wtorek, 3 września 2013

trudne początki przedszkolne.....

W weekend byłam bardzo optymistycznie nastawiona co do poniedziałku. Piotrek chętnie chodził ze mną na adaptację do przedszkola, bardzo polubił jedną ze swoich pań, wprawdzie bawił się raczej na boku, ale wiem, że to normalne u niektórych dzieci. W każdym razie mniej było w mnie mniej stresu niż tydzień wcześniej przed adaptacją. Sam zainteresowany spokojnie mówił, że pójdzie do przedszkola, że zostanie, a mama pójdzie do pracy (wersja dla niego). Wydawało się, że jest OK.

Ale nie jest. W ogóle nie jest :-( Nie wiem co bym poczęła gdybym nie była teraz na zwolnieniu, gdybym musiała iść do pracy na cały dzień. Naprawdę nie wiem

W przedszkolu śniadanie dla średniaków i starszych grup jest o 8.30, dla maluszków o 9.00. Jest wspólna jadalnia. To małe przedszkole, więc na jadalni jest w sumie może tyle dzieci co w jednej grupie w przedszkolu samorządowym. Panie prosiły by przychodzić albo na śniadanie albo po, ale nie później niż na 9.00 za wyjątkiem sytuacji wyjatkowych by dzieci nie wchodziły w środku zajęć. Piotrek w poniedziałek rano spokojnie wstał i napił się odrobiny mm. Pobawił się chwilę. Zaproponowałam śniadanie, ale stwierdził, że zje z dziećmi w przedszkolu. Zebraliśmy się więc na 8.30. Pobiegł radośnie. W szatni pierwsze rozczarowanie - nie ma jeszcze pani Patrycji. Wcześniej jest pani Dorotka, a pani Patrycja przychodzi na 9.00 bo nie ma innych możliwości dojazdu.Piotr sie speszył. Pobawił się chwilę w sali, a potem dzieci wzięły węża i poszły do jadalni. Poszedł za nimi, wszedl, ale zawstydził się, wyszedł i już nie chciał wracać. Przyszła pani Patrycja, ucieszył się, zasugerowała bym przyszła na poczatek o 12, przed obiadem, który jest o 12.30. Miała próbowac namówić go na śniadanie jak większość dzieci zje.
Pojechałam do sklepu, do domu, posprzątałam i w dobrym nastroju stawiłam się po Piotrka. Jak tylko zauważyłam, że siedzi z panią Patrycją i dyrektorką w sekretariacie od razu wiedziałam, że nie było dobrze. Bardzo płakał. Bawił się, a za chwilę przypominał sobie, że mnie nie ma i płakał, pani Patrycja szczerze powiedziała mi, że pod koniec to już była kaplica. Ustaliłyśmy, że musimy adaptować powoli i delikatniej, krócej. Kiedy wychodziliśmy Piotr spontanicznie powiedział "już nigdy mnie nie zostawiaj"....A ja nie zniknęłam mu z oczu, rozmawialiśmy, wiedział, że idę do pracy, pożegnałam się z nim, powiedziałam, że przyjadę po niego jak wróci z placu zabaw i słowa dotrzymałam. Pani Patrycji potem mówił, że do niej wróci, w domu też opowiadał, że jutro pojedzie do przedszkola, ale widać było, że jest bardzo zmeczony emocjonalnie. Był taki, nie wiem jak to opisać, rozkojarzony, mówił o różnych rzeczach bez ładu i składu, w aucie od razu zasnął. OK, stwierdziłam, że pierwsze koty za płoty, że 3h to za dużo dla niego na początek, poza tym nie jadł śniadania i był głodny.

Dzisiaj rano zrobiłam mu ulubione naleśniki, najadł się porządnie i w przedszkolu byliśmy o 9 - po śniadaniu i od razu przyszła po niego do szatni pani Patrycja. Poszedł z nią do sali chętnie, pożegnał się ze mną. Umówiłyśmy się, że przyjadę za 2h, o 11.00 Byłam punktualnie, Piotr był na placu zabaw, bawił się, ale na mój widok bardzo się ucieszył i próbował wręcz wspiąć się na płotek by się do mnie dostać zamiast biegnąć do bramki. Pani Patrycja mówiła, że dzisiaj krócej wytrzymał na sali bez płaczu, że się trochę rozkleił, potem na placu zabaw było OK. No ale nie ma co się oszukiwac - jest jedynym dzieckiem, które w tym momencie ma problemy z adaptacją.

To nawet nie chodzi o to, że nie chce się póki co włączać w zabawy grupowe na sali. Ma do tego prawo. On bardzo się rozkleja kiedy ktoś mu coś zabierze, nie walczy o swoje - to dla mnie dziwne, na wszystkich zajęciach, na które chodziliśmy potrafił się bez problemu upomnieć, wymienić, nawet odebrać coś. Wtedy jednak miał chyba świadomosć, że jestem w pobliżu, na korytarzu, a tutaj w takich momentach dociera do niego, że mnie nie ma i wraca tęsknota. Źle się czuje w sali gdy zaczyna być większy gwar a to naprawdę jest kameralne przedszkole, na ten moment w jego grupie jest 8 dzieci. To naprawdę niewiele. Tylko pani Patrycji ufa.

Jestem podłamana szczerze mówiąc. Jutro znowu jedzie na 2 h, po śniadaniu, bez obiadu. Liczę na to, że stopniowo uda się te 2h wydłużyć do 3h, a potem zahaczyć o obiad. Póki nie zje obiadu nie może być dłużej niż do 13 bo będzie głodny. Martwię się o niego. Chodziliśmy  na różne zajęcia dla dzieci, odwiedzaliśmy to przedszkole przy różnych okazjach, nie szedł w nieznane miejsce. Najdziwniejsze jest to, że on raczej pozytywnie się o nim wyraża, wie że mama i tata chodzą do pracy, a dzieci do przedszkola, nie protestuje rano, ale kiedy przychodzi co do czego rozkleja się na amen.

No martwię się strasznie. Nie mówiąc o tym, że te 2h mnie nie urządzają w ogóle. W czwartek mam KTG i wizytę u gina przed południem. Musiałam poprosić moją mamę by przyjechała do nas przez całe miasto by Piotrka odebrać z przedszkola bo nie ejstem w stanie łącznie z dojazdem w obie strony uwinać się z tym w te 2h. Nie ma szans. A KTG będę miała co tydzień, nie mówiać o innych badaniach. Miałam nadzieję, że w przyszłym tygodniu podjadę do pracy na jakieś 2-3h, jeszcze coś muszę skończyć, ale w tym układzie nie wchodzi to w grę....

Jakieś rady?????????? Tylko błagam nie piszcie, że to wina tego, że nie spędziłam z nim w domu więcej niż te 7 miesięcy, że pracowałam na pełny etat, że nie było mnie w domu przez 9h dziennie etc. Musiałam wrócić do pracy byśmy mieli za co żyć, więc proszę nie dołujcie mnie tym dodatkowo.

26 komentarzy:

  1. Ja byłam z Radkiem do roku i trzech miesięcy i jakoś nei pomogło, więc to chyba nie to... Sąsiadka wróciła do pracy po 5 miesiącach macierzyńskiego, Marysia została już w poniedziałek na własną prośbę na drzemkę, a wczoraj prosiła, zeby przysżły dopiero po zabawie na placu zabaw, czyli ok. 16-ej, a nie 15.30... U ans też dooopa, nie włącza się do zabaw, płacze, nie umie się bronić i walczyć o swoje. Zjadł trochę śniadania, ale już nie usiadł do owoców i obiadu. Nic Ci nie poradzę, bo u nas też kiepsko :( I też kuźwa tylko jeden w grupie ma takie problemy...

    OdpowiedzUsuń
  2. Oczywiscie, ze to nie wina tego, ze szybko wrocilas do pracy. Ja bym raczej powiedziala, ze jestescie kolejnym przykladem potwierdzajacym moja opinie, powstala na podstawie tego co wiem od mam w Polsce i Finlandii - im dziecko jest starsze, gdy zaczyna swoja kariere w placowce, tym trudniejsze sa dla niego poczatki. Mlodsze dzieci latwiej sie adaptuja i juz. Nie wymyslilam tego na swoja potrzebe, gdy targaly mna wyrzuty sumienia, ze Cami taka mala zaczela chodzic do przedszkola (miala 10 miesiecy). Owszem, byla pierwszym przykladem dziecka, ktore nie potrzebowalo adaptacji z moim udzialem. W drugi dzien zostala dwie godziny beze mnie, bawila sie caly ten czas ze starszymi dziecmi (grupa byla mieszana wiekowo), nastepnego dnia zostala juz na caly dzien. Ani razu nie zdarzylo jej sie plakac. Mamy w Finlandii, wysylajace dzieci do przedszkola w wieku 1-1,5 roku, max 2 lat mowia to samo. Jesli zdarzyl sie trudniejszy poczatek, to trwal najwyzej dzien, dwa. Natomiast co roku czytam o dzieciach polskich, ktore w wieku 3 lat maja problemy z adaptacja, glownie te, ktore wczesniej do zlobka nie chodzily. Przyjaciolki bliznieta, w Polsce, zaczely w lipcu, majac 9 miesiecy, chodzic do zlobka. zero problemow. Musi cos w tym byc. Gdy sie doda do tego fakt, ze kazde dziecko jest inne, moje czuje sie doskonale wszedzie, ze mna, czy beze mnie, byle bylo sie z kim bawic, Twoje, jak sama mowisz, nie przepada za wspolpraca z innymi dziecmi - wychodzi na to, ze kazde inaczej przyjmuje te wielka w koncu zmiane. Trzymam kciuki, mysle, ze nie jest najgorzej tak naprawde. Moglyby byc histerie, zapieranie sie nogami w progu przedszkola i wycie, o takich przypadkach tez slyszalam. Co do Twoich wizyt u lekarza - dzieci nie maja poczucia czasu, mysle, ze gdybys zostawila Piotrusia wnprzedakolu na dluzej niz 2 godziny, byloby tak samo jak jest, poza tym wierze, ze problemy nie beda trwaly tygodniami, glowa do gory!

    OdpowiedzUsuń
  3. Niedobrze ale to poczatki...Filip na razie nie idzie do przedszkola ale mysle, ze mogloby byc podobnie? Szkoda mi go jak pomysle ze bardzo to przezywa a z drugiej strony przeciez nie dzieje sie mu krzywda...no konstruktywnie to Ci nie pomoglam, ale jedyne co mi przychodzi do glowy ze moze to za wczesne? Choc pewnie sie myle i za 2 tyg. Bedzie duzo lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nessie, a pamiętasz moje początki z Anią? Rok temu byłam poprostu w rozpaczy :( Byłam pewna, że moja Ania nie da rady, że to jakieś zaburzenia i będę musiała korzuystać z pomocy psychologa. Poznała wszystkie stołu od spodu bo się chowała i płakała tam :( Wyła nawet jak z nią byłam w przedszkolu, budziła się w nocy i błagała abym jej nie zawoziła do przedszkola. Była ciężkim przypadkiem, żadne dziecko u Ani w przedszkolu tak nie przyżywało. Ale minęło i po 3 miesiącach Ania naprawdę polubiła swoje przedszkole choć przecież dużo chorowała przez cały rok i raczej rzadko bywała - konsewkencja i powoli do przodu. Tu musisz liczyć na bardzo duże zaangażowanie i pomoc wychowawczyń. I nie tylko jednej pani ale wszystkich ponieważ gdy p. Patrycja zachoruje, znów będzie progres u młodego. Nieraz odbierałam Anię o 14 po obiedzie, była w rozpaczy choć wiedziała, że będę po nią. Płakała strasznie. Serce miałam w kawałkach. Dacie radę. To najlepsze wyjście dla niego. Trzymaj się.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzisiaj był koszmar. Nie chciał wyjść z szatni. Czekam na telefon z przedszkola, najpóźniej za godzinę po niego jadę.
    Żaluję, że wcześniej gdzieś nie chodził, ale kurcze to wszystko się rozbiło o kasę :-( wszysko nam się posypało 2 lata temu i finansowo i organizacyjnie, w jednej i drugiej pracy i zwyczajnie nie było nas stać na zaden klub maluszka. A do samorządowego przedszkola nie mieliśmy szans. Dopiero potem pojawiła się "obca" opiekunka na 2 dni. Musieliśmy korzystać z uprzejmiości babć, nie mieliśmy wyjścia..... Zresztą u nas to było tak, że wszystko albo nic, nie mieliśmy jak zorganizować odbioru Piotrka z klubu o przyzwoitej gdzinie, musiałby być w nim od 8 do 18 bo praca, bo teściowa pracuje, bo jest Antoś u niej, a moja mama nie ma prawa jazdy. jedyną opcją był klub maluszka obok niej by go wcześniej odbierała ale to oznaczało codzienna jazdę d niej o 7 autopostradą na drugi koniec miasta i wieczorem z powrotem na 19.30 do domu, cały dzień w aucie nie wspominając o kosztach paliwa dodatkowych rzędu kilkuset PLN. nie mieliśmy tej kasy.....
    Drugi synek chcby nie wiem co pójdzie do żłobka czy klubiku....

    Jeśli on teraz sie nie zaadoptuje to bedzie kiszka. bedzie musiał być ze mną w domu, ja jestem już w 31tc, mam skurcze, ledwo żyję i spedzi zimę kisząc sie w domu bo mąż całymi dniami pracuje a ja mieszkając tu gdzie mieszkamy nie jestem w stanie zimą z malutkim dzeckiem się za bardzo wyrwać na dłużej niż godzinę czy do lekarza. Uwsteczni się jak nic. To już wolę by chdził do tego przedszkola choć na te 2-3h dziennie, choć nawet bez posiłków - 5 min drogi samochodem i już bardziej kameralnego miejsca nie mogłam mu znaleźć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie dołuj się bo to nic nie da. Nie możesz tak do tego podchodzić. Musi chodzić do przedszkola bo to dla niego dobre, zapewni mu rozwój i rozrywkę. Da radę i on i Ty. Tylko nie możesz teraz przerywać rytmu przedszkolnego. Musi chodzić i panie przedszkolanki muszą mu pomóc.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zaadaptuje sie. Szkoda mi Was strasznie, ale nie mysl o tym, by zrezygnowac z przedszkola, teraz to przezyjecie i pozniej bedzie dobrze. Jak go bedziesz w domu trzymac, tak naprawde go tym bardziej skrzywdzisz niz mu dobrze zrobisz, musi sie kiedys nauczyc "zycia w spoleczenstwie". Nieustajaco trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Wysłałam ci maila.
    Pamiętasz mój pomysł z rysowaniem zegara?
    http://radzinka.blox.pl/2012/09/5-wrzesnia-2012.html
    Spróbuj. Każdy sposób dobry! Trzymajcie się ciepło :-)
    I broń Boże nie rezygnuj z przedszkola - jak to zrobisz to potem ze szkołą będzie jeszcze trudniej!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. My dziś po żłobki wyszłam na 40 minut i siedziałam pod salą, rozkleiłam się jak zobaczyłam, przez szparę w drzwiach jak Mania chodzi za rączkę z panią, jutro nie będę zaglądać bo tylko się nakręcam. Ale i tak dumna jestem, bo mania mało płakała, ale rozumiem Twoje odczucia, jest to straszne przeżycie dl matki i nie ma bata na to:/Musisz konsekwentnie prowadzać go do przedszkola ale jeśli tak przeżywa to bardzo stopniowo wydłużać czas. mania co prawda jest o wiele młodsza od Piotrka ale specjalnie przedłużyłam wychowawczy do połowy października bo chcę naprawdę stopniować ten czas, zresztą kurde-sama bym nie wytrzymała bez niej, bo aż mnie nosi żeby iść, ale wiem e ma tam super opiekę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ryczałam w samochodzie jak zostawiałam Anię. I wciąż mi się często zdarza odebrać ją wcześniej bo tęsknię za nią :) i nie raz się zdarzało, że ona wcale się nie cieszyła, że jestem wcześniej :) to wielki, wielki sukces mojej małej córeczki i jestem pewna, że i Wam się wszystko ułoży, Nessie!

      Usuń
    2. Ciekawe czy u nas nadejdzie taki dzień że Mania będzie chciała zostać w żłobku:)

      Usuń
  10. Oj to prawda, że im dziecko później zaczyna spędzać czas z obcymi tym trudniej.
    Musisz być twarda, mały sie przyzwyczai. Krzywda mu sie nie dzieje przecież, popłacze trochę a potem będzie tylko lepiej.

    U nas dzisiaj już był kryzys i Mała nie chciała iść, przytulała się smutna i wystraszona ale też musi się socjalizować przecież, nie zawsze wszystko będzie po myśli dzieciaków.

    Trzymajcie się, dużo siły życzę!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja podjęłam decyzję, że Migotka zostanie w domu jeszcze przez ten rok dlatego nie wiem co Ci doradzić. Jedynie z opowieści koleżanek wiem, że trzeba czasu. I nawet te dzieciaczki, które na początku nie maja problemów i tak w końcu przechodzą kryzys. Trzymam kciuki, żeby wszystko było dobrze.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja myślę, że reakcja Piotrka jest normalna. Daj mu czas. To dopiero kilka dni a dla niego to OGROMNA zmiana, potrzebuje czasu i Twojego spokojnego podejścia do sprawy. Rozumiem że cisnął Cię terminy i praca ale myślę że teraz najwazniejsze będzie podejście "na luzie".
    Sońka też jak była mała to robiła dramat jak tylko traciła mnie z oczu, ale przyszła jej pora i teraz nawet się nie obejrzy, tylko biegnie do dzieci i ma mnie w nosie;)
    Dzieci muszą do pewnych rzeczy dojrzeć, najwazniejsze to dać im ku temu możliwość i nie stwarzać presji.
    Będzie dobrze, zobaczysz!

    OdpowiedzUsuń
  13. A może na początek zostawaj w szatni na te dwie godziny (żeby Piotr miał świadomość że jesteś w razie czego) - wiem że to upierdliwe, zwłaszcza w ciąży, ale może to pomoże mu się oswoić z sytuacją i nowym miejscem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie sądze by to był dobry pomysł, rozmawiałam z paniami i psychologiem w przedszkolu. Tak było na adaptacji i nie było problemu. Tak było od wielu miesięcy na zajęciach na które chodziliśmy, Piotr mnie nie widział, ale wiedział, że jestem. Też super. Przedszkole nie jest dla niego nowym miejscem bo wiele razy tam przychodziliśmy na różne imprezy. Siedzenie w szatni to dreptanie w miejscu, bo w każdej awaryjnej sytuacji on poleci do mnie i będzie mnie ciagnął do wyjścia. w ten sposób nie oswoi się z paniami, nie nauczy się im ufać i u nich szukac pomocy i pociechy pod moją nieobecnośc. Nic to nie zmieni a tylko przedłuży. Poza tym byłoby to nieuczciwe w stosunku do innych dzieci, którym byłoby przykro, że ich rodzice nie koczują w szatni.

      Usuń
  14. Myślę że po kilku dniach się przyzwyczai:) Córka mojej sąsiadki przeżywa to samo ale myślę że będzie już tylko lepiej:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie mam rad. moja młodsza zaczęła trzeci rok przedszkola i idzie tam codziennie z rykiem, histerią i pani niemal odrywa ja ode mnie.
    Piotr jest dopiero na początku swojej drogi i potrzebuje czasu by się oswoić. Panie w przedszkolu starszej mówiły, ze cały wrzesień taki właśnie jest, ze maluszki przeżywają pójście do przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest, niestety. U Ani w przedszkolu jest teraz chłopiec 3 l, który chce cały dzień leżeć i spać bo mama go odbiera po leżakowaniu. Podczas zajęć łapie swój kocyk i udaje, że śpi. Co rano w szatni słyszę ryki maluchów :(

      Usuń
  16. Już trochę lepiej. Wczoraj był kryzys, Młody bardzo płakał przy rozstaniu i popłakiwał w ciągu dnia. Dzisiaj też płakał ale trochę mniej. Według relacji pań szybko się uspokoił i całe 2h ładnie się bawił bez jednej łzy. jak babcia go odbierała o 11 bawił się roześmiany na placu zabaw. W przyszłym tygodniu postaramy się stopniowo dociągnać do 12 a potem zachęcić go do zjedzenia obiadu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zje w końcu. Dzieci w grupie jedzą ion też będzie chciał. Będzie tylko lepiej, jestem pewna. Mam nadzieję, że będzie mało chorował i fajnie bawił :)

      Usuń
  17. To nie Twoja wina! Po prostu jedne dzieci adaptują się łatwiej, inne trudniej. Mieliśmy w przedszkolu dzieci, które popłakiwały do października, listopada... czasem po prostu tak jest. Po prostu nie możecie się poddawać i chodzić cierpliwie, choćby miało się to ciągnąć tygodniami. Kiedyś musi się zaadaptować, bo kiedyś przedszkole/szkoła będzie już obowiązkiem. Więc im wcześniej tym lepiej. Poradzi sobie!

    OdpowiedzUsuń
  18. Bedzie dobrze, to normalka.szargaja nim wielkie emocje, strach zaiekawienie wszystko naraz. Musi dac im upust i b dobrze. Niepokojace by bylo gdyby wcale nie rozpaczal...taka adaptacja to jest proces. Pamietam jak moj Kuba poszedl do zlobka, on plakal ja plakalam...kazdego dnia bylo coraz lepiej. Ale rano jak go zostawialam to ryczal przez dobry miesiac jesli nie wiecej. A ja przychodzilam po poludniu to wyjsc jie chcial....
    Bedzie dobrze

    OdpowiedzUsuń
  19. Bedzie dobrze, to normalka.szargaja nim wielkie emocje, strach zaiekawienie wszystko naraz. Musi dac im upust i b dobrze. Niepokojace by bylo gdyby wcale nie rozpaczal...taka adaptacja to jest proces. Pamietam jak moj Kuba poszedl do zlobka, on plakal ja plakalam...kazdego dnia bylo coraz lepiej. Ale rano jak go zostawialam to ryczal przez dobry miesiac jesli nie wiecej. A ja przychodzilam po poludniu to wyjsc jie chcial....
    Bedzie dobrze

    OdpowiedzUsuń
  20. to czy pracujesz czy siedzisz w domu nie ma znaczenia- są dzieci łatwiej i trudniej adaptujące się i już. Ewidentnie w sytuacji którą opisujesz chodzenie do przedszkola jest dla Piotra LEPSZE niż zostanie w domu. Ty o tym wiesz, on nie- rolą dorosłego jest wiedzieć takie rzeczy których celu czy perspektywy dziecko jeszcze nie ogarnia (podobnie jest przecież choćby z zabiegami medycznymi). On przeciez nie wyobrazi sobie teraz jak będzie się nudził zimą w domu albo jak będzie fajnie w przedszkolu jak już przywyknie. Trzeba zacisnąć zęby i wytrzymać, niestety.Musi widzieć że Ty traktujesz pozostanie Piotrka w przedszkolu jako fajne, normalne, że nie robisz z tego problemu. Wcześniej czy później będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń