niedziela, 23 czerwca 2013

moje MUST HAVE z punktu widzenia mamy 3-letniego dziecka

Rzeczy, bez których nie przetrwałabym tych 3 lat (przy naszej specyfice życia) za wyjątkiem spraw oczywistych typu pieluchy etc.

lekka parasolka mieszcząca się w małym bagażniku, łatwa i szybka w składaniu, rozkładana na płasko - nie dałabym sobie bez niej absolutnie rady. Mogłam wyjść na spacer na cały dzień nie przejmując się wypadającą w międzyczasie drzemką, unieruchomić buntownika w niebezpiecznym miejscu, podczas deszczowych wakacji w Zakopanym w koszu zawsze woziłam kalosze, gumowe spodnie i płaszczyk przeciwdeszczowy i moją kurtkę

aspirator do nosa Katarek, ten podłączany do odkurzacza

termometr do ucha - rewelacja, pomiar w kilka sekund, przez sen dziecko nawet niczego nie zauważa. Nigdy nie stosowałam żadnego innego, a już całkowicie nie przemawiaja do mnie termometry do pupy

termos stalowy Primus - dla mnie, mamy dziecka od urodzenia na mm sprzęt pierwszej potrzeby. Nie bawiłam się w żadne podgrzewacze ani odmierzone ilości letniej wody w butelkach. Rano rozgrzewałam termos przelewajac go wrzątkiem, a następnie wlewałam do niego letnią wodę i spokojnie do wieczora ta temperatura się utrzymywała. Mam litrowy, wystarczał na cały dzień w okresie gdy Piotr pił samo mleko. W chłodniejsze dni można wlać wrzątek i wykorzystać go do podgrzania obiadku w plenerze, wystarczy zabrać ze sobą kubeczek, wlać wrzątek, wstawić sloiczek. Inwestycja na lata.

Zapięcie do roweru - pomysł podsunięty mi przez Kropkę :-) Na spacerach przypinałam wózek do ławki czy latarni i spokojnie biegałam za Piotrkiem nie martwiąc się, że ktoś mi go gwizdnie

Turystyczna saszetka na pasku - z powodów jak wyżej. W chłodniejsze dni dokumenty, pieniądze, komórkę i klucze mogłam trzymać w kieszeni kurtki, latem brakowało mi kieszeni więc zamiast biegać wszędzie z plecaczkiem czy oglądać się na wózek miałam wszystko przy sobie i obie ręce wolne

Średniej wielkości plecaczek turystyczny z dużą ilością kieszeni -  na zakupy (w parasolce wiele się nie zmieści), na dłuższe wyprawy z dzieckiem bez wózka i męża, zwłaszcza po odpieluchowaniu gdy na wszelki wypadek noszę ze sobą dwa komplety ubrań na zmianę. Poza tym lubię mieć wolne ręce.

Pieluszki tetrowe - do spania, przykrywania w upalne dni, jako moskitiera i przede wszystkim po dziś dzień do przytulania i pocieszania

Porządne rękawice zimowe - palce naprawdę grabieją gdy się prowadzi wózek

Pewnie sobie jeszcze coś przypomnę






4 komentarze:

  1. To u nas trochę inaczej :) Wózek-parasolka tak jak u Ciebie, koniecznie z tych samych powodów. Śwmiem nawet twierdzić, że to ważniejszy zakup niż pierwszy wózek, bo dłużej i częściej się z niego korzysta. Katarka nie używaliśmy z racji lęku Radka przed dźwiękiem odkurzacza, ale za to mieliśmy Cleanoz, taką Fridę na baterie. Termosu nei używaliśmy, u nas konieczny był podgrzewacz, bo do końca 3 miesiąca uskutecznialiśmy karmienie mieszane - pierś, mleko w butli odciągnięte i mm. Potem na spacery zabieraliśmy jakiś deserek, jogurt albo zupkę (wcześniej podgrzewałam, wkładałam do opakowania termoizolacyjnego i była akurat do zjedzenia po kilku godzinach). Termometr u nas tylko bezdotykowy - takim do ucha Radek nie dawał sobie mierzyć, budził się nawet jak spał w gorączce :( Plecak wiadomo, saszetki nie miałam i jakoś nie odczułam potrzeby posiadania :) Tetry używaliśmy sporadycznie, woleliśmy zdecydowanie pieluszki flanelowe. Zamiast rękawic świetnie sprawdza się mufka przypinana do rączki wózka :) Zimą wybawieniem były dla mnie śpiworki montowane do wózka - zakładałam tylko kurteczkę i po sprawie, nawet nie mieliśmy takiego ciepłego kombinezonu. Podobnie ochraniacz na nózki do fotelika, odpinany po bokach. Oprócz tych rzeczy nam niezbędny był sterylizator butelek i smoczków do mmikrofali i bez tego nie wyobrażam sobie funkcjonowania :) Dla osób, które dużo podróżują tak jak my, niezbędny jest też podgrzewacz samochodowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cleanoz teraz tez kupiłam ze względów lokalowych. Wcześniej mieliśmy 2 pokoje, teraz 3 poziomy i przekonałam się, że odkurzacz zawsze jest nie na tym poziomie, na którym akurat potrzeba, do tego stary się zepsuł i musieliśmy kupić większy więc i siłą rzeczy cięższy.
      Co do podgrzewacza to wiem, przy karmieniu odciąganym mlekiem jest konieczny. Ja mam i nawet używałam przez tydzień, mam też pojemnik na mm z odmierzonymi miareczkami etc ale się wkurzyłam i stwierdziłam, że używanie termosa jest prostsze i szybsze. Mozę przy drugim dziecku się przyda. Na spacery wychodziliśmy kilkugodzinne z -3 karmieniami w międzyczasie, więc termos był tak czy siak niezbędny. Zupki potem też brałam pdogrzane - słoiczek owinięty w kocyk nawet zimą tak samo trzyma temperaturę jak w opakowaniu termoizolacyjnym ;-)
      Saszetka - z racji mieszkania poza miastem bez terenów spacerowych w ciepłe dni wychodziłam z Piotrkiem na cały dzień, bo wracanie w międzyczasie było nieekonomiczne. Często bez męża i zawsze z wózkiem parasolką (drzemka). Do kosza parasolki nie mieści się wiele, więc prowiant, ubrania na zmianę i takie tam zwykle nosiłam w plecaczku zamiast upychać w torbie na rączce, bo parasolka jest lekka i kiedy Piotr wysiadał to to ją przeważało. Potem wózek przypinałam gdzieś łącznie z plecaczkiem w nim zostawiałam, żeby plecy odpoczęły i żeby się nie pocić. Wychodziłam z założenia, że jeśli ktoś bezczelny się połakomi to najwyżej ukradnie dziecięce jedzenie. Nie mogłam więc dokumentów, pieniędzy czy kluczy trzymać w plecaczku. Dzięki saszetce nie miałam wypchanych kieszeni, a je zawsze bezpiecznie przy sobie.
      Flanelek Piotr nie lubił. sądzę, że jego umiłowanie do tetry wzięło się ze szpitala. spędził 3 doby na oddziale noworodkowym, bo byłam w kiepskim stanie. Pielęgniarka poprosiła bym sobie włożyła pod koszulę pieluszkę tetrową by nasiąkła moim zapachem i potem dała mu ją do rynienki.
      Sterylizator - jak najbardziej, z tym, że ja mam parowy, bo nie posiadamy mikrofali.

      Usuń
  2. O... a ja nigdy wózka nie przypinałam, zostawiałam gdzie popadnie (bywało że i na środku chodnika bo za dzieciem pobiec musiałam) i nigdy mi przez myśl nie przeszło że ktoś go ukraść może... Mąż ma jednak racje że ja naiwna jestem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojej kolezance ostatnio ukradli :-/

      Usuń