środa, 14 sierpnia 2013

pociągi, nowe łóżko i zmęczenie III trymestrem

W niedzielę wybraliśmy się z Młodym do Skansenu Taboru Kolejowego w Chabówce Piotr był przeszczęśliwy oglądając każdy wagon, każdą lokomotywę, zaglądając do kotłów i kręcąc zaworami. Na koniec zafundowaliśmy sobie przejażdżkę pociągiem retro (tzn ciągniętym przez parowóz) ze skansenu do Mszany Dolnej. To była pierwsza podróż pociągiem Piotra, podobało mu się bardzo wszystko za wyjątkiem postojów. Polecam to miejsce na wypad z dziećmi, które gustują w maszynerii wszelakiej, natomiast tutaj garść uwag z punktu widzenia rodzica. Porównując to miejsce z Muzeum Drogownictwa w Szczucinie oraz Muzeum Przemysłu Naftowego i Gazowniczego w Bóbrce uważam, że za cenę dwóch biletów normalnych po 7 PLN + ulgowego za 5 PLN + 10 PLN za fotografowanie PKP mogło się dużo bardziej postarać. Tamte dwa muzea są wypieszczone, zwłaszcza muzeum w Szczucinie - trawa wypielęgnowana, maszyny wyczyszczone ze smaru, odmalowane, kolorowe, w budynku ciekawa ekspozycja i to wszystko za darmo.W Chabówce jest mnóstwo lokomotyw i wagonów i dzieciaki mają radochę, owszem, ale brakuje tabliczek objaśniających, jakiś schematów, nie ma żadnej ekspozycji pod dachem, a samo miejsce jest dość zaniedbane. Dość powiedzieć, że wjeżdża się przez zabłocone pole. Tabor jest brudny, dlatego radzę ubrać dziecko w najgorsze i najciemniejsze możliwie ubranie, bo będzie całe w smarze. No i przede wszystkim niezbędny jest jeden silny rodzic. Lokomotywy są bardzo wysokie, schodki wąskie, a między najniższym schodkiem a peronem przepaść. Gdybym była z Piotrkiem sama nie skorzystałby za wiele bo zwyczajnie nie dałabym rady go podsadzić. Sama weszłam tylko do jednej, najniższej lokomotywy. Piotr jest już duży i rozumiał, że najpierw tata musi zejść, a on czeka na górze aż zostanie ściągnięty. Rok temu bałabym się, że nie poczeka, zrobi krok do przodu zanim Maciek zejdzie i spadnie na beton, a nie ma opcji by w drzwiczkach zmieściły się dwie osoby obok siebie lub by rodzic zszedł z dzieckiem na rękach. Szkoda, że właściciele muzeum nie pomyśleli o jakiś podestach między peronem a najniższym schodkiem by było bezpieczniej - w końcu gośćmi są głównie rodziny z dziećmi. Kolejna sprawa to pociąg retro do Mszany Dolnej. Trasa trwa godzinę, ale wygląda to tak, że ze skansenu jedzie on chwilkę do Chabówki, po czym stoi on tam ok. 25 minut na dworcu czekając na odjazd. Nie muszę mówić, że Piotr się nudził, a wolałam nie spacerować z nim między wagonami, ponieważ był on zatłoczony, a ja byłam z nim sama - Maciek pojechał samochodem na dworzec by nas zgarnąć, bo stwierdziliśmy, że nie ma sensu pociągiem wracać. To tyle z uwag praktycznych.

W weekend Piotr stał się również posiadaczem nowego łóżka. Od ponad roku spał na zwykłym dorosłym sosnowym łóżku o szerokosci 90 cm, z którego korzystał kiedyś mąż. Wcześniej to łózko stało w pokoju gościnnym. Gdy zaanektował go Piotr przestaliśmy dysponować spaniem dla gosci sensu stricte. Mieliśmy duży materac w jednym z pokojów, w razie potrzeby użyczaliśmy swoją sypialnię i tam się przenosiliśmy, jest jeszcze tymczasowa kanapa w salonie, ale caly parter za wyjątkiem pokoju gościnnego to open space, więc to raczej kiepska opcja. Zorganizowanie łóżka w pokoju gościnnym powoli stawało się koniecznością, zwłaszcza w kontekście mojego porodu. Na pewno poproszę moją mamę by przez jakiś tydzień z nami pomieszkała i pomogła mi przez kilka dni zanim nie dojdę do siebie na tyle by ogarnąć dwójkę dzieci w ciągu dnia, jeździć autem do przedszkola, bo Maciek będzie musiał od razu wrócić do pracy. Mama mieszka daleko od nas, nie ma prawa jazdy, więc najsensowniejszą opcją jest nocleg u nas. Na materacu na podłodze przecież spać nie będzie, ani ja po porodzie. Docelowo planowaliśmy przenieść do pokoju gościnnego kanapę z salonu, a tam kupić ładny, porządny narożnik, ale na niego nas w tym momencie nie stać, poza tym nad tym trzeba się porządnie zastanowić, pasowałoby stworzyć jakąś koncepcję umeblowania salonu w przyszłości, kominka, a ja teraz nie mam do tego głowy ani siły na jeżdżenie po salonach i zbieranie inspiracji. Zamiast tego postanowiliśmy przenieść tam z powrotem łóżko Piotrka, a jemu kupić nowe, też sosnowe ale z tej samej kolekcji co jego meble by bardziej pasowało kolorem. Za jakieś 2 lata łóżko z gościnnego znowu powędruje na górę, tym razem dla młodszego brata, a wtedy kupimy narożnik. Tym sposobem Piotr stał się posiadaczem nowego, szerszego bo 120 cm łożka, które w niedzielę dzielnie z tata skręcał. Łóżko dość szerokie, więc w razie czego nawet dwie osoby się tam w miarę wygodnie zmieszczą.

Ja zaczynam się niestety kiepsko czuć. Bardzo, bardzo się cieszę, że przygotowałam już praktycznie wszystko za wyjątkiem rzeczy, które musi zrobić Maciek i spakowania torby do szpitala. Coraz częściej mi słabo, nawet po przejściu kilku stopni z piwnicy na parter, boli mnie kregosłup. Ostatnią rzecza na jaka mam teraz siłę i ochotę jest wielkie pranie, prasowanie i układanie czy zakupy. Przy Piotrku miałam identycznie. Samopoczucie zupełnie nieprzewidywalne. Raz czuję się OK, za chwilę nogi jak z waty i kołatanie serca. Energia i instynkt wicia gniazda w 5 i 6 miesiącu i totalny spadek formy od 7. W sobotę pół dnia po prostu leżałam. Zaczynam się cieszyć, że za tydzień idę na L4 i przestanę jeździć do pacy. Do tej pory trochę mnie to dołowało, bo kontakt z ludźmi jest mi potrzebny, ale organizm sam mówi pas.

Oby wreszcie stolarz Łaskawie wyszlifował balustrady bo patrzeć już nie mogę na brudne okna w salonie, kuchni, u nas w sypialni. całe pokryte pyłem :-/ Chcę je wreszcie umyć!

Kilka fotek.

Pociągi








Wieloryb i pociągi ;-)



 Chłopaki skręcają łóżko (nie patrzcie na brak spodenek, Piotrek przez upały przyzwyczaił się do latania po domu w majtkach)

I w nowym łożu

Wyścigi kuzynów u babci
W drodze do babci z tusią




9 komentarzy:

  1. Dobrze, że idziesz na L4 trochę odsapniesz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak mam być szczera to bardziej fizycznie wypoczywam w pracy pracując umysłowo przed kompem niż w domu przez pół dnia z energicznym trzylatkiem, no ale nie mam wyjścia. Nie zafunduję w takim momencie życia Piotrkowi zimnego prysznica pt. od 1 września zostajesz w przedszkolu na 9-10 godzin, a mama do pracy, za dużo zmian w jego życiu się szykuje, więc będę starała się go odbierać koło 12-13, a L4 na pól etatu w Polsce nie funkcjonuje. Tak czy siak szansę na poleżenie będę miała jedynie przez te 2-3 godziny jak będzie w przedszkolu o ile nie będę wtedy na badaniach/u lekarza/na ktg oraz wieczorem gdy maż wróci z pracy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobre i te 2-3godziny :)

    Najlepiej zacząć od adaptacji w żłobku. Czyli najpierw razem i każdego dnia coraz więcej i zacząć zostawiać Malucha :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak, no jasne. Od 26 sierpnia jest tydzień adaptacyjny, potem tez będę go stopniowo zostawiać, ale nie ukrywam, że bardzo mi zależy by chociaż na te 3- 4 godziny w przedszkolu był bo muszę kiedyś jeździć na badania, ktg a jego na ktg przecież nie wezmę. % września mam wizytę o 10.45, więć muszę wyjechać przed 10 wrócę koło 12.30, modlę sie by do tego czasu był w stanie ten czas w przedszkolu spędzić. Z dojazdem tam i z powrotem ze 2.5 godziny mi zejdzie. No i ja naprawdę nie bardzo ma teraz siłę na dłuższe spacery, jeżdzenie autami po podłodze, że nie wspomnę o grze w piłkę i takich tam, więc nie ukrywam - czas między przedszkolem a powrotem taty z pracy będzie dla mnie cieżki, a dla Piotra średnio satysfakcjonujący ;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne zdjęcia, a wycieczka naprawdę musiała być super ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. A gdzie ten wieloryb??? ;)

    Pięknie wyglądasz. Mi też już coraz ciężej i cieszę się, że w końcu remonty za mną. Tak to się ciągnęło, że nawet ochoty na pisanie nie miałam albo możliwości, bo byłam u mamy a tam internetu nie ma. A jak wracałam to znowu prac porządkowych miałam dużo i wieczorami padałam. Teraz nadrabiam zaległości czytelnicze u Ciebie.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Tez juz chwilami zmeczona sie czuje. Zostalo mi jeszcze 3 tygodnie pracy, dni juz odliczam do konca ;)Calodziennych wypraw poza dom juz unikam, bo jak za dlugo chodze/stoje, czuje niefajny ucisk w dolnej czesci brzucha, a i samo chodzenie stylem kaczki nie nalezy do najprzyjemniejszych ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Wiesz co, spotkała się z Twoimi wypowiedziami niejednokrotnie na różnych blogach i jakoś tak zawsze odpowiadał mi twój tok myślenia, więc i tu trafiłam w końcu, muszę się rozejrzeć :)

    OdpowiedzUsuń