czwartek, 10 października 2013

zbieracz

Piotr od momentu pójścia do przedszkola złapał fazę na zbieractwo. Spotkałyście się z czymś takim? Początkowo mnie to rozczulało, ale ostatnio zaczynam się lekko irytować.
Oczywiście zawsze miewał jakieś swoje ulubione zabawki, ale nigdy nie przywiązywał się do nich tak by domagać się koniecznie zabrania ich na np. na spacer. Jedyną rzeczą niezbędną mu do szczęścia była tusia, czyli pieluszka tetrowa do przytulania. Zresztą z tusią śpi do dziś. Pozostałe zabawki jeśli były to fajnie, a jeśli nie to łatwo było odwrócić jego uwagę. Pluszaki przez ponad 3 lata ignorował. Służyły za piłki w najlepszym razie.
W okresie adaptacji przedszkolnej gdy domagał się zabierania ze sobą tusi w plecaczku postanowiłam, za radą Kropki, włożyć mu do niego również jakiegoś pluszaka by powoli się z tą niemowlęcą szmatką rozstawał. Wybrałam przypadkowego małego misia, ot tak by mieścił się w plecaczku. I się zaczęło. W ciągu kilku dni okazało się, że do przedszkola TRZEBA koniecznie codziennie spakować tegoż misia, a później również misia piskaczka (niemowlęcego małego misia z piszczałką w brzuszku, wygrzebanego z kartonu zabawek dla braciszka), gąbkowego czerwonego pieska na kółkach (również znalezionego tamże) i pluszowe czerwone serduszko. Zestaw ten zaczął z nami wędrować w plecaczku również na spacery, po przyjściu do domu całe towarzystwo jest natychmiast wyładowywane i przenoszone przez Piotra tam gdzie aktualnie przebywa. Śpią z nim. Chodzi z tym naręczem po domu gubiąc coś co chwila, a rano robi remanent w łóżku i przynosi je nam do sypialni. Ostatnio przywlókł od teściowej nadmuchiwanego delfinka i kaczkę, więc nosi to wszystko na dwa razy, bo brakuje mu rąk, a ja mam już dość łażenia w te i wewte.
Prócz tego Piotrek wszędzie, dosłownie wszędzie tworzy "nory", a że generalnie uwielbia budować to przybiera to rozmiary monstrualne. W salonie ma rozłożony namiot-wigwam i zwykle przechowywał tam sobie jakąś poduszkę, kilka autek i tyle. Obecnie gromadzi tam wszystko co mu wpadnie w ręce - kołdry, poduszki, gazety tak, że dla niego dosłownie miejsca już nie zostaje. Jeśli nie tam to w "garażu" czyli kącie między kanapą a ścianą w salonie. Wystarczy chwila po powrocie z przedszkola i już leży tam góra rzeczy, a Piotrek siedzi w tym wszystkim zadowolony jak kwoka na grzędzie. Wygląda to tak.

Dodam,  że to zamiłowanie nie ma nic wspólnego z bałaganiarstwem. Piotr owszem nie lubi sprzątać, ale odkąd został przedszkolakiem nauczył się wreszcie to robić i po skończonej zabawie faktycznie odkłada klocki do pudełka, układanki na półki, książki, kredki - sprząta jak najbardziej i ja to doceniam i chwalę, ale nie dotyczy to jego schowków. Dają mu chyba jakieś poczucie bezpieczeństwa. A ja nie mam siły z tym walczyć w tym momencie, choć zaczyna mnie to wkurzać.Wieczorem afera, bo nie może znaleźć misia piskaczka pod startą różnych rzeczy w "garażu". Rano znosi nam to wszystko na łożko do sypialni i kiedy usiłujemy jeszcze podrzemać on kręci się i wierci bo co chwila jakiś element układanki gubi mu się pod kołdrą. Kiedyś obudził mnie huk, bo syn poukładał na mojej kołdrze pieczołowicie swoje resoraki, które runęły na ziemię gdy przewracałam się na drugi bok.Dzisiaj leżałam na kanapie, a on układał to wszystko obok mnie aż w końcu dosłownie zniknęłam i zaprotestowałam gdy usiłował siaść mi na głowie.
Bardzo jestem ciekawa ile ten etap potrwa i jak oraz czy z nim walczyć, za chwilę do tego wszystkiego dojdzie mata edukacyjna i gadżety Tomka.....

10 komentarzy:

  1. O kurczę... To mu się włączyło w najmniej odpowiedniej chwili, co? Myślę, że minie. Ania przez 3 miesiące musiała mieć zawsze ze sobą swoje koniki, włącznie z koniem na biegunach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, chcesz powiedzieć, że spała z koniem na biegunach?????

      Usuń
  2. A może to ma coś wspólnego z przyjściem na świat dzidziusia ? Nie znam się w ogóle na takich rzeczach, ale taka pierwsza myśl przyszła mi do głowy...
    Może chce zaznaczyć, że to jego zabawki, że on je tak kocha, że nie może ich oddać ? Albo nie wiem...
    Mam nadzieję, że przejdzie mu to szybciutko :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nad tym zastanawiam. Tylko, że w przyszłym pokoju Tomka jest bardzo dużo zabawek dla niego, Piotrek je owszem ogląda ale wszystkim mówi, że to są zabawki braciszka, ba sam przynosi tam swoje zabawki, których już nie chce.

      Usuń
  3. A mnie ten opis rozczulil;)wyobrazilam sobie malego zbieracza i jego cenne trofea;)ale tez mysle, ze teraz jest etap wielu zmian w jego zyciu, wiec chce w swoim otoczeniu jak najwiecej stalych...ale to taka domorosla psychologia;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mnie też to rozczula, ale na dłuższą metę po prostu nie potrafię funkcjonowac w takim bajzlu ;-) W tym momencie w każdym pomieszczeniu naszego domu piętrzy sie jakaś sterta, próbuję więc wynegocjowac by ograniczył zbieractwo przynajmniej do swojego pokoju i wigwamu.

      Usuń
  4. ja bedac dzieckiem budowalam namioty, bazy, zestawialam fotele, znosilam do salonu koldry, poduszki i inne akcesoria. moja mama to miala anielska cierpliwosc:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahahahahahaha, wygląda i brzmi bardzo zabawnie i rozczulająco jednocześnie ;)
    Widocznie ma taki etap, może przejdzie, bo domyślam się, że to niezbyt komfortowe dla was :P

    No ale jak on słodko wygląda, no :PPPP

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie jestem psychologiem ale myślę, że te rzeczy (fakt posiadania ich blisko siebie i samo tworzenie rutyny - codziennie ten sam zestaw) daje Piotrkowi komfort psychiczny i poczucie bezpieczeństwa w sytucaji w której nie czuje się jeszcze do końca pewnie (adaptacja w przedszkolu). Ja bym tak odczytała to zachowanie gdyby chodziło o moje dziecko.

    OdpowiedzUsuń