poniedziałek, 15 lipca 2013

urodziny szwagranka i akcja drzemka-brzuch

W niedzielę świętowaliśmy 2 urodziny mojego szwagranka Antosia. Mówię Wam - przegość :-) Taka cicha woda. Niby spokojny, zdystansowany, a przy bliższym poznaniu dowcipniś jakich mało, niestrudzony wspinacz. Miłośnik wszelkich owoców. Maliny i borówki z jego tortu znikły w niecałą minutę. Bardzo dużo mówi jak na swój wiek i pięknie deklinuje.
Urodzinki dla Antosia bardzo udane, dostał piekne prezenty i cały czas usmiechał się od ucha do ucha. Piotrek niestety nie za bardzo...Powód - drzemka, drzemka, drzemka, ból brzucha i niedospanie.
Urodziny odbywały sie u teściów, bo Marek z Grażynką mają w sumie małe mieszkanie i u teściów wygodniej - jest ogródek, dzieciaki mogą pobiegać. Teściu pojechał do brata, więc zaplanowane były na ok. 16, po jego powrocie. Ja o 10.40 miałam wizytę u gina, nie wiedziałam ile czasu mi zejdzie, więc ustaliliśmy z Maćkiem, że pojedzie tam z Piotrkiem koło południa, by Młody w razie czego się przespał przed imprezą, a ja dojadę bezpośrednio od lekarza by pomóc Grażynce w przygotowaniach. Piotrek w sumie w sobotę nie spał w ogóle i może nie był w związku z tym w super świetnym nastroju, ale też bez tragedii, więc kiedy około 14 nie wykazywał chęci na drzemkę nie nalegałam. Naiwnie sądziłam, że wytrzyma do wieczora.Taaa. Chwile potem dostał takiego świra, że stało się jasne, że jeśli nie zdrzemnie się choć trochę to reszta dnia będzie porażką. Problem w tym, że nijak nie dało się go do drzemnki przekonać, choć potykał się o własne stopy i co chwilę buczał ze zmęczenia. No masakra. Maciek zaniósł go do pokoju na górę, siłą, położyłam się z nim na chwilę i w 2 minuty spał. Fajnie. Teściu wrócił, więc siedliśmy do obiadu nie czekajac na Piotrka, w końcu Antoś maly, lubi dmuchać świeczki, może je zdmuchiwać cały wieczór nawet kilkaset razy. Po około 45 minutach płacz z góry. Piotrek leży z zamknietymi oczami, nieprzytomny i płacze żałośnie, brzuch twardy, kulił sie przy nacisku więc było dla mnie oczywiste, że to wzdęcie. Przyniosłam Espumisan, rozbudziłam go odrobinę (co bynajmniej nie poprawiło jego humoru), podałam lek i wszystko powoli wracało do normy, ale powoli. W tym momencie dostałam wnerwa na teściową. Ja wiem, że chciała dobrze ale.....Ja znam moje dziecko. Wiem, że nienawidzi być wyrywany ze snu dopóki się nie wyśpi. A już zwłaszcza przez ostry ból brzucha. I ostatnią rzeczą na jaką ma wtedy ochotę to przebywać w pomieszczeniu pełnym ludzi w hałasie. On wtedy chce pobyć sam, albo posiedzieć ze mną lub z tatą, przytulić się , wypłakać się, wyżalić i wtedy powoli dochodzi do siebie. Lekarstwo nie działa w ułamku sekundy, a to jest dziecko, które też potrzebuje czasu by wrócił mu humor, nie? A sytuacja wyglądała tak, że ja siedzę w starym pokoju Maćka z Piotrkiem na kolanach, przytulam go, głaszczę po głowie, a w pokoju teściowa, szwagier i Antoś gapią się i komentują. Spokojnie wytłumaczyłam, że Piotrek dojdzie do siebie, że potrzebuje trochę czasu i posiedzimy sobie spokojnie sami. Marek od razu zrozumiał, teściowa nie. Stoi i gada, że to pewnie spodenki miał za ciasne, że co on mógł zjeść, zeby mu pić dać, do Piotrka zagaduje, że mu jakies motylki pokaże, żeby zszedł na dół bo tam tort. Spokojnie powiedziałam, że nie wiem co mu zaszkodziło, ale lekarstwo zaczyna działać i zejdziemy jak Piotrek dojdzie do siebie. Nic. dalej swoje. W końcu już stanowczo poprosiłam by nas zostawiła samych bo Piotrka jej propozycje zabawy i innych rzeczy tylko denerwowały - został wyrwany ze snu i chciał jeszcze dospać, poleżeć, ani w głowie mu były torty i urodziny. Teściowa się trochę obraziła. Trudno. Poprzytulaliśmy się, potem Młody stwierdził, że jeszcze pośpi, zostawiłam go samego, zeszłam na dół. Teściowa sfochowana. Na boku próbowałam jej jeszcze raz wytłumaczyć całą sytuację, ale ona niestety jest przekonana o swojej nieomylności i w kółko tłukła o za ciasnych spodenkach i że co on takiego w domu zjadł. A czy to do cholery takie ważne?
Na szczeście za chwilę Piotrek zszedł w normalnym nastroju, nic go już nie bolało i do wieczora bawił się z Antkiem w ogródku, tylko ja miałam lekko skwaśniały humor juz do końca. Teściowa kocha swoje wnuki nad życie, dogadza im i w ogóle, ale niestety ma tendencję do traktowania dzieci ciągle jak niemowlaków, którym humor poprawia noszenie i zabawianie. Troche nie rozumie, że Piotrek jest starszy i ma swój charakter i swój temperament i najlepiej mu dochodzi się do siebie w inny sposób. Dla niej wyznacznikiem jest by dziecko szybko przestało płakać, nie potrafi przeczekać histerii tylko wiecznie stosuje metodę zabawiania i odwracania uwagi, która w przypadku Piotrka jest kompletnym niewypałem.  A ja przeczekuję, zaś w sytuacjach takich jak ta po prostu rozumiem, że Młody musi się wyżalić, wypłakać, wyrzucić z siebie emocje i po prostu jestem obok i przytulam. To wystarczy, choć może dłuzej trwa i jest metoda "głośniejszą". Pozwalam mu posiedzieć w kąciku przez jakiś czas jeśli chce, nie podchodzę co chwila, nie zabawiam, nie wyciągam na siłę do zabawy. On sam przyjdzie gdy uzna to za stosowne.

Ufff
A tutaj chłopcy bawią się z Markiem ;-)


3 komentarze:

  1. Zuzka jak jest wyrwana ze snu to potrafi sie tulic i kleic nawet godzinę... doskonale wiem więc, o czym mówisz.
    Wtedy mama i tylko mama pomaga, przytulanie, głaskanie-no tak jest i już.

    Nie przejmuj sie teściową... wzdęcia mogą zdarzyć się każdemu i niekoniecznie od niezdrowego jedzenia, czasem gorzej trawimy i tyle.

    A może podejrzewała, że go zepsutą rybą nakarmiłaś? :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Teściowe zawsze wszystko wiedzą najlepiej :))))

    Też jestem zdania, że dziecko czasem musi wyrzucić z siebie emocje i trzeba mu na to pozwolić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie najbardziej denerwują właśnie takie osoby, którym się wydaje, że znają twoje dziecko lepiej od Ciebie

    OdpowiedzUsuń