środa, 12 czerwca 2013

relacja wakacyjna

Wakacje :-))))))
Dojechaliśmy bez najmniejszych problemów. Wyjazd o 20.00, na miejscu o 5.30. O 3 zmieniliśmy się za kierownicą. Piotrek okazał się pasażerem na medal i widzę jedno - nie ma sensu jeździć z nim na siłę w nocy, w przeciwieństwie do większości dzieci. On jest taki jak ja - ma problemy ze spaniem w aucie nocą. Swego czasu dużo jeździłam po Europie autokarami i scenariusz był zawsze ten sam. Przysypiałam na godzinkę przed północą, a potem do rana nudziłam się potwornie, bo po prostu nie byłam w stanie zasnąć mimo senności, całą noc słuchałam muzyki, bo nie chciałam zapalać światła do czytania i przeszkadzać współpasażerom, zasypiałam nad ranem gdy robiło się widno. Piotr identycznie. Z początku był trochę skołowany, mówił, że jest bardzo śpiący i prosił byśmy wrócili do domu bo chce do swojego łóżka, około 22 zasnął, obudził się koło północy i do 4 nad ranem w świetnym humorze komentował, gadał, śpiewał. Niepotrzebne były żadne bajki na laptopie ani inne zapychacze czasu. Na pewno przyczynił się do tego super wygodny (i bezpieczny!) nowy fotelik Besafe. Nawet na postoju koło Gorzowa Wielkopolskiego początkowo nie chciał wysiadać, bo twierdził, że mu wygodnie. Usnął nad ranem, ale za chwilę byliśmy już na miejscu i przez tę nocna jazdę zaliczyliśmy niestety trochę histerii pierwszego dnia, bo gość był po prostu niewyspany. Od razu po rozpakowaniu wyruszyliśmy na plażę i był zachwycony, ale o 11 zmęczenie wzięło górę. Nie było szans położyć go na drzemkę w namiocie ani w wózku, za dużo emocji i atrakcji dookoła, plus 5-letni Wiktor, w efekcie mąż razem z wujkiem Jackiem musieli we dwójkę zanieść go do domu bo kopał, wierzgał i sam nie wiedział czego chce, a tam padł i spał 4.5h. Nauczka na przyszłość - z Piotrem w długie trasy wybierać się normalnie w dzień bez żadnych ceregieli, tak by przyjechać na wieczór i iść spać. Pytanie jaki styl podróżowania preferować będzie Okruszek?
Pogodę mamy wspaniałą :-) Strasznie się cieszę, że uciekliśmy choć na ten tydzień od morowego powietrza krakowskiego, od tej wilgoci, wirusów i podtopień. Cały czas słońce, choć trzeba zawsze mieć ze sobą ciepłą bluzę bo wiatr od morza chłodny i w cieniu są niezbędne, no ale mi to akurat w zupełności nie przeszkadza. Upałów nie lubię. Chłopaki ryją w piasku na plaży i ciężko stwierdzić kto ma z tego większą radochę. Do wody Piotr wchodzić nie chce i dobrze bo jak dla mnie lodowata. Przynajmniej nie muszę się za nim uganiać ;-) Plaża w Grzybowie jest fantastyczna. Szeroka i sam piasek, bez kamieni. Do zabawy idealna. Z domku mamy do niej 10 minut. Jest też las i Kołobrzeg 15 minut od nas samochodem. Dzisiaj zrobiliśmy sobie przerwę w plażowaniu i spędziliśmy tam cały dzień - latarnia morska, port, marina i te sprawy. Dla nas krakusów to atrakcja nie lada ;-)
Ten wyjazd to dla mnie ciekawe pole do obserwacji syna w relacji z innymi dziećmi. Mieszkamy z sąsiadami i ich 5-letnim synem Wiktorem, o którym już kiedyś wspominałam. Chłopaki znają się już dość dobrze, ale ich relacje są takie powiedziałabym pół na pół. Przez pewien czas bawią się razem fajnie (zwłaszcza rano i wieczorem, w domku), natomiast bardzo często pojawiają się różnice zdań i poglądów, które zaobserwowałam już wcześniej na tle dyktatorskich i moralizatorskich zapędów Wiktora, które potwornie irytują nie tylko Piotrka ale nas również. Marta i Jacek twierdzą, że to efekt uboczny przedszkola i rywalizacji o miejsce w grupie i że Piotrek będzie taki sam. Trudno mi wyrokować, nie mam doświadczeń w tej kwestii. Pożyjemy zobaczymy. Faktem jest, że Wiktor ciagle próbuje być najlepszy i przybiera to zarówno formę werbalnych przechwałek ("a ja jestem starszy", "a mój zamek jest fajniejszy", "a Piotruś tego nie umie"), pouczania ("Piotrus nie biegaj", "Piotrus nie odchodź od stołu") jak i momentami agresywnych zachowań typu zabieganie drogi w biegu, chwytanie za kaptur byleby tylko być pierwszym, głośne mówienie i ściąganie na siebie uwagi mojego meża, którego bardzo lubi, próby odciągnięcia go od indywidualnej zabawy z Piotrkiem. Staram się nie ingerować, bo wiem, że dla mojego dziecka to fajna szkoła życia, ale kilka razy nie ugryzłam się w język i gdy np. Wiktor po raz n-ty perorował "Piotruś ty nie dostaniesz loda bo byłeś niegrzeczny" odparowałam "mama Piotrusia zdecyduje czy dostanie loda czy nie" i takie tam. No przyznam irytuje mnie to dziecko, zwłaszcza, że w ośrodku dzieci jest dużo, również w wieku Wiktora i z niektórymi naprawdę fajnie się bawię na wspólnym placu zabaw, zupełnie inaczej mi się z nimi rozmawia. Piotrek radzi sobie moim zdaniem całkiem fajnie, choc momentami trochę głupio mi przed sąsiadami z tego powodu. Potrafi na przykład odgryźć się Wiktorowi gdy dyryguje w zabawie autkami i zamiast płakać czy się złościć powiedzieć "ja się nie chcę tak bawić, idę do swojego pokoju poczytać książeczkę" albo "nie szarp mnie nie tak, nie podoba mi się to". Przyznam, że w takich momentach jestem z syna bardzo dumna. A głupio mi przed Martą i Jackiem, bo widzę, że stopniowo Wiktor zostaje sam. Piotrek poznał w ośrodku Miłosza, również 5-letniego, bardzo fajny chłopczyk i od dwóch dni rano olewa Wiktora tylko pyta czy może już iść bawić się z Miłoszem. Wczoraj wieczorem przyprowadził go do nas jak twierdzi na kolację. Sam chodzi po zamkniętym ośrodku, zaczepia inne dzieci, poderwał dwie niemieckie dziewczynki, kiedyś znalazłam go na kocu zajadającego ciastka z 2-letnią Helenką, i po prostu coraz częściej Wiktora olewa, a on nie chce wychodzić z domku sam, bez jakiegoś rodzica. Zachęcam go do wspólnej zabawy, ale wychodzę z założenia, że ma prawo do swoich sympatii i antypatii.
Żeby jednak nie było tak różowo to Piotr niestety też wariuje, histeryzuje i zachowuje się momentami nieznośnie. Całe szczęście, że wzięliśmy wózek parasolkę - dla 3-letniego starego konia! Marzę o tym, by w końcu przestał spać w dzień, bo kompletnie nam to wszystko dezorganizuje i powoduje jeden obowiązkowy atak szłąu dziennie. W domu bywa, że nie śpi, ale tutejsze morskie powietrze jednak działa na niego usypiająco. W nocy śpi jak zabity od 9 do 7.30 (nie ma szans położyć go wcześniej, mimo zaciagnietych rolet jest dla niego za jasno), i już koło 12 robi się senny i zmęczony, co oznacza, że albo jedno z nas musi się z nim ewanukować z plaży (na plaży jak wspomniałam nie zaśnie za chiny ludowe, próbowałam drugiego dnia i tylko pogorszyłam sprawę, im dłużej tym gorzej) przy akompaniamencie wrzasków i lamentów i wtedy śpi 2-3 godziny w domu (bez sensu, jedno z nas je obiad na wynos wtedy) albo trzeba go siłą dosłownie wsadzić do wózka i iść na spacer, wtedy pośpi około godzinę. Powiem szczerze - sama nie dałabym rady bo trzeba go wynosić z plaży na siłę, a ja w ciąży. Masakra. Wózek okazał się też niezbędny w Kołobrzegu i dobrze, że go wzięliśmy - raz ze względu na tę cholerną drzemkę!!!!! a po drugie unieruchamialiśmy go tam gdy włączało mu się mega maruderstwo, uciekanie na ulicę i takie tam. Chcieliśmy wyjść na latarnię morską. W połowie drogi odmówił całkowicie współpracy i Maciek musiał z nim zejść i czekać na mnie. Chciałam zafundować dziecku atrakcję w postaci półgodzinnego rejsu statkiem pirackim - kategorycznie odmówił argumentując, że boi się wody i wpadł w histerię gdy zaproponowałam, że sama popłynę (bo kurczę miałam ochotę!) a on pójdzie z tatą do parku. W restauracji bawi się jedzeniem jak niemowlak i doprowadza mnie momentami na skraj cierpliwości. Co za głupi wiek!!!!!! Rozdwojenie jaźni po prostu, w jednej chwili czułość i duma z dziecka, za chwilę zaciskanie zębów.
A ja? Ja czuję się świetnie. Wyjeżdżałam z okropnym męczącym poinfekcyjnym kaszlem, który szybko mi w morskim powietrzu przeszedł. Cały dzień chodzę, jestem aktywna i nie czuję zmęczenia. Chwilo trwaj :-) Okruszek chyba odwrócił się z powrotem buzią do świata bo znów zaczęłam go czuć i to w taki fajny sposób. Wieczorem i rano, bo tak to się ruszam i go/ją kołyszę no i to nie są jakieś kopniaki i w ruchu sie na tym nie koncentruję. Za to gdy się położę wyraźnie czuję w brzuchu przeciąganie, czuję, że brzuch z jednej strony jest twardszy i ta wypukłość się przesuwa, a wczoraj wieczorem na bank czułam pod dłonią przez moment rączkę lub nóżkę - taką chudziutką! Super uczucie :-) To już 19tc. W ostatnim tygodniu czerwca USG połówkowe i to dwa - jedno u specjalisty, drugie w poradni przyszpitalnej, to może dowiemy się kto tam siedzi.
Fotki wstawię po powrocie, bo nie cierpię robić tego z laptopa;-)



8 komentarzy:

  1. Super wakacje :) DO drzemek nastaw sie bardziej pozytywnuie, bo jeszcze ladnych kilka lat beda Ci dzien organizowac ;) Nad morzem powietrze jest inne i pamietam, 3 lata temu, 3,5 letnia Cami, ktora w wakacje w domu juz w dzien nie spala, nad morzem padala na 1,5-2 godziny, wiec tak byl dzien zaplanowany, ze przed poludniem plaza, potem drzemka i moja, albo kolezanki (bylam z nia i jej synkiem)wyprawa po obiad na wynos, gdy dzieciaki spaly, w po drzemce jakies inne atrakcje. Nie wyobrazam sobie za to codziennych histerii i silowania sie w roznych sytuacjach, na szczescie mi to bylo oszczedzone, Camilla wykonala doslownie kilka histerii w swoim zyciu. Mam nadzieje, ze druga panna tez w te strone nie pojdzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zazdroszcze Ci. Zarowno Piotrek jak i jego kuzyn Antek ostro pokazuja rozki :-/ Zwlaszcza jak sa zmeczeni a z drugiej strony naokolo atrakcje. Raz mniej raz bardziej ale zawsze protest jest.

      Usuń
  2. Super że odpoczywasz! Miłej zabawy:)

    OdpowiedzUsuń
  3. nigdy nie jeździliśmy z dziećmi w nocy, nawet w długie trasy. zawsze dobrze to znosiły. może jest grupa dzieci, które śpią przez cały czas nocnej jazdy, ale podejrzewam, ze nocna podróż wybija je z rytmu tak samo jak dzienna.

    a co do drzemek, to moje dzieci porzucały je w wieku ok. 2 lat, ale np. mój sześcioletni siostrzeniec nadal ucina sobie drzemkę w ciągu dnia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. pogoda wam aie udala ;) wreszcie fajne wakacje ;) oby wiecej takich wypadow ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mogliście razem schodzic z plaży i obiad jeść po drzemce Młodego przecież :)

    Fajnie że wam sie udało wypocząc i pogoda dopisała, nas naszym morzem to taka loteria ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Kiszki nam marsza grały koło 13, a on potrafił spać do 16, to już wolałam, żeby Maciek zjadł i mi przyniósł na wynos ;-) Wszyscy mniej więcej się wtedy zbieraliśmy - ja do domku, reszta na jedzenie.

    OdpowiedzUsuń