wtorek, 26 listopada 2013

poszpitalnie:-)

Wychodzimy dzis do domu.
To byl pierwszy moj pobyt na oddziale dzieciecym. Oby ostatni. Garsc refleksji.
Naprawde super lekarze i pielegnuarki pracuja na Strzeleckiej w Krakowie. Wszyscy mili i pomocni. Nie znosze balaganu przychodniowego i latania za lekarzem by cos sie dowiedziec. Tutaj luz i spokoj. Wiedzialam, ze zawsze ok 13-14 zostane poproszona na rozmowe przez lekarz prowadaca i otrzymywalam komplet informacji. Za wyjatkiem weekendu rzecz jasna gdy na oddziale byl tylko lekarz dyzurny. Pielegniarki mnostwo serca wkladaja w swoja prace, dostosowywaly sie w miare mozliwosci do rytmu dziecka i jego potrzeb. Nie chcialabym tu wracac, ale te panie bede milo wspominac. W raze potrzeby mzna bylo wyjsc ze szpitala na chwile zostawiajac dziecko pod ich opieka.
Warunki - wiadomo, ze szpital to nie hotel, ale przyzwoite. W czesci dla dzieci do lat 3 gdzie przebywalismy sa sale z 3 lozeczkami, lazienka z pryszncem na 2-3 sale, kuchnia z lodowka i mikrofala, na salach wanienki, dla rodzicow takie fotele rozkladane na plasko. Twarde i trzeba miec wlasny koc i poduszke, ale w porownaniu z innymi szpitalami gdzie rodzice spia na podlodze lub tym co przywioza z domu calkiem w porzadku. Za niewielke pieniadze mozna zamowic dla siebie posilki do pokoju, smaczne i obfite zamiast liczyc ze odwiedzajacy doniosa obiad lub stolowac sie poza szpitalem.
Przetestowlam tez na sobie, ze tym co mi najbardziej przeszkadzalo i dolowalo podczas pobytow w szpitalach po obu porodach byla obecnosc innych osob w pokoju. Nie cierpie dzielic pokoju z obcymi ludzmi, zwlaszcza w nocy. Tak mam. Cierpie gdy brak mi wlasnej ograniczonej scianami przestrzeni. Tym razem bylismy caly czas sami i wszystko znioslam psychicznie duzo lepiej. Wprawdzie sciany czesciowo szklane, ale namiastka prywatnosci byla.
I brak mi ciemnosci w nocy, zle spie w polmroku.
Okazalo sie tez, ze jestem pancerna matka. Przypszczam, ze gdybym trafila do szitala z malenkim Piotrkiem lzy by mi lecialy przy zmianach wenflonu etc. Przy starszym Piotrze jednak przeszlam szkole zycia gdy przez dlugi czas musialam go unieruchamiac nogami na podlodze by podac jakikolwiek syrop lub wyczyscic nos, gdy 3 osoby musialy go trzymac podczas czyszczenia ucha, uodpornilam sie na to psychicznie i w porownaniu z tym wszystkim  niemowlak w szpitalu nie jest dla mnie wyzwaniem. Latwo go uspokoic po nieprzyjemnym zabiegu, zwaszcza majac swiadomosc, ze on sam poki co zaraz wszystko zapomni. Pielegniarki poczatkowo mialy obawy czy powinam patrzec na zmiane wenflonu, ale szybko przekonaly sie, ze nie mdleje i nie panikuje w przeciwienstwie do kilku innych matek. Wenflon w glowce wygladal nieciekawie, ale doszlam do wniosku, ze jest wygodniejszyj przy pielegnacji dziecka niz wklocie w raczke.
Tomus byl bardzo spokojny, kochany. Dzielnie wszystko zniosl. Teraz czekaja nas inhalacje, kontrola w przychodni, lapanie moczu i kontrola w poradni dla wczesniakow w tym szpitalu, na ktora tak czy siak bylismy zapisani juz po powrocie do domu po urodzeniu. Trzeba ustalic o ile mamy odroczone szczepienia. Bedziemy do tej poradni chodzic regularnie choc Tomek jest minimanym wczesniakuem, dzieku temu bedziemy pod opieka neurologa na NFZ a po doswiadczeniach z napieciem miesniowym Piotra jestem na tym punkcie przewrazliwiona. W sumie nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. Z powodu wczesniactwa Tomek czesc platnych szczepien ma za darmo.

5 komentarzy:

  1. Rewelacyjne wieści! Zdrowiejcie dalej najważniejsze, że w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, jak dobrze! Przykro mi się zrobiło i smutno, jak się dowiedziałam, że trafiliście do szpitala. Teraz będzie lepiej :)
    Trzymam za Was kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. No to dobrze, że lepiej i oby tak dalej !

    OdpowiedzUsuń
  4. Super że jest lepiej, oby więcej nie było okazji przekonywac się, jak to będzie w szpitalu podczas choroby.
    Dalej bądź tą pancerna matka bo to na zdrowie wyjdzie dziecku. :)

    OdpowiedzUsuń