piątek, 20 września 2013

wicie gniazda



Wpadłam po uszy w wir wicia gniazda ;-)

Pamiętam jak czekając na narodziny Piotrka usiłowałam przygotować co się da, zaopatrzyć we wszystko tak jakby po porodzie mieli odłączyć internet, zamknąć ulice i sklepy. Śmiałam się potem z samej siebie i uspokajałam koleżanki, że „życie po porodzie naprawdę istnieje”. No i co? Znowu dopadło mnie to samo.

Już od dawna mam praktycznie wszystko przygotowane dla Maluszka. Gondola, fotelik i leżaczek umyte, zaimpregnowane, śpiwór zimowy wyczyszczony, pościel, ręczniki, kocyki, ubranka – wszystko wyprane, wyprasowane i posegregowane. Zrobiłam razem z Piotrkiem przegląd zabawek niemowlęcych. W pokoju Tomka czeka spakowana torba do szpitala oraz karton z rzeczami do dowożenia mi w razie potrzeby – zapasowe koszule, podkłady, figi jednorazowe, ubranie dla Maluszka na wyjście ze szpitala. Pozostałe zniesienie biura Maćka i komputera z pokoju Tomka do gościnnego i przeniesienie mojego do naszej sypialni, z tym się nie spieszmy bo na razie tak jest wygodniej a i tak przez jakiś miesiąc łóżeczko będzie stało u nas. Niemniej jednak zrobić to trzeba, bo być może będe wieczorami/w nocy pracowała na macierzyńskim i musze mieć jakieś miejsce do pracy.  Trzeba jeszcze znieść ze strychu wanienkę i przywieźć od teściowej stelaż od wózka, chwilowo służy on Antkowi by szwagier nie musiał wozić tam jego wózka-parasolki ani tym bardziej zwykłej spacerówki, z której korzystają na co dzień bo ona im się nie mieści w aucie. Aha, jeszcze teściowa ma nam przywieść swoje łóżeczko turystyczne aby służyło za kojec na parterze a szwagierka laktator. I finito.

Mój instynkt wicia gniazda znajduje teraz ujście w inny sposób. Maciek się śmieje, że przygotowuję się jak na wojnę i ma trochę racji, ale nic nie mogę na to poradzić. Tak już mam ;-) Piotrek przepisany do innej pediatry. Rachunki popłacone do grudnia. Okna pomyte na zimę. Posegregowałam ciuchy Piotrka, odłożyłam za małe do kartonu do piwnicy, z szafki, w której trzymam rzeczy kupowane na wyprzedażach na wyrost przyniosłam ubrania na jesień i zimę, wyniosłam do piwnicy ubrania typowo letnie. Zrobiłam przegląd w jego czapkach, szalikach, dokupiłam rękawiczek i do wszystkich powszywałam podpisy (przedszkole). Kupiłam mu dwie pary butów wysokich na jesień i buty na zimę, zostały mi jeszcze do kupienia jakies tanie śniegowce jako zimowe obuwie awaryjne na wypadek przemoczenia głównego i jest zaopatrzony do wiosny. Może to śmieszne, ale nie sądzę bym miała do tego głowę w listopadzie. Dokupiłam sobie ciepłych skarpet i rajstop. Zrobiłam przegląd w biblioteczce Piotrka i schowałam do kartonu książki, które są już dla niego zbyt dziecinne. Poczekają na brata. Wyrzuciłam tonę niepotrzebnych papierów i szpargałów z naszej sypialni. Wyniosłam segregatory, których nie potrzebujemy na co dzień i książki kucharskie z pokoju gościnnego do piwnicy robiąc miejsce na rzeczy  mamy w czasie gdy będzie u nas nocować. W szafce czeka na wszelki wypadek sterylizator, kilka butelek i pojemniki na pokarm. W piwnicy dobrze schowany prezent dla Piotrka od braciszka. Pochowałam buty typowo letnie, wyciągnęłam cieplejsze, zaimpregnowałam co trzeba było zaimpregnować. Pochowałam do sprzedaży lub oddania letnie ubrania ciążowe, a te zwykłe letnie wyniosłam do piwnicy zastępując je w sypialni cieplejszymi. Przejrzałam lekarstwa, posprzątałam w szafkach w łazienkach. Zrobiłam przegląd "techniczny" zabawek po Piotrku i wymieniłam baterie.

Nie potrafię się zatrzymać w tym pędzie przygotowań Okruszkowo-zimowych. Za chwilę sfiksuję na dobre i ubiorę na zapas choinkę ;-))))))))

2 komentarze:

  1. Robiłam dokłądnie tak samo, zawsze muszę mieć wszystko zoranizowane bo inaczej zwariuję. Teraz korzystam z czasu kiedy Mania jest w żłobku a ja jeszcze nie pracuję i robię generalne porządki począwszy od mycia okien i prania firan a sończywszy na segregowaniu wszystkiego co się da i pozbywania się niepotrzebnych rzeczy:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wpadniesz do mnie? :)))) Planowalam takie szalenstwo na pierwsze tygodnie macierzynskiego zanim sie mala urodzi, a jak przyszlo co do czego, wszystko lezy odlogiem, a ja leze na kanapie...

    OdpowiedzUsuń