piątek, 30 sierpnia 2013

ciąża-ostatnia prosta i pierwszy tydzień na zwolnieniu

Dzisiaj skończyłam 30 tydzień ciąży. Jestem w szoku jak ten czas leci.
Przede mną jakieś 7 tygodni w przypadku planowej cesarki i 7 do 12 jeśli będę rodzić naturalnie, myślę, że w tym drugim przypadku nie więcej niż 9 jednak (Piotrek urodził się w 39tc). Jednym słowem nastawiam się na przedział między 19 października a 1 listopada. 4 września mam USG, zobaczymy czy Tomiś się odwrócił, mam wrażenie, że tak ale na 100% pewna nie jestem. Potem pod koniec września ocena stanu blizny po cesarce i decyzja co z porodem. Ja czasem czuję, że urodzę teraz zaraz. Młody rozpycha się jak szalony, brzuch twardnieje raz mniej raz bardziej, napiera na wszystko tak, że momentami tak mnie wszędzie kłuje, że trudno mi chodzić. Weekend pod tym względem był koszmarny, potem do czwartku czułam się w miarę, a dzisiaj znowu nie za bardzo. Jestem stworzona do chodzenia w ciąży przez 6.5 miesiaca, nie dłużej ;-) III trymestr bardzo daje mi się we znaki, również jeśli chodzi o nastroje.
Za mną pierwszy tydzień na zwolnieniu. Czuje sie z tym trochę dziwnie. Brakuje mi rozmów z ludźmi w realu. W czwartek podjechaliśmy z Piotrem przy okazji na chwilę do pracy i czułam się tak jakbym nie była tam od co najmniej pół roku. Trudno mi przestawić się na domowy tryb, ale wiem, że trzeba - już nie te siły i nie te możliwości. Przykro mi, że nie mogę zbytnio spędzić z Piotrkiem czasu tak jak on lubi, że dużo oglądamy bajek, że po 15 minutach jazdy autkami po podłodze jestem obolała, że gra w piłkę polega na tym, że siedze na krześle i odbieram podania. Piotruś jednak jest cudowny w tym wszystkim. W tym tygodniu mój syn robił za aniołka niemalże. Był wyrozumiały dla mnie, ciagle próbował pomagać, wynajdywał sobie zajęcia gdy nudziło go stacjonarne spędzanie czasu ze mną. Kochany był po prostu.
Za nami tydzień adaptacyjny w przedzkolu. Oto mój dorosły syn :-)
Trochę boję się zapeszyć, ale chyba jest dobrze. Rzecz jasna ciężko wyrokowac na podstawie kilku 2-godzinnych pobytów z mamą w tle, ale póki co uspokoiłam się trochę. Piotr oczywiście z góry na dół ignoruje zabawy muzyczne w kółeczku etc, tak już ma, ale muszę brać poprawkę na fakt, że w adpatacji brały udział zarówno dzieci idące do grupy maluszków jak i nowi członkowie średniaków tak jak on i żę te zabawy były bardziej dostosowane do tych młodszych i zwyczajnie go nudziły. Nie było problemu z wejściem do budynku, rozebraniem się, po prostu szedł do sali, wybierał sobie zabawkę i się nią zajmował lub szalał na palcu zabaw anelkując panią Patrycję. Prawdę powiedziawszy mi bardziej do gustu przypadła pani Dorotka, ale Patrycja też jest OK. Afery były dwie. Jedna dotyczyła fartuszka do malowania. Piotrek nie cierpi takich fartuszków z rękawami. W czwartek chętnie usiał do stołu z dziećmi i chciał malować, ale kategorycznie odmówił zalożenia fartuszka, obraził się i wrócił do autek. Podejrzewałam, że tak się skończy. On jest trochę nadwrażliwy dotykowo, muszę mu wycinać wszystkie metki z ubrań, twierdzi, że nie lubi tych fartuszków bo sa nieprzyjemne, szeleszczą i jest mu gorąco. W domu do malowania zakładam mu zwykłą bawełnianą bluzę, którą przeznaczyłam na straty, a gdy było gorąco malował po prostu w samych majtkach. Za radą Kropki kupiłam mu dzisiaj w Biedronce fartuszek bez rękawów i w poniedziałek zaniosę go do przedszkola razem z tą domową bluzą do malowania. Poproszę by panie mu to zakładały. Druga afera dotyczyła resoraka, który uparł się zabrać ze sobą we wtorek i którym chciał pobawić się inny chłopiec.
Tak w ogóle to z 5 dni adaptacji zrobiły nam się 3. W środę na zajęcia nie dotarliśmy. Pół godziny przed wyjściem zastałam taki widok no i pozamiatane.....
Dzisiaj podobnie. O 14 miał być teatrzyk. Po drodze chciałam wstąpić do Biedronki po ten fartuszek, więć droga wydłużyła nam sie o 15 minut i Piotr usnął w aucie. Nie było sensu go budzić, zwłaszcza, że podejrzewałam, iż teatrzyk raczej nie przypadnie mu do gustu - to jest teatr jednego aktora, wybrałam się z nim już na trzy takie spektakle i za każdym razem był płacz, więc może to lepiej.
W przyszłym tygodniu Piotr zostanie w przedszkolu sam. Plan jest taki, że od sniadania o 8.30 do około 11, czyli będę odbierać go przed obiadem, chyba, że będzie chciał zostaćdłużej sam z siebie. Potem wydłużę mu czas do obiadu, czyli 13, a docelowo chciałabym by spędzał tam czas tak do około 15-15.30 (chyba, że maż będzie w delegacji a ja będę musiała coś załatwić póżniejszym popołudniem). Dzięki zwolnieniu i potem urlopowi macierzyńskiemu nie musi przynajmniej do maja spędzać w przedszkolu czasu do 17.30 (chyba, że będzie sam chciał). Na razie widzę to tak, że 15 to będzie dobra godzina. Wątpię by odbył drzemkę w przedszkolu w godzinach ich czasu relaksu, bo to dla niego za wcześnie, więc o 15 będzie padał, dokładnie tak jak jak zasnął na podłodze w środę. Widzę więc, że jeśli męża nie będzie jeszcze wtedy w domu (a w 90% nie będzie) to odbierając go razem z młodszym bratem będę musiała od razu szybko wracać do domu zagadując go by nie usnął w samochodzie. Inaczej klops. On będzie spał w garażu, więc będę musiała z nim w samochodzie siedzieć (z domu garażu nie widzę i nie słyszę co się w nim dzieje, a niania elektroniczna nie ma zasięgu bo to ziemianka), a jednocześnie trzeba będzie coś począc z cieplej ubranym niemowlakiem, który zapewne będzie się mocno denerwował w stojącym pojeździe. Tak samo nie ma raczej mowy o jeździe do parku po przedszkolu bo skończy się tak samo, będziemy musieli z Tomisiem czekać aż Piotr się prześpi. W sumie i tak zimą ściemnia się wcześnie, więc strata niewielka. Zamierzam też porozmawiać z paniami czy jest możliwość wzięcia do domu obiadu na wynos. Piotr na pewno o 12.30 nie zje dwóch dań, a skoro płacę za posiłki to szkoda by drugie danie sie zmarnowało.
No ciekawa jestem jak to będzie. Przeczuwam, że w przyszłym tygodniu nie powinno być większych problemów z zostaniem na krótko, schody zaczną się gdy pobyt zacznie zahaczać o porę zmęczenia w środku dnia i obiad. Może być też tak, że Piotrek pozytywnie podszedł do zajęć adaptacyjnych ze względu na to, że odbywąły się po południu a on, co tu ukrywać, był trochę znudzony przedpołudniem ze mną i jawiły mu się one jako atrakcja. Gdy minie ten urok nowości, gdy stwierdzi, że w domu ma jednak więcej i fajniejsze resoraki etc to zacznie się bunt na pokładzie. Cóż - pożyjemy zobaczymy


7 komentarzy:

  1. Ja wczoraj wieczorem mialam wrazenie, ze zaraz bede rodzic i wcale mi sie to nie podobalo. Mala nadal wg mnie jest pupa w dol, coraz wiec mniejsze szanse sa, ze sie przekreci, a ja bardzo nie chcialabym, by w tej sytuacji porod sie zaczal przed zaplanowanym cieciem (o ktorym zdecydowane bedzie 12 wrzesnia).

    Czytam o adaptacji przedszkolnej Piotra i Twoich obawach i nie wiem, czy to ja jestem wredna, nieczula matka, czy Ty matka zbyt poblazliwa, czy jedno i drugie po trochu, ale u nas nie bylo mowy o tym, ze zrobimy tak jak Camilla bedzie chciala, ze jesli nie bedzie chciala, to bedzie wg jej zyczenia itp. Fartuszek do malowania musial byc, inaczej malowania nie bylo, drzemki w przedszkolu po prostu dostosowala z czasem do planu dnia, nigdy nie siedzialam w samochodzie czekajac az sie mala obudzi, jesli zdarzylo jej sie zasnac. Owszem, w jakims tam stopniu dzien byl podporzadkowany jej potrzebom i zwyczajom, ale nie w takim stopniu jak u Was. No, ale kazdy ma swoje sposoby na zycie :)

    Mnie zostaly 3 dni pracy i z niecierpliwoscia czekam na czwartek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiiki, koleżanki, które mnie znają w realu zwykle mówią, że jestem raczej wymagająca niż pobłażająca;-)
      Widzisz, Piotr od zawsze miał bardzo gęeboki sen, co ma swoje plusy i minusy. Nie budzi się w nocy. Minus jest taki, że trudno go obudzić. Ma to po tacie. Mój mąż jak czasem padnie i przyśnie po pracy to mogę do niego mówić i mówić, a on kompletnie nic nie kontaktuje i wiem, że tego wieczora jest już wyłączony z życia. Oczywiście gdyby było coś bardzo ważnego to jakoś by się zwlókł, ale wierz mi trwałoby to dłuuuugo. Takie geny. Piotr jest identyczny.
      Szczerze mówiac rok temu gdyby ktoś mi powiedział, że czeka w aucie aż dziecko się obudzi też byłabym zdziwiona. Nie bierzesz jednak pod uwagę, że u nas nie wjeżdża się do garażu w domu czy pod dom, tylko trzeba spory kawałek przejść strono pod górę. Ja często, nawet przed ciążą, w miedzyczasie zaliczam zadyszkę. Kiedy Piotr był młodszy po prostu gdy spał lub był rozespany brałam go na ręce i niosłam do domu. Zimą wejście pd górę jest śliskie, trzeba brnąć w śniegu i się zapierać, często iść wręcz na czworaka jeśli podczas naszej nieobecności mocno napada. Dlatego zeszłej zimy jeśli Maćka akurat nie było w domu zaczęłam czekać aż Piotrek się obudzi bo nie byłam w stanie go wynieść, był już zbyt ciężki i razem się ześlizgiwaliśmy, a sam rozespany często nie dawał rady, strasznie się przewracał. Wyobraź sobie, że ktoś wyrywa Cię z głębokiego snu i każe od razu się wspinać, jak byś się czuła ?:-) Potem zaszłam w ciążę więc już w ogóle o noszeniu nie ma mowy. Z domu garażu nie widze, nie słyszę co się w nim dzieje. Boję się go zamknąć, bo bywają u nas awarie prądu dość często, wtedy otwieranie bramy jest problematyczne i długo trwa,jaky się obudził w aucie w zamkniętym garażu wpadłby w panikę (ja też na jego miejscu) a tak to każdy przejeżdżający czy przechodzący drogą widzi auto a w nim dziecko, a ja nie. Zwykle w takich sytuacjahc szybko wchodzę do domu z zakupami czy plecaczkiem, wkładam do zamrażalnika to co trzeba na szybko, a potem do niego wracam. Jak silnik przestaje pracować to nie trwa to dłużej niż 20 minut. Wydaje mi się, że to nie jest wielkie poświecenie jak przez ten czas poczytam gazetę czy posiedzę w necie. Jeśli Maciek jest w domu to go wnosi.Na spacerze też myślę, ze lepiej jak dziecko się samo obudzi i w dobrym natsroju wychodzi z auta niż na siłę zyskiwać ten kwadrans kosztem towarzystwa półprzytomngeo gościa.
      Odkąd jestem w ciąży unikam sytuacji gdy musiałabym go wziać na ręće i odtransportowac gdzieś po prostu jeśli jestem akurat sama. Gdy jesteśmy z mężem nie ma problemu.
      Moze z czasem Piotrek dostosuje się do drzemki w przedszkolu lub w ogóle przestanie spać w ciągu dnia. Mam nadzieję.
      A co do fartuszków to on od zawsze nienawidził wszelkich śliniaków, zwlaszcza z rękawami, szalików, chustek pod szyją, metek. Jest trochę nadwrażliwy dotykowo, podobnie jak ja.

      Usuń
    2. no tak, u Was usytuowanie garazu sprawia dodatkowe trudnosci...

      Usuń
  2. O kurczę, z buzi wyglądasz na 15 lat hahahahaha :)
    Masz takie same obawy jak ja w przypadku Zuzki, która w domu juz prawie nie spi popołudniami ale jednak ma godziny kryzysowe, kiedy trzeba jej zajęć szukać. Licze na to, że obudzona wcześniej będzie spać jednak po południu :P

    Trzymajcie sie zdrowo, masz juz co nosić z przodu więc oszczędzaj się maksymalnie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak jest nieostre zdjęcie to może i 15 lat, ale z bliska to już nawet nie 30-ka a raczej rycząca 40-ka;-)

      Usuń
  3. Śliczny synuś :) Ja właśnie zaczynam 29 (albo 31) tydzień ciąży i też możliwości już nie te same... pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń