kolega opowiadal ze raz jego syn(3 latka) nie chcial sie ubrac do przedszkola. A zegar tykal. Ojciec ostrzegal ze jak sie nie ubierze lub nie da ubrac to pojedzie do przedszkola w pozamie... i POJECHAL:) Mysle ze tylko ojciec jest zdolny do czegos takiego:) Czy to rozwiazanie problemu nie wiem. Wiem ze sie usmialam jak norka:))) W kazdym razie o dtego incydentu nei ma klopowtow z ubieraniem:)))
    A skarpa rzeczywiscie bardzo stroma....

    OdpowiedzUsuń
  2. hahaha uśmiałam się z tego, jakie pole wytwarzasz.
    mnie się wydaje, że żelazna konsekwencja to właściwa metoda wychowawcza.

    dziecko do przedszkola w piżamie? - dobre :)

    OdpowiedzUsuń
  3. A nie boisz się, że jak to kompendium takie pełne i proste, to kierownictwo Ci podziękuje po macierzyńskim???

    OdpowiedzUsuń
  4. Oczywiście takie ryzyko zawsze jest. Wydaje mi się jednak, że nie. Idąc na poprzednie zwolnienie miałam już coś takiego przygotowane wcześniej, a i tak po powrocie był bałagan na max. Tym razem pewnie jeszcze większy bo nie ma osoby, która mogłaby się na stale na moje stanowisko przesiąść, więc prawdopodobnie będzie to kilka osób z doskoku, a by to stanowisko funkcjonowało jak należy jedna osoba musi to wszystko ogarniać. Wolę coś takiego przygotować, bo wiem doskonale co by mnie czekało w przeciwnym razie - telefony co chwilkę i o ile będąc na zwolnieniu w pierwszej ciaży nie stanowiło to problemu to teraz z dwójką dzieci nie dam rady non stop konferować i mówic krok po kroku co robić. Poza tym wiesz jaki mam plan, wiec zalezy mi by być fair ;-) Zresztą specjalnie spisałam mój konspekt na zasadzie odwoływania się do podpunktów konspektu ogólnego, info jest, ale trzeba trochę pomyśleć ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. A tego Dinoparku to Wam zazdroszczę, ja się z Młodym marzę wybrac i ciągle nie ma jak, kieyd, za co... ale kiedyś na pewno się uda, może już w lipcu!

    Uściski dla całej Waszej Rodzinki :-)

    OdpowiedzUsuń