poniedziałek, 7 października 2013

ciążowo i weekendowo

36 tc. Jestem ogromna.
Ciężko mi juz bardzo, zwłaszcza, że mieszkamy na górce. Wyjście pod górę z garażu z trzema przystankami i zadyszką zawsze. Kiedy idę po coś na poddasze lub do piwnicy zawsze dokładnie się zastanawiam co mogę ze sobą przy okazji zabrać by uniknąć "pustych przebiegów". Nie mam kompletnie siły na samodzielne spacery z Piotrkiem, więc jeśli odbierając go z przedszkola widzę, że jest niewyżyty a Maciek ma wrócić późno lub jest w delegacji to po prostu zamiast wracać do domu gdzie nie położy się spać za nic jadę kawałek dalej, on usypia w aucie, ja parkuję i czasem nawet 1.5 h sobie czytam lub drzemię. Wiem, idę na łatwiznę, ale myślę, że w 9 miesiącu ciąży mogę sobie pozwolić. Nie są to sytuacje częste, bo generalnie Piotr jest kochany i wyrozumiały :-)
Odkąd robię sobie zastrzyki clexane w brzuch polepszyła sie sytuacja ze skurczami w nogach. Już od ponad tygodnia nie miałam silnego skurczu, jest tylko lekkie drętwienie, więc po porodzie na pewno czeka mnie wizyta u jakiegoś dobrego naczyniowca. Kręgosłup zaczyna nawalać. Tomiś rośnie i przybiera na wadze a ja to czuję. W nocy budzę się na obolałym boku i z wielkim trudem jak wieloryb przewracam na drugi.
Jutro mam USG blizny, 17 października, przedostatniego dnia 37tc wizytę w szpitalu - jeśli jutrzejsze USG wypadnie niepomyślnie to wtedy ustalimy termin cesarki, ale mam nadzieję, że będzie OK. Generalnie od 19 października Tomek będzie donoszony. Oosbiście chciałabym dociagnąć do 25 października ze względu na pasowanie na przedszkolaka Piotrka no i spotkanie z pedagogiem i psychologiem, ale będzie co ma być. Mocno wątpie bym przekroczyła 40tc. Młody idzie łeb w łeb ze starszym bratem, a on urodził się w 39tc.
Samopoczucie taksobie. Strasznie zmęczona jestem cały czas. Wykonanie głupiego telefonu odkladam w nieskończoność.Czasem wydaje mi się, że mam jeszcze duuuużo czasu, a za chwilę wpadam w panikę, że to juz zaraz. Cieszę się na myśl, że juz niedługo przytulę mojego chłopczyka, że znowu usłysze to rozkoszne niemowlęce sapanie i ciekawość mnie zżera jaki on będzie, czy podobny do brata czy nie a za chwilę robi mi się smutno, że to moja ostatnie chwile z brzuchem, bo pomimo wszystkich fizycznych niedogodności to taki wyjątkowy czas. Trzeciego razu nie będzie. Czasem sama siebie nie rozumiem.Chciałabym wykorzystać ostatnie wolne wieczory, a kończy się na tym, że zasypiam po 20 minutach filmu. Nie jestem w stanie skupić się na żadnej ksiażce, ograniczam sie do krótkich artykułow i to też mnie wkurza, bo wiem że po porodzie bedę żałować, że nie wykorzystałam tego czasu na takie przyjmności gdy powóci era życia pod dyktando potrzeb niemowlaka. Piotrek spędza w przedzkolu 6-7h, a ja nawet jeśli w tym czasie nie ma zadnych badań potrafię ten czas bezporoduktywnie przebimbać w domu.
A u nas? Jest lepiej. Dogadujemy się. Nie wiem ile to potrwa, ale na razie spokojniej i milej.
Sobote spędziliśmy lekko bez sensu. Miał przyjść stolarz kończyć nasz sufit na poddaszu, więc nie planowaliśmy żadnych wyjść we trójkę. Stolarz nawalił i kiedy już się zbieraliśmy by pojechać na pobliski piknik rycerski Piotrek padł na kanapie w salonie i spał 3h. Skończyło się na odwiedzinach u teściowej. W niedzielę wybraliśmy się do kościoła, w którym braliśmy ślub. Wiemy już skąd brała się niecheć Piotrka do kościołów. Bał się organów. Nie rozumiał skęd dobiega dźwięk, a czuł wibracje podłogi, powietrza, zatykał uszy. Tydzień temu Maćkowi udało się zainteresować go tematem, pokazał mu organy, wytłumaczył jak działają i obiecał zabrać do takiego kościoła, gdzie można obejrzeć je z bliska. W "naszym" kościele jest taki fajny balkonik naokoło i można stanąć obok organisty. Piotrek słuchał i obserwował całą mszę (no, prawie całą - spóźniliśmy się z powodu braku miejsca do parkowania). Mówił, że "było fajnie".
Prosto z koscioła udlaiśmy się na ten piknik rycerski, akurat był niedaleko naszego domu.Szczerze - jedno wielkie rozczarowanie. Duża przestrzeń, Piotrek podekscytowany bo opowiedzieliśmy mu, że będą rycerze a tutaj rycerzy brak. Tylko zapowiedzi, że będzie pokaz walk o 14. Przyjechaliśmy przed 13. Trochę skakania na dmuchańcach, obiad w postaci pajd chleba ze smalcem i ogórkiem kiszonym (Piotr wolał suchy chleb).
A potem Piotr był juz delikatnie mówiąc znudzony bo rycerzy ani widu ani słychu, atrakcje się pokończyły, ale na szczęście pod płotem stał wóz straży pożarnej. Nowiutki, 2-tygodniowy, a przemili panowie strażacy z własnej woli pokazywali dzieciakom co i jak. Tym sposobem najlepszym wspomnieniem Piotra z pikniku rycerskiego był pan strażak. Pozdrawiamy strażaków z Zabierzowa :-)




Żeby celowi wizyty stało sie zadość udaliśmy się o 14 w miejsce planowej walki cały czas tłumacząc Piotrowi, że za chwilę przyjda rycerze, o czym nieustannie zapewniały nas głośniki. Z 15-minutowym opóźnieniem pojawił sie jeden i zaczął ospale się ubierać, po pół godzinie gdy spóźnialskich, którzy podobno bogobojnie udali się na mszę nadal nie było widać wściekliśmy się i oddaliliśmy do samochodu, podobnie jak większość rodziców z rozczarowanymi i znudzonymi dzieciakami. Luz luzem, ale jak jest jakiś program to miło byłoby się go trzymać.



11 komentarzy:

  1. Och jakja ciebie i inne ciezarowki na finiszu rozumiem:))) Wiesz ja te chciala wykorzystac ten czas na zapas. Ale nie oszukujmy sie, nei da sie. Nie da sie wyspac na nastepny rok, nie da sie najesc na maxa, nie da sie naczytac... trzeba robic po porstu to co teraz ci w danej chwili pasuje i juz. Czujesz ze musisz zasnac to zasypiaj, czujesz ze musisz umyc okna-myj. A to ze z Piotkiem spisz na parkingu... no prosze cie. Nikt od tego nie umarl:) Ty wypoczelas a dziecko sie wyspalo. Choc przyznam ze podziwiem ci ze potrafisz sie zrelekasowac siedzac w aucie...
    Ja tez musialam robic sobie zastrzyki z clexane bo cos tam po 31 tyg zaczelo sie dziac z moja krzepiliwoscia. Ale nie mam pojecia co to sa skurcze w ciazy i wogole. Mialam raz w zyciu, zlapaly mnei w lydki na basenie. I nigdy wiecej. Jakies 15 lat temu:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja Cie rozumiem :))))) Niby w nocy spie dobrze, ale kazda zmiana pozycji to pobudka, od spania na lewym boku boli mnie biodro, od spania na prawym - zebra :)))) Cami spedza w szkole i swietlicy 7-8 godzin i ja te godziny potrafie na kanapie przesiedziec, z wlaczona tv i iPadem w reku. Ksiazki probowalam czytac, ale szans na koncentracje brak.

      Usuń
  2. To mial byc komentarz, nie odpowiedz dla Listopadowej :)))) Zmeczenie po zaladowaniu zmywarki mnie dobija, cisnace ubrania wkurzaja, dlategp juz tak bardzo chcialabym miec te ciaze z glowy. Chociaz z drugiej strony, gdy sobie siedze na kanapie, a malutka sie we mnie wierci i przeciaga to tez mi szkoda, ze to juz ostatnie dni kiedy moge ja przez brzuch za pietke zlapac, patrzec jak faluje... Bo to dla mnie tez przeciez ostatni raz. Brzuch masz spory, taki jal ja chyba, ale wiesz, moj od ladnych paru tygodni ptaktycznie nie rosnie, wiec moze nie osoagniesz stanu wieloryba ,;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A, jeszcze mi sie z ta blizna przypomnialo (taka skupiona jestem, ze nawet jednego porzadnego komentarza nie potrafie napisac ;)) - lekarka mi powiedziala, ze po pierwszej cesarce i kilki latach przerwy (w sensie, ze wiecej niz dwoch) to naprawde rzadkosc, by z blizna bylo cos nie tak.

    OdpowiedzUsuń
  4. fajnie że u Was lepiej
    jeśli chodzi o końcówkę ciąży, to widzę jak każda ciąża jest inna- ja nie miałam w ogóle ani zmęczenia, ani żadnej ociężałości, na tym etapie ciąży biegałam normalnie za dziećmi na spacerach. u ciebie widać organizm się domaga oszczędzania się, więc bez żadnych wyrzutów korzystaj z parkingowej opcji relaksu :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Fajna masz fryzurkę, jak często do fryzjera musisz chodzić?

    No i Piotrek to jedno z najpiekniejszych dzieci jakie widziałam w zyciu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-)
      Zwykle mam trochę dłuższe włosy i lepiej się w takich czuję. Do fryzjera chodzę średnio raz na 1.5 miesiąca z tego względu, że z powodu mojego bielactwa mam kępki siwych włosów bardzo widoczne i sklepowe farby tego nie pokrywają. Ostatnio poprosiłam moją fryzjerkę by ścięłą mnie krócej niż zwykle by na dłużej wystarczyło, bo nie wiem kiedy po porodzie się wyrwę.

      Usuń
  6. ale Piotruś to słodziak! :-)
    bardzo ładny brzuszek :-)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Czułam dokładnie tak samo w ciąży z Aleksandrem - z jednej strony baaardzo chciałam go już przytulić, z drugiej miałam świadomość że to juz ostatnie takie chwile, że nigdy więcej i chciałam żeby trwały jak najdłużej.

    OdpowiedzUsuń
  8. Te ostatnie dni są takie rozchwiane... Zaglądam i trzymam kciuki za Was, z całych sił!!! Piotr jest uroczy, ta fotka z "chlebkiem" jest cudowna :)

    OdpowiedzUsuń