poniedziałek, 28 października 2013

pierwsze dni w domu

W miarę zaaklimatyzowaliśmy się w domowej rzeczywistości.
Mam fantastyczne dzieciaki :-)


Jak Piotruś? W środę gdy okazało się, że wypisuja nas ze szpitala Piotrek był u mojej mamy. Przez kilka dni nie chodził do przedszkola ze względu na kaszel. Nie spodziewaliśmy się wypisu w środę po zapowiedziach lekarzy we wtorek, że chcą sprawdzić, czy przyrost wagi Tomka jest stałym trendem, więc Maciek nie zdążył pojechać wcześniej po niego. Najpierw odebrał nas, a potem przywiózł Piotrka. Gdybyście słyszały ten pisk radości gdy zobaczył mnie w drzwiach :-)))) Zaraz potem padło pytanie "czy jest już Tomek?", pobiegł do leżaczka i zaczął skakać z radości i delikatnie głaskać braciszka. Następnie kolejny wybuch euforii gdy zobaczył super mega wypasiony wóz strażacki, dokładnie taki o jakim marzył. Był przeszczęśliwy. Bardzo interesuje się dzidziusiem, ciągle do niego podchodzi, mówi, że go "pilnuje", głaszcze po główce, buja, komentuje, mówi do niego. W przedszkolu podobno mówił , że "tęskni za braciszkiem" i że "brat ciągle śpi i śpi". Krótko mówiąc póki co nie okazuje bezpośrednio zazdrości ani nie ignoruje tematu, raczej chwali się Tomkiem. W piątek miał pasowanie na przedszkolaka, na które przyszła też teściowa z Antosiem i obiecała mu, że przyjadą potem do nas. Troche to trwało, bo Antek utknął na przedszkolnym placu zabaw, a Piotrek po prostu nie mógł się ich doczekać, kiedy tylko przyjechali pociagnął ich do łożeczka by sie pochwalić bratem:-) Sprawia wrażenie podekscytowanego faktem, że jest starszym bratem. Nie może znieśc gdy Mały płacze. Ja poznałam Tomka już na tyle, że wiem, że nie nie ma sensu biegnąć do niego od razu gdy zaczyna kwękać, bo podobnie jak Piotr budzi się na raty. Kwęknie, przysypia, i tak kilka razy. Próby nakarmienia go od razu są bez sensu bo zaśnie natychmiast, dlatego spokojnie czekam aż rozbudzi się na serio. Piotruś natomiast z oburzeniem przybiega do nas co chwila informując, że "Tomek płacze", że "trzeba dac mu jeść", żebym wzięła go na rączki. Słodkie to.
Przyjęliśmy zasadę, że nie uciszamy Piotrusia i nie podporządkowujemy życia rodzinnego niemowlakowi gdy jest poza naszą sypialnią. Na parterze toczy się normalne życie, Piotrek bawi się, biega i nie zabraniamy mu tego, gdy brat leży sobie w leżaczku lub łożeczku turystycznym w salonie. Jeśli będzie mu to przeszkadzało zawsze ma swoje główne łożeczko w naszej sypialni, mamy na tyle duży dom, że każdy znajdzie spokojne miejsce.
Nie twierdzę bynajmniej, że jest różowo i cukierkowo. Piotruś rzecz jasna odreagowuje stres i emocje, a objawia się to u niego totalnym kręćkiem i wariactwem. Sobotę spędziłam praktycznie całą sama z dzieciakami i momentami nie było lekko. Piotrek jest rozemocjowany, biega, skacze, non stop coś mówi, śpiewa i domaga się uczestnictwa w zabawach. Testuje nas trochę w zawoalowany sposób, na przykład gdy karmię Tomka i mam ograniczone możliwości ruchu on prosi bym podała mu jakąś rzecz, przychodzi wieczorem do sypialni gdy próbuję wyciszyć Tomka podczas karmienia i zaczyna swoje monologi, ale nie jest to zbyt uciążliwe. Dajemy radę. Na wspólnym spacerze w niedzielę testował nas na zasadzie, że teraz chce iść w tym kierunku, a teraz nie, że chce siąść na ławce, a gdy siedliśmy i karmiłam Tomka nagle stwierdzał, że mu się znudziło i pragnie biec dalej. Jednym słowem testuje owszem tak "podskórnie".  Staramy się ze wszystkich sił pokazać mu, że nadal jest ważny. Komplementuję go na każdym kroku jakim jest super straszym bratem, ale nie wałkuję tematu dzidziusia non stop, by mu nie obrzydł. Niestety efekt uboczny pojawienia się Tomka, który jest karmiony mieszanie to powrót uwielbienia dla butelki. Piotrek długo pił mleko mm z butelki, za późno zaczełam go uczyć picia mleka z kubka. Było już lepiej, już nie domagał się jej codziennie ale teraz prosi co chwilę. Nie bardzo mam pomysł co z tym fantem począć, a nie mogę tego tak zostawić bo przyczynia się to do jego problemów logopedycznych.
Tomek póki co przesypia większość dnia. Trochę mu sie poprzestawiało. Nie przeszkadzają mu odgłosy domowe, nawet wiertarka, ale w nocy śpi czujniej. Mam ponadto jeszcze trochę niedojrzały układ pokarmowy i czasem po karmieniu boli go brzuszek, trzeba go masować, nosić lub położyć się brzuchem do brzucha, i to zwykle dzieje się albo po karmieniu wieczornym ok. 20.00 lub między 2 a 3 w nocy. Czasem ląduje więc w nocy u nas w łóżku, bo działa na mnie jak najlepszy środek usypiający i gdy się z nim tak położę w półmroku na kangurka to obydwoje odpływamy. Nie są to jednak na szczęście kolki, można temu zaradzić. Widziałam ataki kolki, to nie to. Dzisiaj noc minęła bez bólu brzucha. Jak mały zegarek budzi się w dzień co 3 godziny na karmienie, a w nocy co 2-2.5. Pory aktywności Tomek póki co ma kiepsko zgrane z naszymi potrzebami logistycznymi, a mianowicie wieczorem od ok 19.30 do 21.00 i rano miedzy 6.00 a 7.30 czyli akurat wtedy gdy potrzebuję czasu dla starszaka ;-) Z tego względu najtrudniejsze są poranki i wieczory - w tej kolejności. Jeśli jest Maciek to OK, ale specjalnie w piatek testowałam opcję radzenia sobie samej i jest to możliwe, acz momentami trudne. Klucz do sukcesu to nastawić budzik i wstać 20 min przed wszystkimi oraz wieczorem przygotować ciuchy dla dzieciaków oraz dla siebie i ewentualnie spakować plecaczek na spacer czy jakieś inne wyjście. Wtedy mam szansę sie umyć, ubrać, zjeść, ogarnąć w miarę spokojnie dzieciarnię i uniknąć totalnego bajzlu w domu, czego nie znoszę. Inaczej robi się nerwowo. Pierwotnie miałam zamiar kapać Tomka co drugi dzień, ale widzę, że jednak będziemy robili to codziennie. Kąpiel trwa wprawdzie chwilkę, bo Mały póki co szybko się wychładza, ale dzięki temu nakarmiony śpi potem 2-3 godziny, czyli mamy wieczór dla siebie. W dni bez kąpieli włącza mu się wtedy czuwacz i o wieczorze we dwoje możemy zapomnieć. Stwierdziłam też, że nie ma się co stresować nadmiernie gdy czuwa kiedy przychodzi czas wieczornych rytuałów Piotrka. Jeśli tylko nic go nie boli można to spokojnie pogodzić. Raz kąpałam Piotrka i bawiłam się z nim w łazience przy Tomku obserwującym wszystko z leżaczka i czytałam starszakowi przed snem z braciszkiem na rękach. Po prostu nam towarzyszy. Aczkowliek zaliczyłam już sytuacje gdy i jedno i drugie potrzebowało mnie teraz zaraz natychmiast - Tomek bo brzuszek i kupsko, Piotrek bo obudził sie z krótkiej drzemki zasikany i nieszczęśliwy i to było trudne, przyznaję. Na razie nie mamy jeszcze wypracowanego rytmu co do wieczora, raz najpierw jest kąpiel i usypianie Tomka, innym razem wcześniej pada Piotr - to zależy od tego jaki był dzień i o której Tomek zje późnym popołudniem, bo staramy się kąpać go ok 1.5h po jedzeniu.
Powiem tak - bardzo się cieszę, że róznica wieku między braćmi jest taka, a nie mniejsza. Gdyby Piotrek był młodszy, gdyby nie chodził do przedszkola, gdyby nie potrafił sam sobą się zająć (poza momentami wariactwa), gdyby trzeba było na niego non-stop uważać by nie zrobił sobie krzywdy byłby hardcore. Chociażby poranki. Jeśli obaj obudzą sie jednocześnie mogę go po prostu zawołać do siebie, sam się ubierze (no przynajmniej majtki, skarpetki i spodnie), umyje ręce i zęby, nie muszę przy nim wszystkiego robić i to jest duże ułatwienie. Że nie wspomne o buncie dwulatka, na samo wspomnienei robi mi się słabo.
Kilka fotek. O pasowaniu na przedszkolaka napiszę osobno, bo tak ważne wydarzenie w życiu mojego starszego syna zasługuje na osobny wpis.

dumny starszy brat

 wózkopomocnik
wózkowy majster (zwróćcie uwage na skrzynkę z narzędziami w koszu wózka)
prezent od Tomka
i Tomuś







środa, 23 października 2013

Wychodzimy :-)

Jednak nas wypuszczaja. Pewnie dlatego, ze duzo dzieci sie urodzilo i potrzebuja lozek. Dziekuje bardzo za Wasze wsparcie i cieple slowa!
Doba mi sie teraz zapewne skurczy, wiec wybaczcie jesli chwile mnie nie bedzie. Musze ogarnac nowa rzeczywistosc ;-)

wtorek, 22 października 2013

Zmeczenie materialu

Zaliczam dzis dola. 9 doba w szpitalu. Kiedy w niedziele dostalam Tomka bylam przeszczesliwa. Skoncentrowalam sie na nim. Na karmieniu. Powiedziano mi ze wypuszcza go gdy zacznie przybierac na wadze bo od 2 dni stal w miejscu. Wypracowalam satysfakcjonujacy nas system karmienia mieszanego i wszystko funkcjonowalo bardzo fajnie. Tomek jest absolutnie idealny. Jak maly zegareczek co 2.5h domaga sie jedzenia, nie musze go wybudzac. Dogadujemy sie super. W niedziele utrzymal wage, wczoraj przybyl i myslalam ze nas dzis puszcza do domu a tu zonk. Wypisza nas jesli to okaze sie stalym trendem. Nie wiem kiedy. Zalamalam sie.
Nie zrozumcie mnie zle. Wiem, ze to dla naszego dobra. Ale ja widze, ze jest OK i tesknimy za soba z Piotrkiem bardzo. No i szpital. Szpital jako taki jest OK. Nie oczekuje cudow. Mamu dobra opieke. Troszcza sie o nas, wszyscy sa uprzejmi i chetni do pomocy, oczywiscie troche balaganu jak wszedzie ale w normie. Tak jak pisalam polozne odbierajace porod rewelacyjne. Pomijajac kwestie zafiksowania w temacie laktacji jest OK. Ale jednak szpital to nie dom. Nie zdecydowalismy sie na platna sale jednoosobowa ze wzgledow finansowych. Pierwsza dobe po porodzie spedzilam w dwojce, ale w srode oddzialowa poprosila mnie o przeniesienie na wieksza sale argumentujac to tym, ze mniejsze przeznaczaja dla mam z dziecmi a moje na noworodkach. OK. Bylysmy we trzy do wczoraj. Oczywiscie zaduch, smrod potu ale staralam sie o tym nie myslec. Poki Mlody byl na noworodkach spedzalam czesc czasu na kotytarzu, ale z nim stalo sie to niemozliwe ze wzgledu na przeciagi. Wczoraj o 22 przywiezli dwie dziewczyny i zrobilo sie tloczno. 5 babek i 4 dzieci. Noc byla ciezka i kiedy rano dowiedzialam sie, ze jeszcze zostajemy to sie po prostu przelalo. Zmeczenie zaduchem. Ja jestem przyzwyczajona do niskich temperatur, do przewiewu i bardzo zle znosze duchote. Nos mam zatkany, gardlo jak z papieru. Mimo sprzatania kilka razy dziennie smrod pieluch i podpasek. Pot. Zapalanie i gaszenie lampek co chwila. No i oczywiscie moje dziecko kwili a sasiadki ryczy jak zarzynane prosie -) Na sama mysl o pozostaniu tam robilo mi sie slabo, a w polaczeniu z tesknota za Piotrkiem rozsypalam sie na moment. Polaly sie lzy. Pogadalam z oddzialowa i dzisiaj wracam na sale dwuosobowa. Przynajmniej tyle.

sobota, 19 października 2013

Update-cd

Nie wiem czemu zezarlo mi wczoraj czesc posta.
Piotrus....Tesknie za nim bardzo a on za mna. Rozmawiamy przez telefon. Tata i babcie staraja sie tlumaczyc mu co sie dzieje. Mial jechac w weekend z tesciowa na wycieczke by zajac mysli czyms atrakcyjnym, ale niestety przeziebil sie, boli go gardlo i kaszle. W nocy placze za mama. Mam wyrzuty sumienia ze ta choroba u niego to ze stresu i tesknoty. Z drugiej strony lepiej zebysmy nie wracali do domu poki on nie wydobrzeje. Nawet nie ogladam jego zdjec bo mi wtedy ciezej. Staram sie wykorzystac ten czas tutaj dla Tomka i dla mnie. Juz widze, ze to drugie macierzynstwo jest inne. Gdy urodzil sie Piotrus bylam skolowana, zagubiona, zle sie czulam, mialam poczucie winy z powodu nieudanej laktacji. To wszystko czesciowo odebralo radosc. Teraz jest inaczej. Poza tesknota za Piotrkiem jestem spokojna. Zachwycam sie Tomkiem, ktory jest absolutnie doskonaly. Na oddziale zyskal dwa przydomki. "Tomasz z Siemiradzkiego" bo patrzy, kombinuje, rozglada sie jak filozof. "Ptys" bo jest taki do schrupania. Wydaje mi sie podobny do brata. Oczy bedzie mial jak on ciemnobrazowe. Ma wielkie stopy. Jest cudny.

piątek, 18 października 2013

update

Nadal stacjonujemy w szpitalu. Tomus przez pierwsze dwie doby praktycznie caly czas spal, trzeciej zaczal sie wybudzac, a zeszlej nocy pierwszy raz zobaczylam jego przytomne oczka. Dzisiaj odlaczyli mu kroplowke bo zaczal trzymac cukier. Dzis tez po raz pierwszy dostalam go do pokoju na 4h. Potem niestety wrocil na oddzial noworodkowy na fototerapie bo ma zoltaczke.
Ja chodze do niego, dzwonia do mnie gdy przychodzi pora karmienia, moge go przytulac - oczywiscie na ile pozwalala kroplowka i moj stan. Czuje sie dobrze, ale dopiero dzisiaj jestem w stanie usiasc bez kolka i puchna mi nogi gdy za dlugo siedze.
Karmienie na zasadzie czymkolwiek jakkolwiek byle Tomek nabral sil, dojrzal, przybral na wadze. Przysysa sie kiepsko. Mam wklesle brodawki, a on nie ma sily. Stymuluje laktacje znienawidzonym laktatorem, dostawal krople mojego pokarmu strzykawka, mm z butelki i cewnika. Dzisiaj udalo mi sie odciagnac wiecej i dostal pod lampami z butelki. Nie mam parcia na to by koniecznie kp, moge odciagac i podawac butelka poki co, jak bedzie w domu - nie wiem. Moje mysli nie wybiegaja tak daleko. Jesli bede karmic mieszanie lub mm tez ok. Wsparcie laktacyjne tu jest, ale od jednej wstretnej baby trzymam sie jak najdalej. Laktacyjna fanatyczka ktora schrzanila mi pierwsze chwile macierzynstwa z Piotrkiem. Co do niej - od moich cyckow wara.
Nie mam pojecia kiedy wyjdziemy. Na razie Tomek musi zaliczyc fototerapie. Kiedy bilirubina spadnie wroci do mnie i zobaczymy co dalej. Polozna uczulala nas by sie na nic nie nastawiac bo sytuacja potrafi zmieniac sie jak w kalejdoskopie.

środa, 16 października 2013

Tomcio Paluch

Tomis :-)

Jak to z Tomisiem bylo

Wpis ku pamieci -)
Caly poniedzialek karnie lezalam pod kroplowka. Mialam mocne skurcze ale co 40min do godziny wiec wygladalo na to ze do srody dotrwam. Zdrzemnelam sie chwilke wieczorem i o 1.30 skurcze zaczely nadchodzic coraz czesciej mimo ze caly czas leciala kroplowka. Zawiezli mnie na porodowke, podlaczyli najsilniejszy magnez i fenoterol oraz ktg i probowali wyciszac akcje by minelo te 48h od podania sterydow na pluca Malego. I tak rozpoczal sie moj mega stacjonarny porod. Skurcze byly coraz czestsze i mocniejsze, a ja jestem bardzo nieodporna na bol. Paralizuje mnie. Czulam ze chce chodzic, ruszac sie, przyjac pozycje wertykalna ale nie moglam bo probowalismy wyciszac. Jednoczesnie w razie porodu bylo za wczesnie na znieczulenie bo akcja by spowolnila i konieczna bylaby cc a zawzielam sie ze chce urodzic silami natury. No ciezko bylo. Na szczescie trafilam na swietna polozna, ktora uspokoila mnie gdy zaczynalam wpadac w panike i rozryczalam sie ze jestem taka slaba i nieodporna, przypomniala mi jak oddychac i na wszelki wypadek dala do wypelnienia ankiete do znieczulenia zanim skurcze byly co minute ;-) Dzieki niej jakos wytrwalam te godziny. Nad ranem lekarze doszli do wniosku, ze nie da sie porodu zahamowac. Akcja bardzo ladnie i konsewentnie szla do przodu mimo lekow. Widzac, ze nie ma ze mna kompletnie kontaktu bo skurcze byly co chwile a ja koncentrowalam sie wylacznie na oddechu zostawili kroplowke do czasu az anestezjolog nie wbila sie w kregoslup i nie podala mi zoo. Inaczej bym tam chyba padla. To znieczulenie mnie uratowalo. Pozwolilo odpoczac i zebrac sily na parcie. Bez niego nie dalabym rady taka bylam wykonczona z koniecznosci malo aktywnym porodem. Zadzwonilam do Macka zeby ogarnal Piotrka, zawiozl go do przedszkola i przyjezdzal, ale wygladalo na to ze spokojnie moze i na 9 przyjechac. Zmienila sie polozna. Kolejny aniol, tym razem starszy. Rowniez super babka. Przykryla mnie kocem i kazala zbierac sily. Zasnelam jak niemowle. Obudzil mnie lekki bol, wiec zapobiegliwie zglosilam ze bedzie konieczna kolejna dawka znieczulenia. Zbadala mnie i okazalo sie ze teraz to my rodzimy. Byla 8.10. 20 min najwiekszego wysilku w zyciu. Maciek nie zdazyl dojechac. Spoznil sie o wlos i bardzo to przezywal. Ja dzialalam jak robot pod dyktando poloznej. Ponoc pieknie wspolpracowalam ;-) Widzialam ze parcie nie boli, bolaly momenty "odpocznku" miedzy skurczami. Bylam jak zwierze. Na przedostatnim skurczu polozna musiala mnie naciac bo tetno Malego zaczelo spadac i nie chcieli meczyc wczesniaczka. Chwila gdy wyskoczyl i dostalam go na brzuch byla najbardziej niesamowitym momentem w moim zyciu. Szczescie, niedowierzanie, ulga i duma -yes I did it!
Potem wzieli Tomisia do kacika obok na badanie a ja urodzilam lozysko. Neonantolog powiedzial ze Mlody oddycha prawidlowo, ze wykazuje pewne cechy wczesniacze ale jest silny i zostawia go ze mna i mam obserwowac czy nie marznie. Ucieszylam sie bardzo, ale niestety wtedy akurat Tomek zaczal siniec z zimna i szybko zabrali go pod lampe. Mnie zszyli, przyszedl  Maciek, dostalam sniadanie i andrenalina zaczela schodzic. Troche trwalo zanim bylam w stanie usiasc na wozek. Pojechalismy do Tomka, ktory spal juz smacznie w cieplarce. Taki podobny do Piotrka. Mi bylo slabo. Maciek pomogl mi sie umyc i padlam do lozka.
Co do Malego to na razie lezy w cieplarce, spi caly czas, nie zbiera sie do jedzenia, cukry mu spadaja i ma kroplowke. Stymuluje piersi laktatorem i te krople co odciagne podaja mu strzykawka. Lekarz mowi ze gdzies dopiero za 4 dni go dostane wiec zanosi sie na dluzszy pobyt w szpitalu. Jestem troche rozdarta bo wiem ze to dla jego dobra a z drugiej strony Piotrus teskni a ja za nim. Nie zdazylam sie z nim pozegnac, zniknelam w nocy. Tutaj nie wpuszczaja dzieci ponizej 12 roku zycia. Zreszta w pelni sie z tym zgadzam. Ewentualnie do hallu ale boje sie ze takie krotkie spotkanie na pol gwizdka tylko spoteguje tesknote. Maciek i babcie wynajduja mu atrakcje.
Ja czuje sie juz dobrze. Dokucza mi tylko szew ale jest juz lepiej. O niebo lepiej niz po cesarce. Jestem w stanie wszystko dookola siebie zrobic, chodze do Tomka, czuje sie jak czlowiek a nie zombie tak jak ostatnim razem. Bardzo sie ciesze ze udalo mi sie urodzic silami natury.

wtorek, 15 października 2013

Tomasz Jerzy

15.10.2013. o 8.30 silami natury urodzil sie Tomasz Jerzy. 2850, 51.
Na razie jest w cieplarce bo troche wczesniaczek jest i ma problem z termoregulacja.
Wiecej jak odespie i naucze sie dodawac fotki w telefonie.
Dziekuje za wszystkie cieple mysli :-)

poniedziałek, 14 października 2013

Nadal w dwupaku

Mamy sie dobrze. Magnez dziala. Skurcze sa ale rzadsze. Wody ciurkaja. Atmosfera senna bo niz demograficzny. Nikt nie rodzi. Co z nami wyjasni sie prawdopodobnie na porannym obchodzie w srode.

niedziela, 13 października 2013

Szpitalnie

Pozdrawiam z patologii ciazy ;-) W nocy mialam lekkie skurcze ale sadzilam ze przepowiadajace jak do tej pory. Obudzilam sie o 3 i poczatkowo sadzilam ze Maly bawi sie pecherzem ale to wody zaczely ciurkac. Na razie leze na patologii z lekkim rozwarciem i skurczami, ktore staraja sie poki co wyciszyc bo dostalam zastrzyk na rozwoj pluc dziecka a on zaczyna dzialac po 48h. Zobaczymy czy sie uda i co potem. Brakuje nam 5 dni do konca 37tc. Watpie bym dotrwala wiec wyglada na to ze Maly bedzie takim ciut ciut wczesniakiem. Troche kiszka bo wpisza mu to do ksiazeczki a to oznacza sporo dodatkowych wizyt kontrolnych w poradniach.
Opieke mam super. Szpital na Siemiradzkiego w Krakowie. Kameralny. Poradnia na ulicy obok wiec sa tylko babki hospitalizowane. Wszyscy mili, ciepli, czuje sie bezpiecznie.
Trzymajcie za nas kciuki. Bede raportowac.
P.S. Przepraszam za brak polskich czcionek w telefonie.

sobota, 12 października 2013

logopeda

W przyszłym tygodniu Piotrek zaczyna w przedszkolu indywidualne dodatkowe zajęcia z logopedą. Będziemy też na bieżąco dostawać do domu ćwiczenia do codziennego wykonywania.
Piotr nie wymawia "r" ani "l". Zamiast tego jest "j". Wczoraj byłam na konsultacji logopedycznej w przedszkolu i o ile na "r" ma jeszcze pół roku czasu to "l" jest wyraźnie opóźnione. Słaba pionizacja języka. Do tego zmiękczanie głosek szeleszczących. Zasób słownictwa ma szeroki, ładnie formułuje zdania, ale musimy wyćwiczyć mięśnie języka. Piotrek zaczął mówić dopiero po 2 urodzinach i już od pewnego czasu widziałam, że jest problem, czekałam jednak do przedszkola. Wolałam by zajęcia miał normalnie w ciągu dnia zamiast dokładać mu wożenie gdzieś do logopedy nie wiedząc czy w ogóle będzie skłonny współpracować znajac jego niechęć do lekarzy. W przedszkolu pani logopeda jest praktycznie cały czas, przewija się i Piotr już ja polubił i wiem, że już współpracuje. Zajęcia będzie miał tak ustawione by nie kolidowały z innymi przedszkolnymi sprawami i do 15, to ważne, bo potem jest już zbyt zmęczony. Cieszę się, że jest taka możliwość, zwłaszcza, że trudno byłoby mi ogarnąć regularne wożenie go gdzieś z młodszym bratem w komplecie.

czwartek, 10 października 2013

zbieracz

Piotr od momentu pójścia do przedszkola złapał fazę na zbieractwo. Spotkałyście się z czymś takim? Początkowo mnie to rozczulało, ale ostatnio zaczynam się lekko irytować.
Oczywiście zawsze miewał jakieś swoje ulubione zabawki, ale nigdy nie przywiązywał się do nich tak by domagać się koniecznie zabrania ich na np. na spacer. Jedyną rzeczą niezbędną mu do szczęścia była tusia, czyli pieluszka tetrowa do przytulania. Zresztą z tusią śpi do dziś. Pozostałe zabawki jeśli były to fajnie, a jeśli nie to łatwo było odwrócić jego uwagę. Pluszaki przez ponad 3 lata ignorował. Służyły za piłki w najlepszym razie.
W okresie adaptacji przedszkolnej gdy domagał się zabierania ze sobą tusi w plecaczku postanowiłam, za radą Kropki, włożyć mu do niego również jakiegoś pluszaka by powoli się z tą niemowlęcą szmatką rozstawał. Wybrałam przypadkowego małego misia, ot tak by mieścił się w plecaczku. I się zaczęło. W ciągu kilku dni okazało się, że do przedszkola TRZEBA koniecznie codziennie spakować tegoż misia, a później również misia piskaczka (niemowlęcego małego misia z piszczałką w brzuszku, wygrzebanego z kartonu zabawek dla braciszka), gąbkowego czerwonego pieska na kółkach (również znalezionego tamże) i pluszowe czerwone serduszko. Zestaw ten zaczął z nami wędrować w plecaczku również na spacery, po przyjściu do domu całe towarzystwo jest natychmiast wyładowywane i przenoszone przez Piotra tam gdzie aktualnie przebywa. Śpią z nim. Chodzi z tym naręczem po domu gubiąc coś co chwila, a rano robi remanent w łóżku i przynosi je nam do sypialni. Ostatnio przywlókł od teściowej nadmuchiwanego delfinka i kaczkę, więc nosi to wszystko na dwa razy, bo brakuje mu rąk, a ja mam już dość łażenia w te i wewte.
Prócz tego Piotrek wszędzie, dosłownie wszędzie tworzy "nory", a że generalnie uwielbia budować to przybiera to rozmiary monstrualne. W salonie ma rozłożony namiot-wigwam i zwykle przechowywał tam sobie jakąś poduszkę, kilka autek i tyle. Obecnie gromadzi tam wszystko co mu wpadnie w ręce - kołdry, poduszki, gazety tak, że dla niego dosłownie miejsca już nie zostaje. Jeśli nie tam to w "garażu" czyli kącie między kanapą a ścianą w salonie. Wystarczy chwila po powrocie z przedszkola i już leży tam góra rzeczy, a Piotrek siedzi w tym wszystkim zadowolony jak kwoka na grzędzie. Wygląda to tak.

Dodam,  że to zamiłowanie nie ma nic wspólnego z bałaganiarstwem. Piotr owszem nie lubi sprzątać, ale odkąd został przedszkolakiem nauczył się wreszcie to robić i po skończonej zabawie faktycznie odkłada klocki do pudełka, układanki na półki, książki, kredki - sprząta jak najbardziej i ja to doceniam i chwalę, ale nie dotyczy to jego schowków. Dają mu chyba jakieś poczucie bezpieczeństwa. A ja nie mam siły z tym walczyć w tym momencie, choć zaczyna mnie to wkurzać.Wieczorem afera, bo nie może znaleźć misia piskaczka pod startą różnych rzeczy w "garażu". Rano znosi nam to wszystko na łożko do sypialni i kiedy usiłujemy jeszcze podrzemać on kręci się i wierci bo co chwila jakiś element układanki gubi mu się pod kołdrą. Kiedyś obudził mnie huk, bo syn poukładał na mojej kołdrze pieczołowicie swoje resoraki, które runęły na ziemię gdy przewracałam się na drugi bok.Dzisiaj leżałam na kanapie, a on układał to wszystko obok mnie aż w końcu dosłownie zniknęłam i zaprotestowałam gdy usiłował siaść mi na głowie.
Bardzo jestem ciekawa ile ten etap potrwa i jak oraz czy z nim walczyć, za chwilę do tego wszystkiego dojdzie mata edukacyjna i gadżety Tomka.....

poniedziałek, 7 października 2013

ciążowo i weekendowo

36 tc. Jestem ogromna.
Ciężko mi juz bardzo, zwłaszcza, że mieszkamy na górce. Wyjście pod górę z garażu z trzema przystankami i zadyszką zawsze. Kiedy idę po coś na poddasze lub do piwnicy zawsze dokładnie się zastanawiam co mogę ze sobą przy okazji zabrać by uniknąć "pustych przebiegów". Nie mam kompletnie siły na samodzielne spacery z Piotrkiem, więc jeśli odbierając go z przedszkola widzę, że jest niewyżyty a Maciek ma wrócić późno lub jest w delegacji to po prostu zamiast wracać do domu gdzie nie położy się spać za nic jadę kawałek dalej, on usypia w aucie, ja parkuję i czasem nawet 1.5 h sobie czytam lub drzemię. Wiem, idę na łatwiznę, ale myślę, że w 9 miesiącu ciąży mogę sobie pozwolić. Nie są to sytuacje częste, bo generalnie Piotr jest kochany i wyrozumiały :-)
Odkąd robię sobie zastrzyki clexane w brzuch polepszyła sie sytuacja ze skurczami w nogach. Już od ponad tygodnia nie miałam silnego skurczu, jest tylko lekkie drętwienie, więc po porodzie na pewno czeka mnie wizyta u jakiegoś dobrego naczyniowca. Kręgosłup zaczyna nawalać. Tomiś rośnie i przybiera na wadze a ja to czuję. W nocy budzę się na obolałym boku i z wielkim trudem jak wieloryb przewracam na drugi.
Jutro mam USG blizny, 17 października, przedostatniego dnia 37tc wizytę w szpitalu - jeśli jutrzejsze USG wypadnie niepomyślnie to wtedy ustalimy termin cesarki, ale mam nadzieję, że będzie OK. Generalnie od 19 października Tomek będzie donoszony. Oosbiście chciałabym dociagnąć do 25 października ze względu na pasowanie na przedszkolaka Piotrka no i spotkanie z pedagogiem i psychologiem, ale będzie co ma być. Mocno wątpie bym przekroczyła 40tc. Młody idzie łeb w łeb ze starszym bratem, a on urodził się w 39tc.
Samopoczucie taksobie. Strasznie zmęczona jestem cały czas. Wykonanie głupiego telefonu odkladam w nieskończoność.Czasem wydaje mi się, że mam jeszcze duuuużo czasu, a za chwilę wpadam w panikę, że to juz zaraz. Cieszę się na myśl, że juz niedługo przytulę mojego chłopczyka, że znowu usłysze to rozkoszne niemowlęce sapanie i ciekawość mnie zżera jaki on będzie, czy podobny do brata czy nie a za chwilę robi mi się smutno, że to moja ostatnie chwile z brzuchem, bo pomimo wszystkich fizycznych niedogodności to taki wyjątkowy czas. Trzeciego razu nie będzie. Czasem sama siebie nie rozumiem.Chciałabym wykorzystać ostatnie wolne wieczory, a kończy się na tym, że zasypiam po 20 minutach filmu. Nie jestem w stanie skupić się na żadnej ksiażce, ograniczam sie do krótkich artykułow i to też mnie wkurza, bo wiem że po porodzie bedę żałować, że nie wykorzystałam tego czasu na takie przyjmności gdy powóci era życia pod dyktando potrzeb niemowlaka. Piotrek spędza w przedzkolu 6-7h, a ja nawet jeśli w tym czasie nie ma zadnych badań potrafię ten czas bezporoduktywnie przebimbać w domu.
A u nas? Jest lepiej. Dogadujemy się. Nie wiem ile to potrwa, ale na razie spokojniej i milej.
Sobote spędziliśmy lekko bez sensu. Miał przyjść stolarz kończyć nasz sufit na poddaszu, więc nie planowaliśmy żadnych wyjść we trójkę. Stolarz nawalił i kiedy już się zbieraliśmy by pojechać na pobliski piknik rycerski Piotrek padł na kanapie w salonie i spał 3h. Skończyło się na odwiedzinach u teściowej. W niedzielę wybraliśmy się do kościoła, w którym braliśmy ślub. Wiemy już skąd brała się niecheć Piotrka do kościołów. Bał się organów. Nie rozumiał skęd dobiega dźwięk, a czuł wibracje podłogi, powietrza, zatykał uszy. Tydzień temu Maćkowi udało się zainteresować go tematem, pokazał mu organy, wytłumaczył jak działają i obiecał zabrać do takiego kościoła, gdzie można obejrzeć je z bliska. W "naszym" kościele jest taki fajny balkonik naokoło i można stanąć obok organisty. Piotrek słuchał i obserwował całą mszę (no, prawie całą - spóźniliśmy się z powodu braku miejsca do parkowania). Mówił, że "było fajnie".
Prosto z koscioła udlaiśmy się na ten piknik rycerski, akurat był niedaleko naszego domu.Szczerze - jedno wielkie rozczarowanie. Duża przestrzeń, Piotrek podekscytowany bo opowiedzieliśmy mu, że będą rycerze a tutaj rycerzy brak. Tylko zapowiedzi, że będzie pokaz walk o 14. Przyjechaliśmy przed 13. Trochę skakania na dmuchańcach, obiad w postaci pajd chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym (Piotr wolał suchy chleb).
A potem Piotr był juz delikatnie mówiąc znudzony bo rycerzy ani widu ani słychu, atrakcje się pokończyły, ale na szczęście pod płotem stał wóz straży pożarnej. Nowiutki, 2-tygodniowy, a przemili panowie strażacy z własnej woli pokazywali dzieciakom co i jak. Tym sposobem najlepszym wspomnieniem Piotra z pikniku rycerskiego był pan strażak. Pozdrawiamy strażaków z Zabierzowa :-)




Żeby celowi wizyty stało sie zadość udaliśmy się o 14 w miejsce planowej walki cały czas tłumacząc Piotrowi, że za chwilę przyjda rycerze, o czym nieustannie zapewniały nas głośniki. Z 15-minutowym opóźnieniem pojawił sie jeden i zaczął ospale się ubierać, po pół godzinie gdy spóźnialskich, którzy podobno bogobojnie udali się na mszę nadal nie było widać wściekliśmy się i oddaliliśmy do samochodu, podobnie jak większość rodziców z rozczarowanymi i znudzonymi dzieciakami. Luz luzem, ale jak jest jakiś program to miło byłoby się go trzymać.