czwartek, 26 grudnia 2013

Święta Święta i po Świętach

Święta Święta i po Świętach. I dobrze.
W piątek wielkie wzruszenie - Jasełka w przedszkolu. Nie wiedziałam jak to wyjdzie, bo dzień przed Piotrek zrobił w przedszkolu wielka awanturę pt "nie będę robił czapki renifera ani jej nosił", w domu oświadczył, że już więcej do przedszkola pójdzie i absolutnie nie będzie występował, a tak w ogóle to cały świat jest przeciwko niemu. Jednak wystąpił i byłam z niego bardzo dumna :-) Niewiele mam fotek, bo chciałam nagrać cały występ.  Oto mój mały renifer.

Jasełka były bardzo udane, na koniec panie przedszkolanki zapowiedziały występ-niespodziankę zespołu debiutantów, a kiedy podniosła się kurtyna okazało się, że to one same przygotowały pastorałkę. Musiały dwa razy bisować :-)
Piotrek po występie podczas wspólnego śpiewania kolędy  zatkał uszy, rozpłakał się i uciekł ze sceny do mnie. Nie było to dla mnie zaskoczeniem. Za każdym razem gdy znajduje się w tłumie śpiewających ludzi albo gdy w plenerze głośno gra muzyka, albo w kościele, zachowuje się tak jak na zdjęciu. W 99% przypadków. Zatyka uszy rękami, ma nieszczęśliwą minę i albo ucieka albo zaczyna się histeria. Sama już nie wiem czy ma to związek z aktualnym niedosłuchem czy nie. Zachowywał się tak nawet półtora roku temu gdy na zajęciach dzieci śpiewały spokojne kołysanki, a był świeżo po badaniu słuchu i wtedy akurat nie miał problemów z migdałami, a wynik był idealny. Jest tak tylko w powyższych sytuacjach. Poza tym uwielbia słuchać muzyki z radia, wieży lub komputera, również takiej bardziej dynamicznej, z basami i tańczyć do niej. Zagadka.
A Świeta? Cóż - zero atmosfery w tym roku. Na zewnątrz szaro buro i ponuro. Odkąd zamieszkaliśmy razem Wigilię spędzaliśmy zawsze wspólnie z rodzicami Maćka, moją mamą, jego bratem i potem również jego partnerka i małym Antosiem. Między teściami od 2 lat iskrzy, a w zasadzie to nawet nie iskrzy ile po prostu ze sobą nie rozmawiają, mijają się, mają osobne półki w lodówce etc. Cyrk na kółkach. Dwa lata temu Wigilia była u nas i przyjechali na nią osobno, dwoma samochodami. W tym roku ze względu na małego Tomka również planowaliśmy Wigilię w naszym domu. Teściowa w ostatniej chwili postanowiła na święta wyjechać z koleżanką w góry. W sumie nie dziwię się jej, miała dość powrotów do domu do teścia jak sądzę. Teść do ostatniej chwili o niczym nie wiedział. Maciek i Marek mają już lekko dość tej sytuacji i postanowili już w nic się nie wtrącać, nie mediować, więc też mu nic nie mówili. Maciek poza tym pracuje z nim więc cały zły humor skupiłby się na nim, poinformował go dzień przed. Tak czy inaczej podzieliłyśmy się z moją mamą i Grażynką przygotowaniami, zaprosiliśmy teścia, ale plany pokrzyżowały nam choroby. Na szczęście nie nasze tym razem. Pochorowała się moja mama, nie bardzo, ale na tyle, że nie bardzo zbliżała się do dzieci i pierwszego dnia świąt odwiozłam ja do domu, choć planowała zostać u nas na całe święta. W poniedziałek po południu natomiast zadzwoniła Grażynka. Antos zachorował, więc oni też się wykruszyli. Za późno było na zmianę planów. Szwagier podjechał do nas we wtorek i przywiózł to co oni mieli ugotować oraz prezenty dla chłopców, my przekazaliśmy nasz prowiant i prezent, w sumie nawet nie wchodził bo bał się zarażać i chyba dobrze, bo następnego dnia rozłożyła się Grażynka, więc to coś wyjątkowo wrednego.
Wigilia była wiec kameralna i z powodu teścia drętwa. Tylko my, mama i teściu. Piotrek rozczarowany tym, że nie ma Antosia i wujka, znudzony. Maciek głównie zajmował się Piotrkiem. Tomek obudził się akurat jak zaczynaliśmy i był wyjątkowo marudny, więc ja Wigilię spędziłam głównie z wyjcem na rękach lub karmiąc, w międzyczasie podawałam potrawy. Moja mama mi pomagała, a teściem tak naprawdę momentami nie miał kto się zająć, bo on sam jakoś nie ,kwapił się do pomocy przy wnukach czy jakiejkolwiek innej. Widać było, że jest w duchu wściekły, że tak wyszły ze szwagrami i ze gdyby wiedział wcześniej pojechałby na Wigilie do brata, ale choroba nie wybiera przecież. Podejrzewam, że miał do Marka żal i uważał, iż powinien przyjechać tak czy inaczej, a partnerkę i dziecko zostawić w domu, tak właśnie wyglądają jego priorytety - mamusia i brat zawsze byli ważniejsi niż żona i dzieci. Jakoś dobrnęliśmy jednak do końca, Maciek cichaczem wyszedł przez piwnice i zadzwonił dzwonkiem, na ganku czekały przygotowane prezenty, Piotruś się nimi zajął, teściu pojechał i odetchnęliśmy. Tak jakoś nijako. Jedynie wieczór miły. Gdy dzieci zasnęły graliśmy z mamą w karty skoro na pasterkę nie mieliśmy jak się wybrać.
Drugiego dnia świat mieliśmy w planach pojechać na spacer do miasta obejrzeć żywą szopkę u franciszkanów. Moja mama stwierdziła jednak, że woli wracać do domu ze względu na dzieci i się kurować. odwiozłam ją, a auto wręcz tańczyło mi na autostradzie taki wiał halny, jechałam 60 km/h z duszą na ramieniu i po powrocie stwierdziłam, że lepiej jednak jeśli zostaniemy w domu w taką pogodę. Zwłaszcza, że akurat wtedy Grażynka przysłała smsa, że u nich wirus się rozprzestrzenia, koleżanka tez pisała, że są chorzy, przestraszyłam się morowego powietrza i wichury. Do wieczora wspólnymi siłami zabawialiśmy dzieciarnię.
Dzisiaj mamy w planach pojechać do mojego wujka do Skaiwny. tam jest zawsze dziki tłum, bo mieszkają wszyscy na kupie i generalnie nie lubię jeździć tam zimą, gdy nie można spędzić czasu w ogrodzie ze wzgledu na ten ścisk i hałas, dzisiaj tez nastawiam się, że  posiedzę sama z Tomkiem w sypialni (on źle znosi taki ruch, gwar i zamęt na dłuższą metę), ale jedziemy ze względu na Piotrka, który kumpluje się z synem mojego kuzyna i zawsze świetnie się razem bawią.
Nijakie te Święta w tym roku.
I kilka fotek.
Miś Pisklaczek (ulubiony pluszak Piotrka) jako stroik


mały perkusista


 maż uparł się na te Angry Birds..... idiotyczna gra moim zdaniem



prezenty Piotrka - klocki zębatki i gra Granny 3-Traki. Mój maż bawił się z wypiekamui na twarzy. No dobrze, Piotrek też :-)


1 komentarz:

  1. Życzę Wam zdrowia - dużo, dużo!!! Wiesz, Ania tez tak czasem ma, że zatyka uszy i ucieka, nie wiem, skąd to się bierze. Może zakłopotanie? Wystąpiła ślicznie na koncercie świątecznym w przedszkolu, śpiewała z dziećmi, a jak zaczęli tez śpiewać rodzice - uciekła i koniec.

    OdpowiedzUsuń