sobota, 28 września 2013

o tym co mnie cieszy

Dziś będę się chwalić i pisać o tym co mnie cieszy :-)
Powodów do radości dostarcza mi w tym momencie mój dzielny przedszkolak. Pamiętacie jak pisałam o trudnej adaptacji? Pierwszy tydzień września był koszmarny, drugi też bardzo trudny. Po miesiącu chodzenia do przedszkola mogę, odpukać, powiedzieć, że jest dobrze. Wręcz bardzo dobrze - małymi kroczkami. Piotrek dalej trzyma się jeszcze na uboczu, nie włącza w większość grupowych gier i zabaw, bardziej przygląda się z boku, ale wiem, że to minie. Taki ma styl. Trzeba dać mu czas. Ale chodzi do przedszkola chętnie, wręcz biegnie z samochodu, żegna się ze mną z uśmiechem, spędza tam czas obecnie od 8 do około 14.30, je a właściwie pochłania śniadanie, obiad i podwieczorek i chętnie uczestniczy w zajęciach plastycznych. Codziennie dostaję od niego nowe prace. Poczatkowo były to w kółko samochody z naklejonymi znaczkami. Było to w okresie gdy nie integrował się z grupą w ogóle i panie musiały poświęcać mu bardzo dużo indywidualnej uwagi by nie myślał o mnie. Rysował sobie sam z nimi. Teraz dostaję prace zgodne z tematyką danego dnia, siada do pracy razem z całą grupą. To ogromny postęp.
To, że udało nam się przedłużyć pobyt w przedszkolu wynika w dużej mierze z procesu rezygnowania Piotrka z drzemki oraz zmiany organizacji dnia w przedszkolu. Piotr od tygodnia nie śpi w dzień (no chyba, że po południu jedziemy gdzieś dalej samochodem, wtedy pada), za to dodał sobie czas drzemki do snu nocnego. Wcześniej spał od ok. 21.00 do 6.30, teraz już o 19 jest zmęczony i zwykle o 20.00 już chrapie i śpi do 7.00 - 7.15. W przedszkolu zaś panie doszły do wniosku, że w chłodniejszej, pochmurnej połowie roku wyjście na plac zabaw czy na spacer praktykowane będzie u średniaków po obiedzie zamiast rano i to był strzał w dziesiątkę. Pierwotnie po obiedzie miał być czas relaksu, czytania bajek i większość dzieci bardzo kiepsko znosiła ten czas. Tęskniły, płakały. Generalnie nie współpracowały. Pani Patrycja i pani Dorotka postanowiły więc zrobić w tym tygodniu eksperyment i popołudniowe zajęcia dydaktyczne przeniosły na przedpołudnie, a wyjście na popołudnie i świetnie się to sprawdza, zwłaszcza u Piotrka. Dzieci dużo lepiej funkcjonują do południa i wtedy jest sens zachęcać je do zajęć muzycznych czy plastycznych, a po obiedzie dostają porcję świeżego powietrza, zapominają o tęsknocie i potem jedzą podwieczorek w dużo lepszym nastroju i z dużo większym apetytem. Krakowskie dzieci to znani meteopaci, coś w tym naprawdę jest. W każdym razie w poniedziałek porozmawiałam z paniami i powiedziałam im wprost, że moim zdaniem przedłużanie odbierania Piotrka po obiedzie jest błędem, że mogę naprawdę niedługo trafić do szpitala i okres gdy będzie w życiu Piotrka działo się dużo, gdy będzie pod opieką taty i babć nie będzie raczej sprzyjał przedłużaniu pobytu i w końcu na amen utrwali sobie to wyjście po obiedzie i klops. Bo mnie to nie urządza to po pierwsze, a i on wiele straci. Postanowiłyśmy spróbować i poszło zadziwiająco gładko dzięki zmianie planu dnia. Od środy słyszę, że było super, że przez cały dzień ani razu o mnie nie wspominał, ba - paniom udało się go nawet przekonać do założenia fartuszka do jedzenia i malowania a to nie lada wyczyn!
Myślę, że przedszkole to strzał w dziesiątkę mimo, że przystosowanie kosztowało nas trochę nerwów. Po tym miesiącu widzę jak Piotrek rozwinął się in plus, choć przecież przebywał tam w ograniczonym zakresie godzin. Zrobił się samodzielniejszy. Już wcześniej potrafił się rozbierać, zakładać buty, ale zwyczajnie mu się nie chciało. Teraz nie pozwala sobie pomagać - i bardzo dobrze! Zaczyna podśpiewywać piosenki z przedszkola, recytuje wierszyki. Taki angielski na przykład. Niby nie włącza się w zajęcia, we wspólne śpiewanie tylko siedzi z boku, bawi się autkiem i obserwuje kątem oka. Niby nic, a jednak! Jeszcze miesiąc temu wykazywał zerowe zainteresowanie językami obcymi, teraz wypytuje nas co chwilę o różne słówka po angielsku i sam sporo z przedszkola przynosi. Mała główka jednak koduje. Zaczyna opowiadać o innych dzieciach, wypytuje nas gdzie rosną banany, papryka - też niby nic, ale do tej pory interesowały go wyłącznie samochody i maszyny, mimo wielu prób lekceważył inne tematy. Widzę, że jest dumny gdy dostanie gwiazdkę za dobre zachowanie, opowiada, że jest duży, że jest dzielnym przedszkolakiem. Wydoroślał. Nie twierdzę, że przedszkole w tym wieku jest dobre dla wszystkich dzieci, ale dla mojego syna na pewno.
W październiku dzieci będą obserwowane przez pedagoga i psychologa i pod koniec miesiąca mają być indywidualne rozmowy. Boję się, że osobiście nie dotrę na nią, a chciałabym. Pójdzie pewnie Maciek i babcia. Bardzo jestem ciekawa ich opinii. Dzisiaj byliśmy we trójkę na pikniku rodzinnym w przedszkolu - Święto Dyni. Piotrek był w sumie jedynym dzieckiem, które w średniakach siedziało z boku. Poszedł bardzo chętnie, cieszył się, że jest z nim tata i z boku wyglądało to tak jakby chciał się nim pochwalić i nie podobało mu się gdy Maciek bawił się ze wszystkimi w kółeczku. Chciał go mieć tylko dla siebie. Obraził się też gdy po skończonych warsztatach z ozdabiania dyń padło hasło do sprzątania stolików, bo podawana była zupa z dyni. Moim zdaniem wynika to z faktu, że kiedy spodoba mu się jakieś zajęcie to potrafi nad nim spędzić naprawdę dużo czasu i nie lubi być odrywany. Niemniej jednak tylko on strzelił focha.
Kilka fotek.
Dzielny przedszkolak rano

Moi panowie ozdabiają dynię
Wyszła im taka
I raczą się konkursowymi ciastami na pikniku
A potem wspólnie oglądają przedstawienie na sali teatralnej. Byłam w szoku, bo Piotrek świetnie się bawił mimo tłoku i zamieszania. Do tej pory każda próba wyjścia na teatrzyk kończyła się spektakularną klęską.
Przedszkolna karta biblioteczna i torba na książki. Środa w naszym przedszkolu jest dniem bibliotecznym. W tym dniu dzieci wypożyczają do domu na tydzień dwie książki.
Praca pod tytułem "co lubię jeść"
Mały pomocnik przed domem
i w naprawach domowych
Na koniec ja w pierwszym dniu 35tc. Czuję się OGROMNA. Nawet położna na KTG wyznała mi, że była przekonana, że to już przenoszona ciąża ;-)
Ja jednak nie narzekam na niski a spiczasty brzuch. Dzięki temu zgaga jest znośna i nie mam problemów z siedzeniem. W ciąży z Piotrkiem nie byłam w stanie siedzieć dłużej niż 40 minut tak mnie bolał kręgosłup i łopatki, Piotrek był wysoko i strasznie naciskał na żebra i jakieś nerwy tak, że ból czułam w całych rękach. Teraz nie mam większych problemów z kręgosłupem, w zasadzie gdyby nie twardniejący brzuch i skurcze nóg czułabym się znośnie. Wczoraj miałam kolejne KTG i jest dużo lepiej niż tydzień temu. Skurcze są, ale dużo słabsze nie poprzednio, takie mogą być. Fenoterol działa. Niestety mam jakąś upartą infekcję dróg moczowych, furaginum nie pomogło w ogóle, więc zaczynam kurację monuralem. Zdaniem mojego gino-endo ta ta infekcja mogła spowodować ostatnie skurcze, więc koniecznie trzeba ją wyleczyć. Do tego doszły zastrzyki z clexane w brzuch. Czuję się lepiej niż tydzień temu ze względu na mniejsze skurcze, oszczędzam się.
Do donoszenia ciaży pozostały 2 tygodnie i 6 dni. Dziś teściowa przywiozła mi łożeczko turystyczne, które będzie mi służyć jako kojec na parterze. Pozostaje tylko przywieźć od niej z powrotem stelaż od wózka, ale to już Maciek zrobi gdy będę w szpitalu.








8 komentarzy:

  1. Wiesz, jakie później dzieciaki będą przeżywały stresy?
    Miesiąc przystosowywania sie do przedszkola to nic, więc lepiej dziecko uczyć wcześniej :)
    JA nie patrzę nigdy chwilowo, zawsze staram sie wyprzedzać rzeczywistośc w myśleniu i pod tym kątem wychowuję dziecko.

    A Piotrek może wcale się nie zmieni w tych zabawach samemu, może to woli? ;)
    Może dopiero w szkole zacznie szaleć z innymi?
    To nic złego tak naprawdę, bo TY chyba też jesteś dość zamkniętą osobą, mogłaś przekazać coś w ramach wychowania. ;)
    (Piszę to, bo zauwazyłam to samo u nas. A ponoć inteligentni ludzie potrafią sobie zorganizować czas bez innych :PPPP )

    Piekny masz ten brzuchol :) Ja bardzo sie martwiłam moim brzuchem w ciąży, bo był taki mały że prawie niewidoczny-no a w związku z tym dziecko uciskało wszystko co się da. Trochę mi szkoda tego wyglądu kobiety w ciąży, dlatego teraz wszelkie brzuchy wzbudzają we mnie pozytywne odczucia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, on raczej nigdy nie będzie dusza towarzystwa, i ja i mój maż jesteśmy raczej zamknięci i on też jest nieśmiały, chodzi mi na ten moment o to, by przynajmniej przyglądał się tym zabawom, a nie uciekał , no i by nie oczekiwał, że cała grupa dostosuje się do niego i się nie obrażał.

      Usuń
  2. Gratuluję zaadaptowanego przedszkolaka! Podwórko po południu to zdecydowanie dobry pomysł, dzieci na powietrzu rzeźwią się i energetyzują, w sali są zmęczone i kiwają im się łebki. Nic dziwnego, że płaczą. Więc duży plus dla pań.
    Brzuszek świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzuszek duży, ale cudny! Podziwiam, wspominam i zazdroszczę!
    Piotrkowi gratuluję i niesamowicie się cieszę że tak ładnie i szybko się zaadaptował! Wyjście po obiedzie to dobry ypomysł - brawo dla pań!

    OdpowiedzUsuń
  4. Super wyglądasz. Cieszę się, że z Piotrkiem już lepiej i faktycznie z tego co opisujesz to przedszkole zmieniło go bardzo.
    A ja szukam jakiegoś sposobu na zgagę zanim mi mózg wypali.

    OdpowiedzUsuń
  5. cieszę się, że skurcze się uspokoiły

    OdpowiedzUsuń
  6. Hej :)
    Genialna sprawa z tą zamianą zajęć w przedszkolu - przecież ogólnie dzieciaki lepiej "kumają" przed południem, niż po. Ja jeszcze ze szkoły pamiętam, że popołudniowe zajęcia były bez sensu, bo mózg już się przestawiał na relaks :p

    Pozdrawiam cieplutko, życząc szybkiego i sprawnego rozwiązania :)

    OdpowiedzUsuń
  7. No i super! Chłopak potrzebował czasu:)))

    OdpowiedzUsuń