sobota, 14 września 2013

2 tygodnie przedszkola - bilans

Jestem niesamowicie dumna z mojego małego-dużego dzielnego chłopczyka. To był trudny i ważny dla nas czas. Wiem, że są dzieci, które z marszu zostają w przedszkolu na cały dzień bez zbędnych ceregieli. Wiem, że gdybym nie była aktualnie w 8 miesiącu ciąży na L4 prawdopodobnie też musiałabym rzucić Młodego szybko na głęboką wodę, botrzeba pracować. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie tego. Mój syn dojrzewa do bycia przedszkolakiem powoli, ale dojrzewa. Cieszę się, że życie tak się nam potoczyło, że możemy mu ten czas dać.
Stan na poniedziałek 2 września - tragedia, płacz, zero jedzenia bo wstydził się wejść do jadalni z dziećmi, noszenie i uspokojanie przez dwie panie + dyrektorkę, rozpaczliwe "mamo już nigdy mnie nie zostawiaj" gdy go odbierałam, totalne rozkojarzenie emocjonalne i moja załamka oraz wątpliwosci czy nie za wcześnie na przedszkole
Stan na piątek 13 września - od 4 dni bez łez w domu i szatni, spokojnie i z uśmiechem o 8.20 pomaszerował do sali, zjadł ze wszystkim śniadanie, bawił się, był na spacerze i nie wyrywał się ani nie uciekał, szalał na placu zabaw, zjadł wspólny obiad, umył zęby i uśmiechniety o 13.00 pomachał na pożegnananie swojej pani, a mi opowiadał co robił.
Wszystko małymi kroczkami. Cały zeszły tydzień za wyjątkiem feralnego poniedziałku zawoziłam go na 2 godzinki od 9.00 do 11.oo, bez posiłków, tak samo w zeszły poniedziałek, we wtorek został do 12.00, w środę pami Dorotka poszła z nim na jadalnię trochę wcześniej by zjadł pierwszy obiad zanim zejdą się dzieci, w czwartek zjadł go normalnie z grupą, a dzisiaj doszło śniadanie.
Uważam, że jest naprawdę dobrze :-)
Wiem od pań, że w ciągu dnia nie płacze, jest uśmiechniety i zadowolony i straszny z niego gaduła. Włącza się tylko w te zabawy grupowe, na które ma ochotę czyli autka, budowanie, rysowanie, klejenie, malowanie. Dobrze czuje się na placu zabaw. Nie chce uczestniczyć w zajęciach muzycznych ani tanecznych póki co - to nie jest dla mnei zaskoczeniem, znam temat dobrze z zajęć, na które chodziliśmy razem.Póki co nie akceptuje osób z zewnątrz i nie chce uczestnczyć w zajeciach przez nie prowadzonych (angielski, szachy). Panie twierdzą, że to normalne i ze z czasem się włączy. Pracują nad odklejeniem go od pani Patrycji, którą od poczatku zaanektował. Starają się by ufał i lubił też panią Dorotkę. Największy problem jest z.... fartuszkami. Piotrek od zawsze nienawidzi wszelkich fartuszków do malowania czy jedzenia, a je niestety jak świnka. Kategorycznie odmawia założenia jakiegokolwiek mimo, że  proponują mu różne. Po obiedzie nadaje się do przebrania, ale mam nadzieję, że z czasem zacznie jeśc ładniej. To jest jego pięta achillesowa. Potrafi wykonywać naprawdę precyzyjne czynności typu wkręcanie małych śrubek, a do dzisiaj nie radzi sobie z łyżką. Mam nadzieję, że przedszkole mu w tym pomoże. W sumie chodzi zaledwie 2 tygodnie i to tylko kilka godzin i już bez problemu zakłada sam buty, rozbiera się. Wiem, że umiał to już wczesniej, ale w domu zwykle trudno było go na to namówić.
W środę jest zebranie, mam nadzieję dowiedzieć się więcej. W tej chwili odbieram go w ciągu dnia, więc panie nie mają zbyt wiele czasu na rozmowę ze mną, bo muszą zająć się innymi dziećmi. na zebraniu spokojnie porozmawiamy.
Wydaje mi się, że póki co zostaniemy przy tych 4.5h pobytu i będę odbierała go po obiedzie. Boję sie przedobrzyć, przeciągnąć strunę i go zniechęcić, bo czas relaksu jest trochę kryzysowy. Widzę po Piotrku kiedy go odbieram, że jest zmęczony. Jeśli od razu gdzieś jechaliśmy typu spacer momentalnie zasypiał w aucie i potrafił spać nawet 45 minut. Natomiast jeśli wracaliśmy do domu to kłaść się nie chciał, ale między 15 a 16 padał na chwilę podczas zabawy. Ja sama z siebie nie próbuję go kłaść, bo mija się to z celem, walczylibyśmi z godzinę bez efektów, nie jestem w stanie go wyciszyc ani zachęcić. Wieczorem zasypia wcześniej, około 20.30 i śpi do 6.30-7.00. Teraz jest taki trochę trudny okres rezygnacji z drzemki po prostu. W średniakach nie ma drzemki jako takiej. Jest relaks po obiedzie, czytanie bajek, spokojna zabawa, ale bez leżenia na leżaczkach. Leżakowanie mają maluchy i jeśli Piotrek miałby wtedy potrzebę snu to może się jak najbardziej tam położyć. Ma piżamkę i pościel. Biorąc pod uwagę jednak fakt, że on w domu nie potrafi się o tej porze wyciszyć i zasypia jedynie na zasadzie klapnięcia na podłogę podczas zabawy mocno wątpię by dał radę położyć się w przedszkolu, na dodatek w innej grupie, w innym pokoju, z innymi mniej znanymi paniami. Dochodzi tez kwestia pieluchy. Piotrek jeszcze kompletnie nie kontroluje się podczas snu. Pani musiałaby wyczaić dobry moement by dyskretnie założyć mu pieluszkę inaczej nawet jeśli zaśnie to po góra kwadransie obudzi się całkowicie mokry, zdezorientowany, zawstydzony, z płaczem.
W każdym razie myslę, że być może podejme próbę odbierania go około 13.30-14.00, ale nie później. Kiedy urodzi się Tomek spacery z nim będę odbywała w trakcie godzin przedszkola, bo jeśli po przedszkolu pojedziemy gdzieś razem to Piotr momentalnie uśnie i będe musiał brutalnie go budzić lub chodzić z wózkiem naokoło samochodu.
Mam w ciągu dnia te 4h na odpoczynek lub lekarza, w piątek byłam na 2h w pracy. Wiem, że kiedy będę w szpitalu pomoc babci będzie niezbędna bo Maciek nie jest w stanie Piotrka odebrać tak wcześnie. Trudno. Może zimą dojdziemy do tej 15.00, zimą Maciek ma mniej pracy i wtedy mógłby po niego przyjeżdżać. Albo jeździć trochę później do biura i zawozić go na 8.00 bym nie musiała budzić i szykować Tomka tylko po to by spędził 10 minut w samochodzie i parę minut na dworze "odprowadzając" starszego brata.
Teraz tylko modlić się bym nie musiała położyć się plackiem lub zagościć na patologii ciąży i by choroby przedszkolne nas przez jakiś czas omijały lub przynajmniej ograniczały się do 2-3 dniowych katarów tak by Piotr się na dobre przyzwyczaił do nowej sytuacji bez dłuższych przerw. Ja wczoraj przemoczyłam nogi i leje mi się z nosa, więc Młody pojechał na sobotę do teściowej, na wszelki wypadek, z czego był zresztą bardzo zadowolony bo nie widział jej od 2 tygodni i bardzo się stęsknili za sobą oboje. Ja mam zamiar do wieczora doprowadzić się do stanu używalności.

Po przedszkolu - karmimy gołębie na rynku.







4 komentarze:

  1. super! Julek jak poszedł do przedszkola był przebierany po każdym posiłku- nie było tam zwyczaju wkładania fartuszka a on zalewał się koncertowo :) i stopniowo doszedł do tego że po jakimś czasie nawet się nie zaplamił- przez jakiś czas patrzyłam na jego ubranie i mówiłam: oo, pomidorowa była w przedszkolu? a na drugie co, pierogi z jagodami? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak się cieszę! Mówiłam, że wszystko będzie dobrze! Wiem ile stresu Was to kosztowało, ale cieszę się, że tak się układa :-)

    OdpowiedzUsuń