wtorek, 22 października 2013

Zmeczenie materialu

Zaliczam dzis dola. 9 doba w szpitalu. Kiedy w niedziele dostalam Tomka bylam przeszczesliwa. Skoncentrowalam sie na nim. Na karmieniu. Powiedziano mi ze wypuszcza go gdy zacznie przybierac na wadze bo od 2 dni stal w miejscu. Wypracowalam satysfakcjonujacy nas system karmienia mieszanego i wszystko funkcjonowalo bardzo fajnie. Tomek jest absolutnie idealny. Jak maly zegareczek co 2.5h domaga sie jedzenia, nie musze go wybudzac. Dogadujemy sie super. W niedziele utrzymal wage, wczoraj przybyl i myslalam ze nas dzis puszcza do domu a tu zonk. Wypisza nas jesli to okaze sie stalym trendem. Nie wiem kiedy. Zalamalam sie.
Nie zrozumcie mnie zle. Wiem, ze to dla naszego dobra. Ale ja widze, ze jest OK i tesknimy za soba z Piotrkiem bardzo. No i szpital. Szpital jako taki jest OK. Nie oczekuje cudow. Mamu dobra opieke. Troszcza sie o nas, wszyscy sa uprzejmi i chetni do pomocy, oczywiscie troche balaganu jak wszedzie ale w normie. Tak jak pisalam polozne odbierajace porod rewelacyjne. Pomijajac kwestie zafiksowania w temacie laktacji jest OK. Ale jednak szpital to nie dom. Nie zdecydowalismy sie na platna sale jednoosobowa ze wzgledow finansowych. Pierwsza dobe po porodzie spedzilam w dwojce, ale w srode oddzialowa poprosila mnie o przeniesienie na wieksza sale argumentujac to tym, ze mniejsze przeznaczaja dla mam z dziecmi a moje na noworodkach. OK. Bylysmy we trzy do wczoraj. Oczywiscie zaduch, smrod potu ale staralam sie o tym nie myslec. Poki Mlody byl na noworodkach spedzalam czesc czasu na kotytarzu, ale z nim stalo sie to niemozliwe ze wzgledu na przeciagi. Wczoraj o 22 przywiezli dwie dziewczyny i zrobilo sie tloczno. 5 babek i 4 dzieci. Noc byla ciezka i kiedy rano dowiedzialam sie, ze jeszcze zostajemy to sie po prostu przelalo. Zmeczenie zaduchem. Ja jestem przyzwyczajona do niskich temperatur, do przewiewu i bardzo zle znosze duchote. Nos mam zatkany, gardlo jak z papieru. Mimo sprzatania kilka razy dziennie smrod pieluch i podpasek. Pot. Zapalanie i gaszenie lampek co chwila. No i oczywiscie moje dziecko kwili a sasiadki ryczy jak zarzynane prosie -) Na sama mysl o pozostaniu tam robilo mi sie slabo, a w polaczeniu z tesknota za Piotrkiem rozsypalam sie na moment. Polaly sie lzy. Pogadalam z oddzialowa i dzisiaj wracam na sale dwuosobowa. Przynajmniej tyle.

10 komentarzy:

  1. smrod potu? podpasek?
    wybacz Nessie, ale czy te kobiety sie nie myja?
    Justinee

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moze mam wrazliwe powonienie. Sama w tej duchocie jestem mokra jak mysz, co chwila sie myje i zmieniam koszule. A jak kilka krwawiacych obficie babek co chwila wyrzuca podklady do kosza to dla mnie w lazience cuchnie

      Usuń
  2. O rany.... Trzymaj sie kochana. Moze jutro juz wyjdziecie? Trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  3. Aż mi samej się niedobrze zrobiło po tym opisie...:/ A panie myślą że jak dzieci urodziły to je higiena nie obowiązuje? Okropność!

    Dobrze, że udało Ci się załatwić mniejszą salę. Tul i całuj syneczka i nie myśl o niczym innym:*

    OdpowiedzUsuń
  4. dobrze, że choć tą dwójkę dostaniecie....zmęczenie to jedno, a "zjazd hormonalny" to drugie...a masz możliwość wyjścia na świeże powietrze?może Mąż na chwilę zostanie z Tomciem a Ty na mały spacerek, tak choćby wokół szpitala...a szpitalny zaduch i zapachy? z pewnością niemiłe ale myślę, ze nie z braku higieny innych osób ale z faktu pięciu kobiet po porodzie na jednej sali...a z resztą! trzymam kciuki by trend się utrzymał, Tomcio rósł i byście mogli wrócić do domu:) A zmęczenie materiału w ciągu najbliższych miesięcy pewnie jeszcze nie raz się powtórzy..dasz radę:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspolczuje :( Sama wialam ze szpitala, gdy tylko zielone swiatlo dostalysmy, mimo, ze polozne namawialy, zebym jeszcze z dzien pobyla, bo w domu zacznie sie kierat, a w szpitalu wszyscy wszystko za mnie zrobia i pod nos podsuna. Ale wlasnie zaduch, plus babka, z ktora dzielilam sale i jej goscie tlumnie przybywajacy i halasliwi oraz intensywnie zapachowi (czarnoskorzy, uzywajacy silnie pachnacych kosmetykow oraz przynoszacy jej jakies swoje mocno woniejace zarcie) sprawili, ze chcialam wiac jak najszybciej... Wytrzymaj jeszcze troszke, juz blizej niz dalej.

    OdpowiedzUsuń
  6. rozumiem Cie..ja tez przyzwyczajona do wzglednie niskich temperatur i przewiewu, okno w sypialni mam non stop otwarte, bo inaczej sie dusze..smrod potu i podpasek chyba nie do unikniecia, ale az mi slabo jak o tym pomysle.Trzymam kciuki Nessie, obys jak najszybciej wrocila z maluszkiem do domu..

    OdpowiedzUsuń
  7. doskonale Cię rozumiem, bo tez wiałam ze szpitala jak się tylko dało. po pierwszym moim porodzie było nas na sali 3 matki i 4 dzieci i to już była masakra, było lato i zaduch. po drugim porodzie byłam w dwójce, ale chłopak mojej współlokatorki siedziała przy niej od godzin rannych do czasu aż go położne wygoniły, czyli do wieczora + tabuny gości, które do niej przychodziły. koszmar, było gorzej niż za pierwszym razem, choć sala mniej liczna. wcale Ci się nie dziwię, ze masz dość i te łzy były w pełni uzasadnione. Mam nadzieje,z ę w dwójce będzie Wam lepiej. Trzymaj sie!

    OdpowiedzUsuń
  8. o ludzie.. ja pewnie byłabym już na psychicznym dnie w takiej sytuacji, więc doskonale rozumiem, co możesz czuć:( tu pewnie nie chodzi o niemycie się innych, już sam fakt, że przebywa się na jednej sali z tyloma osobami wystarczy, by po prostu śmierdziało..jeśli się nie wietrzy ze względów wiadomych. u nas nie ma aż tak licznych sal poporodowych. najwięcej 2osobówki. dobrze, że udało Ci się załatwić z powrotem taką salę, a teraz to już chyba bliżej niż dalej do wyjścia i niedługo będziesz wśród swoich bliskich wszystkich:)) życzę Ci tego z całego serca.

    OdpowiedzUsuń