piątek, 12 lipca 2013

muszę to z siebie wyrzucić. O moich lękach

Pomarudzę trochę. Nachodzą mnie ostatnio lęki i obawy. Staram się nie zamartwiać na zapas i skupiać na pozytywach ale - wiecie - hormony..... Muszę to z siebie wyrzucić.

Bardzo boję się nie tyle porodu, co okresu tuż przed i tuż po. Modlę się bym nie miała jak ostatnio zatrucia ciążowego, bym nie musiała leżeć w szpitalu i byśmy szybko z niego wyszli. Niestety raczej kroi się planowa cesarka, wolałabym rodzić naturalnie by szybciej do siebie dojść, ale na ostatnim usg blizna po poprzedniej nie wyglądała na wystarczająco grubą by można było ryzykować taką próbę. A ja mam do domu pod górę, po cesarce każde wejście do domu i zejście do garażu będzie trudne przez pewien czas, a trzeba Piotrka do przedszkola wozić. Nie chcę długo leżeć w szpitalu ze względu na niego. Tęskniłby bardzo, a tam gdzie będę rodzić nie wpuszczają dzieci poniżej 12 lat w ogóle do szpitala, jedynie do mini poczekalni (zupełnie słusznie zresztą), nie ma ogrodu żeby wyjść gdzieś tylko parking. Boję się też cesarki ze względu na krwotok, który miałam po ostatniej. I bólu po cesarce się boję. Ostatnio było pod tym względem super bo przez kilka dni miałam po prostu znieczulenie, ale to ze względu na to, że wystąpiły komplikacje.

I boję się opieki nad niemowlakiem. Śmiesznie nie? Powinnam być zaprawiona w bojach. Ale wcale nie jestem. Piotruś mnie rozpuścił. Nie wiem tak naprawdę co to nieprzespane noce, bo co to znaczy przez 2 miesiące budzić się co 3-4 godziny na karmienie trwające 15 minut, a potem przesypiać spokojnie całą? Luksus. Bardzo rzadko zdarzały się cięższe noce. Nie wiem co to koszmar ząbkowania, bo Piotrek przeszedł je bardzo łagodnie. On ma cudowną zdolność przesypiania bólu jeśli tylko nie towarzyszy mu wysoka gorączka, a tę miał rzadko. Kilka razy zapodałam nurofen na noc i po sprawie. Nie wiem co to choroby w niemowlęctwie bo choroby nas na szczęście raczej omijają. Okruszka jednak na pewno nie ominą, w końcu będzie miał brata-przedszkolaka.

Boję się karmienia piersią. Mam nadzieję, że pójdzie gładko tym razem, bo szczerze mówiąc na samą myśl o laktatorze robi mi się niedobrze.

Boję się o kasę. Niestety zarabiam częściowo oficjalnie, częściowo nie. Na macierzyńskim dostawać będę rzecz jasna tylko tę oficjalną część, nie da się przeżyć bez zużycia oszczędności i wszystko spadnie na Maćka, będzie przez ten czas głównym żywicielem rodziny. Będzie bardzo ciężko. Na pewno na Boże Narodzenie prezenty tylko dla dzieci i to bardzo skromne żeby było z czego opłacić zimowy rachunek za gaz i takie tam smęty. Musze jak najszybciej wrócić do pracy, nie ma mowy o przedłużeniu macierzyńskiego o rodzicielski - 60% mojej oficjalnej podstawy to już w ogóle śmiech na sali, wychowawczy to głodowanie.Chciałabym ją zmienić. Moja obecna to coraz większa porażka. Mam wrażenie, że nic nie umiem i nie jestem nic warta na rynku pracy.

I zimy się okropnie boję. Nienawidzę jej i budzi we mnie lęk. Pisałam o tym kiedyś tu. Boję się, że siedząc w domu z Okruszkiem, odcięta od świata wpadnę w doła. Że będę się czuła jak w więizeniu i ze przysłoni mi to radość ze wspólnych miesięcy. Oby w tym roku nie było wielkich mrozów, oby można było w miarę swobodnie wychodzić.

 Martwię się jak Piotrek zaadaptuje się w przedszkolu. Mam nadzieję, że da radę. Zostało 6 tygodni do adaptacji. To już za chwilę. Nie ma raczej mowy byśmy siedzieli razem w domu. On umrze z nudów, a ja przecież nie dam rady z niemowlakiem zimą wychodzić na dłuższe spacery czy ciągnąc sanki pchając jednocześnie wózek, a zanim Maciek wróci z pracy będzie już ciemno. Boję się chorób przedszkolnych, ale wiem, że Piotr musi iść do przedszkola, że w domu nie rozwinie swojego potencjału, że jest mu to potrzebne.

I wreszcie, last but not least, może nie powinnam o tym głośno mówić ale napiszę obawiam się zniewolenia. Potrzebuję trochę czasu dla siebie, potrzebuję być sama. Z Piotrkiem miałam na to szanse. Zostawał z tatą lub babcią. Przy dwójce małych dzieci nie będzie to już takie proste. Mój mąż potrafi oczywiście wszystko zrobić, ale jak większość facetów ma problem z wielozadaniowością. Gubi się wtedy i denerwuje. Ogarnięcie dwójki małych dzieci przez niego przez kilka godzin raczej nie wchodzi w grę. Muszę więc nastawić się na to, że o samotnych wyjściach na jakieś  nie wiem rok-dwa mogę raczej zapomnieć, a jeśli już to będzie to wymagać zaawansowanych kombinacji logistycznych typu Piotr do babci, Okruch z tatą. Wiem, że to egoistyczne myśleć o tym ale tak właśnie czuję.

I nuda. Monotonia. Okrutne to co napiszę, ale niemowlaki czasem mnie nudzą. Mam na myśli zabawę z niemowlakami. Nic na to nie poradzę. bardzo lubię się teraz bawić z Piotrkiem, ale pamiętam, że gdy miał kilka miesięcy siedzenie z nim na macie szybko mnie nużyło. Nie jestem z tych kobiet, które zachwycają się każdym napotkanym dzieckiem, które godzinami mówią z przyjemnością do niemowlaka. Przepraszam ale nie. Tęsknię za przytulaniem, za ufnym małym łebkiem na moim ramieniem i dziecięcym zapachem ale nie za grzechotkami. Taka ze mnie wredna baba.

Kocham obu moich chłopców ogromnie. Bardzo chciałam drugiego dziecka i jestem szczęśliwa, że jest, że zyje we mnie, czekam na niego i czuję, że nasza rodzina będzie wtedy kompletna. Do tej pory brakowało tej czwartej osoby. Ale druga, ciemniejsza strona mojej natury napędza moje lęki i obawy.

Musiałam to z siebie wyrzucić.



24 komentarze:

  1. Nie masz za co przepraszać! Jessoo jesteś tylko człowiekiem normalne jest to co czujesz. Niestety nie przeskoczysz tego. Musisz zacząć pozytywnie myśleć bo wpędzisz się w depresję! Głowa do góry, bedzie dobrze:)

    OdpowiedzUsuń
  2. termin mam na 27.08- obawy w 80-90% takie same jak Ty... nawet te "najgorsze" ;]
    boję się depresji spowodowanej zimowym uwiązaniem i braku czasu dla siebie i tego, że tym razem nie będzie tak łatwo jak z L., że poród (naturalny) będzie tak niewyobrażalnie bolesny jak z L... :( już nie mówiąc o ewentualnych powikłaniach przy porodzie z dzieckiem czy mną... (o tym nie wpsomniałaś, więc i ja się nie rozpisuję :))
    teraz mam trochę lepszy hormonalnie, a więc i psychicznie okres i łatwiej mi o bardziej obiektywne myślenie.
    Nessie, będzie co będzie...- na pewno coś będzie łatwiejsze, coś trudniejsze niż było przy pierwszym dziecku.
    damy radę! :)
    acha! i jestem przekonana, że twój mąż będzie w stanie zostać z dwójką na raz. skoro Ty możesz, to dlaczego on nie?
    zaczniecie od krótszych wyjść i przyzwyczai się :)
    pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wcale nie jesteś wredna, po prostu przyznajesz się otwarcie do tego co czujesz. I ja mam dokłądnie to samo jeśli chodzi o niemowlaki, zawsze mówiłam wprost że są po prostu co tu dużo mówić...nudne:) Teraz Marysia ma 14 miesięcy i chodzi to zupełnie ta zabawa inaczej wygląda, można fajnie się zająć, spędzić czas, ale to leżenie na macie, bujaczku czy innych cudakach gdzie zabawa ograniczała się do machania zabawką przed oczami wspominam jako męczarnie. I trudno, może nie jestem matką-polką, ale co mam poradzić że zawsze wolałam starsze dzieci i nie bardzo lubię niemowlaki. Swoje bo swoje, trzeba było przeżyć i już, ale po prostu było to męczące i nużące. Zobaczysz, że wszystko się ułoży. Ja też nie znoszę zimy, ale starałam się codziennie chodzić na spacery, nawet jeśli usiałam się zmusić, wtedy czas szybciej mijał i nie czułam się zamknięta w domu. Karmienie piersią jakoś pójdzie, najwyżej podasz butelkę (ja karmiłam naprzemiennie i nie miałam poczucia winy ani trochę). A porodu życzę Ci gładkiego i szybkiego, wszystko będzie dobrze:) Co do opieki to nic nie powiem bo mam jednego diabła w domu i więcej nie planuję, pewnie jest ciężko ale tylko przez pierwsze 1-2 lata. Szybko zleci.

    OdpowiedzUsuń
  4. musiałaś dać upust emocjom i absolutnie nie nazywaj się wredną babą albo co gorsza nie przepraszaj? bo niby za co? że wyraziłaś swoje obawy? ten wpis jest prawdziwy, szczery i pokazuje to, co wiele kobiet myśli, ale boi się powiedzieć na głos.


    jesteś silną babką Ness. dasz radę. a jak czasami będziesz miała po kokardę, to wylejesz żale tutaj ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie martw sie na zapas! Jak ktoras wczesniej napisala: bedzie i lepiej i gozej i to "lepiej" pozwoli Ci przetrwac to "gozej".
    U mnie dzis deszcz caly dzien i chlodnawo - a mnie odrazu dolek zlapal bo boje sie takiej jesieni i zimy! Tamte ledwo przezylam.. wlasnie nudzac sie dodatkowo z takim niemowlakiem (doskonale rozumiem Twoje odczuczia zw z nuda zabawy)
    Do tego wszystkiego - od urodzenia synka (koniec czerwca tamtego roku) bylismy z mezem zmuszeni zamieszkac u rodzicow bo ja po ciazy nie mam pracy, mąż stracil swoją tuz przed narodzinami synka. Masakra! Od roku mieszkamy u rodzicow, nie placimy za czynsz ale poza tym utrzymujemy sie sami, jak nie bylo pracy-z oszczednosci, gdy praca byla z niej . ok zdarza sie.. byle wstac na nogi i isc dalej.. ale w tyn roku wszystko znowu sie powtorzylo: maz stracil prace, ja jej dalej nie moge znalezc. znow przyjdzie zyc z oszczednosci a Wizja powtotu na swoje (chocby wynajmowane) oddala sie i drże na mysl o jesieni i zimie znow przesiedzianej z wszystkimi na kupie (mamy swoj duzy pokoj, dosc duzy - 25m2 ale brakuje mi woasnej kuchni, kąta gdzie bede sama z synkiem i mezem. Wtedy rodzicow moge odwiedzac - zawsze jakas atrakcja wyjsciowa w jesienne dni.. a mieszkajac tu nie mam juz do kogo isc.. Ze znajomymi roznie bywa, jak masz dziecko a ktos nie to jeszcze trudniej wymagac zeby ktos Cie zaorosil do siebie a do rodzicow tez nikogo nie zapraszam. Zazdroszcze wlasnego kąta, pracy :) - moze to pocieszy Cie jak popatrzysz z tej perspektywy ..

    OdpowiedzUsuń
  6. Bałam się tego samego kropka w kropkę i jakoś jest. Lepiej lub gorzej - gdyby nie chorowanie dzieciaków byłoby jak w raju. Naprawdę bywa cudownie, naprawdę bywa beznadziejnie. I wciąż nie do końca wierzę, że jakoś sobie radzę z dwójką dzieci. Okropna jestem w takim razie na równi z Tobą bo ja poprosru nie lubię niemowlaków, swoich też nie bardzo - są słodkie bo nasze ale teraz czekam aż Tomek zacznie mówić jak człowiek i słuchać tego, co ja mówię. 4 latka jest cudowna w obsłudze, elokwentna, zabawna, a taki maluch? No sorry, je, sra i czasem krzyczy, uśmiech walnie, że serce się rozpada na milion kawałków - są rozkoszne te nasze własne ale ja i tak wolę większe dzieciaki :) Trzymaj się, nic Cię nie pocieszy ale przekonasz się, że czas zleci błyskawicznie. Ja tak zerkam przez ramię i uwierzyć nie mogę chwilami, że mam 32 lata, dwoje dzieci odrośniętych od ziemi, dom, firmę - ja! Lekkoduch, karierowiczka goniąca z kolejnymi celami i spełniająca głównie swoje zachcianki. Ot, życie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Mi martwienie się i analizowanie pomaga się uspokoić po jakims czasie :P
    Zawsze też wole znac wszystkie alternatywne rozwiązania problemu, nawet te najgorsze :)

    Nie napiszę, że nie jesteś wredna i okropna bo w naszej kulturze przyjęło się, że kobiety-matki egoistkami byc nie mogą, a jak są to są wredne i okropne. :)

    Tak więc gratuluję! Jesteś wredna i okropna, zdajesz sobie sprawę z tego, że różnie może być i niekoniecznie słodko pierdząco.
    Jako mądra kobieta-dasz radę :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zupełnie naturalne są Twoje lęki i myślę że większość ciężarówek w większym lub mniejszym stopniu też ma takie obawy. W kazdym razie ja część z nich też miałam.

    Co do porodu: przeżyłam oba i SN i CC. SN wspominam jako najgorszą traumę i najchętniej chciałabym zapomnieć że to się w ogóle stało - gdybym mogła cofnąć czas to za chiny nie dałabym się drugi raz namowić na poród naturalny. CC natomiast wspominam jako dobre doświadczenie, dużo mniej bolesne, dużo bardziej higieniczne. Dużo szybciej doszłam do siebie niż po porodzie SN. Od samego początku miałam (musiałam mieć...) na tyle siły żeby wszystko samej robić przy dziecku, mąż z Sonią wyjechali do Paraży, ja musiałam sobie radzić.
    Więc widzisz, wszystko jest kwestią doświadczeń. Poród CC nie musi być wcale zły (mój był bardzo, bardzo dobry!), a porób SN nie oznacza wcale lepszego samopoczucia i szybszego dochodzenia do siebie.

    Co do opieki nad niemowlakiem - Sonia podobnie jak Piotr była dzieckiem nie sprawiających większych problemów jako noworodek. Aleksander nieźle dał mi w kość przez pierwsze tygodnie, ale wytrzymałam. Teraz też potrafi budzić się w nocy albo o 4 rano z uśmiechem na ustach stwierdzić że już sie wyspał...:)
    Ale to wszystko da się przeżyć, zwłaszcza, że masz męża który może Ci pomóc. Przyzwyczajasz się do takiego trybu i już, po jakimś czasie przestajesz już nawet myśleć o zmęczeniu.
    A może Okruszek będzie miał charakter po bracie i będzie przesypiał noce jak suseł? Tak czy siak na pewno dasz sobie radę.

    Choroby przy starszym dziecku niestety są... i tego uniknąć się nie da. Znajomym którym w zeszłym roku urodziło się drugie dziecko, pediatra kazała poczekać przynajmniej pierwsze trzy miesiące (a najlepiej pół roku) z posłaniem starszego dziecka do przedszkola (tez dopiero zaczynał). Może pomyśl o tym, żeby faktycznie przetrzymać Piotra te trzy miesiące dłuzej. Z nudów nie umrze, a zaoszczędzisz Okruszkowi infekcji w tym najtrudniejszym dla niego czasie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja po cesarce mialam krwotok, powazne problemy z nerkami i bardzo dlugo dochodzilam do siebie.....
      Piotr do przedszkola isc musi. Prawdopodobnie za rada pediatry pod koniec sierpnia zaszczepimy go szczepionka uodparniajaca by przetrwal pare miesiecy. Na szczescie wiem ze w awaryjnej sytuacji z pomoca mamy mam mozliwosc separacji dzieci.

      Usuń
    2. No i cesarke mialam pod sam koniec porodu. Kilka godzin rodzilam w znieczuleniu i bylo ok dlatego sie nie boje i wiem ze gdyby piotr nagle nie obrocil sie twarzyczkowo dalabym rade.

      Usuń
    3. Taka cesarka robiona w pośpiechu w sytuacji awaryjnej, to zupełnie co innego niż spokojny, zaplanowany zabieg - serio. Oczywiecie nigdy nie przewidzi się komplikacji, ale te mogą być zarówno po jednym jak i drugim.
      Poród przez CC jest może mniej "naturalny", ale znacznie bezpieczniejszy, ze względu chociazby na to, że nie ma ryzyka niedotlenienia dziecka.

      Zaplanowana ceserka to naprawdę sama przyjemność rodzenia:) Zobaczysz, nie masz się co martwić.

      Usuń
    4. A co do tej separacji dzieci, to z doświadczenia mówię Ci, że Piotr może "poczęstować" czymś brata, jeszcze zanim zorientujesz się że jest chory.
      Nie ma takiej możliwości żeby dzieci pod jednym dachem się nie pozarażały, z tym musisz się liczyć - choć oczywiście życzę Ci żeby chłopaki nie chorowały wcale.
      Trzy miesiące z dwójką dzieci pod jednym dachem to naprawdę nie jest jakiś koszmar, zwłaszcza że nie będziesz pracować - przynajmniej miałabyś pewność że jakby Okruch się zaraził to można go już konkretnie leczyć.

      Usuń
    5. Dla mnie jednak koszmar;-) piotr jest zywiolowy a zima z niemowlakiem nie da sie wyjsc na dluzej bo jak. Czasem w ogole jak za zimno. Nie mamy terenow spacerowych kolo domu z wozkiem, pisalam juz o tym. Nie ma opcji. zawsze wyprawa autem. Wczoraj caly dzien siedzielismy sami w domu i od 15 odliczalam godziny do wieczora wiec wiem co mowie. Jak bedzie okruszek i nie bede mogla piotrowi tyle czasu poswiecic to padaka. Co innego w cieplejszym okresie. Wtedy moglibysmy na pol dnia pojechac w teren, rower, koledzy na placu i juz.

      Usuń
    6. Nessie, ja Anię wysłałam do przedszkola jak Tomek miał blisko rok dopiero i na nic się to zdało, chorują jak opętani i ten pierwszy rok starszaka w przedszkolu jest najgorszy dla malucha :/ I złapać coś może choćby w sklepie, wirusy cudownie i błyskawicznie przenoszą się drogą kropelkową. Tomek mój jest październikowy i wiesz co - zima jakoś szybko minęła, maluch dostosował się chyba do nas. A wiesz, że ja od miesiąca siedzę z nimi sama w domu? I jak Tom był mały to cały tydzień z nimi byłam, bo mąż w pracy, Ania miała 2 latka i 2 miesiące jak on się urodził. I ona nie jest taka że długo sama się sobą zajmie, niestety. Teraz jest lepiej bo dam jej barbie czy pony i ona sobie tam siedzi i z godzinę i bawi się beze mnie ale nie potrafię ich jednocześnie zająć tym samym bo mają inne wymagania co do rozrywki - tylko spacery zadowalają oboje. To sobie wyobraź jak ja się musze nakombinować :(

      Usuń
    7. Nie chcę zabrzmieć złośliwie, ale to Ty sama mi pisałaś, że zajmowanie się dwójką dzieci i domem, to pryszcz i odpoczynek w porównaniu z pracą zawodową;)

      A tak serio, zwykle ten pierwszy rok w przedszkolu, tak jak napisała Agnieszka, wiąże się z ciągłymi infekcjami. Fajnie jeśli młodsze dziecko jest chociaż przez pierwsze kilka miesięcy przed nimi chronione. Nikomu nie życzę tego co przeżyłam ja i jak męczyło się moje dziecko, kiedy trafiliśmy do szpitala z zapaleniem płuc :(
      Więc jesli będziesz siedziała w domu to naprawdę szkoda ryzykować zdrowie malucha tylko dla wygody...

      Ale żeby nie było, że Cię straszę (naprawdę nie o to mi chodzi! Po prostu sama miałam trudne pierwsze miesiące z Aleksandrem), na pocieszenie powiem Ci, że mieliśmy wśród znajomych i takie trzy-cztero latki które po pójściu do przedszkola nie chorowały prawie wcale, a przynajmniej nie bardziej niż wcześniej.
      I tego oczywiście Piotrowi i Tobie życzę :*

      Usuń
    8. Aniol nie chce zabrzmiec zlosliwie ale do nas nie bedzie codziennie przychodzila niania by choc wziac starsze dziecko na spacer lub zapewnic inna rozrywke i owszem, uwazam taka sytuacje zwlaszcza gdy masz jeszcze kogos do sprzatania za dosc komfortowa w porownaniu z gonitwa zawodowa i upychaniem wszystkiego wieczorem;-)

      Usuń
    9. Pomoc za którą płacę, zastępuje mi pomoc którą Ty możesz dostać od mamy czy teściowej czy męża. Od 5 lat jak urodziłam pierwsze dziecko teściowa nawet na pół dnia się Sonią nie zajęła. A Twoja rodzina stale partycypuje w opiece nad Piotrem. Mnie po porodzie nawet szklanki wody nikt nie podał jak wrociłam z małym do domu. Jeszcze sama musiałam rodzinę obsłuzyć.

      A niania jak to pracownik, kończy pracę i ma w nosie. Czasem bierze wolne, urlop i też sobie sama z dziećmi radzę.

      Usuń
    10. Babcie Piotrka kochaja go, ale zapewniam Cie, ze nie partycypuja stale w naszym zyciu. Moja mama zajmuje sie nim 2-3 dni w tygodniu za co jestem jej wdzieczna, w pozostale dni placimy opiekunce. W tym czasie pracuje i ich opieka w zaden sposob nie zwalnia nas z zajmowania sie dzieckiem po pracy, gotowania, prania, sprzatania. Opiekunka konczy prace w sierpniu. Piotr idzie do przedszkola na kilka godzin a ja na L4. Po porodzie ani tesciowa ani mama nie beda do mnie przyjezdzac na stale pozs jakimis ekstremalnymi sytuacjami. Tesciowapracuje lub zajmuje sie Antosiem a moja mama mieszka daleko i nie ma prawa jazdy. Dojazd autobusem zajmuje 1.5-2h. Autostrada pol,ale zwyczajnie nie stac nas na taka ilosc paliwa by ja czesto przywozic i odwozic. Dlatego zwykle zostaje u niej na noc z Piotrem ale z Tomkiem na dluzej nie pojade bo sadze ze kolo 23 bede Piotra odbierac z przedszkola. Bede przez 95% czasu sama az maz wroci z pracy wiec nie dziw sie ze wole by Piotrek czesc tego czasu zima spedzil z rowiesniksmi niz ze mna i niemowlakiem w domu czy na krotkim ze wzgledu na potrzeby niemowlecia i zimno spacerze. Jedynie wiem, ze babcie pomoga Mackowi gdy bede w szpitalu bo malych dzieci tam nie wpuszcaja.

      Usuń
    11. Ooops, mialo byc 13 nie 23

      Usuń
  9. Dziekuje Wam Babki za slowa wsparcia :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. i wyrzuciłas smutki:)i przecież już Ci lepiej:)buźka!

    OdpowiedzUsuń
  11. Po pierwsze-nawet nie zakładaj że mąż nie poradzi sobie z dwójką dzieci! jak tak zakładasz z góry, to na pewno przyjmie to założenie z ulgą i tak się stanie. a czy on się zastanawia czy Ty sobie poradzisz? Zrobił dwójkę za przeproszeniem, to i dwójką się zajmie. musisz mieć od czasu do czasu "wychodne" bo oszalejesz! Mój mąż, który mistrzem wielozadaniowości również nie jest, od pierwszych dni zostawał z trójką dzieci i jakoś się nie pozabijali. w facetów trzeba wierzyć anie dołować na wstępie!
    Co do cesarki- masz prawo do nieodczuwania bólu po operacji. w razie bólu domagaj się po prostu kolejnych dawek leków przeciwbólowych. w razie silnego bólu i niskiej wytrzymałości na ból dają silniejsze leki w zastrzykach lub dodatkowe kroplówki.
    Co do opieki- o rany jak ja się tego bałam przy dziecku...trzecim! Średni już trzylatek a tu znowu..to niespanie itd. no i nie powiem że był cud miód maliny ale jak już w tym siedziałam, było to o wiele mniej straszne niż jak sobie wyobrażałam. dasz radę!
    co do zimy i izolacji- tak to jest dołujące. ja to może mniej odczuwam mieszkając na osiedlu, ale i tak. na szczęscie jest internet a w razie czego będziemy Cię odwiedzać- uważaj ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Mnie tez rozne leki przesladuja, ale mam nadzieje, ze jak przyjdzie co do czego, okaza sie tylko lekami bez odbicia w rzeczywistosci

    OdpowiedzUsuń
  13. Jestem obecnie w 12tc, nasz Synek Antoś jutro kończy 17m-cy. Chcieliśmy mieć drugie Dziecko, bo w sumie wychodzę z założenia że nie ma na co czekać- z kasą raczej lepiej nie będzie, kredyt mieszkaniowy na xx lat zostaje więc czekamy teraz na kolejne maleństwo. Obaw też mam sporo, też miałam cesarkę i długo dochodziłam do siebie ze względu na zakażenie rany itp. Z drugiej strony myślę że przecież tyyyle osób ma dwoje lub więcej dzieci i dają radę dlaczego my bysmy mieli nie dać:) Czasy nie są lekkie ale Dzieci to wg mnie sens życia:) I człowiek przewartościowuje zupełnie swój dotychczasowy świat:) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń