poniedziałek, 4 listopada 2013

o drugim macierzyństwie

Jest inaczej. Spokojniej. Radośniej.
Początki mojego macierzyństwa z Piotrusiem były z różnych powodów trudne.
Strach, niepewność, oszołomienie, trudność w odnalezieniu się w nowej sytuacji życiowej. Do tego fatalne samopoczucie po cesarce i krowtoku, silna anemia, ból głowy przy pionizacji z powodu znieczulenia, kompletny brak pokarmu i poczucie winy, w które dałam się wpędzić w szpitalu, zmagania z p.... strzykawkami i cewniczkami, którym podawałam małemu mm. Bardzo bałam się powtórki z rozrywki. Długo przed samą sobą nie przyznawałam sie też, że nie poczułam wybuchu miłości od razu. Miłość przyszła z czasem. Na początku było wzruszenie i ogromne poczucie odpowiedzialności. Dopiero po powrocie do domu powoli uczyliśmy się czułości. Baby blues.
Teraz mam trochę wyrzuty sumienia w stosunku do mojego starszego syna, bo jego młodszego brata pokochałam od pierwszej sekundy miłością ogromną i po prostu go uwielbiam. W głębi serca mi przykro, że nie czułam czegoś takiego w stosunku do Piotrka, że go skrzywdziłam w jakiś tam sposób. Nie wiem z czego to wynika. Piotrka nie dostałam na brzuch po cc, bo zaczęło być ze mną bardzo źle. Zobaczyłam go następnego dnia. Przynieśli mi go do łóżka, gdy nie czułam jeszcze nóg i byłam słaba jak jeszcze nigdy w życiu. Tylko go przytulałam. Tomka przytuliłam od razu po porodzie. Wprawdzie tylko na chwilę, bo ze względu na wcześniactwo musieli go szybko zbadać, a potem szybko zabrali do cieplarki bo zaczął sinieć z zimna, ale tej chwili nie zapomnę do końca życia. Po porodzie martwiłam się o Małego, chodziłam do niego na oddział noworodkowy, marzyłam by mógł opuścić cieplarkę, a potem leżaczek z lampami ultrafioletowymi bym dostała go. Poza tym jednak czułam się świetnie, cieszyłam się, że jestem sprawna, nie było we mnie strachu czy niepewności, wiedziałam jak "obsługiwać" maluszka, no i miałam trochę pokarmu. Wprawdzie nie ma go na tyle bym całkowicie mogła karmić piersią, ale nie było to nigdy jakimś moim absolutnym priorytetem, więc cieszę się z tego co jest, mały dostaje codziennie mój pokarm w jakiejś tam ilości, moje przeciwciała i uważam, że jest OK. Mam dużo więcej cierpliwośći. Nie męczy mnie wstawanie w nocy. Być może dlatego, że przez te 3.5 roku z Piotrkiem przyzwyczaiłam się do późego chodzenia spać i wczesnych pobudek, więc nie jest to dla organizmu taki szok jak poprzednio. Czuję się wyspana. Wpatruję sie w buzię Tomeczka i zachwycam się. Delektuję się tymi chwilami gdy jest malutki. Przy Piotrku nie mogłam się doczekać aż zrobi się bardziej kumaty, aż będziemy mogli się jakoś sensowniej pobawić. Teraz nie ma we mnie niecierpliwości. Wiem, że to moje ostatnie dziecko, że czas płynie szybko i ani się obejrzę i będzie biegał, uciekał mi i nie będzie miał czasu na przytulanie, więc rozkoszuję się zapachem małej główki i posapywaniem na moim ramieniu. Nawet mój mąż stwierdził, że jakoś tak złagodniałam.
Drugie macierzyństwo to też większa elastyczność. Tomek aktywny jest rano gdy wstaje Piotrek i po południu/wieczorem gdy starszak wraca z przedszkola. Chcąc nie chcąc muszę to pogodzić, więc karmię Tomka drugą ręką budując z klocków, wykonuję czynności higieniczne rozmawiając z Piotrkiem. Pewnie że mogłabym przekazać starszaka tacie, ale też chcę spędzić z nim czas po przedszkolu, a mój mąż jest typem, który trochę boi sie malutkich dzieci. Tomek więc wędruje z nami z pokoju do pokoju, słucha różnej muzyki, przeróżnych odgłosów i siłą rzeczy musi byc elastyczny. Gdy przychodzi pora odbioru brata z przedszkola zwykle śpi, więc ubieram go na śpiocha nie zważajac na protesty i szybko pakuję do fotelika. Wieczorem pora kapieli uzależniona jest od tego jaki dzień miał Piotrek, czy jest bardzo zmęczony i marudny i trzeba szybko go kłaść tuż po 19 (wtedy Tomek czeka na swoją kolej), czy też nie ma ochoty jeszcze iść spać (wówczas najpierw kąpiemy Tomka, a Piotrek asystuje mi przy kapieli i wieczornym karmieniu). Pewnie z czasem stanie się to trudniejsze w miarę jak Tomek będzie coraz więcej czuwał i trudniej będzie go wieczorem wyciszyć, ale nauczyłam się już przy pierwszym dziecku, że rytuały się zmieniają, że trzeba je dostosowywać do aktualnych potrzeb, więc pożyjemy zobaczymy. Na razie dajemy radę.Bywa trudno. W sobotę Piotrek miał gorączkę, próbowałam separować go od Tomka, ale  w domu to niemożliwe, bo on jest zafascynowany dzidziusiem i nie mogę go przepędzać. Był taki moment wieczorem, że mąż poszedł na chwilę do sąsiadów zanieść im jakieś dokumenty i obydwoje potrzebowali mnie teraz zaraz natychmiast, nie mogłam zostawić Tomka na przewijaku, bo że tak powiem produkował i produkował, a Piotrek łkał w swoim pokoju, że chce by mama przyszła i go przytuliła w jego łóżku. Ciężko psychicznie. Starszak czasem chce też z nami spać. Codziennie przychodzi nad ranem i to jest OK, wtedy akurat karmię Tomka, a potem wędruje do łóżeczka pod karuzelkę. Spanie we czwórke jednak nie wchodzi w grę, bo ja często po karmieniu o 3 w nocy przysypiam razem z Tomkiem i tak śpimy do rana a Piotrek bardzo wierzga przez sen, więc kiedy mąż śpi z nami robi sie niebezpiecznie - albo narażam Tomka na kopnniaki albo muszę odgradzać go swoim ciałem od Piotrka, a wtedy śpi na skraju (łóżko stoi na środku ppokoju). Niebezpiecznie. Dlatego wtedy Maciek wywędrowuje do pokoju gościnnego, albo do Piotrka, albo na kanapę w salonie by zrobić nam ięcej miejsca i będę wredna - wcale mi się to nie podoba. Lubię poprzytulać się do synków rano, ale w nocy brakuje mi przytulenia do męskiego ramienia.Samych ich w sypialni nie zostawię. Piotrek w chwilach czułości znosi Tomkowi do łóżeczka pieluszki tetrowe, pluszaki albo uszczęśliwia go smoczkiem i to musi być pod moim nadzorem.Boję się, ze mógłby go przydusić gdybym spała w innym pomieszczeniu i dobiegła z opóźnieniem.
I wreszcie aura i samotność. Piotrek urodził się w maju, całe dnie spędzaliśmy w plenerze, raz na jakiś czas mogłam zostawić go z babcią i się zresetować. Jest mi to bardzo potrzebne. Teraz jest inaczej. Robi się coraz zimniej, więc spacery krótkie, tak między zmianami pieluchy albo werandowanie. Tomkowi nawet bardziej to służy bo tak czy siak jest na powietrzu, a u nas jest czystsze niż w Krakowie. Wyrwanie się jest możliwe tylko i wyłącznie jeśli Piotrek jest w przedszkolu i moja mama zgodzi się przyjechać do nas, czyli rzadko. Raz musiałam skorzystać z pomocy, bo z różnych względów okazało się, że musimy do końca października złożyć wniosek o becikowe, więc w zeszłą środę musiałam objechać urząd skarbowy, ZUS i spędzić 4h w kolejce w wydziale spraw społecznych, a tego z noworodkiem robić jednak nie mogłam. Wieczorne wyjście będzie pewnie mośliwe gdy Tomek zacznie przesypiać większość nocy i trochę podrośnie, bo mój maż nie jest wielozadaniowy, a wieczór to trudny czas i babcie też się jeszcze boją. Czuję się trochę samotna, bo nikt nas praktycznie nie odwiedza ze względu na sezon chorobowy. Tylko rodzice. Szwagierka odwiedziła mnie dwa razy w szpitalu, ale Tomek był wtedy jeszcze na noworodkach i go nie widziała, a teraz Antoś jest chory, więc nie przyjadą póki on nie wydobrzeje. U sąsiadów wiecznie któreś cherla, więc choć mieszkamy blisko siebie nie przychodzą, moja przyjaciółka odwołała wizytę z powodu, zgadnijcie, choroby, znajomi też bo ich córka miała wczoraj styczność z dużą ilością dzieci i boją się czy czegoś nie złapała etc. Do tego jeśli już to zaprosić kogoś możemy jedynie w weekend, bo od 19 zaczynają się u nas kąpielie, czytanie bajek i takie tam a Tomek raz zaśnie od razu, a raz ma ochotę czuwać i bujamy się do 21, siłą rzeczy nie ma więc sensu by ktokolwiek przyjeżdżał po pracy. No zdaję sobie sprawę, że w tym chorobowym okresie raczej samotnie będziemy żyć, gdyby nie internet oszalałabym. Wiem, że to minie, ale nie ukrywam, ze brakuje mi kontaktów z ludźmi w realu, takich głębszych niż rozmowa z panią w sklepie czy w przedszkolu ;-) Od 14 października odkąd trafiłam do szpitala rozmawiam praktycznie z samą rodziną.

15 komentarzy:

  1. Kapiesz dzieci codziennie???
    U nas jest zalecane dwa ryzy w tygodniu i przyznam ze styka:) Codziennie go myje rano i wieczorem no i przy zminie pieluszki. Ale kapanie w wannie tylko wda razy w tygodniu:)

    Ja taka samotna tu jestem odkad tu mieszkam... 11 lat:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tomka kąpię codziennie, bo inaczej po wieczornym karmieniu jest przytomny i nici z wieczoru we dwoje, a tak zasypia i mamy czas do 23. Zresztą ta kapiel w sumie łącznie z ubieraniem i rozbieraniem trwa może z 10 min. Piotrek kąpie się lub bierze prysznic codziennie. Szczerze mówiąc nie wyobrażam sobie bym sama codziennie prysznica nie wzięła przed snem, a on jest bardziej ruchliwy de mnie, codziennie jest zgrzany i mycie na raty nie ma sensu. Łatwiej wsadzić delikwenta do wanny, zwłaszcza, że on myje się sam, ja mu tylko pomagam włosy spłukiwać. Mogłabym bo w łazience sameg zostawić, ale to jest taki nasz czas - on się myje, a ja siedzę obok i rozmawiamy. Czasem gdy jest bardzo padniety odpuszczam i myjemy tylko buzię, ręce i zęby.

      Usuń
  2. A ja wlasnie duzo bardziej towarzyskie zycie prowadze niz z Cami na poczatku. Malucha zaliczyla juz ze mna kilka wizyt w ciagu dnia u znajomych, ktore nie pracuja lub pracuja w roznych godzinach i w dzien, gdy Cami jest w szkole, moga sie spotkac, bylysmy we trzy na urodzinach blizniakow znajomej, wczoraj na spotkaniu klubu polskich dzieciakow. Smieje sie, ze mala nie ma szans rytmu dnia sobie wypracowac, bo ciagle o roznych godzinach ja gdzies ciagam i tym sie wlasnie to moje macierzynstwo od pierwszego rozni, z Camilla wszystko bylo podporzadkowane jej drzemkom i porom aktywnosci, teraz malutka spi gdzie popadnie i narazie jest ok. Ja drugi tydzien jestem sama z dziewczynkami i wieczorem, gdy Cami ma prawo do swoich chwil ze mna, bywa trudno, bo malucha nie codziennie akurat wtedy jest uprzejma zasnac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja nie mam żadnych znajomych w realu na urlopie macierzyńskim. Wszyscy pracują do 17-18, więc w tygodniu już za późno by się spotykać póki co.

      Usuń
  3. A zapach i puchatosc malej glowki ubostwiam i ciagle sie nia rozkoszuje :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jesteś kolejną mamą, która niedawno urodziła i tak zachęcająco pisze o drugim dziecku, że coraz bardziej się przekonuję do tego, by jednak nie mieć jedynaka ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem Ci, ze moje odczucia są bardzo podobne do Twoich. Jest spokojniej i też nie poganiam czasu. Rozkoszuję się każdą chwilą i tak trochę mi smutno, że doświadczam tego ostatni raz, bo więcej dzieciaczków już nie planuję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie to drugie macierzyństwo było (i jest) zdecydowanie bardziej stresujące i kiedy tak przypominam sobie małą Sonię i to ile znajomych, restauracji i kawiarni razem "zaliczyłyśmy" kiedy była mała to aż mi się wierzyć nie chce.
    Teraz siedzę z Aleksandrem w domu a i tak łapie infekcję za infekcją i boję się o niego tak jak nigdy nie musiałam bać się o Sonieczką.

    Co do kąpieli, to ja też kąpię dzieci codziennie i jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy by to robić inaczej:))

    OdpowiedzUsuń
  7. Radzisz sobie super i podziwiam :)
    A te wyrzuty sumienia z powodu braku miłosci do Piotrka to wywal z głowy, po co sie męczyć, myslisz, że jestes jedyna?
    Ja pół roku nie lubiłam własnego dziecka :P

    Trzymajcie się zdrowo mimo wszystkich zarazków wokół :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Dla mnie akurat wychodzenie z domu zawsze było priorytetem- i zwariowałabym gdyby było inaczej. Dlatego z każdym kolejnym dzieckiem "szlajałam " się coraz bardziej niezaleznie od pory roku i powiem ci że nie zauważyłam aby jakieś bardziej chorowite były te kolejne :)
    Ale co do elastyczności i spokoju to prawda- a przy trzecim jaką oazę spokoju osiągnęłam :))))
    Nie martw się uczuciami do chłopaków- to nic złego że jest inaczej, Piotrek w końcu w zamian miał 3,5 roku mamę na wyłączność :))
    powodzenia i miłych chwil z maluchami!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalijko my oczywiście też wychodzimy tylko u nas jest to skomplikowane logistycznie. Nie mam opcji spacerowych obok domu (droga bez pobocza), wiec za każdym razem musimy gdzieś podjechać autem. Wiąże się więc to z rozkładaniem wózka, potem składaniem stelaża do bagaznika, co w deszczu czy zimnie, z mokrymi kołami jest dość kłopotliwe i czasem zwyczajnie mi się nie chce. Noo i z tego powodu raczej musimy się zmieścić ze spacerem między zmianami pieluch czy karmienami gdy nie można tego z powodu pogody zrobić w wózku czy na ławce. Albo muszę znaleźć jakieś miejsce gdzie moge to zrobic bo pakowanie wózka do auta, Tomka do fotelika , powrót do domu na karmienie, a potem wyjazd z powrotem byłby zbyt męczący.

      Usuń
  9. Nessie napisala przeciez, ze kapie Tomka codziennie, bo po kapieli ladnie zasypia i trzyma rytm dnia. Ja kapie mala co drugi-trzeci dzien, po co dziecku woda skore przesuszac niepotrzebnie? No, chyba, ze u nas tez kaoiel stanie sie forma wieczornego wyciszenia, wtedy zmienimy zwyczaje. Cami tez nie codziennie cala wchodzi pod prysznic. Oczywiscie latem, gdy sie poci i wraca z dworu brudna jak nie wiem, to co innego, ale teraz uwazam, ze codzienny prysznic nie jest jej jeszcze potrzebny. Wystarczy "strategiczne" miejsca umyc i juz ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Po pierwsze serdecznie gratuluje malucha! Bardzo ciekawe sa te twoje rozwazania. Jà wciaz nie mam drugiego dziecka. Za 3 lata bedzie za pozno bo wlasnie s&konczylam 40.....

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajnie dajecie sobie radę;)a na brak ludzi to ja od zawsze cierpię;) można sie przyzwyczaic;)i fajnie Cię czytać taka wyciszona, relaksującą sie podwójnym macierzyństwem:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Zmęczylam się samym czytaniem. Kobieto, dajesz radę. Podziwiam.

    OdpowiedzUsuń