niedziela, 8 grudnia 2013

robot mama ;-)

Zanim w naszym życiu pojawiły się dzieci miałam w głowie wyidealizowaną wizję macierzyństwa, matki zajmującej się dziećmi z czułością i uwagą.
Tymczasem moje macierzyństwo te też chwile, gdy zmuszona jestem wyłączyć emocje i działać jak automat ;-)
Czasem jestem czułą mamą, każda czynność sprawia mi przyjemność, spokojnie, powolutku celebrujemy codzienność.
A czasem robotem ;-)
 Jestem dość impulsywna i czasem muszę się wyłączyć, odpłynąć myślami daleko, zdystansować się od tego co robię fizycznie by się nie denerwować i przenosić nerwy na dzieci. W myślach powtarzam sobie zwykle jakiś motyw muzyczny, piosenkę, czasem przypominam sobie Pana Tadeusza i takie tam, wszystko co w sytuacji gdy trzeba się rozdwoić, roztroić a jest to niemożliwe i potencjalnie stresujące pozwala mi zachować spokój i poczucie humoru.
Ot taki obrazek. Mąż w delegacji na drugim końcu Polski. Jestem sama z dziećmi. Dzisiaj moja mama miała imieniny. Jest to zawsze duża impreza rodzinno-koleżeńska, lubię znajome mamy i chętnie się z nimi przy tej okazji widuję.
W południe automat: spakować mleko, butelki, ciuchy dzieci na zmianę, pieluchy, nakarmić Tomka, przewinąć, położyć na leżaczku, Tomek niezadowolony protestuje, chciałby na ręce, wyłączam się i ekspresowo pomagam Piotrkowi ubrać odświętne spodnie i koszulę, Biorę Tomka na ręce, uspokajam, odkładam, za chwilę znów zaczyna protestować, przebieram się z dresów w coś bardziej odświętnego jednocześnie zagadując Tomka i Piotrka i próbując wytłumaczyć mu, że energiczne bujanie leżaczkiem Tomka nie wprowadzi w lepszy nastrój. Ubieram Tomka w kombinezon, pakuję do fotelika, zapinam, zanoszę na ganek i zaganiam tam Piotrka, w międzyczasie uświadamiam sobie, że muszę do toalety, szybka decyzja - wytrzymam pół godziny jazdy czy nie? Nie wytrzymam, pędem siku, ubieram Piotrka, ubieram zimowe buciory i przypominam sobie, że plecak z rzeczami został w kuchni, bieg do kuchni na piętach by nie zabłocić doszczętnie podłogi (szkoda czasu na rozsznurowywanie buciorów, Tomek już się niecierpliwi w foteliku), kurtka,a czapka, rękawiczki, włączyć alarm, wychodzimy. Ostrożnie schodzę na dół do garażu z ciężkim fotelikiem obijającym się o nogi, spadł śnieg i jest ślisko, jednocześnie wołam do Piotra by nie zbiegał tak szybko bo ślisko, Piotr łapie zająca, na szczęście nie płacze, docieramy do garażu, zapinam dzieciaki. Chwila oddechu i jedziemy.
Z powrotem kolejny automat. Mama pomaga mi ubrać dzieci, więc idzie szybciej. Piotrek bawił się świetnie z Mikołajem, kuzynem w drugiej linii, więc zostaliśmy dłużej niż planowałam. Widziałam, że jest zmęczony i już od 16 było jasne, że zaśnie mi w drodze powrotnej, więc celowo zostałam dłużej by dotrzeć do domu w porze pójścia spania skoro i tak i tak będzie półprzytomny, wolę to niż żeby mi spał od 17 do 19 a potem brylował do 23. Dojeżdżamy ok 18.45. Dzieciaki oba śpią. Nie jestem w stanie holować pod górę, na śliskiej ścieżce półprzytomnego, wściekłego Piotrka niosąc jednocześnie fotelik. Łapię więc sam fotelik i plecaczek, zostawiam śpiącego Piotrka w samochodzie i brnę pod górę po śniegu. Nie powinnam dziecka samego zostawiać w garażu, ciemno etc. ale nie mam innego wyjścia fizycznie. Rozpinam Tomkowi kombinezon, śpi. Szybka decyzja. Ekspresowo przygotowuję kąpiel dla Piotrka w górnej łazience, lekarstwa, picie. U mamy zaczął pociągać nosem, chcę ewentualną infekcję zdusić w zarodku, rozgrzać go, poza tym poprzedniego dnia wieczorem się nie kąpał i zwyczajnie jest brudny i spocony po szaleństwach z Mikołajem. Tomek nadal śpi. Biegiem na dół do garażu. Piotr śpi. Wiem, że może tak i półtorej godziny, nie wchodzi to w grę, w domu sam czeka niemowlak. Wiem z doświadczenia, że łagodne budzenie, przekonywanie by poszedł do domu nic nie dadzą, wiem, że będzie wył i będzie miał wredny humor bez względu na to czy będę czekać, czy będę łagodna, czy go zaniosę czy każe mu iść samemu, więc bezpardonowo zaświecam światło w garażu i wyciągam go z samochodu. Skoro ma się złościć niech to trwa jak najkrócej. Piotr rzecz jasna półprzytomny i wkurzony wyje. Żal mi go, ale nie mam zamiaru nieść 15 kg pod górę śliską ścieżką ani czekać nie wiadomo ile aż mu przejdzie, energicznie biorę go za rękę i brniemy pod górę. Zamykam uszy na marudzenie i jak automat powtarzam "wiem, że jesteś zmęczony, już niedaleko, łóżko już czeka, zaraz się umyjesz i pójdziesz spać". Uff docieramy na ganek. Zerkam do fotelika. Tomek nadal śpi. Dobrze. Zwykle marudzi gdy nie jedzie, postanawiam korzystać z tego. Rozbieram Piotrka i niosę na górę. Pakuje do wanny i szybko myję. jest zbyt zmęczony by umyć się sam. On w tym czasie wyje non stop. Lekarstwo jedno, drugie, wycieranie, przekonywanie by wstał w dywanika bo nie jestem w stanie w tej pozycji go wytrzeć. Maść rozgrzewająca, sól fizjologiczna do nosa, dokładne czyszczenia czytaj: przytrzymywanie na siłę wyjącego gada. Piżamka, do łóżka, płacz, że chce bajeczkę, czytam bajeczkę, buzi, gaszę światło. Uff, Tomek śpi, dobrze, przygotowuję kąpiel dla Małego, mleko, on tez poprzedniego wieczora nie był kąpany bo szwagierstwo się zasiedziało i nie chciałam go rozbudzać, więc jest brudny i polepiony mlekiem. Szynka kąpiel, karmienie, ufff tym razem zasnął bez problemów.
Schodzę na dól, siadam. Wszystkie punkty odfajkowane.

5 komentarzy:

  1. No to jest masakra, nie ma co ukrywac. Znam to bardzo dobrze... Tez bardzo czesto jestem sama z dziecmi... Jedyne pocieszenie to takie, ze im dzieci starsze, tym jest latwiej i tego sie trzymaj! Sciskam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow. Można się zmęczyć czytając. Czasem tak trzeba, dobrze,że Tomek jeszcze nie chodzi i nie ucieka;) a ja zastanawiam się jak to jest z waszym garażem. On nie jest bezpośrednio w piwnicy ani na działce? dosyć męczące musi być to chodzenie.nawet zakupami a co dopiero z dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Garaz jest ziemianka u podnoza skarpy a dom stoi na gorze. Nie dalo sie tego inaczej rozwiazac bo jest zbyt stroma by wjechac a jednoczesnie za malo miejsca by zrobic serpentyne. Codziennie mamy cwiczenie :-) Piotr juz w wieku 2 lat sobie radzil o ile nie usnal. To jest problematyczne bo garazu nie widac z domu wiec dziecko mozna zostawic tylko na chwile, wiec dopoki nie urodzil sie Tomek czesto siedzialam w samochodzie i czekalam az sie obudzi bo w pelni rozumiem, ze czlowiek wyrwany ze snu nie ma ochoty sue wspinac, Teraz nie wchodzi to w gre. Zakupy wnosimy na raty, czesto zabieram tylko te psujace sie a reszte zostawiam w garazu i bierze je maz wracajac z pracy. Ma to jednak swoje plusy. Od zajsciaw pierwsza ciaze bylam tylko raz w gorach kiedy Piotr mial 2 lata z hakiem, wtedy mieszkalismy tu prawie rok i okazalo sie ze mimo przerwy kondycje mam porownywalna do kolezanek chodzacych po gorach regularnie :-):-):-):-):-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Auc :) Od jakiegos czasu powtarzam, ze matkom powinna, chociaz tymczasowo, dodatkowa para rak wyrastac. Chyba bym te kapiele odpuscila, balabym sie, ze mi sie towarzystwo rozbudzi za bardzo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. odpuscilam kapiel w sobote bo goscie pozno wyszli, piotr byl padniety, tomek drzemal, w niediele do poludnia nie wyrobilam sie i juz musialam ich umyc bo jeden brudny i spocony a rano do przedszkola a drugi lepki od mleka:-)

      Usuń