piątek, 5 lipca 2013

Jestem egoistką. Potrzebuję przestrzeni.

Dokładnie tak.

W pewnym momencie dojrzałam do tego by mówić wreszcie o swoich potrzebach. Mój ojciec za każdym razem gdy mu się sprzeciwiłam, gdy miałam inne zdanie tłukł mi do głowy, że jestem egoistką. Zakodowałam sobie, że mówienie o własnych potrzebach jest złe. Że to inni są ważniejsi. Długo trwało zanim zrozumiałam, że mam do swoich potrzeb prawo i mam prawo je spełniać.
 
Kocham mojego męża, ale nie czuje potrzeby spędzania z nim całego czasu wolnego choć mamy go tak niewiele. Z racji specyfiki jego pracy rzadko spędzamy razem urlopy. Kiedyś mi to przeszkadzało, teraz już nie. Idealny weekend dla mnie to taki spędzony częściowo razem, a częściowo osobno (no, jedno z nas z Piotrkiem). Podobnie na jakiś wyjazdach.

Uwielbiam wychodzić SAMA. Uwielbiam być SAMA w domu. Oczywiście nie przez dłuższy okres czasu, ale naprawdę nie miałabym nic przeciwko by Maciek wyjechał z Piotrkiem gdzieś w piątek na weekend i posiedzieć spokojnie w domu.

Mamy osobne konta, nie znamy haseł do swojej poczty. Pamiętam jaka byłam zdziwiona gdy moja koleżanka po ślubie zrezygnowała z konta na GG i podpięła się pod męża bo tak wygodniej. Nie potrafiłam już do niej pisać wiedząc, że niekoniecznie to ona pierwsza przeczyta moją wiadomość.

Muszę mieć własną przestrzeń tam gdzie przebywam. Zawsze źle się czułam nocując czy mieszkając ze współlokatorami w jednym pokoju, za wyjątkiem męża.

Na wyjazdach służbowych celebruję moment, gdy wieczorem zamykam za sobą drzwi pokoju hotelowego.

Nie znosiłam przeszklonych drzwi w mieszkaniu w bloku i w domu mamy wszędzie za wyjątkiem łazienek i garderoby pełne drewniane drzwi tak by każde pomieszczenie stanowiło zamkniętą całość.

Bardzo się cieszę, że mamy dwa osobne pokoje przeznaczone dla dzieci.

Kocham obu moich synków nad życie, i 3-latka i brzuszkowca, ale wiem, że nie nadaję się do pójścia na urlop wychowawczy. Pomijając kwestie finansowe oszalałabym. Jak powietrza potrzebuję chwili dla siebie, choćby 15 minut wieczorem i robienia w życiu czegoś poza wychowywaniem dzieci i prowadzenia domu.

Nie mam potrzeby spania z dzieckiem. Idea co-sleepingu jest mi kompletnie obca.

Piotruś zostawał z babciami na parę godzin od maleńkości a ja nigdy nie czułam się źle z tym, że wychodzę i przysięgam nigdy nie czułam tęsknoty ani potrzeby telefonowania do domu. Delektowałam się resetem.

Zamierzam karmić piersią Okruszka, ale nie ukrywam, że powody mojej decyzji są czysto racjonalne - odporność w towarzystwie brata-przedszkolaka i finanse. Wiem również, że w razie poważniejszych problemów nie będę szaleć, odciągać, siedzieć z laktatorem, podawać moje mleko butelka, bo wolę ten czas poświęcić na zabawę z dziećmi, prace domowe lub odpoczynek. Tak, nie mam zamiaru "walczyć" do upadłego i w razie czego pójde na łatwiznę.





7 komentarzy:

  1. Ja bardzo rzadko sama wychodzę, ale też bardzo lubię te chwile! Dziś pierwszy raz od daaaawna idę z koleżanką na piwo :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja się zawsze zastanawiałam, czy jak kobiety-matki na blogach piszą, ze jak wyjdą na godzinę do sklepu albo na dłuzej np z mężem do kina i umierają z tęskonoty za dzieckiem, to mówią prawdę czy piszą tak bo to takie ,,słodkie''. Ja pierwszy raz wyszłam z mężem do kina jak Córka miała 1,5 miesiąca i nie czułam się ani źle z tego powodu ani nie tęskniłam, jedynie martwiłam czy będzie chciała zjeść jak ktoś inny ją karmi, ale było OK. Od tamtej pory raz na jakiś czas wychodzę albo z mężem i wtedy Córka zostaje u jednych albo u drugiach dziadków albo z Mamą na jkiś kulturalny wieczór i Córka jest z mężem. Szczezre mówiąc w przez ostatnie pół roku byłam więcej razy w teatrze niż przez 2 lata przed dzieckeim ;)I też potrzebuję czasu dla siebie, ciszy, resetu, wyjścia samej lub bez dziecka, także doskonale rozumiem. Do pracy także chciałąm wrócić, niestety Mania nie dostała się do żłobka i ekonomiczniej wychdzi nam jeśli jeszcze rok ,,posiedzę'', choć nie ukrywam że do pracy hciałabym wrócić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Och jak dobrze Cię rozumiem!!! Z racji dość "zatłoczonego" od zawsze mieszkania - bardzo lubiłam te chwile, kiedy byłam sama w domu. Po ślubie bardzo sobie ceniłam tygodnie, gdy Mąż pracował na popołudnia i tym sposobem miałam je całe dla siebie... Teraz prawie nigdy nie jestem sama ;) Ale tym bardziej doceniam i pełnymi garściami czerpię z tych samotnych chwil. Aczkolwiek na wakacje nie chciałabym wyjechać bez Męża, nie cieszę się z takich rzeczy gdy nie mogę ich z nim dzielić.
    Ale potrzebuję pracy jako "zmiany środowiska" na kilka godzin dziennie, potrzebuję czasem przejść się po mieście z kubkiem kawy w ręku, nie myśląc o tym, co dzieje się w domu... Na szczęście Mąż mi to umożliwia. I nie, wcale wtedy nie tęsknię ;) To o czym pisze M.M. - o tym że się tak strasznie tęskni i biegnie do domu po godzinnych zakupach - miałam tak przez pierwsze kilka miesięcy życia Maksa. Potem mi przeszło ;) Matka też człowiek i ma swoje potrzeby ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedynie do karmienia piersią mam zupełnie inny stosunek ;) I do spania razem, ale to tylko emocjonalnie, bo rozsądek wygrywa i każdy jednak ma swoje miejsce do spania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Każdemu na zdrowie wychodzi coś innego. :)
    Ja też lubię być sama, dobrze sie zazwyczaj sama z sobą czuję a jak oddaję dziecia pod czyjąś opiekę to mogę odetchnąć :)
    Tęsknię następnego dnia, czasem nawet po kilku godz ale lubię odsapnąć-nawet po to, żeby porządnie posprzatać w samotności :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Hello, Neat post. There's a problem with your web site in web explorer,
    would test this? IE still is the marketplace leader and a
    big component of folks will omit your magnificent writing
    due to this problem.|

    Here is my web blog :: pit 2014 program

    OdpowiedzUsuń