czwartek, 12 września 2013

ciążowo i stresowo

Kończę 32 tc. Brzuch jak dla mnie ogromny. Zdecydowanie większy niż przy Piotrku i inny. Niższy i bardziej spiczasty. Ma to swoje plusy bo zgaga znacznie mniej mi dokucza niż 3 lata temu.Wczoraj ledwo dopięłam się w kurtkę przeciwdeszczową i od dzisiaj chodzę w mężowskiej. Wyglądam jak w ciuchach po starszym bracie, ale trudno. Jakoś wytrzymam te kilka tygodni, szkoda mi pieniędzy na kupowanie większej kurtki czy kurtki ciążowej na tak krótki czas.
Tomek jest bardzo aktywny, wcale nie wygląda na to jakby miał mniej miejsca, brzuch faluje praktycznie non stop, dużo bardziej niż w II trymestrze. Siedzi głową w dół prawidłowo.
Podjęłam decyzję, że nie będę się upierać przy cesarce jeśli tylko będzie możliwość porodu siłami natury, a wygląda na to, że tak będzie. Skomplikuje nam to życie logistycznie (o tym później), ale nie wspominam dobrze cesarki, uważam, że jest to operacja a nie zabieg, długo po niej dochodziłam do siebie i planowej mówię stanowcze nie. A było to tak. Chodzę de facto do trzech lekarzy. Do mojego gino-endo, któremu ufam bezgranicznie, ale nie mam zamiaru rodzić w szpitalu, w którym pracuje. Na USG genetyczne i przepływowe do innego lekarza, bo mój nie ma tak nowoczesnego sprzętu. Dodatkowo zapisałam się do poradni przy szpitalu, w którym rodziłam i teraz też zamierzam, na NFZ, ot tak, żeby być u nich w systemie, poza tym wtedy jest zniżka za poród rodzinny i gdyby była konieczność położenia się na patologii ciąży to nie będę kimś obcym z zewnątrz tylko lekarka stamtąd mnie skieruje. Bardzo fajna mi się trafiła zresztą. W zeszłym tygodniu byłam na samym USG i tamten lekarz z miejsca stwierdził, że po cesarce to cesarka. Następnego dnia miałam wizytę u mojego gino-endo oraz w szpitalu i dwukrotnie usłyszałam to samo. Że jedynym wskazaniem w moim przypadku do planowej cesarki może być za cienka blizna po poprzedniej, ale to można wiarygodnie stwierdzić dopiero na USG około 36tc i po upływie 3 lat od operacji rzadko się to zdarza. Poza tym moja historia nie predysponuje mnie per se do cięcia. Poprzedni poród rozpoczął się sam, o czasie, postępował prawidłowo i we właściwym tempie, dziecko było ułożone prawidłowo (teraz też jest), ot po prostu trafił się taki przypadek jeden na około tysiąc porodów, że pod sam koniec Młody się obrócił i zaklinował głową. Pech po prostu. Cesarkę miałam przy pełnym rozwarciu, gdyby nie to to jeszcze trochę wysiłku i urodziłabym naturalnie. Piotrek ważył trochę ponad 3200 g, nie był wielkoludem, nie było dysproporcji między nim a moją budową, a Tomek póki co ma praktycznie identyczne parametry jak starszy brat. Zarówno mój gino-endo jak i lekarka ze szpitala są zdania i z tym się w pełni zgadzam, że dla dziecka najlepiej jest jeśli akcja porodowa zacznie się sama, nawet jeśli skonczy się cesarką. Dziecko dostaje od matki andrenalinę i inne hormony, to jest ważne, a planowa cesarka to szok - siedzi sobie nieświadome niczego i nagle je wyciagają. Poza tym planową cesarkę wykonuje się najpóźniej na początku 39tc, a ciąża prawidłowo może trwać nawet i 42  tygodnie, więc jest ryzyko, że dziecko tak naprawde będzie niedojrzałe, że potrzebowałoby jeszcze trochę czasu (np. mój szwagranek urodził się w ostatnim dniu 42 tc, gdyby szwagierka miała planową cesarkę wyciągnęliby go miesiąc za wcześnie tak naprawdę). Takie dzieci czesto mają problemy z kolkami etc. Na pewno nie zawsze i nie wszystkie, ale ryzyko jest większe. W każdym bądź razie zamierzam rodzić naturalnie jeśli tylko spełnione zostaną dwa warunki;
1 - USG w 36tc nie wykaże, że blizna jest zbyt cienka
2 - poród rozpocznie się sam i sam będzie postępował oraz nie przenoszę powyżej 41tc, ponieważ po cesarce nie wolno stosować kroplówek z oksytocyną ani innych wspomagaczy ze względu na ryzyko błyskawicznego skokowego rozwinięcia akcji porodowej. Gdyby poród nie postępował lub konieczne było wywołanie wtedy natychmiast mnie tną.
Podobno ten lekarz od USG znany jest z tego, że wszystkich kieruje na cesarki.
Daleka jestem od idealistycznych wyobrażeń na temat porodu naturalnego, nie jestem eko-mamuśką, wiem czym to pachnie bo Piotrka rodziłam prawie do końca naturalnie, wiem jaki to ból pomiędzy jednym a  drugim znieczuleniem, ale postanowiłam, że jeśli nie pojawią się wskazania medyczne  nie będę prosiła o planową operację. To poważna operacja, a nie żaden zabieg. Nie zamierzam rodzić bez znieczulenia, co to to nie, ale w moim szpitalu dostaje się je bez problemu, wiem, też, że nie zwlekaja z cięciem w razie komplikacji.
Czemu wspominam o tym, że skomplikuje nam to logistycznie życie?
Ano praca, i przede wszystkim kasa, kasa, kasa.......
Mój mąż chodzi smutny lub podenerwowany, bo cieniutko w tym temacie. Ja już za chwilę będę dostawała marne pieniądze z ZUS (zarabiam częściowo oficjalnie, częściowo nie, więc siłą rzeczy na urlopie macierzyńskim będę dostawała tylko to co było wykazywane formalnie). To nie są kwoty pozwalające na opłacenie rachunków i jedzenia, nie wspominając o innych potrzebach, więc wszystko spoczywa teraz na barkach męża. Niestety nie udało się z nową pracą od września, na razie po staremu zostaje przy własnej działalności, która jest sezonowa i zimą są tylko małe zlecenia. W tym momencie wygląda na to, że jesienią będzie miał tylko jedno większe, takie które pozwoli opłacić rachunki w zimie, gaz, ogrzewanie etc tyle, że pod Jelenią Górą. Daleko. Kilka godzin drogi autem. Wymaga ono kilku wyjazdów 2-3 dniowych i jednego na ponad tydzień i trzeba to zrobić tak do połowy listopada, przed pierwszymi śniegami. Maciek najchętniej robiłby to teraz, ale nie może ruszyć z miejsca z powodu biurokracji. Dopóki ośrodek nie wyda mu dokumentów, pozwoleń ma związane ręce.. .Wszystkie znaki na niebie i i ziemi wskazuja na to, że będą to wyjazdy w październiku, oby w I połowie miesiąca. Oby.  Jeśli później to czeka mnie czekanie na poród z mężem daleko. Za daleko by codziennie jeździć tam i z powrotem, zjadłyby nas koszty paliwa i całe zlecenie straciłoby sens. Ja 11 października kończę 36tc. Gdyby cesarka była planowa wiedzielibyśmy kiedy nastąpi, między 12 a 25 października i można by było te wyjazdy jakoś zaplanować. Tak to nic nie wiadomo. Mogę zakładać, że Tomek urodzi się w 39tc na przełomie października i listopada, bo tak wychodzi z USG i w tym czasie mniej więcej urodził się Piotrek, ale wiadomo - to tylko przypuszczenia. Nie wiadomo będzie co robić - czy jechać czy czekać. Nawet jeśli mąż będzie akurat w trakcie porodu, to co potem  - chyba lepiej by pojechał gdy będziemy w szpitalu niż potem kiedy wrócimy do domu. Będę bardziej go potrzebować. No ale taki lajf. Można oczywiście mówić, że praca nie jest najważniejsza, że pieniądze nie mogą przysłonić wszystkiego, ale to jest jedyne zlecenie jakie Maciek ma i jeśli z niego zrezygnuje lub podzleci komuś innemu to zwyczajnie zabraknie nam pieniędzy w zimie na podstawowe rachunki. Brutalna rzeczywistość. Co innego gdyby chodziło o ekstra kasę. Mowię więc sobie - trudno. Piotrkiem ma się kto zająć. Moja mama przyjedzie do nas na czas mojego pobytu w szpitalu i zajmie się nim, teściowa czy szwagierka zawsze mi w razie czego jakoś dowiozą potrzebne rzeczy a gdyby odpukać Macka nie było w dniu 0 , gdyby nie zdążył dojechać to trudno, jakoś dam radę sama. Nie ja pierwsza i nie ostania, choć wiadomo że w takich chwilach człowiek czuje się bardziej komfortowo z najbliższą osobą u boku.
Nie ukrywam jednak, że cała ta sytuacja stresuje mnie i przygnębia momentami. Ryczę z byle powodu, wyobrażam sobie siebie samotną na porodówce, bo nie chcę obecności kogokolwiek innego poza mężem.

23 komentarze:

  1. Do porodu SN nigdy nikt by mnie nie zmusił, nawet siłą, za żadne skarby świata. Jedyna rzecz jakiej załuje, to własnie to że przy pierwszym porodzie głupia i niedoświadczona dałam się namówić że tak będzie lepiej dla dziecka.
    Myślę że w tym wszystkim ważane jest też to, co jest dobre i zdrowe dla matki - a trauma po porodzie z całą pewnością dobra nie była ani dla mnie ani dla Soni.

    Zdecyduj tak jak sama czujesz, wybierz tą opcję z któtą Tobie będzie najlepiej, najbardziej komfortowo. Myślę że dla kazdego ten najlepszy poród znaczy zupełnie co innego.

    Trzymajcie się:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i super:) Trzymam kciuki żeby wszystko migiem poszło i żebyś miała cudne wspomnienia - Ty i mąż:)

      Usuń
  2. Niepewnosc, szczegolńie finansowa, to trudny temat. No ale z tymi porodami tak to juz jest - nigdy nie wiadomo, kiedy sie zaczna, w koncu dziecko samo wybiera najlepszy dla siebie moment, ktorego oczywiscie przewidziec nie mozna. Subiektywnie uwazam, ze podjelas najlepsza decyzję - szczegolnie dla siebie i Tomka.
    A poniewaz jestem mistrzynia w martwiebiu sie na zapas, opracowywaniu planow, rozkminianiu ewentualnych scenariuszy powiem Tobie tak - ńie warto. Nie wart sie marwtic, tracic czasu na negatywne mysli. Jesli znajdziecie w sobie na to sily oboje - pogadajcie o rozwiazaniach. To jest cos, co moze dac sile, co pozwoli sie wzajemnie wspierac, co da pozytywniejsze spojrzenie na przyszlosc. To sztuka, ktorej sie ucze :) i jeszcze duzo przede mna! Jak zwykle trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co do porodu to ile Kobiet tyle opini...kazdy Ma swoje zdanie, szkoda ze nie wybor...a zycie zyciem i koniec koncow nie my decydujemy:(bedzie dobrze! Pogadac z Tomciem i poczeka na Tate;)

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie tak sie wszyscy nastawilismy na planowa cesarke, gdy mala dlugo byla pupa w dol, ze bylo to dla nas oczywiste, ze na tzw. jesienne wakacje 17-20 pazdziernika Cami moze spokojnie pojechac z tata do Sztokholmu, zeby po dwoch tygodniach z mala siostrzyczka, gdy ekscytacja minie I byc moze troche zazdrosci sie pojawi, mogla jakas atrakcje przezyc (rejs statkiem z super atrakcjami, muzeum Abby w Sztokholmie itd.) A ja wiedzialam, ze spokojnie sobie juz z dzidziuseim poradze. No I teraz, gdy wyszlo jak wyszlo, mam stresa, by urodzic przed 17 I to nie ze wzgledu na siebie, bo ja nie zgine, tylko Cami bardzo czeka kiedy bedzie mogla siostre w szpitalu odwiedzic, a potem ja ze szpitala odebrac I do domu przywiezc. A jak bym urodzila 17, czy 18, to ja to wszystko ominie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Pokomplikowało Ci się trochę, widzę. Kwestia cesarki po cesarce jest taka, że własnie koło 36 tc ta stara blina może zacząć pękać czy jakoś tak - moja właśnie się rozeszła wtedy i mój Tomek musiał się urodzić przez cesarkę w 35 tc.Co najgrosze, to mnie bolało okropnie, ta blizna stara. Huk ze skurczami, one ginęły przy tym bólu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Poród naturalny ze znieczuleniem - miodzio!

    Trzymam kciuki żeby wszystko się Wam poukładało :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Z calego serca zycze Ci, aby wszystko sie poukladalo po Twojej mysli.

    OdpowiedzUsuń
  8. Z calego serca zycze Ci, aby wszystko sie poukladalo po Twojej mysli.

    OdpowiedzUsuń
  9. ale ci dobrze z ta zgaga ja mam ja ciagle i nic juz nie pomaga na cale szczescie to juz 38 tydzien ;d

    OdpowiedzUsuń
  10. Rzeczywiście spory ten brzuszek, odstaje jak piłeczka! Super :)

    Trzymam kciuki za Twoje plany, oby się udało urodzić naturalnie!

    A z kasą... no cóż, pieniądze szczęścia nie dają, ale jak ich brak to ciężko w zyciu. Twój mąz niech się stresuje (on może i powinien) a Ty spokojnie :)

    A na porodowce bez męża dasz sobie radę sama jakby co, bo w gruncie rzeczy w czym on pomoże? Poklepie po łapce czy pogłaszcze po głowce i powie, że świetnie sobie radzisz i będzie dobrze ;)


    Dacie radę, a ja i tak wierzę, że bedzie dobrze i tak, jak chcesz :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Pięknie wygląda Twój brzuszek! Spory jest :D

    Jeśli chodzi o poród, to życzę Ci aby udało się naturalnie, ja mimo bólu i traumy, to drugi raz bym się tez na SN zdecydowała! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzymam kciuki żeby wszystko poszło jak należy. Też bardzo liczę na poród sn, uzbroiłam się nawet w kwitki od specjalistów, że mogę tak rodzić i nie zawaham się ich użyć ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Masz cudny brzuszek! Zazdroszczę :-)
    Co do porodu fajnie, że masz 3 opinie lekarzy! Ja w takich okolicznościach wybrałabym dokładnie tak samo jak ty :-)
    Trzymam kciuki za szczęśliwe rozwiązanie i za dostępność Tatusia w odpowiednim czasie :-)
    Uściski dla Przedszkolaka!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja Julka planowałam rodzić naturalnie, do ostatniej chwili nie było wskazań aby robić drugie cc. Nie jestem niezadowolona, że w końcu skończyło się cięciem, bo ja akurat świetnie zniosłam operacje; no ale mimo wszystko uważałabym że operacja to raczej wtedy gdy nie ma innego wyjścia.
    Ja będąc na patologii ciąży trzymałam na korytarzu za rączkę jednego tatusia co porodu nie wytrzymał :))) Ale oczywiście życzę Ci, żeby mąż był pod ręka w odpowiednim momencie i mógł Cię wspierać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz przy pierwszym porodzie bardzo, bardzo pomogła mi obecność męża. ja w takich sytuacjach trochę panikuję i świadomość, że jest obok była kojąca. Poza tym dużo wtedy wymiotowałam i jakoś tak milej gdy miskę trzyma ktoś bliski ;-)

      Usuń
  15. Brzuch rzeczywiscie szpiczasty:)))) Moj to byl taka kulka z przodu:) Jakbym pilke lekarska tam miala:))
    Maz przy porodzie to rzeczywiscie bardzo wazne sprawa. Moze duzo pomoc nie moze ale sama swiadomosc ze masz kogos bardzo tobie bliskiego kolo siebie jest bardzo wazna. Trzymam kciuki zeby sie udalo.

    Z kasa... powiedz tak szczerze, po co wam ten wielki dom? Mnie to za kazdym razem zastanawia jak jestem w Polsce. Moj maz jest tym totalnie zdziwiony. Moi prawie wszyscy znajomi maja domy. kazdy ma cisnienie na DOM. Ledwo ich na cokolwiek innego stac ale maja DOM. Mezowie sie zarabiaja na smierc prawie zeby to utrzymac. Wogole tego nie rozumiem. Jakby mi ktos podarowal w prezencie wielki dom to czym predzej bym go sprzedala. Wolalabym duze mieszkanie. Raz ze mniej pracy i klopotow no i tansze. Nie ukrywajmy...

    Moja przyjaciolka ma podobnei z wyplata jak ty. Na papierze co innego w raczke co innego. Dramat jakis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A skąd wiesz, że ma duży dom? Ja mam mały, raptem 130 m2 i wcale bym się nie obraziła za większy bo by nam było wygodniej.

      Usuń
    2. Wiecie to jest tak. Całe życie, 20 lat mieszkałam z mamą w kawalerce w bloku. Miałam naprawdę serdecznie dość ciasnoty, sąsiadów urządzających imprezy w środku nocy, zatkanych kratek ściekowych i zalewania nas, generalnie uzależnienia od innych. Wiedzieliśmy, że chcemy mieć 4 pokoje. Planowaliśmy dwójkę dzieci. Ja w młodości nie miałam własnego kąta i bardzo, bardzo zależało mi żeby każde z nnich swój pokój miało, do tego nasza sypialnia i salon.
      Z finansowego punktu widzenia ujmijmy to tak. Działkę poniekąd "mieliśmy". Koszty wybudowania domu pod Krakowem sa porównywalne do kosztów kupna mieszkania 4-pokojowego na kredyt w Krakowie, zwłaszcza jeśli dochodzi do tego koszt miejsca parkingowego lub garażu (niezbędne, wiele lat bimbaliśmy się z parkowaniem nie wiadomo gdzie bo nie było miejsca w pobliżu). Jak mieliśmy do wyboru wydać tyle samo pieniędzy na dom w bardzo ładnym miejscu, gdzie jest cisza i spokój czy na mieszkanie z sąsiadami za ścianą - wybraliśmy dom. Koszty utrzymania są niewiele większe tak naprawdę od kosztów utrzymania meiszkania - oszczędzamy prąd i wodę, trochę droższy jest gaz ale nie dramatycznie. A czy jest taki duży? Z zewnątrz wydaje sie duży z tego powodu, że jest wbity w skarpę, wieć mamy wysokie podpiwniczenie, duża piwnicę, w której mamy pralnię, kotłownię, spiżarnię etc. Nie dało się tego inaczej wybudować. Ale powierzchnia użytkowa to własnie tak jak planowaliśmy - salon , sypialnia, dwa pokoje dla dzieci, udało sie jeszcze wyskrobać mini pokoik gościnny i mini garderobę. Moim zdaniem więc wielki nie jest, około 130 m kw na parterze i poddaszu, choć faktycznie ta piwnica bardzo ułatwia życie bo wiele rzeczy w niej przechowujemy - środki czystości, zapasy wody, żywności etc.
      Generalnie wychodze z załozenia, zże jełśi cżłowiek nie planuje częstych zmian miejsca zamieszkania to lepsze jest spłacanie kredytu niż wynajem. A my nie planujemy z różnych względów.
      Oczywiscie są pewne mankamenty typou brak chodnika, na który jeszcze z parę lat poczekamy i to, ze dom jeszcze nie jest urządzony, ale poczekać możemy, a mamy swięty spokój. Jakbyśmy mieszkali w mieszkaniu - czy na kredyt czy wynajęty byłaby aktualnie taka sama kiszka finansowa jak tu, to po prostu bryndza w branży i tyle.

      Usuń
  16. Agnieszko wiem ze ma duzy dom bo sie z namy z Nessie wirtualnie juz kupe lat:) jakby pomyslec to gdzies z 8-10?:))

    Nessie to jest tak ze ja na to patrze teraz z punktu widzenia znajomych, podam ci kilka przykladow.
    1. Mam znajomych co 10 lat zyli na czarno w Stanach. Uradzila sie im tam trojka dzieci, mmieli wlasny wielki dom, do tego maz kolezanki mial na wlasnosc ogromna ciezarowka ktora zarabial na zycie. po 10 latach wrocila ona do Polski z dziecmi a on tam jeszcze zostal 3 czy 4 lata. zeby jeszcze dorobic. Ona w tym czasie zaczela budowe domu. Kase mieli miedzy innymi ze sprzedazy tego w Chicago. Wybudowala najwiekszy dom w okolicy. No fakt, dla 5 ludzi dom musi miec sluszny metraz. Sytuacja po powrocie meza do Polski wyglda tak: siedza w tym wielkim domu oboje bez pracy, z jakis resztek oszczednosci placa biezace rachunki a o zywnosc dbaja ich rodzice. Doslownie. Jedzenie im przynosza dziadkowie...bez komenatrza.
    2. Znajomi zaczeli budowe domu, po jakims czasie sparaw z praca sie rypla a laska w ciazy. Maz na gwalt wyjechal za granice zeby dorobic i do konca wybudowac dom. Laska w ciazy sie droczyla i wyklocala z budowlancami (tylko ci wiedza co to znaczy co mieli ekipy buowlane badz remontowe w domu) Udalo sie. Wybudowali i jest ok. Ale on tam zostal. Bo szans na prace ktora by utrzymala dom i zone z dzieckiem nie ma. Ja osobiscie sobie nie wyobrazam ieszkac w domu z marzen ale ... sama.
    3. Oboje pracuja i za kredyt wybudowali dom. Wszystko ok. Ale na nic innego poza domem ich nie stac. Od 8 lat nie byli na urlopie (a bo przeciez mieszkamy prawie nad morzem i latem co weekend jezdzimy)

    nie wiem czy bylabym w stanie sie tak poswiecic, siebie i rodzine tylko po to zeby miec dom.

    Tylko jedna jedyna znajoma wybudowala dom nie za kredyt. Dzialke dostala od ojca i dom budowala z tego co zarobila a ma wlasna firme, mala bo sprzedaje drzwi i okna, wiec zarabiala niezle ale bez szalu, ponadto sprzedala dwa mieszkania wiec miala czym finansowac. Ok ale tu byla dosc duza pomoc jej rodzicow.

    Nessie ja wiem jaka jest twoja historia w tej ciasnej kawalerce. Mysle ze wiekszosc z nas, naszego pokolenia zna te warunki. Jasne ze robicie tak zeby bylo wam dobrze i wygodnie. Wszystko rozumiem. Ale czesto piszesz ze sie nie przelewa, ze nie stac was na to czy na tamto... nie wiem jak ty to wytrzymujesz. I ciagle nerwy co bedzie z praca Macka, bedzie zlecenie zima czy nie a co za tym idzie kasa... to by nie bylo na moje nerwy przyznam szczerze. Podziwiam cie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, ale sytuacja byłaby de facto identyczna gdybyśmy mieszkali w mieszkaniu w Krakowie na kredyt. Czy wynajmowali. Żeby było naprawdę lżej musielibysmy wrócic do kawalerki, co z dwójka małych dzieci byłoby strzałem w piętę. Damy radę. Musimy odchować Tomka, muszę zmienić pracę, a teraz trzeba zacisnąć pasa i tyle.Maciek musiałby jechać do tej Jeleniej Góry tak czy inaczej, to nie ma związku z domem jako takim.

      Usuń
    2. Tak się żyje w Polsce. Ja nie mam kredytu, jako jedyni wśród naszych znajomych nie mamy nawet karty kredytowej. A ze zleceniami bywa u nas różnie...

      Usuń