sobota, 30 listopada 2013

o zazdrości i problemach z uszami

Liczyłam się z tym, że gdy minie urok nowości i radość z powrotu mamy do domu, gdy Piotrek uświadomi sobie, że mały nie urośnie tak szybko to może zmienić nastawienie do brata. Niestety tak się stało. Nie no, tragedii nie ma, po prostu fascynację, zainteresowanie i czułość w stosunku do Tomka zastąpiło częściowo lekceważenie i ignorowanie. Nie ma otwartej niechęci, wrogości czy agresji. Piotrek nadal alarmuje gdy Mały płacze, podaje mu smoczka, pogłaszcze po główce, ale dużo mniej. Częściej po prostu bawi się obok. Wczoraj wieczorem w końcu udało mi się porozmawiać z nim na ten temat, a nie jest to proste, bo Piotr przechodzi teraz jakiś ciężki okres (o tym później), ignoruje mnie, zmienia temat i generalnie niełatwo z niego cokolwiek wyciągnąć. Powiedział, że chciałby by Tomek mieszkał u babci Marysi i że ciągle tylko płacze i płacze i boli go od tego głowa. Rozmawialiśmy długo, w końcu stwierdził, że brat może zostać i dzisiaj był już w stosunku do niego czulszy.
Nie mam złudzeń - nasz pobyt w szpitalu wiele popsuł w jego nastawieniu do brata niestety :-( Kiedy leżałam w szpitalu po porodzie był na to przygotowany, rozmawialiśmy wielokrotnie gdy byłam w ciąży i tłumaczyłam mu, że przez kilka dni będę musiała zostać z maluszkiem w szpitalu. Nie było to dla niego zaskoczeniem. Panowała radosna atmosfera, wszyscy cieszyli się z narodzin malutkiego, chodził do przedszkola, było ciepło i słonecznie, spędzał dużo czasu na polu - w jego przypadku to ważne, bo jest klasycznym meteopatą. Tym razem zupełnie inaczej. Jednego dnia idzie z mamą i bratem do przychodni, nie czuje się zbyt dobrze, wie, że i on i brat są chorzy ale mama jedzie do szpitala z Tomkiem, nie z nim. Jego chorego zostawia. Poczuł się przeze mnie porzucony na rzecz Tomka. Mąż i babcie martwili się, nie chodził do przedszkola, siedział w domu, było szaro i ponuro. Nietrudno sobie wyobrazić jak się czuł.... Wiem, że jest na mnie trochę obrażony, nie siada obok mnie gdy trzymam na rękach Tomka.
Wiem, że pewnie przejdzie przez różne fazy i jego stosunek do brata będzie się jeszcze zmieniał. Niestety sprawy nie ułatwia jego zachowanie. Jest od pewnego czasu po prostu nieznośny i po powrocie z przedszkola i w weekendy. Kompletnie mnie ignoruje, ma kręćka, z irytującym uśmieszkiem robi rzeczy, których mu nie wolno (na przykład suwa meblami, wciska się za nie, znosi tam pełno rzeczy, siada mi na stopie  mało jej nie łamiąc, przerywa nam rozmowę, nudzi w kółko o to samo, wrzeszczy na cały dom zamiast przyjść i spytać, kładzie zabawki na stole miedzy talerzami z jedzeniem  a ja... no cóż często nie stawałam i nie staję na wysokości zadania, zwłaszcza gdy będąc sama z nimi w domu byłam uziemiona podczas karmienia, a on akurat coś demolował. Od powrotu do domu po porodzie naprawdę się staram poświęcać mu jak najwięcej czasu, kiedy Tomek śpi lub spokojnie czuwa rzucam wszystko inne by spędzić z nim czas, to ja towarzyszę mu podczas kąpieli i czytam bajkę na dobranoc. Tomek nie zawsze wtedy śpi i czasem musi nam towarzyszyć, wiem, że Piotr za tym nie przepada, że wolałby w tym czasie mieć mamę na wyłączność. Rozumiem, że jest mu trudno, ale też jestem tylko człowiekiem i czasem krzyknę. Mam poczucie porażki rodzicielskiej. Tęsknił za mną, a gdy wróciłam złoszczę się na niego, to tak w skrócie, z drugiej strony wiem, że nie mogę tłumaczyć wszystkiego adaptacją do nowych warunków, że trzeba gdzieś postawić granice taryfy ulgowej i nie mogę tolerować wicia się i wyrywania podczas ubierania na przykład, nie może to trwać tyle ile trwa, że ręce po powrocie trzeba absolutnie umyć i basta, a nie teatralnie leżeć na podłodze przed drzwiami łazienki i buczeć etc
Problematyczne stało się jego zasypianie w samochodzie, zwłaszcza gdy jest zimno. Dopóki nie urodził się Tomek OK, mogłam z nim chwilę w garażu posiedzieć,rozumiem, że nie jest przyjemnie w stanie rozespania wspinać się ścieżką pod górę. Teraz nie wchodzi to w grę bo Tomek momentalnie się budzi i protestuje w foteliku i jeśli męża nie ma w domu to robi się nerwowo. Budzę Piotrka, który nawet jeśli spał zaledwie kilka minut zaczyna wyć i marudzić i żąda wzięcia na ręce i zaniesienia do domu, a ja nawet gdybym nie niosła fotelika nie jestem w stanie wnieść go tą stromą ścieżką pod górę. Jest dla mnie za ciężki. Zaczyna się więc nerwówka, ja z fotelikiem i drącym się w nim Tomkiem, na ścieżce stoi lub leży naburmuszony i wyjący Piotr, wiadomo, że nie mogę go zostawić bo nie mamy ogrodzenia a ulica ruchliwa i nie wiadomo co by mu do głowy strzeliło - armagedon. Nienawidzę tego. Bywa, że wyjeżdżamy w dobrym nastroju a gdy docieramy do domu mam go serdecznie dość.
Nie jest tak zawsze, ale często.
Poza tym umówiłam Piotra na grudzień do laryngologa, bo pewne rzeczy mnie niepokoją i mogą mieć wpływ na jego zachowanie. Mam wrażenie, że albo ma przytkane uszy, albo wodę w uszach albo przerośnięty migdał, albo zatkany nos, nie wiem. Piotrek cierpiał na nadprodukcje woskowiny i regularnie odwiedzaliśmy laryngologa na czyszczenie uszu. Za każdym razem była to walka, trzy osoby musiały go trzymać i miał potem traumę. Ostatnio byliśmy tam około rok temu, wtedy usłyszeliśmy, że nadprodukcja się zatrzymała i wystarczy domowa higiena uszu, z czego bardzo się ucieszyłam. Miał też wtedy badany słuch i wyniki wyszły super. Bez zarzutu. Teraz jednak ewidentnie coś jest nie w porządku. Gęsty katar ciągnął się za nim długo, obecnie kataru już na pewno nie ma a dalej mówi przez nos. Bardzo często mówi głośno i nie wiem czy to efekt przedszkola, gdzie jest gwar czy po prostu sam siebie nie słyszy. Często słyszę "co?" i nie wiem czy faktycznie nie słyszy czy to takie droczenie się z nami, bo zwykle towarzysz temu ten irytujący uśmieszek gdy wpada w kręćka. Robiłam eksperymenty, stawałam za nim znienacka i mówiłam coś cicho lub szeptem. Raz reaguje a raz nie. Gdy jest spokojny i wyciszony mówi trochę ciszej, więc może przesadzam? Kiedy siedzimy w samochodzie po odebraniu z przedszkola i z nim rozmawiam czasem siedzi, patrzy w okno i nie reaguje na moje pytania i znowu nie mam pewności czy mnie po prostu nie słyszy, czy ignoruje czy jest zwyczajnie zatopiony we własnych myślach. No i ostatnia sprawa. mam wrażenie, że mówi niewyraźnie, na pewno mniej wyraźnie niż kilka miesięcy temu. Widząc go codziennie nie zauważyłam różnicy, uderzyło mnie to po 10-dniowej rozłące gdy urodził się Tomek. Pytanie czy to wynik tego, że z jakiegoś powodu gorzej słyszy własne słowa czy niechlujstwo? W każdym razie dobrze by ocenił to specjalista.
Na koniec kilka fotek.











wtorek, 26 listopada 2013

poszpitalnie:-)

Wychodzimy dzis do domu.
To byl pierwszy moj pobyt na oddziale dzieciecym. Oby ostatni. Garsc refleksji.
Naprawde super lekarze i pielegnuarki pracuja na Strzeleckiej w Krakowie. Wszyscy mili i pomocni. Nie znosze balaganu przychodniowego i latania za lekarzem by cos sie dowiedziec. Tutaj luz i spokoj. Wiedzialam, ze zawsze ok 13-14 zostane poproszona na rozmowe przez lekarz prowadaca i otrzymywalam komplet informacji. Za wyjatkiem weekendu rzecz jasna gdy na oddziale byl tylko lekarz dyzurny. Pielegniarki mnostwo serca wkladaja w swoja prace, dostosowywaly sie w miare mozliwosci do rytmu dziecka i jego potrzeb. Nie chcialabym tu wracac, ale te panie bede milo wspominac. W raze potrzeby mzna bylo wyjsc ze szpitala na chwile zostawiajac dziecko pod ich opieka.
Warunki - wiadomo, ze szpital to nie hotel, ale przyzwoite. W czesci dla dzieci do lat 3 gdzie przebywalismy sa sale z 3 lozeczkami, lazienka z pryszncem na 2-3 sale, kuchnia z lodowka i mikrofala, na salach wanienki, dla rodzicow takie fotele rozkladane na plasko. Twarde i trzeba miec wlasny koc i poduszke, ale w porownaniu z innymi szpitalami gdzie rodzice spia na podlodze lub tym co przywioza z domu calkiem w porzadku. Za niewielke pieniadze mozna zamowic dla siebie posilki do pokoju, smaczne i obfite zamiast liczyc ze odwiedzajacy doniosa obiad lub stolowac sie poza szpitalem.
Przetestowlam tez na sobie, ze tym co mi najbardziej przeszkadzalo i dolowalo podczas pobytow w szpitalach po obu porodach byla obecnosc innych osob w pokoju. Nie cierpie dzielic pokoju z obcymi ludzmi, zwlaszcza w nocy. Tak mam. Cierpie gdy brak mi wlasnej ograniczonej scianami przestrzeni. Tym razem bylismy caly czas sami i wszystko znioslam psychicznie duzo lepiej. Wprawdzie sciany czesciowo szklane, ale namiastka prywatnosci byla.
I brak mi ciemnosci w nocy, zle spie w polmroku.
Okazalo sie tez, ze jestem pancerna matka. Przypszczam, ze gdybym trafila do szitala z malenkim Piotrkiem lzy by mi lecialy przy zmianach wenflonu etc. Przy starszym Piotrze jednak przeszlam szkole zycia gdy przez dlugi czas musialam go unieruchamiac nogami na podlodze by podac jakikolwiek syrop lub wyczyscic nos, gdy 3 osoby musialy go trzymac podczas czyszczenia ucha, uodpornilam sie na to psychicznie i w porownaniu z tym wszystkim  niemowlak w szpitalu nie jest dla mnie wyzwaniem. Latwo go uspokoic po nieprzyjemnym zabiegu, zwaszcza majac swiadomosc, ze on sam poki co zaraz wszystko zapomni. Pielegniarki poczatkowo mialy obawy czy powinam patrzec na zmiane wenflonu, ale szybko przekonaly sie, ze nie mdleje i nie panikuje w przeciwienstwie do kilku innych matek. Wenflon w glowce wygladal nieciekawie, ale doszlam do wniosku, ze jest wygodniejszyj przy pielegnacji dziecka niz wklocie w raczke.
Tomus byl bardzo spokojny, kochany. Dzielnie wszystko zniosl. Teraz czekaja nas inhalacje, kontrola w przychodni, lapanie moczu i kontrola w poradni dla wczesniakow w tym szpitalu, na ktora tak czy siak bylismy zapisani juz po powrocie do domu po urodzeniu. Trzeba ustalic o ile mamy odroczone szczepienia. Bedziemy do tej poradni chodzic regularnie choc Tomek jest minimanym wczesniakuem, dzieku temu bedziemy pod opieka neurologa na NFZ a po doswiadczeniach z napieciem miesniowym Piotra jestem na tym punkcie przewrazliwiona. W sumie nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. Z powodu wczesniactwa Tomek czesc platnych szczepien ma za darmo.

niedziela, 24 listopada 2013

chorujemy i prezenty

Dalej chorujemy. Trzecia doba na antybiotyku. Wydaje mi sie, ze jest lepiej ale boje się cokolwiek myslec, bo sytuacja zmienia sie jak w kalejdoskopie. w piatek rano tez odnosilam wrazenie, ze mamy poprawe a potem nastapilo pogorszenie. No niestety zapalenie pluc :-(
Generalnie do d.... Ja zle znosze szpitale choc wszyscy sa mili i pomocni. Tylek i kregoslup mi wysiada od siedzenia na twardym krzesle lub lezance. Maz chory goni w pietke bo musi do konca listopada przetargi pozamykac, poklocil sie z tesciowa, ktora pomaga bardzo przy Piotrku ale tez czepia sie o rozne domowe sprawy. Piotrus teskni, nie mam jak sie z nim zobaczyc bo nadal nie wyszedl do kobca z przeziebienia a nawet gdyby to musialyby z nim przyjechac dwie osoby by jedna mogla najpierw do nas wejsc na gore i bym mgla je wytlumaczyc co i jak.
Ratuje mnie tablet i net. Nie jestem w stanie skupic sie na ksiazce, na gazecie wiec zamiast siedziec i gapic sie w sciane stukam w ekran jednabreka druga lulajac. Nadal jestesmy sami w pokoju, nie nawiazuje kontaktow z babkami z sasiednich pokoi bo boje sie, ze przejme w ten spisob cos od ich dzieci i przekaze Tomkowi. Rozmawiam tylko z pielegniarkami i lekarka. Zeby nie zwariowac szukam w necie inspiracji na prezenty bozonarodzeniowe dla dzieci i oddaje sie swojemu hobby  - wyszukuwaniem na allegro uzywanych perelek dla dzieci za grosze.
Na razie zdecydowalam sie na deske lub dysk do balansowania dla Piotrka, a teraz szukam cuekawych klockow magnetycznych a'la Geomag, oryginalnensa fajne ale za drogie.

czwartek, 21 listopada 2013

niestety

Wygląda na to, że zadomowimy się tutaj na dłużej :-( Tomek ma się lepiej, mniej kaszle i nadal czysty osluchowo. Niestety drugie rtg wykazało początki zmian w płucach. Zdaniem lekarki tragedii nie ma i tak bywa u wczesniaczkow. Tomek jest jeszcze malutki. Niby ma 5 tygodni ale nie osiągnął jeszcze 4 kg. Konieczny jest dozylny antybiotyk. Lekarka wstrzymuje się do jutra, bo jutro będą wyniki posiewu z moczu i w razie gdyby wyszły jakies bakterie to dobierze antybiotyk tak by zadziałał na obie sprawy. Zwykle leczenie trwa ok. tygodnia, czasem dłużej.
Jedyny plus jak slusznie zauwazyla Kiiki to to, że Tomek może do woli nacieszyć się mamą na wyłączność. Noszę go lub kanguruje by jak najwiecej czasu spędzał w pozycji pionowej, więc  jeśli tylko go nie kluja jest przeszczesliwy. Ciekawe jak przestawi sie z powrotem na domowy zgielk. Tu jestesmy sami na sali, cicho, spokojnie.


środa, 20 listopada 2013

Tomis chory w szpitalu.

Przepraszam za brak polskich czcionek. Pisze z tableta i nie ogarnam jeszcze funkcji podpowiadania.
Jestem z Tomkiem w szpitalu wojewodzkim na Strzeleckiej w Krakowie. W weekend Piotr dostal kataru. We poniedzialek wieczorem Tomek zaczal pokaslywac. Zabralam ich obu do lekarki we wtorek i o ile Piotrek OK, tylko gesty katar do rozrzedzenia o tyle z Tomkiem nieciekawie. Pediatra stwierdziła, ze osluchowo jest czysty, ale u takich maluszkow kazdy kaszel jest niepokojący, ze zapalenie pluc u nich czesto przebiega bezobjawowo i dopiero na zdjeciu rtg widac zmiany. No i ona sama nie moze nic przepisac bo takim malenstwom leki podaje sie dozylnie. Dostalismy skierowanie do szpitala jesli do rana sytuacja sie nie poprawi. Cale popoludne bilam sie z myslami. Balam sie, ze ze szpitala przywleczemy jakies inne swinstwo, zwlaszcza ze Tomek je i spui normalnie. Piotrkowi jednak sie pogarszalo, Maciek wrocil caly zakatarzony i Tomek tez bardziej kaszlal, wiec zdecydowalam, ze jedziemy.
Wybralam ten szpital, bo wiele osob odradzalo mi uniwersytecki w Prokocimiu z powodu podejscia lekarzy i warunkow dla rodzicow. Przyjeli nas ekspresowo, od razu rtg i badania. Rtg w porzadku, nie jest to zapalenie pluc. Przynajmniej narazie. Raczej ostre przeziebienie i dobrze ze tu przyjechalismy, bo u takich niemowlat sytuacja moze zmieniac sie z godziny na godzine. Tomek osluchowo jest czysty, wyniki ma w porzadku poza anemia, wymaz w kierunku wirusow i bakterii ujemny. Na razie obserwacja, inhalacje, oklepywanie, kroplowka z glukoza, monitorowanie saturacji. Zobaczymy jak wyniki jutro. Mam nadzieje, ze nie bedzie konieczne wprowadanie antybiotyku, bo wtedy zostanuemy tu na caka kuracje czyli ok 10 dni. Tomek jest spokojny, kochany, podbil juz serca pielegniarek :-)
Mam przepustke i moge wychodzic, wrecz zachecaja mnie bym wyszla gdy Mlody spi dla higieny psychicznehj i dzis wyskoczylam do sklepu na sasiedniej ulucy. To dla mnie wazne bo źle się czuje w zamknieciu zwlaszcza ze nie ma kto mnie zmienic - Maciek i tesciowa chorzy, Piotrek u mojej mamy bo koniecznie musi sie dokurowac do naszego powrotu. W poniedzialek bede musiala wyjsc i poprosic pielegniarke o jedno karmienie bo mam otwarty kanal w zebie i po prostu musze isc do dentysty na kolejne czyszczenie z ropy.
Warunki sa dobre. Mam rozkladany na plasko fotel, twardy ale da sie spac, moge zamowic posilki dla siebie do pokoju. Szkoda ze sciany czesciowo z okien, zle spie gdy nie jest ciemno. Wkurza mnie tylko podejscie do karmienia mlekiem modyfikowanym. Nie, nikt nie robi problemu z dokarmiania, nie ma tu terroru i fanatyzmu laktacyjnego, ale zasady szpitalne sa takie, ze to szpital mleko dostarcza. Nie wilno robic mieszanki samemu. Absurd bo akurat moj syn pije mm innej marki niz szpitalne a nie wolno zmieniac mleka z karmienia na karmienie. Zawsze stopniowo przez kilka dni. No ja na pewno nie bede w tym momencie fundowac Tomkowi rozstroju zoladka. Podgrzalam we wlasnym czajniczku wode zrodlana, wlalam do termosu i gdy przychodzi pora karmienia prosze pielegniarke o mleko po czym wylewam i przygotowuje po kryjomu wlasne,
Tesknie za Piotrkiem. Mam wyrzuty sumienia. Byl nieznosny od soboty i nawrzeszczalam na niego we wtorek przed wizyta w przychodni i teraz ciezko mi ze swiadomoscia, ze teskni. Moze uda mi sie z nim spotkac na chwile na spacerze w weekend. Do domu mam za daleko, jestem bez auta, mysialabym chyba brac taxi a to by byly duze kwoty. Z Mackiem wole chwilowo nie mieć kontaktu, bo jeslui sie zaraze to padaka -  kto wtedy zajmie sie Tomkiem w szpitalu? Wywala mnie. Musze byc zdrowa.
Eh tak sobie mysle, ze ktos tam swietnie sie mna bawi.... odkad wrocilismy do domu po porodzie bylo tylko kilka normalnych spokojnych dni, takich ze spacerkiem i spokojnym cieszeniem sie dziecmi. Ciagle ktos chory, smrody z przeszlosci, mega nieprzyjemne spawy, bieganie po urzedach, nerwy, zapalenie okostnej, kanalowka w trzech zebach a teraz szpital. Wiecie ze brat Macka jeszcze nie widzial bratanka? Grazyka pozno wraca z pracy wiec tylko w weekend mofga podjechac do nas a wiecznie ktores z nich chore, teraz my w szpitalu, no kurcze pozna go jak Tomek bedzie mial 2 miesiace jak nic albo i wiecej choc mieskamy 15 min drogi autem od siebie. Porazka jakas :-/

-

środa, 13 listopada 2013

poniedziałek, 11 listopada 2013

Spadek nastroju i klody pod nogami :-/

Przepraszam za brak polskuch czcionek. Ostatni tydzien byl trudny dla mnie. Najpierw sie rozchorowalam, wiec chodzilam po domu w maseczce i psikalam rece Octeniseptem bojac sie zarazic Tomka i Piotrka. Chyba sie udalo ich uchronic. We wtorek, akurat w moje imieniny dotarlo do mnie pewne pismo z pewnej instytucji. Niestety kolejny raz wraca przeszlosc. Czeka mnie sporo chodzenia po instytucjach, konsultacji z prawnikami, prawdopodobnie bede musiala wystapic na droge sadowa. W srode musialam w zwiazku z tym zostawic Tomka z moja mama i zalatwiac kupe spraw a i tak najwazniejszej jeszcze nie zalatwilam, czeka mnie nieprzyjemna rozmowa pod koniec tego tygodnia lub na poczatku kolejnego. Kiedy ujrzalam to pismo podlamalam sie. Ulotnily sie endorfiny i wyszlo ze mnie cale zmeczenie i napiecie, co w polaczeniu z choroba, szaruga za oknem, spadkiem cisnienia wywolalo lzy zalu ze 3 tygodnie po porodzie zamiast odpoczywac, karmic i napawac sie macierzynstwem ja musze zostawiac noworodka z babcia i chora w ulewie jezdzic, zakatwiac i kombinowac jak zadzialac by nie wykonac jakiegos falszywego kroku, bo konsekwencje moga byc powazne i dotknac cala moja rodzine. W piatek otrzasnelam sie jakos, pogoda znow zrobila sie piekna a wtedy wieczorem zaczal pobolewac mnie zab. Zeby to moj wielki pech, bardzo slabe mam. W nocy bolal tak ze musialam zazyc ketonal bo inaczej wylabym z bolu. Odciagniety pokarm wylalam.....Rano moj zaufany dentysta. Mam rope pod korzeniem dwojki, oraz czworki i piatki, zgorzel i zapalenie okostnej. Trzeci dzien jade na ketonalu bo nic innego nie pomaga a Tomek je wylacznie mm. Taka do d.... matka ze mnie. Albo nie mam pokarmu a jak troche jest to taka historia. Jestem bardzo nieodporna na bol. Probowalam bezpiecznych srodkow przeciwbolowych ale nie daje rady. Poki co boli tak ze bez ketonalu nie daje rady nawet zamknac ust bo najlejszy nacisk jest nie do wytrzymania, nie wspominajac o jedzeniu:-( Czeka mnie kilkuetapowe leczenie kanalowe trzech zebow, najgorsze ze w dwojce byla juz duza plomba wiec ten zab moze nie wytrzymac a wtedy dodatkowo trzeba bedzie zrobic sztyft i korone. Za 900 pln. Na nfz nie pojde. Chodzilam i to sa efekty. Te zeby leczyl wczesniej dentysta na fundusz. Nawet calkiem niedawno.... tak sie cieszylam ze ostatnia prowizja za polowe pazdziernika przed glodowym macierzynskim byla dobra, planowalam przeznaczyc ja na "fundusz pieluchowy" i troche optymistyczniej widzialam finansowo najblizsze miesiace. Niestety, pojdzie na leczenie zebow. Co uda nam sie cos wiecej zarobic to nam to los zabiera. Juz ktorys raz. 2 tyg temu tysiak poszedl na wymiane chlodnicy....

poniedziałek, 4 listopada 2013